czwartek, 19 maja 2011

Przeprowadzka na wieś i praca w necie - post 2

Widzę, że wasze komentarze co do poprzedniego posta są bardzo trafne, więc na razie jeszcze wstrzymam się z analizą problemów psychologicznych pracy zdalnej, itp. Napiszcie o swoich doświadczeniach - myślę, że warto obalić pewne mity co do pracy przez internet.

To autentycznie jakiś kaprys losu, ale tuż po napisaniu ostatniego postu wpadło mi kilka biurowych spraw do wykonania na zasadzie pracy w domu/pracy przez internet. Siłą rzeczy (kasa jest potrzebna) musiałem podjąć sprawę, mimo, że od dawna tego raczej unikam.

Mój (ponowiony) wniosek: Nie, nie i jeszcze raz nie. Będę się starał jeszcze skuteczniej uciekać od koncepcji home office.

A po ewentualnej wyprowadzce na wieś? Patrzcie poniżej.

Na zachodzie popularne staje się przerabianie domków ogrodowych na małe biura.

Jeśli nie znajdę biura do wynajęcia w pobliżu - choćby gabinetu lub klasy w wiejskim domu kultury/szkole, itp. To czym prędzej stawiam sobie choćby kontener biurowy w ogrodzie, taki jaki mają inżynierowie na budowach. Nawet jeśli będę miał się dodatkowo zapożyczyć - buduje mały domek ogrodowy - całosezonowy, ogrzewany - choćby kozą, albo elektrycznie tylko na czas pracy.

Takie małe biuro w ogrodzie pozwala uzyskać choćby częściową fizyczną separację od domowników.

W mojej obecnej sytuacji autentycznie jakakolwiek praca w mieszkaniu, domu - w obecności innych domowników jest kompletną porażką...

9 komentarzy:

  1. marcin wiesmak

    Zawsze mozesz przerobic lub nad/dobudowac garaz.
    Aha mam pytanie. Jakie zainstalujesz ogrzewanie do tego domku w zimie?

    OdpowiedzUsuń
  2. Jeśli drewniany/kanadyjczyk, lub coś innego o małej bezwładności cieplnej ale dobrej izolacji - może być nawet tani grzejnik elektryczny - drogo za prąd - ale przy grzaniu tylko kilka godzin dziennie malutkiej powierzchni - ma to sens ekonomiczny.

    I wiem co mówię, mam wypróbowane w znacznie większym murowanym biurze przy notorycznych awariach CO - trzy ostatnie zimy.

    Piecyk typu koza także nie jest drogim rozwiązaniem.

    OdpowiedzUsuń
  3. artur xxxxxx19 maja 2011 16:31

    "
    W mojej obecnej sytuacji autentycznie jakakolwiek praca w mieszkaniu, domu - w obecności innych domowników jest kompletną porażką... "
    Bo mieszkasz w mieszkaniu, które ma pewnie ze 2 pokoje. Więc siłą rzeczy na siebie wpadacie. Jak będziesz miał dom, możesz przecież sobie wydzielić jakiś gabinet na pracę, nie musisz pracować w pokoju dziennym, sypialni czy kuchni kolidując z czynnościami innych.
    Wydaje mi się trochę absurdalne aby wynajmować biuro (czy też je wybudować) by wykonywać pracę typu "home office", jeżeli ma się dom.

    OdpowiedzUsuń
  4. artur xxxxxx19 maja 2011 16:43

    Jak już bardzo chcesz budować fizyczną przeszkodę, możesz wybrać projekt domu "z usługą". W takich projektach jest wydzielona część usługowa.
    Jest to dobre też wtedy, gdy przestaniesz potrzebować biura. W "usłudze" możesz zrobić mieszkanie, wynając je lub dać dziecku.

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie pomyliłeś się wiele co do mieszkania - mam trzy pokoje. Kiedyś jeden z nich był "hermetycznie" zamkniętym małym gabinetem. Teraz mam biura poza domem.

    Wpadanie w domu jest oczywiście problemem, ale można się teoretycznie zamknąć - problemy są innej natury o czym napiszę - przerywanie to tylko jeden z nich.

    Znajomy pracuje zdalnie w domu jednorodzinnym, w gabinecie - jak opisujesz. Nie likwiduje to problemów rodzinnych. Wciąż za mała fizyczna separacja.

    Mój znajomy też zapalił się idei domku biurowego w ogrodzie, choć w pierwszym rzędzie szuka biura w pobliżu. W zasięgu rozsądnej jazdy rowerem.

    OdpowiedzUsuń
  6. Dom z "usługą" działa - masz rację - ale pod warunkiem realnej fizycznej separacji.

    Jest u mnie taki w rodzinie żony - w szeregu, w mieście - do części usługowej wchodzi się od frontu - do domowej od tyłu. Miedzy częścią domową a usługą nie ma połączenia wewnątrz budynku - a po to aby komfortowo wejść do części usługowej trzeba obejść cały szereg. Szczególnie w sezonie chłodnym to bardzo skuteczna separacja.

    To się sprawdza.

    I stąd znam doskonale różnice między jedną podzieloną przestrzenią - a zupełnie dwoma odseparowanymi obiektami.

    OdpowiedzUsuń
  7. Większość mojego życia zawodowego ( a to już ponad 20 lat ) pracuję w domu. Jasne, były po drodze różne redakcje, jakiś czas pracowałam jako organizator targów, ale generalnie - pracuję w domu. I bardzo sobie ten system chwalę. Potrzeba tylko odrobinę dyscypliny. To znaczy nie ma, że boli. Codziennie swoją porcję godzin trzeba popracować. Do tego oczywiście dochodzą wyjazdy, ale generalnie pod hasłem " praca w domu" podpisuję się obiema rączkami. Potrzebne jest w miarę spokojne miejsce, gdzie można się skupić ( to wcale nie musi być oddzielny gabinet, ani biuro ) i zrozumienie u domowników. Przy czym u nas nigdy nie było to problemem, nawet jak córka była jeszcze dzieckiem.

    OdpowiedzUsuń
  8. Miło mi, że są wśród czytelników osoby, które radzą sobie z tym systemem.

    Natomiast ja i kilku moich znajomych doświadczyło większych problemów rodzinnych. A minimum kilkunastu ze środowiska narzekało na drobniejsze sprawy.

    Wielu ludzi marzy o pracy w domu - wydaje mi się, że warto przedstawić nie tylko plusy i kokosy.

    OdpowiedzUsuń
  9. Jak ja pracuje w domu, to nie ma w nim nikogo oprocz kotow. Przyznaje, ze jeden kot jest upierdliwy i wchodzi mi na biurko, ale szybko mozna sie go pozbyc. Istoty ludzkie sa nieobecne i nie przeszkadzaja mi.

    OdpowiedzUsuń