piątek, 2 grudnia 2011

Płatne reklamówki w sklepach - jak oszczędzić

Męczę was ostatnio polityką i futurologią, a z pewnością wolelibyście więcej praktycznych porad oszczędnościowych, znajduję jednak ostatnio jakąś wredną satysfakcję z obalania filarów Martix'a który nas otacza. Dosyć ściemy - my Polacy nie jesteśmy idiotami!

Kluczowym elementem robienia nas w balona jest niekwestionowana wiara w (pseudo)ekologię, dajmy na to rzekomo negatywną emisję CO2 - i ściągania z nas podatków za produkcje tego faktycznie cennego dla roślin i niezbędnego dla środowiska gazu. Gdzie idą te podatki za CO2? Na nawóz dla roślinek, na karmę dla zwierzątek, czy do kieszeni polityków?


Reklamówki foliowe - wróg ekologów (ale nie mój).
Jednym z elementów eko-ściemy, który jednak dotyka mnie na co dzień, jest temat darmowych reklamówek w sklepach. Na skutek rzekomej eko-kampanii i w trosce o środowisko wiele sklepów wycofało się z rozdawania reklamówek do zrobionych zakupów. Teraz te reklamówki są płatne.

To jest ściema - jedynym powodem wprowadzenia płatnych reklamówek była poprawa bilansu finansowego wielkich korporacji - tych samych korporacji, które niszczą lokalną produkcje i handel - mając głęboko w poważaniu nasze lokalne środowisko - i naturalne, i ekonomiczne.

Korporacje mają przyrodę gdzieś.
Nie wierzysz, że mają gdzieś przyrodę? To odpowiedz mi na pytanie, dlaczego te same supermarkety, które rzekomo w trosce o ekologię wycofały się z foliowych reklamówek - jakoś uparcie tydzień w tydzień zarzucają moją skrzynkę pocztową tonami papierowych gazetek i folderów, robionymi bynajmniej nie z makulatury. To jest dopiero masakra dla środowiska. Gdyby im naprawdę zależało na naturze - mogliby po prostu opublikować aktualne promocje na swoich stronach www, znanych każdemu zainteresowanemu, ewentualnie zlecić kampanię reklamową z geolokalizacją. Bez produkcji (w skali kraju) milionów ton papierowych odpadów - toksycznych odpadów (farba drukarska, barwniki, chemia, wybielacze papieru...). Liczy się tylko ich bilans finansowy.

Jak oszczędzam na płatnych reklamówkach i tzw. torbach ekologicznych?
Po prostu nie kupuję ich - nie uczestniczę w tej eko-ściemie, która dodatkowo obciąża mój portfel. Po wejściu do supermarketu od razu rozglądam się za jakimś wolnym kartonem lub drewnianą skrzynką po warzywach. W najbliższym sklepie wejście mam od razu przy dziale warzywnym - zbędnych kartonów i pudeł jest dostatek. W innych sklepach po rozglądnięciu się także nie trudno o wolny karton - z reguły mają je pracownicy rozpakowujący towar. Czasem wożę takie pudło lub skrzynkę drewnianą w samochodzie i biorę ze sobą - jeśli wiem, że w danym sklepie obsługa nie zostawia kartonów.

Tak czy inaczej zawsze wygodnie pakuje moje zakupy, bez ich miętolenia i ściskania, co ma znaczenie w przypadku owoców i warzyw. Bez ryzyka potłuczenia szklanych opakowań - słoików, butelki piwa, itp., kiedy genialna płatna eko-reklamówka zechce się przerwać.

Polecam to samo wam. Komfort zakupów - ulga dla portfela.

6 komentarzy:

  1. Witam,

    Bardzo ciekawy blog - dobrze przemyślany i zawsze czytam go z przyjemnością.

    Jak dotąd nie udzielałem się w komentarzach, ale do dzisiejszego tematu mogę dodać coś od siebie:

    Pudło to dobry pomysł dla kierowców. Ci którzy nie mają samochodu, albo chodzą na zakupy piechotą, moga osiągnąć podobny rezultat przy pomocy plecaka.

    Z własnego doświadczenia wiem, że ten sam ciężar nosi sie znacznie łatwiej na plecach niż w rękach. Poza tym ja osobiście wolę mieć ręce wolne.

    Oczywiście moze to wymagać zmiany nawyków - nie wyobrażam sobie targania na własnych plecach tygodniowych zakupów dla 4-osobowej rodziny, wiec trzeba by wtedy kupować mniej ale częściej. Mozna np. skoczyć do sklepu wracając z pracy.

    Plecak jest też moim zdaniem bardziej wielofunkcyjny - jakoś ciężko mi sobie wyobrazić noszenie np. kanapek do pracy w pudle po warzywach, albo spakować się w podróż - więc i pożytek będzie z niego większy.

    Pozdrawiam,
    MigrantWorker

    OdpowiedzUsuń
  2. Dzięki za miłe słowa.

    Też kiedyś próbowałem wariantu z plecakiem i uważam że to dobry pomysł.
    Problem jest taki, że u mnie w supermarketach nie można wchodzić do środka z plecakiem.

    Jakoś się zatem nauczyłem brać karton pod pachę, albo nawet na ramię nawet jeśli idę na zakupy pieszo.

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie wspomniałeś o torbach z materiału, a są bardzo wygodne i można z nimi wejść do sklepu. Chociaż plecak faktycznie wygodniejszy, jeśli chodzi o noszenie na większą odległość.

    OdpowiedzUsuń
  4. Reklamówki po 7 groszy z niektórych marketów wspaniale nadają się później na worki na śmieci, wychodzą taniej niż normalne worki o podobnej trwałości (te tanie lubią się rozrywać, są bardzo słabe). Niestety, nie wszystkie markety mają odpowiednie reklamówki w takiej cenie ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Alternatywą jest również koszyczek pleciony. Widziałem już w mojej miejscowości kilka osób z takimi i wydaje się to całkiem praktyczne.

    @Tofalaria

    Tak te torby są świetne tylko trzeba dobrze przetestować uszka przy kupnie :)

    @Anonimowy

    Zgadzam się :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja zabieram ze soba do sklepu torby materialowe. Mam kilka duzych i mocnych i uzywam ich na zakupy. Jedna trzymam na stale w samochodzie, bo irytuja mnie reklamowki.

    Mam "tone" reklamowek w domu i nie wiem czy uda mi sie zuzyc je kiedykowiek (chociazby na smieci). A i tak staram sie nie brac w sklepie i biore uzywane czasami, jak ide na male zakupy.

    Ostatnio myslalam o tym, ze historia toreb na zakupy w Polsce zatoczyla kolo. Pamietam jak moi rodzice zawsze brali torbe na zakupy jak szli do sklepu i wlasciwie przez caly okres raju reklamowkowego nie zmienili swoich przyzwyczaje. A teraz jest ekologiczna moda i promuje sie ponownie noszenie wlasnych toreb.

    OdpowiedzUsuń