piątek, 30 września 2011

Fast food po mojemu.

Nie ma czasu, nie ma czasu na zrobienie tego po mojemu, czyli pójście po zakupy i upichcenie sobie obiadu tak jak mam dziś ochotę - a miałem dziś ochotę na wątróbkę z cebulką. Teraz mam chwilę na kawę, ale za chwile hejka do pracy.

Przypomniałem sobie jak to było najczęściej w czasach szkolno-studenckich, gdzie czasu na samodzielne gotowanie było jeszcze mniej. Jeśli byłem w towarzystwie - większość z nas kierowała się do różnych barów i w szczególności fast foodów, ale ja bardzo często wybierałem inną opcję.

Skoczenie do warzywniaka, albo na targowisko (Rynek Jeżycki, Poznań) i kupienie surówki, warzyw, kiszonej kapusty, szybki wlot do piekarni/sklepiku po pieczywo i/lub kupno dobrej wędliny, kabanosa, albo wędzonej ryby.

Czasem wariant bezmięsny - dobre pieczywo i jakiś nabiał. Kaloryczny owoc, np. banan.

Konsumpcja trochę po partyzancku, czyli na ulicy, na ławce lub w parku - albo po prostu najwygodniej i na szybko w domu, czasem prosto z opakowania ze sklepu (z reguły mieszkałem w centrum Poznania). Potem dalej do boju.

Taki to miałem (i czasem mam dalej) sposób na fast food, czyli szybkie żarełko :)

Dziś opędzlowałem wędzonego dorsza i marynowaną paprykę nadziewaną kapustą + marynowaną papryczkę chili + pełnoziarnisty chleb. Wszystko kupione nieopodal.


Czy zawsze szybkie żarełko musi wyglądać jak na załączonym obrazku?

11 komentarzy:

  1. Pewnie, że nie musi :) Mój domowy fast-food to makaron z kawałkiem sera lub świeżym pomidorem. Poza domem - jakiś owoc + wafle ryżowe.

    OdpowiedzUsuń
  2. Moje danie w domu, którego przygotowanie zajmuje mi najmniej czasu to jajecznica. Tylko po tym zostaje brudna patelnia :)
    A jedzenie po studencku miało swój urok. Ja na przykład zamiast talerzy używałem torebek foliowych :P Po studiach oduczenie się tego zwyczaju zajęło mi prawie 2 lata.

    OdpowiedzUsuń
  3. Mój inny patent - ryba podgotowywana/podduszona w mikrofalówce - smakuje jak ryba na parze - kilka minut na programie do gotowania kawy - w przerwie odlewam soki - na koniec polewam oliwą z oliwek, sosy, przyprawy + surówki.

    i jest fast food

    OdpowiedzUsuń
  4. Aż się głodny zrobiłem :). A tak serio, moim zdaniem w fast foodach nie ma nic złego, o ile to nie jest norma. Po pierwsze, z punktu widzenia naszego zdrowia, a po drugie, z punktu widzenia finansów.
    Niemniej jednak dobry kebab z kebabowni albo hambugs z maca nie jest zły. Oczywiście z umiarem.
    A domowy fast food? Makaron z byle czym. Jest to tak rewolucyjny produkt, że można go zrobić ze wszystkim. Na słodko, na słono, jak się chce.

    OdpowiedzUsuń
  5. Makaron się długo robi - a ja chcę wlot, am am, wylot :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Brudna patelnia --> zmywarka i problem znika ;-)

    Jak wspominalam wczesniej, wiekszosc rzeczy gotuje na parze i to wlasnie w kuchence mikrofalowej, bo mam taka funkcje. Wrzucam co tam chce zjesc (zapasy w zamrazalce), wracam za pare minut i jedzenie gotowe.

    Inne szybkie danie, to tortilla z zawartoscia tego co jest akurat w lodowce, a jak w lodowce jest glownie swiatlo, to na pewno bedzie tunczyk w puszce w szafce, bo ten jest zawsze. Przygotowanie lacznie z podpieczeniem w kuchenke mikrofalowej max 4 minuty.

    W miescie kupuje kanapke lub salatke. Hamburgery nie sa na mojej liscie preferencji.

    Ostatnio w gorach jechalam na jogurcie i salami pakowanych indywidualnie. Do tego batoniki bialkowe i mozna spokojnie przezyc dzien.

    OdpowiedzUsuń
  7. Inne szybkie danie, to gotowy ryz z dodatkami smakowymi Uncle Ben i innych firm. Podgrzewa sie w mikrofalowce 2 minuty i mozna jesc. Jednak jak bylam w PL, to nie moglam tego nigdzie znalezc. Ktos mi powiedzial, ze pojawiaja sie tylko w sezonie letnim, a potem znikaja. U mnie to popularne szybkie danie i kilka firm konkuruje ze soba.

    Zawsze biore taki ryz na urlop i mam szybkie posilek jak wracam ze zwiedzania.

    OdpowiedzUsuń
  8. Surowe warzywa + warzywa strączkowe. Poświęcam na to tyle, co na zrobienie herbaty (gotuje się dłużej). A do tego jest to zdrowe.

    OdpowiedzUsuń
  9. Niedaleko rynku Jeżyckiego masz też bar mleczny. Dość szybki w obsłudze. Aczkolwiek ten na Podgórnej i na Pigalaku są chyba lepsze.

    OdpowiedzUsuń
  10. Powiem tak, z usług barów mlecznych, w tym też tego koło Jeżyckiego, korzystałem może kilkanaście razy max. i to na samym początku studiów.

    Rzut oka na zaplecze - kilka razy w 2 barach zaglądnąłem - jakoś ogólnie mnie zniechęcił - nie abym widział coś szczególnie szokującego, ale nie spodobało mi się.

    Towarzystwo mnie jakoś zniesmaczało też - trudno mi było jeść obok kogoś, kto nie przestrzega higieny osobistej.

    Do samych potraw nic nie miałem.

    OdpowiedzUsuń
  11. Pamiętam ze studiów świeżą bułkę popijaną maślanką albo kefirem. Mniam!

    OdpowiedzUsuń