poniedziałek, 24 stycznia 2011

Recykling - PRL i czasy obecne

Poniższy post będzie rozwinięciem mojego komentarza z artykułu "Jedzenie ze śmietnika" na agepo.pl. Mimo prowokacyjnego tytułu rzecz jest o marnowaniu żywności oraz ewentualnej możliwości jej wykorzystania do karmienia zwierząt gospodarskich (co jest nielegalne wedle prawa UE, jeśli zwierzęta mają iść na sprzedaż). Artykuł oczywiście polecam.


PRL
W dyskusji padła kwestia cukru i mąki marnowanej za komuny. Otóż 20-30 lat temu nawet zepsuta mąka także szła dla świń, od biedy na kompost, cukier „nieświeży” o ile dał się jeszcze sfermentować szedł do kadzi na bimber. Za komuny nie marnowało się prawie nic, pamiętam obierki od ziemniaków były nawet wartościowym towarem, a przez „szacunek dla chleba”, który obecnie zanikł mieszczuchy które nie miały nikogo na wsi i tak wykładały „suchy chleb dla konia” do kartonu na klatce schodowej.

Ja się za tej komuny wychowałem i dla mnie nienormalnością i dziwactwem jest marnowanie żywności, które ma miejsce teraz, zrozumiane, że sam staram się jej nie marnować w miarę możliwości. W sumie za komuny prawie nie było pojęcia „odpad” recycling był na poziomie maksymalnym – to wraca powoli - nie tyle za sprawą eko-regulacji, co po prostu PeakOil i kryzysu.

Czasy współczesne
Już teraz kiedy ja tu klepie w klawisze, pod osłoną nocy kilkunastu kolesi na rowerkach z przyczepkami i hakami do rozrywania worków krąży po u mnie osiedlu i wybiera co się da wykorzystać, głównie metale, puszki, opał – lada chwila ci kolesie zaczną też wybierać resztki dla kur, świń…

O wilku mowa! Przed chwilą, w czasie reedycji tego artykułu wyjrzałem pod biurowy śmietnik. Koleś na naprawdę przyzwoitym rowerku, z przyczepką pełną złomu, lustrował nasze zasoby.

Z resztą worek ze starym chlebem, przestarzałe produkty, itp. znikają też… więc może już ten kryzys? Kiedy remontowałem mieszkanie w czasie urlopu robiłem autentycznie zakłady o piwo z robotnikami w jakim czasie dany przedmiot wyniesiony pod śmietnik zniknie – szybko szło – zakłady było o terminy do 1h – raz zdarzyło się, że nie zdążyliśmy donieść na śmietnik starej, podniszczonej wanny – po kilkunastu metrach podbiegła kobieta z prośbą aby położyć na ziemi i ona już dzwoniła po męża z komórki.

Wredna żona i recykling
Jeśli chodzi o te żony to mam historię autentyczną! Pewnego razu mój ojciec patrzy i oczom nie wierzy. Kolega z dawnych lat, tzw. bogaty emeryt, zapyla rowerkiem z przyczepką pełną puszek i złomu.
- Stasiu, co się stało, przecież masz emeryturkę wyższą niż ja!?
- A nic mi nie mów... żona... wredne babsko!
- Jakieś problemy, rozstaliście się? Czy co?
- Nieeee, ale całą emeryturę zabiera, na piwko i papierosy jak chcę, muszę sam zarobić, żona nie da i tyle... eeee.... weź chłopie nic nie mów...

8 komentarzy:

  1. Marcin wiesmak

    Glowny problem "miastowych" jest taki, iz w dobrych checiach ludzi doszukuja sie niecnych cech. No bo jak tak mozna za darmo - pewnie blef albo co gorsza szukaja leszcza, frajera.
    Zycie w miastowe to zycie zatomizowane pojedynczych jednostek.
    Zycie na wsi to harmonijna wspolpraca powodujaca w glownej mierze zasadzie ze :" byc moze duzo nie zyskasz ale byc moze jeszcze wiecej nie stracisz"
    Krucho ich widze dobie PO. Czytajac ich dosty nadal chca cignac z 2 cyckow na raz. Pierwszego tego cywilizacyjnego9 kino, teatr, wysoka pensja) i drugiego wiejskiego obnizajacego koszty zycia i egzystencji.

    OdpowiedzUsuń
  2. Marcin, komentarz powinien raczej trafić do tematu wyprowadzka na wieś, ale ok, niech tu zostanie.

    O różnicach w psychologii miastowych i wioskowych napiszę jeszcze nie raz, o migracji na wieś będzie cały cykl.

    Co do posta wypada się zgodzić, choć za wyświadczoną pomoc wypada się kiedyś odwdzięczyć.

    OdpowiedzUsuń
  3. A ja pamiętam jak babcia odkładała nawet skorupki po jajkach, które z powrotem oddawała osobie, od której kupowała jajka.

    Wg mnie "śmiecie" to najlepszy biznes. Ludzie/biznesy dadzą surowiec i jeszcze za to zapłacą. Można potem coś z niego wyprodukować i sprzedać. Oszczędność, ochrona środowiska i zysk.

    OdpowiedzUsuń
  4. potwierdzam, dodawało się tych skorupek do paszy
    obecnie jednak karmienie zwierząt gosp. resztkami spozywczymi jest de facto nielegalne

    jako ciekawostkę podam, że niektórzy wciąż zbierają te skorupki, tłuką w moździeżu, i spożywają zamiast wapnia w tabletkach

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja pamiętam za komuny zbieranie makulatury i jej wymianę w skupie na papier toaletowy.

    OdpowiedzUsuń
  6. Powiem wam, że dodając skorupki do paszy dla kur, lub po prostu rozrzucając je(oczywiście rozdrobnione) po terenie gdzie owe grzebki sobie chodzą, dostarczamy im więcej składników odżywczych. Po za tym nie ma porównanie między kurą "grzebką" a między kurą z klatki, a zwłaszcza w tym ile w to drugie jest pakowane sztucznych hormonów, co niesie pewne efekty uboczne

    OdpowiedzUsuń
  7. @Survivalista

    a ja pamiętam przejście się rano po drugiej stronie ulicy zarośniętej krzaczorami, zebranie pozostawionych przez nocnych imrezowiczów butelek, potem do skupu i potem kupowanie u "prywaciarza" gum do żucia, smakołyków, różnych pierdół, itp.

    i tak można było znów następnego dnia, jak kasiory w skarbonce brakło

    byliśmy z jednym kumplem goście na osiedlu, bo mieliśmy źródło kapitału za miedzą, którego reszta nie wykumała

    OdpowiedzUsuń