niedziela, 8 maja 2011

Działaj według możliwości - Autostrady, Peak Oil, Przyszłość

Weźmy przykład młodego ojca rodziny, pasjonata motoryzacji. Rodzina niezamożna, na minimalnych czy niższych-średnich zarobkach. Mężczyzna jednak nie może wytrzymać ambicjonalnie, presja kolegów, otoczenia, i kupuję na raty wypasioną brykę za minimum kilkadziesiąt tysięcy zł.

Duma i prestiż
Raty, mimo iż obliczone przez bank na możliwości rodziny są jednak mocno odczuwalne, powodują rezygnację z wielu innych wydatków. Zaniedbywane są więc wydatki na wakacje dla dzieci, edukację, remont mieszkania, zdrowie, itp. Ubezpieczenie i koszty serwisowania nowego samochodu dobrej marki są bardzo wysokie. Finansowo rodzina ledwo dyszy, ale wszyscy są dumni z markowego wozu dobrej klasy. Pucują go co sobotę, podjeżdżają w niedzielę pod kościół, w podziwie znajomych...

W mniejszym lub większym natężeniu podobne zjawisko w polskich rodzinach występuję. Jednak czy takie postępowanie jest rozsądne?


Drogi krajowe
Analogiczne zjawisko także obserwuję w skali kraju jeśli chodzi o politykę drogową. Mamy wciąż tysiące kilometrów tzw. dróg krajowych w opłakanym stanie, mamy wiele tysięcy km. dróg lokalnym w stanie bardzo złym i nieadekwatnym do wymagań współczesnej motoryzacji. Używane są setki o ile nie tysiące kilometrów dróg, które w bogatszym kraju wyłączone byłyby z eksploatacji. W ostatnich latach wiele się poprawiło, ale nie wystarczająco w stosunku do rozwoju transportu. Temat jest mocno zaniedbany.

Autostrady
Budowane są natomiast autostrady - i to bodajże najdroższe na świecie. Stąd budowane są w większości za pożyczone pieniądze - rząd nie jest w stanie sam ponieść kosztów ich budowy mimo zdzieranych z Polaków podatków i opłat drogowych. Rentowność nowo budowanych polskich autostrad, nawet dla osoby średnio zainteresowanej ekonomią, to sprawa dyskusyjna.

Wysoki koszt budowy wynika między innymi z wysokich cen nieruchomości - zakupy gruntów pod przyszłe autostrady - ale także z powodu masakrycznie wysokich wymagań narzuconych przez UE. Chodzi tu w szczególności o wymagania ekologiczne - typu gigantyczne przepusty dla zwierząt co ileś tam km oraz mniejsze przepusty dla lisków i żabek co kilka - kilkanaście km. Chodzi tu też o wymagania techniczne - na wyrost. Ja w tej chwili nie będę urządzał studium i weryfikacji tych wymagań pod kątem rozsądku - są one łatwo dostępne dla zainteresowanych w internecie. Natomiast jedno jest pewne: Kraje UE powprowadzały te wymagania PO TYM jak same swoje autostrady już wybudowały.

Peak Oil praz alternatywy
Niezależnie od przekonania co do Peak Oil widzimy jedno - ceny paliw rosną. Jest tylko kwesta czasu jak staną się zbyt wysokie dla obecnego natężenia transportu. Będziemy musieli wrócić do zwiększonej produkcji i gospodarki lokalnej zamiast na przykład transportowania młodych ziemniaków TIRem z Hiszpanii, co jeszcze na razie się oczywiście opłaca. Ale tylko "na razie".

W przyszłości natężenie tranzytowego ruchu towarowego i osobowego spadnie.

Fakt jest taki, że obecną sieć autostrad Polska buduje za późno i niepotrzebnie, rujnując i tak słabe finanse publiczne. Jeśli odrzucimy optymalne, choć nieco zalatujące socjalizmem rozwiązanie typu: TIRy na tory - w zupełności wystarczyłoby dokończenie obecnych inwestycji autostradowych w zależności od postępu prac:
- inwestycji planowanych, ale o zakończonej fazie wykupu gruntów - jako jednopasmowych dróg ekspresowych o mniejszych wymaganiach do spełniania i tańszych (albo nawet dodatkowych dróg krajowych!);
- przy wyższym stopniu zaawansowania prac - po prostu gierkówek - czyli dwupasmówek nie spełniających standardu autostrady.

I na tym koniec mrzonek.

Natomiast powinno się postawić na znaczącą i radykalną renowację dróg krajowych i lokalnych, poprawę standardu, poszerzenie jezdni tam gdzie to możliwe bez wykupu gruntów. Budowę obwodnic.

To własnie te lokalne drogi w niedalekiej przyszłości przejmą główny ciężar transportu towarowego.

4 komentarze:

  1. artur xxxxxx8 maja 2011 16:32

    "W przyszłości natężenie tranzytowego ruchu towarowego i osobowego spadnie."
    IMO bardzo ryzykowna teza, zwłaszcza jeżeli chodzi o transport tow.

    OdpowiedzUsuń
  2. Mówię o tranzycie drogami / TIRami. Kolejowy może wzrosnąć.

    Transport lokalny na pewno się ożywi - Peak Oil zmusi gospodarkę do przestawienia się na skalę lokalną bez żadnych decyzji administracyjnych.

    Skończą się truskawki z Włoch i młode ziemniaczki z Izraela - które kupowałem ostatnio w Biedronce. Po prostu to się nie będzie opłacać.

    To jest jedynie kwestia poziomu cen ropy. O ile nie stanie się jakiś cud czeka nas świat Peak Oil.

    OdpowiedzUsuń
  3. A tak uwielbiam winogron z Chile:(
    Teraz na serio to trochę to wzmocni gospodarkę państwa o ile się nie rozpadnie.

    OdpowiedzUsuń
  4. Miałem na myśli "o ile PAŃSTWO się nie rozpadnie".

    OdpowiedzUsuń