poniedziałek, 27 lutego 2012

Psycholog - zawód przyszłości?

Ten krótki wpis jest bezpośrednio związany z dwoma poprzednimi dotyczącymi pracy. Tak się składa, że choćby przez to, że mam w rodzinie osoby młodsze dość dobrze wiem jakie preferencje zawodowe mają młodzi absolwenci liceów. Bardzo często jest to psycholog, pedagog, socjolog albo dowolny inny *gog czy *log. Czy to jest zawód na przyszłość?


Kto tu winien?
W komentarzach do wpisu o dziewczynie szukającej pracy pojawiła się kwestia - pracodawca szuka "łosia" o nie wiadomo jakich kwalifikacjach za minimalną stawkę na start. Młody człowiek myśli: Jak to JA, absolwent Uniwersytetu X i Y mam wykonywać pracę poniżej moich kwalifikacji? Inni to rozumiem, ale JA! Kwalifikacje, 2 języki, prestiż...? Coś tu jest nie tak, miało być inaczej, na pewno winny jest PIS i Kaczory, mohery... i prywaciarze, cwaniaki i wyzyskiwacze... Ale ja poczekam, jeszcze 20 lat i Donald zrobi tu drugą Irlandię... I czekają dalej. Czekają...

Pracodawca - cwaniak i wyzyskiwacz. Prywaciarz - szuja
Postawmy się na chwilę w roli pracodawcy. Myśli taki: Mamy rynek pracy zawalony absolwentami wszelkiej maści *logii, do koloru - do wyboru. Skoro mogę zatrudnić na stanowisko sprzedawczyni w salonie absolwentkę szkoły wyższej, albo bezmózgą panienkę na świeżo po liceum/zawodówce, której na razie jedynie dyskoteka i chłopaki w głowie - dlaczego nie brać absolwentki, a najlepiej ładnej absolwentki. I bardziej obyta w wielkim świecie, i bardziej kumata, skoro dala radę w czasie studiów, i nie spanikuje jak do sklepu przyjdzie obcokrajowiec bo zna języki.

Młodzi gniewni
I teraz robimy wizję lokalną w dowolnej klasie humanistycznej albo ogólnej w LO. Liceów jest kilka. Połowa jak nie więcej chce iść na psychologię. I większość z nich rzeczywiście trafi na jakąś *logię. Po kilku latach mamy dajmy na to w moim powiecie minimum stu kilkudziesięciu nowych psychologów, pedagogów i innych *gogów rocznie. Stanowisk dla *gogów w całym powiecie, gminach, placówkach rządowych jest max. kilkadziesiąt - stanowisk JUŻ ZAJĘTYCH. Naturalna rotacja typu ciąże, emerytury to może w porywach z 10 wakatów dla *gogów rocznie. Z reguły około 5 wakatów.

Myślenie jednak boli
To są informacje ogólnodostępne, o których po krótkim wywiadzie, choćby 1 telefonie do Urzędu Pracy, wiedzą wszyscy! Max. jeden na kilkunastu *gogów ma jakąkolwiek szansę na pracę w swoim zawodzie! Czy to TAKIE TRUDNE do przewidzenia dla młodych studentów/licealistów jak będzie wyglądała ich sytuacja zawodowa i finansowa przy takim wyborze?

Update:


A ta Pani może pracę (i to dobrą!!!) ma, ale... kurde... niezła kompromitacja.

21 komentarzy:

  1. Dla "gogów" wielką szansą jest załapanie się na stanowiska urzędnicze. W urzędzie skarbowym, gminnym czy w ZUS-ie nikomu nie przeszkadza, że kandydat skończył socjologię na prywatnej uczelni. Etatów tych ciągle przybywa, więc sobie radzą na rynku pracy.
    Ciekawą karierę również robią absolwenci resocjalizacji- zostają kuratorami sądowymi lub po krótkim przeszkoleniu oficerami policji, czy SW. Z drugiej strony to przerażające, że ludzie którzy dostali się na najgorszy kierunek na prywatnych, zaocznych studiach zajmują tak odpowiedzialne stanowiska.

    OdpowiedzUsuń
  2. Tak, ta reszta o której pisze z czegoś przecież w końcu żyć musi. Gogowie i logowie którzy mają znajomości, owszem, lądują w urzędach jako biurwy.

    Czasem masowy nabór się zdarza także - jak po ostatnich wyborach parlamentarnych +100 tys. nowych urzędników. Ale u mnie w regionie poszło to i tak z klucza: sitwa, znajomości, rodziny, młodzieżówka wiodącej partii.

    Policja i SW, służby, wojsko, owszem, ale tam jest też selekcja, czasem ostra i znów znajomości.

    Zostaje i tak spora liczba gogów i logów bez perspektyw na cokolwiek.

    A sprzątnąć nie sprzątną, pomóc fizycznie nie pomogą, wiem z doświadczenia - nawet za kilkadziesiąt zł za godzinę tyłka nie ruszą. Duma.

    OdpowiedzUsuń
  3. @1: Poślij żale do Państwa, które (tworząc miraż wyedukowanego społeczeństwa) na siłę tworzyło magistrów (by dobić do europejskiej normy), a nie do samych magistrów, których to nie tylko państwo ale i rodzice pchali na studia "by byli kimś".

    @2: i źle kombinujesz! To właśnie typowe dla takiego polskiego małego pseudo biznesmena
    (nie bierz do siebie -pisze o ogólej tendencji)

    Laska po zawodówce nabierze z czasem ogłady i doświadczenia, i nie będzie szukać innej pracy, zostanie cennym, doswiadczonym pracownikiem.
    A języki i w.w. w sklepie są jej na .... potrzebne! (czyzbysmy jednak nie rozmawiali i małym miasteczku, do którego obcokrajowcy z rzadka zagladają).
    @3 i @4 zgadzam się

    OdpowiedzUsuń
  4. Są scenariusze, w których *logowie znajdą zatrudnienie, na przykład gdyby w Polsce zrobiła się dziwna moda, że każdy by miał swojego psychologa (dla siebie lub dziecka). Coś podobnego jest w USA, gdzie tylu ludzi ma swojego psychoterapeutę. Ale na razie u nas nie ma takiej mody, więc przyszli kandydaci na *logię sporo ryzykują.

    OdpowiedzUsuń
  5. 1.
    Reprezentujesz myślenie typu: to nie my "magistrowie" winni - to ONI nas wrobili i pchali Państwo/EU/Rodzice/Politycy

    typowe zrzucanie odpowiedzialności za zwoje decyzje na innych

    2.
    Nie obrażam się - znacznie gorsze epitety na nas przedsiębiorców spadają - a jak wy plujecie to my rozkładamy parasol - jednak ciekaw jestem dlaczego źle kombinuje?

    To ja wybieram to co mi odpowiada na rynku. Dziewczyna po zawodówce z totalną pustką w głowie, zanim się przyuczy - stworzy dużo problemów - musiałaby pracować za jeszcze mniej aby się opłaciło.

    Poza tym te młode z zawodówek znacznie częściej okradają pracodawcę. To niemal reguła.

    OdpowiedzUsuń
  6. @Henryk

    w stanach nie ma dla większości czegoś takiego jak spowiedź - myślę, że Kościół i spowiedź w Polsce, szczególnie na prowincji odgrywa tradycyjną rolę psychologiczną

    jako społeczeństwo jesteśmy zbyt nieufni, aby lecieć ze swoimi problemami do psychologa

    psycholog/psychiatra/wariatkowo - to wciąż najpowszechniejsze skojarzenie

    OdpowiedzUsuń
  7. 1.
    Reprezentujesz myślenie typu: to nie my "magistrowie" winni - to ONI nas wrobili i pchali Państwo/EU/Rodzice/Politycy


    Nie! Ale nie wierzę w "samodzielną jednostkę w próżni". Niepoddatną na żadne wpływy, i w pełni samodzielnie podejmującą decyzje.

    A Ty prezentujesz myślenie binarne :-) Brak odcieni szarości. I trochę zalatujące "jewriejstwem".
    2.
    Nie obrażam się - znacznie gorsze epitety na nas przedsiębiorców spadają - a jak wy plujecie to my rozkładamy parasol - jednak ciekaw jestem dlaczego źle kombinuje?


    toż napisałem zaraz później, ale jak ktoś chce wszystko, od razu i niemal za darmo.. to trudno musi się liczyć z realiami.

    Może jak już cała produkcja przeniesie się do Chin i razem będziemy spać przy maszynach przy których pracowaliśmy, to zrozumiesz co to znaczy jakość życia i pracy.

    Widzisz już piszesz WY.. już robisz w głowie podziały na my i wy

    To ja wybieram to co mi odpowiada na rynku. Dziewczyna po zawodówce z totalną pustką w głowie, zanim się przyuczy - stworzy dużo problemów - musiałaby pracować za jeszcze mniej aby się opłaciło.

    oczywiście! Zobaczysz jak to będzie wyglądać z czasem. Daj Bóg kiedyś uda Ci się mieć pracownika związanego z Firmą. Choć przy Twym podejściu - to wątpie


    Poza tym te młode z zawodówek znacznie częściej okradają pracodawcę. To niemal reguła.


    Mi zarzucałeś, że wyzywam od Łosi, a Ty od złodzieji?

    Jak płacisz, tak masz :).
    Poczytaj o "positive reinforcement".
    Nikt (oprócz wykolejeńców)kto otrzymuje godne wynagrodzenie, nie zaryzykuje takiego zachowania.
    Jedynie ktoś komu jest wszystko jedno i ma w.. głębokim poważaniu twe referencje i wynagrodzenie może się zdobyć na takie działanie.

    Uwierz mi..nie ma gorszych pracodwców niż Polacy.
    Mamy jakąś taką mentalną skłonność do tworzenia "obozów pracy" zamaist miejsc pracy.

    Zastanawiałeś się kiedyś dlaczego tak mało ludzi w PL chodzi z chęcia do pracy?

    Na na koniec tej bezcelowej dyskusji dodam ze jestem pracodawcą i.. doceniam swych pracowników.
    Pracują ze mną już 12 rok. Nigdy mnie nie okradli i mogę na nich liczyć nie tylko jako pracowników.

    OdpowiedzUsuń
  8. Reprezentuje myślenie, że każdy jest przede wszystkim sam odpowiedzialny za swoje decyzje.


    Nie wyzywam nikogo od złodziei - stwierdzam fakt, że kradną - tak się składa, że większość pracownic i pracowników po zawodówce z firmy teścia oraz firmy znajomego (handel) wyleciała za złodziejstwo, często udokumentowane na monitoringu.


    Niezależnie od systemów motywacyjnych i wynagrodzenia - często prości ludzie (a czasem ci z mgr) lubią ukraść - bo jest okazja.


    Trzy razy zdarzyło się, że porządne dziewczyny z tzw. dobrych rodzin - tzw. związane z firmą, podwyżki, prezenty na święta, premie, itp. zaczęły kraść po poznaniu swoich chłopaków, którzy jednocześnie dość często okupowali sklepy.


    Jeśli jesteś pracodawcą i masz zaufanych pracowników-przyjaciół i to jeszcze działa gratuluję - ale to tylko wyjątek potwierdzający regułę.

    Mam relacje na żywo z kilkunastu firm, że wszelkie "partnerstwo" i spoufalenie między szefem a pracownikiem, lubi kończyć się źle - niezależnie od branży.

    OdpowiedzUsuń
  9. Moi mili... Właśnie jestem takim "gogiem". Takim, co skończył trudne studia kliniczne w czasie, gdy kierunek był oblegany przez 11 absolwentów renomowanych liceów na 1 miejsce i stanowił realną alternatywę dla medycyny dla osób uzdolnionych humanistycznie.

    W tym samym czasie biznes rozwijał się lawinowo. W polskim prawie istniało 5 zezwoleń/licencji wymaganych do prowadzenia określonych biznesów. Dziś tych zezwoleń jest ponad 250. Do tzw. służb, urzędów lub na kuratorów szły osoby, które nie miały kompletnie żadnych aspiracji i pomysłu na siebie. Wynagrodzenie takiego urzędnika zarabiałem w tydzień.
    ----------------------------------------
    Co sie zmieniło?
    Zawód się zdewaluował. Studia kierunkowe prowadzą też Uniwersytet w Pcimiu oraz Zaoczne Studium Nauczycielskie w Pacanowie.
    Dlaczego? Bo proces kształcenia takiego "goga" jest tańszy niż lekarza, weterynarza, inżyniera mechanika. Poziom zanurkował.
    Jak widzę materiały autorstwa tych młodych "specjalistów" to tego się nie da czytać.
    ------------------------------------------
    Wnioski
    Sam, będąc gogiem zostałem przy okazji znanym rolnikiem, wsiowym spawaczem precyzyjnym (serio), hodowcą zwierzyny. Zawód jest ciekawy, ale jeśli nie chcesz być urzędnikiem herbu spinacz biurowy zdanym na łaskę szefa naucz się konkretnych, praktycznych umiejętności, młody Przyjacielu.
    pozdrawiam R
    --------------------------------
    PS
    Dla wszystkich, którzy chca być terapeutami wskazuję, że problemy finansowe klientów są wcześniej lub powstają równolegle do problemów natury psychologicznej.
    Zawód jest bardzo potrzebny, ale grono wypłacalnych klientów mocno ograniczone.

    OdpowiedzUsuń
  10. Ja bym nie poszła z problemem natury psychologicznej do psychologa, tak jak z problemem z urodą ;p nie poszłabym do kosmetyczki: na start psychiatra i dermatolog. Oni później mogą zalecić psychoterapię, jakieś zabiegi kosmetyczne, ale nie ufam "logom" w tak ważkiej materii... Ale to właśnie kosmetyczka, ile by ich nie było, zawsze się utrzyma. ;]
    Są modne kierunki, ciekawe to studia, ale hm nie można winić psychologów, że tak jest bo przecież wielu z nic wybierało studia gdy ten zawód był nowością.

    OdpowiedzUsuń
  11. Cześć wszystkim :)

    Przeczytałem ten wpis potem komentarze i szczerze mówiąc mam mieszane uczucia. Najchętniej każdemu bym z Was odpisał, ale nie chce mi się :)

    Ja powiem tak:

    1. myślę, że problem nie leży w kończeniu przez młodzież studiów kończących się na -log, lecz to jakimi oni są ludźmi (charakter itp.)

    2. wydaje mi się, że z tym lenistwem do innej pracy niż umysłowa u absolwentów studiów prywatnych jest związane to, że na tanie prywatne uczelnie, które nie są zbyt wymagające idzie w większości młodzież reprezentująca niski poziom wiedzy a może i poziom charakteru, ambicji, taka która na normalne studia by się nie dostała - to właśnie taka młodzież po ukończeniu byle studiów ma się za nie wiadomo kogo; znacie powiedzenie - im większy burak, tym za większych buraków ma innych wokół siebie ? taki koleś czy kolesiówa skończy byle jaką uczelnię i już myśli, że jest nie wiadomo kim

    3. nie widzę nic złego jeśli ktoś po studiach będzie zapierdzielał nawet i z rok fizycznie - kiedyś słyszałem, że wśród niektórych właścicieli firm zachodnich był taki zwyczaj, że jeśli czyjś syn ukończył nawet prestiżowe studia, to jego stary - szef firmy dawał mu stanowisko jeżdżenia na szmacie, a dopiero po kilku miesiącach awansował go na jakieś też jeszcze nie znaczące stanowisko - TAK POWINNO BYĆ !!! Młody człowiek po studiach gówno wie (często sama teoria) i taki początek uczy go POKORY i SZACUNKU do pracy (ogólnie pojętej)

    4. co do tego, że lepiej zatrudnić zwykłą lalunię (sorry za słowo) po samej zawodówce bo będzie lepszym pracownikiem (zakładam, że fizycznym) i dłużej będzie przynosił wartość firmie - nie rozumiem takiego myślenia; czyli mam rozumieć, że jeśli dziewczyna zachce iść do szkoły średniej, a potem na studia, to pracodawca nagle uzna, że ona już nie jest wartościowym pracownikiem, bo uczy się po to by za jakiś czas uciec z mojej firmy ??? I co ? będzie jej nogi podkładał (w przenośni oczywiście) ? a wiem, że często pracodawcy tak postępują, często judzeni przez innych pracowników (zwykła zazdrość i zawiść)

    5. chyba we Francji jest taki zwyczaj, że młodzież z dobrych domów najpierw kończy studia z filozofii a dopiero potem wybiera studia, które ich interesują

    6. myślę, że studia na pierwszym miejscu mają nas rozwijać jako ludzi, poszerzać nasze horyzonty (szczególnie humanistyczne) a dopiero potem powinniśmy się zastanowić jak chcielibyśmy się realizować jako ludzie

    7. uważam, że każdy powinien iść na takie studia jakie go interesują i jeśli jest bystry to i po "gorszych" studiach znajdzie dobrą pracę; pracodawcy nie zawsze patrzą na papier - także na to jakim jesteś człowiekiem, co już osiągnąłeś, czy już gdziekolwiek pracowałeś itp.

    8. uważam, że wmawianie komuś: nie idź na te studia bo potem nie znajdziesz pracy, to bzdura - jeśli jesteś burakiem bez ambicji, to fakt, nie znajdziesz pracy, nawet po najlepszej uczelni (chodzi mi o ambicji w sensie, że sam szukasz pracy, a nie czekasz na mannę z nieba)

    9. znam multum przypadków, że ludzie robili kariery nie ze względu na dyplom, ale ze względu na pracowitość, ambicję itp

    10. stwierdzenie, że to wina państwa że mamy tylu magistrów to jakieś kuriozum !!! albo, że rodzice wypychają na siłę młodzież na studia, ha ha ha :) dawno się tak nie uśmiałem; więcej wiary we współczesną młodzież; to nie potulne baranki, które nie wiedzą co robić; tak wycwanionej a jednocześnie leniwej młodzieży jaką mamy teraz to chyba nigdy w historii nie mieliśmy.

    OdpowiedzUsuń
  12. 11. młodzież z małych miast idzie na gówniane uczelnie ponieważ:

    a. jest wygodna i leniwa
    b. ma w pogardzie fizyczną pracę
    c. chce sobie przedłużyć młodość
    d. liczy na mannę z nieba
    e. kiedyś uciekała przed wojskiem itd

    12. pracuję z młodzieżą od 11 lat i z roku na rok obserwuje jak zmienia się podejście do życia tej naszej kochanej młodzieży: pogarda, lenistwo, wygoda, brak szacunku, zero zasad i mógłbym tak dalej wymieniać; orka na ugórze

    13. też nie wyobrażam to sobie, że szef spoufala się z pracownikami czy trzyma z nimi sztamę - pracowałem w kilku miejscach i zawsze miałem zasadę - zero spoufalanie się z szefem, zero przechodzenia na Ty; szef to szef; szacunek (ale nie poddaństwo) musi być; jeśli szanuje matkę, ojca, żonę, to dlaczego mam nie szanować szefa, ręki która mnie karmi ???

    14. Kto gorszy: pracownicy czy pracodawcy: prawda jak zawsze leży pośrodku

    15. jak to było w moim przypadku ?

    Skończyłem politologię (licencjat) bo to był jedyny kierunek jaki mnie interesował. Jeszcze raz - nie planowałem bycia politologiem, lecz interesowała mnie ta tematyka. W tym czasie od dwóch lat pracowałem na taśmie w Philipsie. Po studiach zaryzykowałem (mieszkałem z rodzicami) i zwolniłem się z pracy.

    Dwa miesiące siedziałem na kuroniówce. Znalazłem ogłoszenie o poszukiwaniu nauczyciela historii i WOS. Zadzwoniłem i o mało nie poddałem się. Okazało się, że jest już 20 kandydatów a następnego dnia jest koniec naboru. Pomyślałem jednak, że nie mam nic do stracenia i napisałem (ręcznie bo nie miałem komputera) CV i podanie i zawiozłem. Po kilku dniach telefon i zaproszenie na rozmowę (16 odrzucono, 4 zaproszono na rozmowę). Wybrano mnie. Ja szok !

    Swojej nowej szefowej zadałem 1 pytanie: Dlaczego ja ? Odpowiedziała tak:
    Skończył pan zawodówkę, potem technikum i zdał pan maturę. Potem przez kilka lat pracował pan fizycznie i jednocześnie studiował. Ukończył pan studia. Choć nigdy pan nie pracował jako nauczyciel widzę po rozmowie z panem i po pana CV że jest pan niezwykłym człowiekiem i będzie pan wzorem dla naszych biednych popegeerowskich dzieci, że każdy z największego dołu jeśli chce to da radę wyjść.

    Dodam, że wśród tych 20 odrzuconych było 19 mgr + 1 doktor. Byłem jedynym, który napisał podanie ręcznie. Do tej pory tam pracuję. I myślę, ze jestem naprawdę dobrym nauczycielem. Dodam, ze uczę tego co mnie od dziecka fascynowało: historii i tez WOSU. I jestem już magistrem :) Choć wiadomo, największe lenie to nauczyciele :))

    Nie uważam się za nadczłowieka, ale myślę, że wśród normalnych pracodawców liczy się przede wszystkim to jakim jesteś człowiekiem i czy masz w sobie ambicję by coś robić.

    Sorry, że się tak rozpisałem. Wyszedł ze mnie typowy belfer :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nie ma co sorkować, ja tu się zastanawiam aby uhonorować komentarz podniesieniem do rangi posta :) ?

      twoja historia robi na mnie wrażenie

      Usuń
    2. Dzięki za miłe słowa he he :) Jak przeczytałem Twoją odpowiedź to aż mnie zatkało i przez dłuższą chwilę zastanawiałem się co Ci odpisać ha ha ha :) Myślałem, że dostanę oper za szarogęsienie się na Twoim blogu i zajmowanie za dużo miejsca :))

      Usuń
    3. wszystkiego na każdy temat nie napiszemy w poście, coś trzeba wybrać - co.... hmm... - jestem już nieco podmęczony, trener mnie dopiero co na treningu nieco wymęczył

      Usuń
  13. Balast!Z Twojego wpisu wynika, że Ty pracujesz ...w warunkach ekstremalnych!
    Twoja szefowa to przypadek wyjątkowy-ekstremalnie ludzki przełożony:))))

    OdpowiedzUsuń
  14. Myślę, że jak każdy szef i ona ma swoje napady ... Ale wiesz, ja jestem już facetem po 30. i z wiekiem łagodnieje, ergo zaczynam inaczej patrzeć na ludzi. Skoro ja potrafię przyjść wkur.... z jakiegoś powodu do pracy i czasem warknę (rzadko, ale czasem zdarzy mi się) na swoich biednych uczniów ;) to co się dziwić, że czasem szef przyjdzie wkurw.... do pracy i lepiej mu z drogi schodzić :) Wszyscy jesteśmy tylko ludźmi :) A teraz powiem Ci na koniec 2 rzeczy:

    1. W poprzedniej pracy nauczyłem się jednego: szanuj szefa swego bo możesz mieć gorszego :))

    2. ja ze swoją szefową mam super, bo pracuję średnio 4-5 godzin w ciągu dnia na najwyższym piętrze naszej szkoły i ... może nie uwierzysz, ale czasami nawet przez dwa całe dni się z nią nie widzimy. Przyjeżdżam, robię swoje i spadam he he :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Podoba mi się ten wpis. sam też jestem -logiem, to znaczy anglistą, tyleż e ja kończyłem te studia jeszcze wtedy kiedy była gwarancja zatrudnienia. Obecnie pracuję w technikum i widzę jak bardzo takie szkoły przegrywają z ogólniakami. Jeszcze na kierunki typowo męskie jako tako robi się na nabór, to już na kierunki inne, jest o wiele gorzej. Przeciętna gimnazjalistka woli iść do LO, a potem na jakąś pseudo-uczelnię żeby zostać kolejną panią resocjalizatorką/pedagożką. Pójść do szkoły zawodowej to dla niej wstyd przecież umie ona doskonale obsługiwać fejsbuka, czy też inną aplikację społewcznościową.

    OdpowiedzUsuń
  16. "Pójść do szkoły zawodowej to dla niej wstyd przecież umie ona doskonale obsługiwać fejsbuka, czy też inną aplikację społewcznościową."

    Dokładnie :) Najlepsza puenta opisująca współczesną młodzież gimnazjalną. Nawet bez szkoły są super wykształceni i nowocześni, bo przecież perfekcyjnie obsługują NK i Facebooka :))

    OdpowiedzUsuń
  17. Nie do końca się z godzę z dewaluacją psychologów, otóż najpierw skończyłem szkołę zasadniczą, kolejno technikum a później zrobiłem studia ... tak jestem psychologiem a dodatkowo psychoterapeutą uzależnień. Mam pracę w Szpitalu na cały etat, dodatkowo kilkanaście godzin w poradni uzależnień i w sądzie jako kurator (zarabiam grubo powyżej średniej krajowej), więc praca jest a rynek sam zweryfikuje absolwenta. Uważam że wybrałem kierunek którego nie zamieniłbym na żaden inny, praca czasem ciężka ale daje satysfakcję osobistą. Zawsze kierowałem się zasadą drabiny i muru--> wchodź po drabinie do góry ale ta drabina musi mieć dobre oparcie na solidnym murze. Rozumie że wielu młodych ludzi wybiera kierunek studiów na hop siup nie myśląc czy to jest waśnie dobra decyzja, czasem w grę włącza się "efekt utopionych kosztów". Sądzę że warto czasem nie wrzucać wszystkich do jednego wora a pomyśleć zanim się coś opublikuje w sieci (różnicować ad hoc vs post hoc). Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. sugerujesz na końcu, że nie myślę, przed publikowaniem w sieci
      cóż, uprzejme to nie jest
      jako rzekomy psycholog powinieneś sobie z tego zdawać sprawę?

      twój komentarz jest mądry, pokazuje podręcznikowy wyjątek od reguły, aczkolwiek zakończony puentą na poziomie niekompetentnego cwaniaka, któremu tatuś z lokalnej sitwy załatwił posadkę (tak "zatrudniani" są "psycholodzy" w mojej okolicy)

      Usuń