wtorek, 6 września 2011

Drogówka, misiaczki, pułapki i batmani.

Dzisiejszy post nawiązuje do wczorajszego wpisu o rowerach i następującej po nim dyskusji.

Nasi dzielni funkcjonariusze w walce z niebezpiecznym stworzeniem!

Otóż dawno, dawno temu, za górami, za lasami, w pięknym kraju zwanym PRL, policja (wtedy milicja) egzekwowała takie coś jak oświetlenie roweru upomnieniami, ew. drobnymi mandatami (tak jest jakby nie patrzeć w przepisach). Co więcej! Istniało coś takiego jak karta rowerowa, której uzyskanie wymagało trochę wiedzy o ruchu drogowym, elementarnej inteligencji co do zachowania się na drodze i zapamiętania znaków...

Uczono np. przy okazji, że jeśli poruszasz się pieszo po drodze za miastem - robisz to z lewej strony i jeśli możesz nosisz odblask (np. na pasku plecaka). Dziś ta wiedza tajemna na prowincji zanikła.

Jeśli czytacie bloga dłużej - wiecie, że mam generalnie poglądy wolnościowe - jednak w takiej kwestii jak ruch drogowy - jestem za odrobiną zamordyzmu. Szczególnie jak podczas pewnych tras muszę robić manewry jak pilot viper'a z Battlestar Galactica, aby wyminąć, jak to piszecie, batmanów na rowerach (ubranych na ciemno, bez oświetlenia - jakby ktoś nie czytał). O batmanach na podwójnym gazie nie wspominam.

Co do policji - zamiast robić cyrk, aby napełnić portfele polityków i polować na kierowców przy tzw. pułapkach drogowych - mogliby częściej zacząć spełniać swoje rzeczywiste funkcje i zacząć wyłapywać batmanów na rowerkach, pieszych ubranych na ciemno idących złą stroną drogi. Uratowałoby to wiele żyć.

Co do pułapek, gdzie grasuje drogówka, czyli tzw. "misiaczki" to ostatnio miałem batalię np. za przejechanie linii ciągłej (niewidocznej i przysypanej śniegiem!!!), poprzednio za nielegalny skręt w pustą uliczkę (zakaz skrętu był na stałe przysłonięty konarem drzewa!!!)... kiedy nie wspomnę, chodziło o jakieś pierdoły, głównie parkingowe/wjazdowe, zupełne niegroźne dla innych użytkowników dróg... Tyle, że na nękaniu kierowców jest jakaś kasa.... no nie?

Można to samo powiedzieć o Straży Miejskiej / Straży Gminnej - to jest głównie gonitwa na szybkim napełnieniem portfela swojego i lokalnych prominentów, a nie dbanie o bezpieczeństwo.

8 komentarzy:

  1. Spełniają się dziadygi we wlepianiu mandatów młodzieży, bo bandytów się boją.
    W Krakowie ulubionym miejscem czatowania strażników miejskich jest miasteczko studenckie AGH(w obrębie którego można pić alkohol na ławeczkach). Wystarczy że jakiś student się z rozpędu zagalopuje np. do monopolowego na drugą stronę ulicy to już smutni panowie wyskakują z krzaczków i ładują mandacik.
    A tydzień temu tajniacy( policja w cywilnym samochodzie zaparkowanym na chodniku) nakryli mnie na karygodnym przestępstwie przejścia o 22 w nocy przez czerwone światło - oczywiście pouczenie by nie wystarczyło, 100 zł poszłooo...

    OdpowiedzUsuń
  2. Technicznie rzecz biorąc mieli rację - np. z punktu widzenia kierowcy zasuwającego nawet już ok 60km/h po mieście.

    Ale myślę, że kara była zbyt duża, ja jako student zaliczyłem 5 zł mandatu za to wykroczenie kilkanaście lat temu. Odpowiednik dzisiejszych 10 zł, myślę.

    Co innego przejście w biały dzień, przy ruchu.

    W moich czasach studenckich nie było prohibicji i nie było problemu z agresją przy piciu, wśród studentów - okupowałem przy piwku z kolegami park przed operą w Poznaniu (kto pamięta ten wie), miło było po ciężkim egzaminie odpalić małego żywczyka przed uczelnią (i nikt się nie zalewał, bo chwila relaksu i trzeba było zakuwać dalej).

    OdpowiedzUsuń
  3. Oczywiście ze mieli prawo mi dać ten mandat, co tez uczynili ;)
    Tylko czy 2 policjantów siedzących w samochodzie o mocy niemal 300 KM dybiących na przechodniów na pasach to rozsądne gospodarowanie środkami ? ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. no co ty, te 300KM się przyda, jak będzie trzeba podrzucić podchmielonego komendanta z imprezy do domu

    a skoro już czekali to ciebie ogolili (trzeba pracować na premię)

    OdpowiedzUsuń
  5. Z tego, co wiem, to oni mają tam jakoś normę tygodniową/miesięczną do wyrobienia, więc łapią za co się da.

    Swoją drogą, kartka rowerowa wciąż istnieje. U mnie wmieście maluchy mają obowiązkowa latać do/i z szkoły w kamizelkach odblaskowych, a to że są 3 razy na nie za duże ma marginalne znaczenie. Nie powiem, widać te dzieciaki z dużej odległości. Tyle że co to daje o w godzinach 8-13?

    Trochę się z Tobą zgadzam, panowie w mundurkach (misie, krokodyle etc.) nie skupiają się na prawdziwej poprawie bezpieczeństwa, a często na dość błahych sprawach. Cóż, może się boją starcia z bardziej agresywnymi ludźmi?

    PS Jak Ty to robisz, że codziennie publikujesz wpisy?

    OdpowiedzUsuń
  6. Ad. PS. Już pisałem :) Oglądam mało telewizji, nie gadulcuje i nie skypuje, nie siedzę na fejsbukach i naszych klasach - no i czas na blogowanie w cudowny sposób jest.

    Jestem dość zajęty - ale blogowanie traktuję jako potrzebny relaks i odskocznię - ty, bardziej czas na blogowanie jest - np. przy porannej kawie zamiast oglądać TV śniadaniową - siedze na bloggerze...

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie chodziło mi o znalezienie czasu na blogowanie - z tym nie mam problemu. Raczej pytanie skąd wziąć inspirację, pomysł etc? Bo ja mam chwilowy (mam nadzieję) zastój pisarski...

    OdpowiedzUsuń
  8. Zupełnie nie wiem co odpowiedzieć - po prostu samo przychodzi, nawet o tym nie myślałem.

    OdpowiedzUsuń