niedziela, 1 maja 2011

Wiosna idzie: siłownia, fitness, nordic walking, rower...

Ocieplenie się oraz słoneczko niezmiennie jak co roku powoduje mobilizację sportowców-sezonowców. Zapełniają się siłownie, na deptaki i trakty masowo wylegają joggersi, kijkowcy i rowersi. Wszystko to w złudnej nadziei, że przed wyjściem na plażę za miesiąc, dwa będzie widać jakiś radykalny efekt.

Zabranie się za sport i przypływ silnej motywacji jest poprzedzone manią zakupów. Sezonowcy obkupują się w firmowe sportowe ciuchy i sprzęt - im drożej tym lepiej, im bardziej markowo, ekskluzywnie i hi-tech'owo tym większe wrażenie zrobi taki amator na znajomej osobie spotkanej na deptaku. A że piwny brzuchol pozostanie, eee tam, kto by się przejmował pierdołami. A to że portfel pusty, a co gorsza dług na karku (raty za nowy full-wypas sprzęt), eee tam, będzie się spłacać i trząść tyłkiem w przyszłości, po co się teraz martwić.


Do roboty!
Jak się domyślacie mam dla was zupełnie inną propozycję. Zabrać się do pracy fizycznej! Prawdziwej, realnej, dającej w kość pracy. Gwarantuję, że poczujecie się znacznie lepiej. Odczujecie pozytywny psychologiczny efekt wysiłku fizycznego i zapewne lepszy poziom finansów, niż w poprzednim przypadku. Forma poprawi się równie dobrze, albo nawet lepiej niż po sezonowym zrywie siłowniano-deptakowym.

Skąd wytrzasnąć pracę fizyczną? Proste - zabierz się za wszystkie prace w domu - niezbędne prace porządkowe i remontowe. Zadania ewidentnie zaległe oraz takie, które i tak trzeba będzie wykonać w najbliższej przyszłości. Postaraj się przewidywać. Zrób może sprzątanie piwnicy, remont zaniedbanego balkonu, płotu, itp. Na pewno znajdziesz coś do zrobienia.

Pomnóż także najbliższym i rodzinie. Skop babci ogródek, pomóż ojcu regularnie kosić trawnik, wykonaj wszelkie prace ogrodowe, itp. Dogadaj się z np. przyjacielem lub zaufanym sąsiadem - najpierw pomożesz mu w jego remoncie i porządkach - potem on pomoże tobie.

Rower w praktyce
Zamiast wydawać nawet kilka tysięcy na topowy rower, który zapewne i tak ci ukradną (Poczytaj tutaj jak do tego nie dopuścić!), zorganizuj sobie stary, używany i wygodny city bike w dobrym stanie, ewentualnie tanio odremontuj samodzielnie starą ukrainę lub składaka. Używaj roweru swobodnie zarówno na mieście jak i turystycznie, bez ciągłego strachu, że stracisz sprzęt warty kilka tysięcy. Zauważ, że niedzielni rowersi-przebierańcy są jakby 'przyklejeni' do swoich markowych rowerów i nerwowi w sytuacjach wymagających odstawienia pojazdu na sekundę. Nie jeden z nich z resztą już stracił poprzedni jednoślad.

Zaopatrz się w łańcuch oraz kłódkę i używaj roweru do podjechania po zakupy i do znajomych. Oszczędzisz na paliwie i odczujesz pozytywne zmęczenie. Oszczędzisz cenny czas - bo po co najpierw jechać kilka km samochodem po drobne zakupy, aby potem przebrać się w rowerowe fatałaszki i robić te same kilka km w ramach nabierania formy? No chyba tylko po to, aby brylować przed znajomymi na deptaku. Ale my na tym blogu nie zajmujemy się pozerstwem :)

13 komentarzy:

  1. nie wydaje mi się, żeby praca w ogródku/domu mogła zastąpić porządne regularne aeroby na siłowni, czy w domu na rowerku stacjonarnym. jak chcesz zgubić brzuch, to musisz się napocić i zmienić dietę - ot i cała filozofia :)
    z takim stacjonarnym rowerkiem jest dobrze, bo ci go nie ukradną. no chyba, ze włamią ci się do mieszkania :)

    OdpowiedzUsuń
  2. marcin wiesmak

    15 lat cwicze na silowni z przerwami i powiem Ci sopo ze grubo sie mylisz. Silownia daje Ci sile, mase (i tluszczowa i miesniowa) oraz przyspiesza metabolizm ale nie jest sama recepta na schudniecie i trzymanie sylwetki. To tylko moga dac cwiczenia aereobowo- tlenowe czyli rower, marszobieg, basen i oczywiscie jak sam wspomniales odpowiednia dieta.
    Ja sam w tym tygodniu zgubilem 1kg po prostu wiecej pracy; trawnik, pomoc u szwagra w zakladzie mechanicznym, piechota 3km z pracy do domu. Ogolnie w porze wiosenno-letniej lubie pracowac od switu do zmerzchu a wiecej odpoczywac i odkladac tluszczyku w zime ;) Pozdro

    OdpowiedzUsuń
  3. A ja, jako praktyk powiem Wam, że tylko sensowna praca fizyczna daje rezultaty w postaci zgubienia tłuszczyku. Wykoszenie pół hektara sadu ujmuje mi 3-5 kilo, w zależności, jak przy tym się odżywiam. I grzeszki, typu czipsy z biedronki czy tabliczka czekolady nie wywołują wyrzutów sumienia.
    Mieszkając w mieście katowałam się różnymi ćwiczeniami- aerobik, step, rowerek i inne cuda. Nie schudłam ani kilograma, wydałam na to masę pieniędzy, straciłam czas, bo co mi po bezproduktywnym godzinnym skakaniu w jednym miejscu?
    U mnie jest tak, jak pisze Marcin. W sezonie pracuje się fizycznie prawie cały dzień, a zimą więcej odpoczywa z czego powstaje tłuszczyk :-)
    Mądre odżywianie też przy tym wszystkim stosuję, ale też niczego sobie nie odmawiam, bez czego trudno mi żyć.

    OdpowiedzUsuń
  4. Hej, nie wiem czy mnie zrozumieliście do końca, ja nie neguję siłowni dla stałych bywalców siłowni i amatorów sportu!

    Wprost przeciwnie - krytykuję tu przede wszystkim słomiany zapał sezonowców, którzy rozpisanie treningu zaczynają od rozpisania listy markowych zakupów w sklepie sportowym! Najśmieszniejsze jest jak taki wpierdziela tony drogich odżywek od 1 dnia na siłowni (kiedy organizm/metabolizm nawet nie przyzwyczaił się do treningu!)

    Najbardziej rozwalił mnie chłopak w Poznaniu co przez zimę żarł odżywki, ale nic nie ćwiczył w zimie - on stwierdził, że tak robi masę, a rzeźbę zrobi na wiosnę na siłowni!!!

    Krytykuję amatorów - przebierańców. A jakże!

    Jakiś czas temu trenowałem w jednej z poznańskich siłowni, gdzie ćwiczył też wielokrotny mistrz Poznania w wyciskaniu (szkoda, że nie pamiętam imienia). Chłopak kulturalny, grzeczny, skromny - ćwiczył w normalnych ciuchach i laczkach z pianki - to mu nie przeszkadzało być najlepszym.

    To samo mogę powiedzieć o kilku sportowcach z ASZ którzy przychodzili do uczelnialej siłowni po południu.

    Do szanownego grona nie śmiem się zaliczać, ale ja zawsze ćwiczyłem w wojskowych ciuchach ze składnicy harcerskiej. Tak samo robiłem na ściance - wojskowe spodnie z grubego lnu i samodzielnie przerobione buty do wspinaczki - ścięte korkotrampki.

    Można jak się chce? Można! A sezonowcom, co tylko blokują maszyny na siłowni, a i tak z tego nie będzie - lepiej zrobi kupa dobrej fizycznej pracy.

    Tak jak Riannon mówi (100% zgody!).

    OdpowiedzUsuń
  5. marcin, skoro zgadzasz się ze mną, że na chudnięcie najlepsze są aeroby i dieta, to nie wiem, w którym momencie "grubo" się mylę. może źle użyłem słowa siłownia, bo ona kojarzy się głównie z wyciskaniem ciężarów i pracą nad masą i siłą, a ja miałem na myśli, że i na siłowni można ćwiczyć aerobowo.
    ciągle będę twierdził, że na chudnięcie (i utrzymanie wyników chudnięcia - bo to też ważne jest) lepsze będą ćwiczenia regularne(!) niż praca fizyczna typu sporadyczne skoszenie trawnika - może dodam, bo to ważne - w moim przypadku :}

    OdpowiedzUsuń
  6. Moim skromnym zdaniem są dwa dobre sposoby na chudnięcie.

    1. Słynna metoda MŻWR, mniej-żryj-wiecej-ruchu, brutalne, ale ta nazwa to wymysł samych walczących z otyłością.

    2. Bardziej wyrafinowane: dieta tłuszczowa + WR, w przypadku wegetarianina - o ile sopo dobrze pamiętam :) - też do zastosowania - trzeba radykalnie zwiększyć % poziom tłuszczu w diecie - masło, żółtka, orzechy, oliwki - dla mięsożercy dodatkowo słonina, boczek, śledzie, makrela, itp.

    Organizm "się uczy" bardziej wydajnie przepalać tłuszcz i w efekcie chudniesz.

    A do tych aerobów na rowerku stacjonarnym też można dodać poruszanie się rowerem po okolicy i realne użytkowanie - oszczędzi się benzynę i dodatkowo przepali kalorie. No nie?

    OdpowiedzUsuń
  7. artur xxxxxxx1 maja 2011 16:00

    He, he, przypomniałeś mi, że rowerek rdzewieje na strychu. Trzeba przywrócić go do eksploatacji korzystając z długiego weekendu. :) Po co jeździć 200-300m do sklepów na drobne zakupy samochodem?

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie wiem jak ty ale ja mam ze 100 razy większą satysfakcję z odgrzebania na strychu i odremontowania starego jednośladu niż z kupna nowego roweru.

    (no ale mnie - maniaka - można zrozumieć, skoro prowadzę taki blog, hehe)

    OdpowiedzUsuń
  9. Marcin wiesmak vel Herkus Monte

    W kazdym razie moral jest taki, ze lepiej trzymac forme caly czas bo na starosc czeka nas garsc tabletek i chudy portfel ;)
    Mlodosc i uroda tak szybko uciekaja :)
    Pozdrawiam i zycze milej majowki .

    PS A o to pioseneczka dla was drodzy ;)

    http://www.youtube.com/watch?v=7RwaSyIsfok&feature=related

    OdpowiedzUsuń
  10. artur xxxxxx1 maja 2011 19:05

    No ja też jestem maniak-majsterkowicz, ale z rowerem aż tak źle nie jest. Trochę się zastał, wystarczy nasmarować i wyczyścić, ponaciągać linki. Tylko oponom porobiły się guzy, bo nie było w nich ciśnienia, a stał na nich.

    OdpowiedzUsuń
  11. Ja też wolę szukać sensownej pracy fizycznej zamiast sztucznego sportu (choć sport lubię). Najlepiej bez urządzeń automatycznych. Czyli: do koszenia: kosa zamiast kosiarki, z zakupami do domu: po schodach zamiast windą, w sklepie: koszyk ręczny, a nie z kółkami.

    OdpowiedzUsuń
  12. Napiszę złośliwie, że dużej ilości panów wystarczyłoby wyręczyć partnerkę w domowych obowiązkach - porządnie, solidnie - od razu byłby podwójny efekt... Osoby, które na co dzień w tym siedzą doskonale wiedzą, jaki to wysiłek i nie trzeba im tego uświadamiać. Ale fajnie, że ktoś zauważył. Większość jest ślepa na to, że praca w domu pomimo dzisiejszej techniki, to ciężki chleb. I ta swoista ślepota nawet przebija się w komentarzach - trawnik to pikuś :D

    A propos pozorowców - najwięcej z nich się rodzi, kiedy słońce wychyla się zza chmur i trzeba zrzuć puchową kurtkę i sweter. Ciekawe, czy ktoś stworzył statystyki, ilu takich osiąga założony cel?!

    OdpowiedzUsuń
  13. Spalanie tłuszczu czy też mądrzej mówić przemiany tłuszczowe następują dopiero po około 30-40 minutach wysiłku (w zależności od stopnia wytrenowania organizmu), w dodatku wysiłku w aerobowej (czyli średniej) strefie tętna. Stąd wielkie zdziwienie pań, które zapisały się na siłownię - masa rośnie, zamiast spadać.
    Pracy fizycznej nie unikam, natomiast podejście do roweru mam inne, pewnie byś uznał, że jestem do niego "przyklejona". Jedyny sposób, by roweru nie ukradli, to nie spuszczać go z oka i tyle. Po zakupy, a nawet do miast powiatowego (ok. 3 km) wolę pójść pieszo albo się przebiec niż rower zostawiać bezpańsko.

    OdpowiedzUsuń