poniedziałek, 19 września 2011

Higiena psychiczna a praca w niedzielę - zmęczenie materiału

We wczorajszym poście skrytykowałem negatywne podejście ludzi na prowincji do pracy fizycznej w niedzielę wykonywanej na przykład przy domu. Ale taki jest fakt - jest to w Polsce ogólnie potępiane. Moja żona pochodzi z mniejszego miasta i kiedy wczoraj (akurat już po moim poście!) na chwilę włączyłem pralkę automatyczną, aby coś przepłukać - od razu zaczęła burczeć (jak jej mama, jej babka, prababka i pokolenia wstecz) - jakże to tak, przecież sąsiedzi mogli usłyszeć, że pierzesz w niedzielę - i co będą o nas mówić? Po mojej zwyczajowej stanowczej odpowiedzi informującej wybrankę o miejscu w które mnie mogą pocałować sąsiedzi, którym włączenie pralki na 10 minut przeszkadza, kobieta ucichła - ale ten temat wróci jeszcze nie raz :)

Natomiast powiem wam, że niedziela, jako dzień święty, dzień bez pracy (mówię o tej pracy, którą na codzień wykonujemy zarobkowo) jest bardzo pożyteczną rzeczą. Daje nam chwilę oddechu, oderwania się od codziennej rutyny, pozwala złapać równowagę psychiczną i dystans do rzeczywistości. Daje nam czas dla naszej rodziny i dla nas - i warto ten czas dobrze wykorzystać, ale nie na pracę (zarobkową).


O ile potępianie pracy, jako jakiegokolwiek wysiłku fizycznego, jest jedynie nieżyciowym reliktem w polskiej mentalności - to rezygnacja z pracy zarobkowej w niedzielę ma jak najbardziej głęboki sens - pod wieloma względami.

Miałem długo czas w życiu, że pracowałem miesiącami zarobkowo 7 dni w tygodniu - powiem wam, że wypalenie psychiczne po takim maratonie nie jest często warte zarobionych wtedy pieniędzy - i teraz jestem zdania, że jeśli możemy - warto się sprężyć maksymalnie w tygodniu, aby tę niedzielę jednak mieć wolną.

Oczywiście tę niedzielę warto wykorzystać na jakąś krótką wycieczkę z rodziną, np. w góry, itp., na zajęcie się sobą (np. relaksujący psychicznie trening) a nie lampienie się w TV i zabijanie nudy przy alkoholu.

12 komentarzy:

  1. Ech, świątek to czy piątek, owieczek trza było pilnować! Ale że w niedzielę niekoniecznej pracy wykonywać się nie powinno - świnto prowda.

    Jednak tak z trzeciej strony medalu, jak kto ma pralkę automatyczną, to niech i w niedziele pierze. Pranie włożyć i wyjąć żadna robota, a pralka niedzieli nie odróżni. Choć ponoć praski Golem zbuntował się, jak miał w szabas wodę nosić.

    OdpowiedzUsuń
  2. No to, jak mi żona będzie znów buczeć - powiem co mądry góral powiedział.

    OdpowiedzUsuń
  3. ja nie raz to z rodzicami przerabiałem, moje wytłumaczenie - to nie ja piorę tylko pralką.

    Takim wiejskim tokiem myślenia to równie dobrze nie możnaby w niedzielę włączyć kuchenki żeby zrobić obiad.

    Jedyne co powinno odróżniać niedzielę od innych dni tygodnia to to aby na zewnątrz było w miarę cicho. Tak jest na zachodzie, Polska to nie jest niestety świecki kraj :(

    OdpowiedzUsuń
  4. tok myślenia prowincjonalny nie musi mieć wiele wspólnego z logiką - on jest jaki jest i tyle - pewnych rzeczy się nie kwestionuje :)

    a rodzice zawsze wiedzą lepiej - nieprawdaż?

    potem kończą się rodzice, zaczyna się żona, która też wie lepiej :)

    (co jak co - to chyba kobiety są większymi strażniczkami tradycji, religii i tych wszystkich domowych spraw, których człek do końca nie ogarnie)

    OdpowiedzUsuń
  5. Fiu, fiu! temat ostry, jak dopiero dziś dojrzałam :) Ja też może trochę ostro, ale zapewniam, że życzliwie i nie chcę nikogo urazić. Piszę to ogólnie, do wszystkich bez wyjątku - pod rozwagę.
    W zasadzie to mnie bardzo oburza, jak ktoś obok, za płotem fizycznie pracuje w niedzielę hałasując. Jak robi to po cichu, nie przeszkadza mi to. Nie lubię, jak ktoś mi przeszkadza w wypoczynku i kontemplowaniu spokoju, jaki mam zarówno po pracy zarobkowej, jak ciężkiej pracy fizycznej na ziemi sprawiającej mi ogromną przyjemność. A tak się przyjęło, i to już od wielu pokoleń (szanujmy tradycję), że niedziela jest w naszym kochanym kraju dniem wolnym od pracy zarówno dla katolików, jak i muzułmanów czy innych wyznań. Jeśli ktoś afiszuje się z pracą w niedzielę to uważam, że albo ma za nic innych ludzi, a szczególnie sąsiadów, albo też gryzie go sumienie i publikując takie treści szuka usprawiedliwienia dla siebie na forum bądź co bądź publicznym. Szanujmy zatem to, że ktoś chce wypocząć, my przy okazji wypoczniemy a i sumienie będziemy mieli spokojniejsze. Weźmy sobie do serca powiedzenie: "nie rób tego komu, co tobie nie miłe". Pozdrawiam wszystkich ciepło

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie wiem czy mówiąc o publikacji na forum publicznym mówisz o mnie, czy o osobach szeroko i czasem ostro komentujących w poprzednim poście.

    "Jak robi to po cichu, nie przeszkadza mi to."

    Sama to mówisz publicznie - i o tym właśnie jest ten post i poprzedni.

    Nie szukam ukojenia sumienia i wytłumaczenia. Blog podemuje także tematy mentalnościowe i przeprowadzki na wieś od samego początku - taki ten blog jest i tyle - i taki będzie. Wypadkowa moich przemyśleń, blogów z których ten blog wypączkował i opinii moich czytelników.

    Z resztą nawet jeśli 90% czytelników okrzyczałaby mnie jaki to ze mnie zły katolik i tak robił i pisałbym to samo. Mam wrażenie, że za takie podejście (bez ściemy i dymania malpy w bambus) ludzie w otoczeniu mnie lubią albo i szczerze nie cierpią, jak tam kto woli.

    :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie pracuję w niedzielę. W niedzielę odpoczywam niespiesznie spacerując, odwiedzam znajomych albo po prostu słodko leniuchuję i snuję plany na kolejny tydzień. Nie adresowałam tego komentarza do Ciebie, tylko ogólnie.

    Obserwuję kilka innych blogów, gdzie wyraźnie niektórzy piszą, że pracują w niedzielę i skarżą się, że inni się skarżą. To moim zdaniem, te kilka konkretnych osób, szukają poklasku i uspokojenia sumienia. A może są po prostu krzykaczami? :)

    A uważam, że dobrze robisz, że piszesz takie i inne podobne posty, i za to cenię Autora tego bloga. O nic nie oskarżam, tylko wyrażam swoją opinię, podobnie jak Autor - szczerze :) Rzadko komentuję. Komentuję zazwyczaj tematy 'wsiowe', i tylko na tym blogu, bo tu się rozmawia szczerze. U tamtych osób nie ma sensu. A to dlatego komentuję takie posty, że pochodzę ze wsi, mieszkałam w mieście, teraz pracuję zarobkowo w mieście i na szczęście (z miłości do ziemi) znowu pracuję i mieszkam na wsi. I czasami odzywam się, bo widzę różnice w mentalności i myśleniu między ludźmi wychowanymi na wiochach a ludźmi, którzy z miasta się przeprowadzili na 'niby-wieś' albo na prawdziwą wieś i najzwyczajniej w świecie na tej wsi się panoszą. Wprowadzają się z butami, tam gdzie zawsze była słoma. Nie szanują tradycji, wprowadzają swoje obyczaje, narzucają poglądy i jeszcze mają pretensje, że ludzie, co tam mieszkają od pokoleń, jakoś na nich dziwnie patrzą. Ot chodź właśnie z tą pracą w niedzielę.
    Pozdrawiam ciepło

    OdpowiedzUsuń
  8. Aneto nie zgadzam się z Twoją opinią.
    W normalnym kraju, do jakiego aspiruje Polska, nikt nie ma prawa nikomu narzucać swojego światopoglądu.
    Nie jest normalnym wymaganie od ludzi aby dostosowywali się do lokalnych zwyczajów, przestrzegali zasad jakiejś religii tylko dla tego, że inni ją wyznają.
    W cywilizowanym kraju jeżeli ktoś chce być muzułmaninem, katolikiem, satanistą, wyznawcą UFO - OK, tylko nie przeszkadzaj innym i nie wymagaj przynależności innych do twojej organizacji, ani poszanowania jej zwyczajów.

    OdpowiedzUsuń
  9. To proste. Pracujesz w mieście za biurkiem cały tydzień, to odpoczywasz przy kopaniu ogródka na wsi. Na wsi pracujesz cały tydzień w polu, to odpoczywasz przy stole, plotkując z sąsiadami,itd.
    Jak kto siedzi przy komputerze w niedzielę to go nie widać, a przy łopacie - jak najbardziej. A wielu chce mieć takich sąsiadów jak oni sami, bo to potwierdza, że są w porządku. Oni, a nie ci co zawsze inaczej. Wydaje im się że są lepsi? mądrzejsi? A niedoczekanie.
    pozdrawiam
    Krzysztof

    OdpowiedzUsuń
  10. Artur, to ja właśnie o tym pisałam :) O tym, żeby nikt nikomu, bo nie ma prawa, narzucać swojego światopoglądu! Ja pisałam tylko, że ludzie, którzy wyprowadzają się z miasta na wieś nie powinni się dziwić, że ci ze wsi dziwnie na nich patrzą. A nie da się jednak ukryć, i myślę, że to właśnie ubodło, ludzie z miasta są bardziej zachłanni na życie i nie boją się swoich poglądów wyrażać, nawet wtedy, gdy tam gdzie się przeprowadzają są inne. Ot i tyle. Chodziło mi tylko o wskazanie, że trzeba rozważyć najpierw swoje zachowanie w połączeniu z panującymi zwyczajami, a dopiero potem wyciągać wnioski i mieć ewentualne pretensje. Ale jeśli ktoś wchodzi do mojego domu i zaczyna mi przesuwać meble (bo to właśnie mniej więcej o to chodzi) to nie chcę z nim więcej w ogóle rozmawiać. Czy Ty byś zgodził się na coś takiego? Przyznaj, na pewno nie. A jeśli chodzi o wyznania, to czy jadąc do kraju gdzie jest wyznawana inna religia będziesz narzucał i głośno wypowiadał swoje religijne poglądy, szczególnie w takim kraju, gdzie mogą zlinczować? - na pewno nie. Pewne podobieństwa można znaleźć w relacjach miasto-wieś. Tak uważam :) I dlatego szanuję zastane tradycje i może niekoniecznie się im całkowicie poddaję, ale nie narzucam swoich przekonań, nikomu nie "przesuwam mebli". Szanuję, bo chcę, żeby mnie szanowano. Chcę, żeby mi pomogli, jak będę (tfu tfu na psa urok) w nagłej potrzebie. Bo tak się składa, że rodzina zazwyczaj mieszka dalej niż sąsiad. I dlatego jak trzeba coś zrobić społecznie, bo takie są zwyczaje, robię to. Nie pracuję w niedzielę, rozmawiam po drodze po chleb ze wszystkimi, którzy mnie zagadują. Bo taki jest zwyczaj, taka jest mentalność. Ludzie na wsi lubią zaglądać w czyjeś garnki. Nie podoba mi się to, i powoli staram się ich uczyć, żeby w moje garnki nie zaglądali :) Jest to proces powolny, zajmuje mi to już (na tej wsi) przeszło dziesięć lat i widzę, że zajmie drugie tyle :) Być może moje poglądy rażą, ale trudno, już się z tym pogodziłam :))))) I przypomnę moje motto, które na tej wsi ustrzegło przed wieloma problemami, bo mimo, że jestem ze wsi, to teraz mieszkam na innej wsi, gdzie panują inne obyczaje i też muszę się dostosować. No może nie muszę - chcę. Ponieważ uważam, że decydując się na wieś, nie należy zachłannie czerpać z niej tylko samych korzyści, trzeba się pogodzić także z jej wadami, czyli, jak w dyskutowanym przypadku, nie hałasowaniem w niedzielę. A motto: nie rób tego komu, co tobie nie miłe :))))
    Ale z ostatnimi Twoimi kilkoma słowami w ostatnim zdaniu się nie zgadzam. Owszem nie wymagam, żeby robili tak, jak ja (żeby przynależeli do mojej organizacji - przenośnia), ale wymagam poszanowania moich obyczajów, tak, jak szanuję innych.

    Krzysztof, zgadzam się. I wniosek, jak dla mnie z tego taki, że jak ktoś, kto zawsze mieszkał w mieście przeprowadza się na wieś, to lepiej do takiej wsi (ja to nazywam niby-wsią, bo są znaczące różnice odcinające ten rodzaj organizacji od wsi) gdzie mieszkają podobni ludzie. I wtedy nie ma niepotrzebnych nieporozumień :)

    Żyć trzeba spokojnie, po co nerwy szarpać :)))) Wtedy dożyjemy setki w dobrym zdrowiu i kondycji psychicznej :))))) Życzę Wam tego, i sobie też, z całego serca :))))

    Dziękuję Wam za polemikę i pozdrawiam wszystkich ciepło

    OdpowiedzUsuń
  11. Dzięki za pozytywne słowa.

    Ja powiem jeszcze krótko.

    Dalsi znajomi, własciwie kontrahenci, wyprowadzili się wiele lat temu naście km od miasta na wieś tzw. tradycyjną - z jednej strony próbowali się zintegrować ze wspólnotą, ale z drugiej na kazdym kroku wprowadzali swoje miejskie zwyczaje, które dlażniły lokalesów.

    Tak czy inaczej byli na tej wsi jak jakieś UFO.

    Kobieta, babka dość towarzyska, nie wytrzymała tego - dom sprzedali - wybudowali czy tam kupili dom na wsi typowo podmiejskiej - przedmieściu właściwie, gdzie radykalna większość to mieszczuchy tacy jak oni.

    Teraz jest cacy i gra.

    OdpowiedzUsuń
  12. Pracuję w niedzielę bo muszę (czterobrygadówka) tak jak i w święta i inne dni powszechnie wolne. Jeśli chcę w niedziele zrobić coś przy domu, naprawiać auto czy cokolwiek innego to to robię. Kto chce może mnie cmoknąć gdzie chce. Zresztą w tym roku jeden sąsiad który chyba tylko niedziele miał wolne jechał betoniarką na budowie aż dudniało.

    OdpowiedzUsuń