piątek, 17 czerwca 2011

Admin R-O poleca: Dojeżdżać rowerem do miejsca pracy

Po głowie mi własnie chodziło napisanie artykułu o wykorzystaniu roweru w realnym transporcie - a nie tylko rekreacyjnie. Mój osobisty "zestaw emeryta" czyli stary rower+kosz zakupowy sprawdza się wyśmienicie w czasie lokalnych zakupów, tymczasem....


...tymczasem z powodów technicznych post wykasowałem :)

12 komentarzy:

  1. Ja sobie postanowiłem, że nie kupię nigdy auta, no chyba że będę mieszkał na takim zadupiu, gdzie bez tego nie da się funkcjonować. Ale zamierzam zainwestować w nieruchomość w centrum (pod wynajem w przyszłości), więc komunikacja miejska i rower. Auto to masa kłopotów i kosztów.

    OdpowiedzUsuń
  2. Pomysl z rowerem jest zawsze na czasie tylko skad wziac ODPOWIEDNI rower. Co to znaczy odpowiedni? Nieatrakcyjny (zlodzieje), mocny i prosty w budowie (brak przerzutek, niepotrzebnych regulacji, drogich czesci), w miare wygodny (dla duzego faceta). Takich rowerow nie produkuja - w sprzedazy sa rowery do przejazdzek, rozne treki, gorale itp.

    OdpowiedzUsuń
  3. Też tak kiedyś myślałem - dałem się przekonać ludziom o sceptycznym nastawieniu do aut - ale to nie jest tak do końca.

    Transport publiczny jest daleki od ideału. Temat na osobny, długi post. To samo z bezpieczeństwem w transporcie publicznym.

    Samochód to obowiązek, to koszty i kłopoty, ale także związana z tym wolność poruszania się, swoboda w wielu przypadkach większa niż w przypadku roweru. Niezależność od łaski i niełaski innych ludzi.

    Wolność wyrwania się z wielkiego miasta w niedzielę, albo święta, kiedy praktycznie nic nie kursuje w góry, nad morze albo nad jeziora. Rewelacja.


    W zakorkowanej metropolii może nawet - przez większość roku lepszy byłby skuter, rower elektryczny lub motocykl.

    OdpowiedzUsuń
  4. Anonimowy - ja mam dokładnie taki rower o którym mówisz. Chińczyk z supermarketu.

    OdpowiedzUsuń
  5. >>Anonimowy - ja mam dokładnie taki rower o którym mówisz. Chińczyk z supermarketu.

    Mozna wiedziec ile kosztowal?
    Ogladam rowery na aukcjach, w zasadzie mozna cos znalezc za 2 - 3 stowy, ale wydaja mi sie zbyt delikatne. Idealem bylaby Ukraina : )

    ps. zakladam, ze rower zostanie ukradziony lub powaznie sie zepsuje w ciagu roku, jego koszt jest wiec kosztem dojazdow w ciagu roku.

    OdpowiedzUsuń
  6. Nowy kosztował kiedyś koło 250 zł, ze złożeniem i różnym doposażeniem około 300, bez przerzutek, nic specjalnego, średnio duży - dla dużego faceta, jak ja, wygodny.

    Obecnie zestarzał się, błotniki pordzewiały po pierwszym deszczu, itp. lakier po paru latach strasznie wyblakł - i o to chodzi.

    OdpowiedzUsuń
  7. Mało kto wie, że ideę roweru wśród ludu wpierali jako pierwsi na masową skalę komuniści, a nawet sam Stalin. Stalin wychodził z założenia, że samochód to burżuazyjny wynalazek, nie przystający dla socjalistycznego ludu. Stwierdził, że po miastach i wsiach można rowerem, a na dłuższe trasy jest kolej. I dlatego dziś - najlepszą sieć ścieżek rowerowych w Polsce ma Nowa Huta. Bo tam, staliniści, zaplanowali idealnie ludowe miasto, gdzie lud miał na rowerach jeździć.

    Nie mam nic do rowerów, ale uważam, że te wszystkie kampanie rowerowe i anty-samochodowe mają na celu odwrócić uwagę od głównego problemu - ceny benzyny obłożonej złodziejskimi podatkami. Gdyby podatki zawarte w benzynie były uczciwe (czyli np. nie powielały się) to nawet Ci co dziś na rowerach jeżdżą siedzieliby w autach i zadowoleni gazowaliby na szerokich, dobrych drogach (jeśli podatki z tej benzyny szłyby na drogi, a nie na dziadostwo). Wróciłby czas przejażdżek samochodowych i sporty motorowe, które uwielbiam, wyszłyby z niszy, bo więcej ludzi byłoby na nie stać. Bo auto to masa kłopotów i kosztów jedynie w dzikim socjalizmie, jaki mamy obecnie w Polsce.

    OdpowiedzUsuń
  8. "Transport publiczny jest daleki od ideału. Temat na osobny, długi post. To samo z bezpieczeństwem w transporcie publicznym."
    Bezpieczeństwo to temat rzeka. Skąd wiesz, że auto jadące naprzeciwko, nagle nie skręci na Twój pas jezdni? Mi raz w czasie jazdy pękł przewód hamulcowy w aucie ojca - to dopiero miałem strachu.

    "Wolność wyrwania się z wielkiego miasta w niedzielę, albo święta, kiedy praktycznie nic nie kursuje w góry, nad morze albo nad jeziora. Rewelacja."
    Może i tak, choć ja już wolałbym jechać pociągiem. Albo rower do pociągu i jazda - też jest teraz taka możliwość. Autem może i wygodniej, ale już nie poczytasz sobie książki w trakcie jazdy.

    Kto jak woli - na chwilę obecną auta nie potrzebuję.

    OdpowiedzUsuń
  9. Janku,
    Ja socjalizmem się brzydzę,

    a wspieram rower jako formę transportu indywidualnego, niezależnego od transportu publicznego

    bardzo wspieram idee elektrycznego roweru, jako ulepszonego roweru pozwalające na dalsze zasięgi i jazdę bez pocenia się (ważne w użytku praktycznym)

    OdpowiedzUsuń
  10. E.W.

    Ja bardzo lubiłem turystykę kolejową - pod warunkiem zebrania grupki znajomych.

    Obecnie jednak w większość fajnych miejsc pociągiem się nie dojedzie, po likwidacji większości lokalnych linii i licznych podwyżkach dobre czasy tanich podróży się skończyły.

    OdpowiedzUsuń
  11. Rower do jazdy po mieście można zrobić sobie samemu. Tutaj opis tej idei: http://www.rowery.org.pl/rowery.htm

    OdpowiedzUsuń
  12. Za komuny - za realnego socjalizmu - były chyba tylko składaki, jubilaty i ukrainy - bieda, bieda i jeszcze raz bieda w świecie rowerowym.

    Ojciec - manager klubu sportowego - załatwił mi składaną na zamówienie kolażówkę - części były ściągane z całej PL i z różnych teamów.

    To był odpowiednik jeżdżenia obecnie super wypasioną terenówką. Rower trzymałem w pokoju przez całe lata! Bo kto by takie cudo zbeszcześcił wkładając do piwnicy!

    Dopiero w latach 90tych sytuacja znormalniała i teraz jest do wyboru i do koloru.

    Czy ja wiem czy komuchy/socjaliści tak lubią rowery?

    OdpowiedzUsuń