czwartek, 9 czerwca 2011

Oszczędzamy energię - recenzja świetlówek kompaktowych z Castoramy

Jeśli śledziliście bloga od początku, wiecie, że nie jestem hiper-entuzjastą odnośnie do użycia świetlówek kompaktowych (LINK) - mają one wiele wad i funkcjonalnych ograniczeń, z powodu których najczęściej w zastosowaniu domowym warto pomyśleć przede wszystkim o energy saver'ach opartych na technologii halogenowej, choć LED-y powoli, bardzo powoli wbijają się na rynek.


Decyzja o zmianie
Jednakże w ostatnim czasie okazało się, że jeden w punktów oświetleniowych "pod moją kontrolą" zaczął idealnie spełniać wymagania co do zastosowania własnie kompaktów - a mianowicie - ciągłe użycie przez minimum kilka godzin dziennie, bez częstego włączania i wyłączania.

Moc pierwotna punktu to 3x60W na żarówkach klasycznych. Przez długi czas były tam stosowane halogeny typu energy saver z klasycznymi gwintami E14 dające ok 30% oszczędności. Ostatnio jednak zdecydowałem się na świetlówki kompaktowe.

Najtańsze "firmowe" świetlówki
Postanowiłem przetestować świetlówki Casto, z uwagi na ich naprawdę niewielkie wymiary, relatywnie niską cenę (9-14zł zależnie od modelu) oraz ważny element, który ciężko znaleźć w tanich kompaktach, a który niweluję jedną z poważniejszych wad tej technologii - mianowicie posiada barwę światła 2700K, czyli ciepłą żarówkową barwę oświetlenia. W zamian pierwotnych 3x60W użyłem 2x14W oraz 1x11W. Jak na razie to wystarczający dla mnie poziom, choć najpewniej stracą one cześć swojej pierwotnej sprawności i konieczne będzie użycie zestawu 3x14W.

Nie ma jednak ideału, energooszczędne świetlówki z Castoramy nie mają funkcji szybkiego startu, przez co ich włączanie nie napawa optymizmem, mam wrażenie że włączają się dłuuuugo. Dobrze, że zazwyczaj włączam je tylko raz wieczorem, na wiele godzin.

Kalkulacja mojego zysku
Policzyłem sobie dość ostrożnie ile oszczędzam na tym zakupie w ciągu 2 lat - gwarantowanego okresu życia produktu (zawsze pamiętajmy o zachowaniu faktur i paragonów do gwarancji!) i wyszło mi 364 zł. Po odjęciu kosztu zakupu wyszło mi ok. 325 zł w ciągu 2 lat.

4 komentarze:

  1. A ja to ciagle mam wrażenie, że jak posiedzę za długo przy świetlówce, to mnie łeb boli. I tego żdana oszczędność dutków nie zwróci.

    OdpowiedzUsuń
  2. Dlatego właśnie testuję świetlówki 2700K, które w teorii powinny być przyjemniejsze niż klasyczne.

    Dla osób nielubiących świetlówek, a chcących przyoszczędzić, w grę wchodzą jedynie halogenowe energy savery, bo to ponoć najzdrowsze dla naszego samopoczucia światło - najlepsze odzwierciedlenie ciepłego światła słonecznego.

    OdpowiedzUsuń
  3. Dzięki za te wyliczenia, bo dla mnie to ważny temat, a nijak nie potrafię odnaleźć się w gąszczu cyferek i sobie sama podliczyć. Już dawno przerzuciłam się na świetlówki w większości pomieszczeń. Fakt, kupuję tylko markowe świetlówki -Osram lub Philips, żadna głowa mnie nie boli, ani nie mam innych dolegliwości, wręcz przeciwnie, bardzo dobrze mi się funkcjonuje przy tym świetle.
    Halogenów sama nie używałam, znam to światło z wizyt w innych domach- niesamowicie mnie wkurza. Może źle je dobrali, w każdym razie zraziłam się do halogenów.
    Ledy wchodzą powoli, ale jest ich co raz więcej, zatem ceny spadają. Będę powoli przestawiać się jednak na LED-y. Po poprzedniej naszej dyskusji na ten temat, wiem już na co zwracać uwagę i jak mądrze zakupić relatywnie nadal drogą żarówkę LED. Kupiłam sobie taką nad blat kuchni i jestem zadowolona.

    OdpowiedzUsuń
  4. Odnośnie halogenów to są różne rodzaje - te w tradycyjnych oprawach żarówkowych -30% o których tu wielokrotnie piszę są prawie idealnym odpowiednikiem tradycyjnej żarówki.

    LEDy też powoli sam kupuję (będą też recenzje i kalkulacje), jednak jako światło techniczne/pomocnicze/awaryjne/doświetlenie - raczej jeszcze nie nadają się na główne i jedyne źródło światła - chyba, że ktoś ma głęboki portfel, aby pokupować te naj naj hi-technology.

    Na blat w kuchni jako doświetlenie, barwa ciepła biała, idealnie jakby było te 2700K - jak najbardziej.

    OdpowiedzUsuń