sobota, 13 sierpnia 2011

Młode foczki na plaży oraz mój patent plażowy

Dziś się parę godzin wyplażowałem z rodziną nad Bałtykiem - pogoda była w kratkę, ale było całkiem przyjemnie - były naprawdę niezłe fale - fajnie się w nich kąpało.

Wszędzie ostatnio widzę tabliczki "uwaga foka", ale niestety foki jeszcze nie widziałem.

Mój patent plażowy jest następujący - zamiast kupować modne ostatnio namioty plażowe - kupiłem po prostu chińskie 2 osobowe iglo z supermarketu za 30 zł. Namioty plażowe, które widzę są wybajerzone, mają skomplikowane konstrukcje (te lepsze - markowe - szczególnie) oraz system linek zabezpieczających przez wywianiem. Wygląda to ładnie, ale z tego co widzę - te namioty to w większości (95%) po prostu "muszle" bez zamykanego frontu.

Chiński namiot za grosze okazał się funkcjonalny. Ale na prawdziwe obozowanie wziąłbym coś lepszego. Chińczyk jest zbyt duszny.

W moim chińskim namiocie iglo front mogę sobie zrolować, albo i nie - jest to znacznie wygodniejsze - wszyscy się np. dyskretnie przebraliśmy na zatoczonej plaży - co czasem bywa kłopotliwe. Po kąpieli w chłodnej wodzie ugrzałem się w środku. Taki namiot poza tym mogę wykorzystać nie tylko na plażę. Zatem to znacznie oszczędniejszy zakup niż plażowa "muszelka".

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz