niedziela, 6 marca 2011

Produkty regionalne - smaczniej i oszczędniej

Jak wspomniałem w komentarzach mam taką zasadę - jak gdzieś jestem, czy to w Polsce czy za granicą, staram się rozglądnąć, wypytać miejscowych co i jak i przestawić się na produkty regionalne. Wychodzi taniej i smaczniej niż przemysłowa masówka. Poniżej kilka przykładów.


Poznańskie pyzy
W przeciwieństwie do pyz spotykanych na wschodzie kraju, są zrobione z ciasta drożdżowego i gotowane na parze. W moich stronach to potrawa niepopularna, natomiast będąc w Poznaniu zawsze w restauracji lub barze zamawiam pyzy z sosem, odrobiną mięsa oraz surówką. Potrawa tania, smaczna i będąca miłą odmianą dla osoby spoza Wielkopolski.

Dawno temu oprowadzałem po Poznaniu prezesa jednej z firm z którą miałem kontakt, zamiast planowanego wcześniej obiadu w jakiejś modnej restauracji zaciągnąłem go po prostu do małego, aczkolwiek gustownego baru zakamuflowanego przy ul. Garncarskiej, gdzie zwykle sam się stołowałem. (Nie miałem absolutnie chęci na snobizm i eksperymenty kulinarne, chciałem po prostu dobrze zjeść i nabrać sił na przydługą konferencję). Prezes był zachwycony wielkopolską kuchnią i między innymi przepysznymi pyzami.


Perła
Słynne piwo Lubelskie, kiedyś dostępne jedynie na wschodzie kraju. Podczas wycieczek w tamte strony nie piłem nic innego. Czasami, dawno temu, przywożone przez kolegów - studentów z okolic Lublina - obecnie jest już dostępne raczej w całej Polsce.

Piwo jest średnio o 1 zł tańsze niż wynoszony na piedestały Żywiec, natomiast mimo to wśród mojej rodziny, odkąd stało się dostępne na Dolnym Śląsku, zdeklasowało Żywca z uwagi na pełny, delikatny smak i rewelacyjnie zrównoważoną goryczkę.


Flądra
Często spędzam lato na Mierzei Wiślanej i zamiast na obiad zamawiać hamburgery, schaboszczaki czy drogie, importowane oceaniczne ryby z hurtowni, albo azjatycką pangę lub tilapię, zamawiam po prostu lokalną smażoną flądrę z surówką, frytkami i odrobiną cytryny. Potrawa absolutnie niedostępna w głębi kraju, a nawet jeśli jakimś cudem gdzieś się pojawi, to flądra z Mierzei biję na głowę ryby z supermarketu i hurtowni, odsmażane w restauracjach w głębi kraju, świeżością i smakiem.

8 komentarzy:

  1. Mniam, uwielbiam flądry, ale faktycznie, nie można ich dostać, a jak są, to różnej jakości.
    Jeśli w tym piwie rzeczywiście jest chmiel, jak piszą, a nie jakiś aromat chmielowy, to może się skuszę, jak spotkam.
    Dawaj przepis na pyzy poznańskie, a nie się chwal, że po knajpach chodzisz :-) Najtaniej je się produkty zrobione w domu! :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Flądry z supermarketu, hmm
    powiedziałbym - podłej jakości i lekko śmierdzą, nie powiem czym... bo to nie ten typ strony.

    Jak zjesz raz na Mierzei w dobrej smażalni, nie zjesz już z supermarketu - proste :)

    Lubelskie to zagłębie chmielowe, zdziwiłbym się, gdyby stosowali syntetyk. Moja kobieta pije sporadycznie, ale jak ma coś pić, to ostatnio tylko Perłę.

    Umiem co prawda cośtam upichcić, ale pyzy lezą poza moimi umiejętnościami.

    OdpowiedzUsuń
  3. Dla mnie, kiedy 15 lat temu przybyłam do Wielkopolski chyba już na zawsze.... pyzy były zupełnie czymś nowym. Dziś chyba można je kupić a marketach całego kraju, wówczas były mi totalnym zjawiskiem kulinarnym :)
    Na wielkopolskiej wsi nie ma świątecznego obiadu bez pyzów, jada się je zwykle z mięsem i toną sosu... bo sosu wchłaniają w siebie ilości straszliwe (... pyzy, a nie Poznaniacy - choć pośrednio sprawa jest tu powiązana).
    Ja osobiście nie przepadam za nimi... szybko stygną, do tego zawsze mam poczucie bułki z sosem czy pączka... ale dzieci moje lubię :)
    Zdecydowanie wolę pyzy wschodnie - ziemniaczane!
    Riannon, jak je zrobić?? Przepisów w sieci jest wiele... ja lubię pytać o przepisy moje babcie sąsiadki... Jeśli chodzi i ciasta drożdżowe, ktore przecież jakąś żywą intligencją są z powodu drożdzy właśnie, babcie o przepis pytane... wesoło się śmieją :)))))
    no, pani! drożdzy, mleka lub wody, mąki pzesianej, masła warto dac jak do kazdego drożdzowego przecie, cukru jak ma byc słodkie lub soli jak mają być pyzy właśnie i tyla, pani...A potem to już co sie chce... placek to do pieca trza, pączki do smalcu, a pyzy na tetrową pieluchę pani i do pary...

    Z tego po latach się nauczyłam, że w zasadzie ciasto drożdzowe zawsze takie samo moze być, tylko sposobem termicznym się rózni i zawartością cukru. Jeśli pieczesz jakieś bułki, placek czy cos takiego.... zrób tak jak zawsze byle bez cukru, no chyba że pyzy na słodko ze śmietaną będą... i na parę... na jakies 5 minutem max, pod przykryciem, ja na durszlaku to robię, przykrywając przykrywką zwykłą... babcie sąsiadki na gar naciągają pieluchę... przykrywają drugim garem.
    Jakbym nie robiła i tak zwykle się poparzę :( podczas odkrywania przykrywki, jakoś niegramotne zwykle mi para bucha, nie tam gdzie przewiduję... :/
    W moim wiejksim sklepie są mrożone pyzy z lokalnych małych wytwórni - próbowałam wielu, nie widzę róznicy w smaku, o ile termin przydatnosci dobry.

    OdpowiedzUsuń
  4. Zupełnie zapomniałem, że pyzy poznańskie też jadłem nie raz na słodko, z dużą ilością mocno kremowej śmietany - mniam. Czasem z odrobiną miodu, mniam.... hmmm...

    Pyzy wschodnie lubię też, zwłaszcza jeśli mają dużo mięsnego nadzienia, dużo pieprzu sypię, pierwszy raz jadłem je w restauracji w Białymstoku na jakimś szkoleniu.

    Mimo, że obie babki pochodziły z północnej części Kresów - w domu nie było nigdy takich pyz białostockich.

    Oj od tego gadania aż mi ślinka cieknie, jutro wyskoczę sobie do lokalu z kresową kuchnią i wciągnę kilka mięsnych pyz.

    OdpowiedzUsuń
  5. Aha, Riannon, ja wiem, że najlepiej i najtaniej w domu ale Kobietę mam z Kociewia, czyli z rodzinnych stron Jacka z Boskiej Woli, i ona gotuje i toleruje tylko ich te regionalne żarełko. Strasznie wybredne stworzenie boże.

    Takie rzeczy jak pierogi różnego typu wolę zjeść poza domem. Ze względów zapachowych i pracochłonności, takie rzeczy jak flaczki też wolę zjeść w lokalu (znam miejsca gdzie kuchnia dobra i nie szaleją z cenami).

    OdpowiedzUsuń
  6. Lubie pyzy ale szczegolnie przepadam za tatarem :)
    A z Kujaw polecam krupnik kujawski.

    OdpowiedzUsuń
  7. Nigdy w życiu nie jadłam pyz, właśnie zdałam sobie z tego sprawę, nie widziałam zatem, jak się je robi. Myślałam, że to może coś jak knedle, ale chyba nie. Kudlanka tak sugestywnie napisała o tych pyzach, że zaraz przetrząsam sieć w poszukiwaniu przepisów, gdyż nie mam pomysłu na dzisiejszy obiad. To już chyba mam. Nie wiem, czy u nas można dostać pyzy, bo ja z zasady nie kupuję gotowych wyrobów.
    Gdybyś wiedział, jak przygotowują te posiłki w restauracjach, nigdy byś nie przestąpił ich progów. Lizanie łyżek, dłubanie w nosie podczas robienia ciasta, to najmniejsze z tego, co się na zapleczach restauracji dzieje. Ale czego oczy nie widzą... :-)

    OdpowiedzUsuń
  8. Jestem wielkopolanką ale meża mam ze Lwowa i jako żona nauczyłam się robić pierogi ruskie,kołduny ,cepeliny i inne pyszności.Są
    trochę czasochłonne ale to kwestia wprawy i dobr
    ych chęci.Dzieci polubiły te potrawy a teraz i wnusio się nimi delektuje.Mila

    OdpowiedzUsuń