niedziela, 15 maja 2011

Markowe akcesoria turystyczne - ja jestem jakiś "inny"!

Kilkanaście lat temu poszedłem z kumplem na zakupy. Szukałem małego plecaka w góry potrzebny mi był także polar - 200. Znajomy, obyty w środowisku, zaciągnął mnie od razu do sklepu "Alpinus". No polar fajny, plecak super patrzę na cenę, hmmm, średnio. Mówię kumplowi, że trzeba jeszcze poszukać w innych sklepach. Kumpel patrzy na mnie jak na kosmitę i mówi, że nie ma co szukać gdzie indziej, w "środowisku" liczy się ostatnio tylko Alpinus. Normalny człowiek teraz już nie pokazuje się na szlaku albo w schronisku w byle czym. Nie te czasy.

Polar
Odprawiłem kolegę i mimo wszystko zerknąłem do pobliskiej galanterii oraz do nowo otwartego sklepu Campus. To był debiut Campusa na rynku, według opinii kolegi - żenująca podróba Alpinusa i obciach na szlaku. W Campusie kupiłem polar z tego samego patentowego materiału - 40% taniej niż identyczny w Alpinusie. Sprzedawca wyjaśnił, że cena jest taka a nie inna tylko z powodu patentowego zamka - po prostu nie da się z niego zrobić podpinki do zimowej kurtki Alpinus. Nie było mi to zupełnie potrzebne - w góry chodzę głównie od wiosny do jesieni.

Plecak
Plecak kupiłem bardzo ładny jakiejś polskiej firmy, w lokalnej galanterii. Cena 50% niższa niż jeszcze słabszy model w sklepie Alpinus. Dokładnie sprawdziłem materiał, szwy, wszystkie funkcje, schowki, możliwość zmiany rozmiaru. Używam go od tych kilkunastu lat. Przez wiele lat służył mi dzień w dzień - na studia, na siłowni, na zakupy, na wyprawy rowerowe. Plecak służył mi potem turystycznie - zjeździłem w nim pół Sudetów, kawałek Polski i dobry kawałek Europy. Był nie raz zmoczony w deszczu i ochlapany wodą morską. Ocierał się o skały i drzewa. I nic, wygląda nadal jakbym kupił go ze 3 miesiące temu. Dla celów tego artykułu obejrzałem go sobie - wysypało się tylko trochę drobnego piasku z plaż Formentery,,,

Ja jestem jakiś "inny"
Bo ja mam sceptyczne podejście do pojęcia "marka". To źle, to antyspołecznie, przecież WSZYSCY lubią marki, przecież myśleć tak - to jakbyś był przeciwnikiem małych słodkich kotków i szczeniaczków, to jakbyś kibicował Vaderowi i Imperium, kiedy wszyscy kibicują Lukowi, Hanowi i Republice....

Wytłumaczcie mi.
No sorka - nie kumam, nie trafia to do mojej mózgownicy. Dlaczego mam płacić dwa razy więcej za plecak, z jakąś małą etykietką? Po co mi polowe droższy polar z firmowym znaczkiem w klapie? Bo środowisko? Bo ludzie w schronisku? A ludzie na szlaku to mi jeść dają?

Jeśli ktoś ma ze mną zacząć rozmawiać i zawierać znajomość tylko z powodu posiadania przeze mnie modnego sprzętu znanej firmy - niech spada. Wolę solidniejsze podstawy znajomości niż kilka modnych akurat pierdół i robienia nad nimi "och, ach".

Plecak ma być solidny, ma spełniać swoją funkcję użytkową. Polar ma mnie chronić przed chłodem - i to skutecznie. Jakość umiem rozpoznać. Czy te sprzęty mają znaną etykietkę czy nie, to sprawa trzeciorzędna.

6 komentarzy:

  1. coś w tym jest. osobiście dostaję ekstazy, na widok nazwy "maxpedition" - mam plecak, torbę i tzw panel administracyjny. rzeczy świetne, ale wydaje mi się, że mogłem kupić coś tańszego mniej znanej firmy :)
    cieszę się, że doszedłem do takiego wniosku - lepiej późno, niż wcale :)

    OdpowiedzUsuń
  2. no wiesz, ja z drugiej strony też nie biorę scyzoryka i nie zdrapuję "marki"

    choć nie raz ścinałem metki na markowych koszulkach - bo mnie drapało w kark (koleżanka: O jejku! co ty dobrego robisz?! To przecież Big Star, a to Adidas...)

    i jeszcze jeden przypadek - rower

    likwiduje konsekwentnie wszelkie labele i marki - aby nie ukradli roweru

    OdpowiedzUsuń
  3. Zdarza się czasami, że produkty różnych marek produkowane są w tym samym miejscu, przez tych samych ludzi i te same maszyny, z podobnych materiałów. Dostają tylko różne loga i nadawane są im różne ceny, w zależności od skuteczności kampanii reklamowych.

    Źródło: Naomi Klein, No logo.

    OdpowiedzUsuń
  4. Masz rację, wielokrotnie fabryka w Hongkongu albo Shen-Zen (tak się to chyba fonetycznie pisze) na 1 zmianę klepie markę Adidas, na drugą zmianę klepią no-name.

    Cała sztuka aby dowiedzieć się, który no-name trzyma jakość, a który no-name to rzeczywiście tania chińszczyzna.

    Zauważyłem to samo w przypadku tzw. marek wewnętrznych supermarketów. Zdarza się, że dokładnie ten sam produkt z logiem marketu jest tańszy. (np. piwo "Naturalne" w Netto = Amber Niepasteryzowany)

    Przez pewien długi czas plazma 32" z identyczną matrycą była dostępna pod marką LG i wzgardzonym nieco Daewoo. Daewoo było do kilkuset zł tańsze. Znajomi pracownicy AGD podśmiechiwali się z klientów wybierających plazmy LG (na stanie były obie marki).

    Takich historii jest więcej.


    Oczywiście często jest tak, że znana marka = jakość. I w tym się nie oszukujmy.

    OdpowiedzUsuń
  5. @ sopo - nosze maxpedition (dwa plecaki na zmianę) od paru lat i wciąż wyglądają jak nowe. Więc może inaczej - warto kupić drogą rzecz ale tylko w zamian za wysoką jakość. Wtedy mamy sprzęt na długie lata i w zasadzie oszczędzamy pieniądze bo nie potrzebujemy nowych rzeczy. Niestety cena nie zawsze idzie w parze z jakością. Za samo logo płacić zdecydowanie nie warto.

    OdpowiedzUsuń
  6. Zgadzam się - jeśli cena markowego produktu idzie w parze z wysoką jakością - warto czasem zainwestować.

    Czasem jednak widzę, że ludzie dochodzą do absurdu - tego typu:

    "nie, nie, wiesz co, ja nie pojadę w góry tym razem, ca ja zabiorę, za miesiąc dwa może nazbieram kasę na markowe buty trekingowe i lepszy plecak"

    Najpierw "nakręcają się na markę", a potem odczuwają autentyczny wstyd, kompleksy, z powodu braku np. takiego maxpedition. Blokują się. Przez własne kompleksy i snobizm otoczenia.

    I ja własnie z czymś takim walczę.

    OdpowiedzUsuń