poniedziałek, 23 maja 2011

Co robić w razie utraty pracy? Część 3 - Kto nie maszeruje ten ginie.

Pan Krzychu i jego firma robiła mi parę remontów, kiedy jeszcze funkcjonowałem w wielkim mieście. Krzychu całkiem sprawnie (finansowo) funkcjonował jako majster i fachman, a najciekawsze jest to, jak Krzychu dorobił się własnej firmy, co prawda luzackiej i mocno alkoholowej, ale o dziwo wykonującej swoją robotę w miarę przyzwoicie i tanio - na tyle, że z chęcią korzystałem z jej usług.

Pan Krzychu wyleciał z pracy w fabryce, na maszynie - mniejsza o genezę wylotu na zbity pysk - i zasilił szeregi bezrobotnych. Załamka, solidne zapicie porażki z kumplami, wytrzeźwienie, zgłoszenie w pośredniaku, zasiłek, nuda, bieda, tania wódka.

Żona Krzycha jednak nie dała mu długo siedzieć bezczynnie - mimo iż to zupełnie nie jego fach - kazała mu (resztką finansów, kasą z zasiłku, groźbą pozbawienia przyjemności małżeńskich) zrobić remont kuchni w domu, potem już sam Krzychu wziął się za odnowienie łazienki. Remont się jako tako udał, więc następna poszła łazienka teściowej, balkon wujka, mieszkanie kolegi...

Opinia się rozeszła i zanim Krzychu zdołał na dobre ogarnąć sytuację, już z dwoma kolegami nie mogli ogarnąć się od zleceń.

W biznesie jest jak w woju w czasie wojny, kto nie maszeruje - ten ginie.

Co się stało? Żona nie pozwoliła mężowi zatrzymać się choćby na chwilę - od razu zagoniła - powiedzmy prawdę - wygodnego lenia, któremu tylko wódka i d**y w głowie - do roboty. (Słowa samokrytyczne samego bohatera po zaproszeniu do lokalu - zwieńczeniu inwestycji.)

Krzychu po prostu nie zdążył zgnuśnieć, do reszty pogrążyć się w beznadziei i coraz większej apatii oraz narzekaniu. Ponieważ Krzychu był pracownikiem fizycznym, nie miał moralnych oporów przed zaangażowaniem się w inną pracę fizyczną - mimo iż budowlanka to zupełnie nie jego fach. Nauczył się.

Z gościem mam kontakt nadal, czasem wymienimy pozdrowienia - radzi sobie znakomicie - jeździ z ekipą za granicę, czasem robią w kraju - praca jest. Zarabiają lepiej niż nie jeden inteligent.

Cała historia, którą opowiadam to fakt. A nie jakaś idealistyczna recenzja filmu "The Company Men" z 2010, do którego oglądnięcia zapraszam.

Oglądnijcie sobie ten film, szczególnie jeśli jesteście tzw. "white collars".

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz