wtorek, 19 kwietnia 2011

Markowe żarówki - czyli jak doją nas marketingowcy

Kontynuuję cykl wpisów o markach, psychologi i o tym jak ślepa wiara w produkty markowe pozbawia nas gotówki. Tym razem będzie o firmowych żarówkach renomowanej firmy X, z którymi zetknąłem się w pracy. Niestety z uwagi na tajemnicę handlową nie mogę podać nazwy firmy, miasta ani nawet regionu produkcji. Musicie tym razem uwierzyć mi na słowo, albo darować sobie dalsze czytanie.


Firma X weszła na polski rynek poprzez prywatyzację, kupując po prostu lokalny zakład produkujący żarówki. Produkcja klasycznej żarówki nie jest zbyt wielkim wyzwaniem dla inżynierów, jest to w rzeczywistości dość proste urządzenie - konstrukcja prosta jak cep. Oczywiście ulepszono linie produkcyjne, zadbano o standardy (czyli lepsze auta dla managementu), itp.

Lokalna marka była powszechnie znana wśród klientów i specjalistów, ale szare opakowanie i logo z epoki głębokiej komuny nie zachęcało i rozpatrywano argumenty za likwidacją marki. Jednak przyzwyczajenie jest drugą natura człowieka i badania rynku zdecydowały o pozostawieniu marki.

Jednocześnie firma X wprowadziła na nasz rynek nową markę, znaną wcześniej na zachodzie. Wydano kupę kasy na promocje, nowy design opakowania, itp. Firmowy produkt X pojawił się na sklepowych półkach obok starych, szarych opakowań. Markowy produkt oczywiście był znacznie droższy niż klasyczna marka z okresu PRL - koszty intensywnej promocji musiały zostać zrównoważone.

Badanie rynku po roku wprowadzenia marki na rynek było bardzo pozytywne, tak pozytywne, że zaskoczyło i marketingowców i inżynierów firmy, Polacy pozytywnie nastawieni do marek zachodnich twierdzili na przykład że:
Markowe żarówki X palą się dłużej kiedy "szaraki" padają jak muchy...
Żarówki X lepiej odwzorowują naturalne światło i głowa nie boli...
Jakość wykonania marki X jest lepsza...
Klasyczna żarówka X jeszcze mnie nie zawiodła... kiedy tanie żarówki wielokrotnie....



Tymczasem żarówki X oraz klasyczne szaraki były produkowane dokładnie na tej samej linii produkcyjnej i z tych samych komponentów - to jest naprawdę zbyt prosty technologicznie produkt, aby można było wydusić jakiekolwiek oszczędności pogarszając standard - po prostu między zmianami serwisant zmieniał oprogramowanie i na żarówki szedł nowy nadruk. Na dział pakowania szły nowe, ładne pudełka na lśniącym kredowym papierze.

P.S. Polecam zerknąć do archiwum bloga styczeń/luty 2011 - było dużo postów o żarówkach i oświetleniu.

5 komentarzy:

  1. Problem z żarówkami polega nie na opakowaniu czy marce, ale na tym, że w tej chwili nie wytrzymują one dłużej niż kilka miesiecy. Tak się robi klienta w konia.

    OdpowiedzUsuń
  2. nie wiem jak jest z klasykami, ale na halogeny, energooszczędne i ledy polecam wziąć fakturę (bo paragon wyblaknie) i zachować opakowanie

    można je dać do reklamacji w ciągu 24 miesięcy

    OdpowiedzUsuń
  3. Właśnie żeby napędzić sprzedaż droższych żarówek robi się źle te tańsze. Jestem użytkownikiem, lubię normalne światło, niestety żarówki firmy o brzydko-po-polsku-brzmiącej-nazwie nie nadają się do użytku, są tak zaprojektowane, że przepalają się po kilkuset włączeniach. Zresztą sprzęt ADG też ma takie "terminatory" - zaprojektowane specjalnie przez inżynierów słabe punkty które są przyczyną awarii po upływie gwarancji, najlepiej w ciągu kilku mies. Czasy lodówek Polar pracujących po 30 lat minęły bezpowrotnie.

    OdpowiedzUsuń
  4. żarówek zwykłych o obleśnej nazwie, którą wspominasz raczej nie kupuję, więc się nie wypowiem

    zgadzam się co do sprzętu AGD, zdarzyło mi się np., że szybko padł mi markowy hiper super odkurzacz za 240zł, naturalnie tuż po gwarancji - natomiast tani odkurzacz z TESCO za 80 zł pracuje do dziś, już koło 3 lat

    OdpowiedzUsuń
  5. Mam jedną taką żarówkę Philipsa, energooszczędną i mimo, że nie przejmuję się wcale i włączam/wyłączam kiedy tylko chcę (kuchnia), wytrzymała mi już 10 lat i świeci nadal dobrze, szybko się rozświetla.

    Co do żarówek żarowych, jak i innego sprzętu, to niestety, jest to loteria, ale mogę się zgodzić z tym, ze coraz częściej produkuje się buble. Najlepiej to chyba widać na przykładzie żyletek/maszynek do golenia. Dziesiąt lat temu żyletka starczała na bardzo długo, a teraz używa się bardziej podatnych stopów.

    I tak duża część "producentów" jedynie przylepia nalepkę z logo. Czasem można porównać adresy producenta na opakowaniu. Ewentualne różnice mogą wynikać najwyżej z różnic w kontroli jakości i staranności transportu (żarówkę łatwo uszkodzić).

    OdpowiedzUsuń