piątek, 2 września 2011

Markowe gadżety na plaży, markowe ciuchy...

Jak wiecie jestem nastawiony sceptycznie i realistycznie do pojęć: marka, markowe, lans, szpan... Sceptycyzm nie oznacza negowania marki, szczególnie jeśli marce towarzyszy jakość, a markowy produkt można nabyć w sensownej cenie - co zazwyczaj oznacza końcówki serii, wyprzedaż posezonową, albo inne okazje. Kupując taki produkt preferuję jednak, aby markowa etykietka lub inny label były tak dyskretne na ile to możliwe, albo w ogóle niewidoczne.

Coś dla Pań i kwestia jeleni
Z resztą grzebanie się w zakupach, wyprzedażach i okazjach to raczej kobieca sprawa i kobieca rozrywka - ja tego nie czuję zupełnie - ale żona zna moje preferencje ubraniowe i to raczej ona wyszukuje, jak już coś.

Wróćmy jednak do faktu dlaczego nie lubię widocznych oznaczeń marki? Po prostu nie lubię obwieszania się etykietkami - bo co to ja jestem? jakiś słup reklamowy? Jeśli już marka ABC chce abym jej logo nosił na klacie - to niestety - za reklamę się płaci (a wątpię aby zapłacili). Nie jestem jakimś jeleniem aby cudzą reklamę obnosić za friko.

Lato
Większość lata przechodziłem w niemarkowych lnianych spodniach kupionych w supermarkecie i takich koszulach - kolory naturalne, kremowe, itp.. Do tego skórzany pasek z jakiejś lokalnej wytwórni (na pewno niemarkowy) oraz takich czy innych skórzanych butach lub skórzanych laczkach (ale na pewno nie była to żadna wielka marka). Nie jestem wielkim estetą, ale myślę, że wyglądałem w tym zestawie dobrze, czułem się dobrze, a nawet rewelacyjnie, fajna przewiewna tkanina.

Czy czułbym się lepiej gdyby to były ciuchy widocznie labelowane przez jakiegoś znanego projektanta typu "Giorgio Fanfaculo". Nie sądzę. Raczej miałbym dyskomfort, że daje się wycyckać jak jakiś jeleń cwanym homo-designerom i korporacjom, zapewne kilkukrotnie przepłacając za parę fatałachów.

Metroseksualny typ faceta, który ma się ma podobać kobietom, bo tak każe TV i magazyny dla pań. (Mi on bardziej przypomina Krysię z Mięsnego, niż chłopa!)

"Markowe" plażowanie
Przypomina mi się w tym momencie znajomy i jego kumpel na któryś z kolei wakacjach. Szczególnie ten koleś obwieszony markowymi gadźetami totalnie. Markowe nawet majtki (te bieliźniane) - co było w jakiejś rozmowie jeszcze podkreślone - nie żartuję - z trudem mogłem powstrzymać śmiech, na widok tak żenującego zniewieścienia chłopa. Mniejsza o to, bo oczywiście był poruszony temat marki - co to wypada i dobrze wygląda - i gdzie na jakiej wyprzedaży można co wychwycić - po kilku uwagach z rozmowy się wypisałem, bo nie miałem ochoty na umoralnianie kogokolwiek - szczególnie centralnie zagejowanych kolesi - co chłopu naprawdę wypada, a co nie.

Rzuciłem hasło do pływania, nie ma co siedzieć i pitu pitu. Znajomi markowcy z trudem przepłynęli długość plaży (od boi do boi), wyczerpali się do reszty i poszli dochodzić do siebie. Ja pyknąłem sobie gdzieś ok 1000m i dopiero wtedy czułem, że w ogóle zamoczyłem stopy.

Ciekawe co jest bardziej "na miejscu" i trendy dla faceta, rozmowa o kolejnych km dystansu do pokonania, o wyzwaniach do zaliczenia - dosłownie "o kolejnych szczytach do zdobycia", czy podniecanie się markowymi fatałaszkami.

17 komentarzy:

  1. Tak se myślę, czy parzenica na góralskich portkach to już markowe logo, czy jeszcze nie. Ale chyba nie. A że prawdziwe góralskie portki są z sukna - żaden tam polar! - to strasznie gryzą w zadek (i nie tylko). Ale na to mam radę bo sobie nosze pod nimi naprawdę dobre markowe gatki. Drogie, nie drogie, stać mnie; mają znaczek, czy nie mają - nie widać; a pod portkami wytrzymują jak żadne inne.

    OdpowiedzUsuń
  2. moje majtki też mają jakiś znaczek, coś po chińsku nakrzaczone :)

    czyli markowe czy nie?

    ale właściwie to nie majtki - bo chodzę w luźnych bokserkach

    klejnoty się luźno wietrzą, szczególnie w lecie

    OdpowiedzUsuń
  3. Ciuchy to jeszcze nic. Mój kolega kupił parę lat temu merca C coupe z ogromnymi gwiazdami-logami na lakierze ze wszystkich stron i napisem Mercedes-Benz. Cieszył się jeszcze, że dostał ten lakier za darmo, bo w cenie zwykłego metalica. :))

    OdpowiedzUsuń
  4. ciuchy to mają być wygodne i nie rozpaść się po pierwszym praniu (i tu mamy przewagę lumpeksów - skoro ktoś używał już koszuli i się nie rozpadła, to jeszcze trochę wytrzyma) ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Zupełnie nie miałbym przeciwko jeżdżeniu takim mesiem jak kolega artura :) o ile salon wykonywał co miesiąc jakiś przelew za wożenie ich reklamy po mieście :)

    Co do używanych ciuchów to się przyznam, że raczej niechętnie bym kupił w lumpeksie - ale np. nie raz brałem i biorę używany ciuch od kogoś z rodziny bez krępacji. Zwłaszcza jak daną osobę dobrze znam i wiem jaki poziom higieny prezentuje.

    OdpowiedzUsuń
  6. Generalnie, muszę coś dodać, w poście chciałem podkreślić różnicę między niektórymi młodszymi kolegami/znajomymi - tam wśród facetów dominuje temat tzw. dobrej marki, lansu, tzw. dobrych ciuchów, tzw. dobrych perfum, dobrego zegarka...

    W pewnym męskim gronie (czy do końca męskim to właśnie mam wątpliwości...hehe) wstępnie wychowanym już po '89, pozostającym bardzo mocno pod wpływem komercji i lansu to są tematy na topie.

    Mam wrażenie, że w nieco starszym towarzystwie takie roztkliwianie się nad markowymi ciuchami i wyprzedażami byłoby obciachem. Przez całe liceum z paroma najlepszymi kolegami nie poruszyłem tematu kto z nas, jak i za ile się ubiera, albo jakich perfum używa. Z jednym z kolegów z którym mam bliski kontakt nadal - te tematy nas nie obchodzą w dalszym ciągu.

    Tematy były (są) inne, bardziej ambitne, chodziło w męskich rozmowach o jakieś wyzwanie, konkurencje - jakieś "zdobywanie" - a nie o damskie fatałaszki.

    Różnica pokoleniowa - a ja jestem "na granicy" więc mam wgląd i tu o tam.

    Nowe pokolenia facetów są coraz bardziej zniewieściałe.

    OdpowiedzUsuń
  7. Też uważam że bokserki są najlepsze

    a najwięksi debeściacy to emo :D

    mnie też zawsze bawiło jak swego czasu komórki wchodziły i nad rzeką na plaży klient jeden z drugim przy kąpielówkach taką cegłę – telefon nosił :)

    OdpowiedzUsuń
  8. kiedyś nie lubiłem bokserek, ale teraz tak się przyzwyczaiłem, że w majtkach źle się czuję - szczególnie latem jak jest upał

    OdpowiedzUsuń
  9. Macie te problemy ;-) Nie wiedzialam, ze cos takiego jest warte opisywania na blogu ;-)
    Jestem baba, ale ciuchy prawie nigdy nie sa tematem moich rozmow.

    Nie wiem skad wzielo sie to pojecie: markowe ciuchy. Przeciez kazde ubranie jest jakiejs marki (ktos je wyprodukowal), tylko niektore sa znane, a niektore nie.

    Nie wiem teraz czy nie podpadam pod jakiegos markowca, bo najwiecej ciuchow kupuje w Marks & Spencer, ktory w UK jest po prostu jednym z wielu sklepow z ciuchami i jest w nim tanio. Zaszpanuje jutro skarpetkami z M&S ;-)

    OdpowiedzUsuń
  10. Wiesz, dostałem ostatnio po pewnej miłej osobie z rodziny trochę ciuchów marki X, częściowo nawet nie noszonych. Mówię - ok, dzięki, jak naprawdę nie chcesz to je wezmę, przyda się - ale pytam - po co w sumie się ich pozbywasz?
    Okazuje się, że marka X w tym sezonie to już wiocha i obciach. :) To się nosiło rok, dwa lata temu.

    Nie chodziło o krój, fason, styl - chodziło o markę która już nie jest na topie.

    To są dopiero problemy :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Jeszcze jedna rzecz Richmond :) może to chodzi o Polskę - tu tak ludzie wystraszeni i zakompleksieni, że muszą się nieustannie podbudowywać 'marką" :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Oj, po pierwsze sprawdź, czy pani Krysia z mięsnego nie jest przypadkiem facetem :-)
    Po drugie- świetne stwierdzenie- za reklamę na klacie, firma powinna płacić!

    OdpowiedzUsuń
  13. >>bo co to ja jestem? jakiś słup reklamowy? Jeśli już marka ABC chce abym jej logo nosił na klacie - to niestety - za reklamę się płaci (a wątpię aby zapłacili). Nie jestem jakimś jeleniem aby cudzą reklamę obnosić za friko.


    He he, dokladnie, ciuchy z logiem powinny byc tansze a nie drozsze, bo przeciez reklama. Tak jest w innych dziedzinach. Za samochod bez znaczka trzeba doplacic.

    OdpowiedzUsuń
  14. Jak mieszkalam w Polsce, to szlam do sklepu, gdzie podobaly mi sie ciuchy albo mialy odpowiedni kroj, fason i jakosc i po prostu je kupowalam. Nie przejmowalam sie w ogole zadna marka.

    Z okresleniem "markowe ciuchy" spotkalam sie dopiero na forum o oszczedzaniu.

    Pracowalam glownie z mezczyznami (IT) i nie pamietam, zeby oni rozmawiali o ciuchach i tym gdzie co kupili. Najczesciej rozmawiali o samochodach i audio (dwa tematy walkowane do bolu).

    Nie pozostaje mi nic innego jak ubrac sie w moje "markowe" ciuchy i buty i isc straszyc Niemcow ;-)

    OdpowiedzUsuń
  15. No widzisz - a w okolicach w których się obracam (Dolny Śląsk, Poznań, Pomorze Gdańskie) od jakiegoś czasu topowy temat to markowy ciuch, markowy kosmetyk, markowy zegarek... i budowanie na tym wartości człowieka...

    oczywiście "markowy" = znanej ekskluzywnej marki, a nie bo posiada etykietę w ogóle

    ...i stąd moja swoista reakcja alergiczna (m. innymi posty na blogu)

    ...samochód ma się rozumieć - też markowy i audio także!

    OdpowiedzUsuń
  16. marcin wiesmak

    Tematy były (są) inne, bardziej ambitne, chodziło w męskich rozmowach o jakieś wyzwanie, konkurencje - jakieś "zdobywanie" - a nie o damskie fatałaszki.

    Różnica pokoleniowa - a ja jestem "na granicy" więc mam wgląd i tu o tam.

    Nowe pokolenia facetów są coraz bardziej zniewieściałe.




    Bo to jest zdrowe podejscie :)
    W moim swiecie i kolegow tylko: wojna,sport,kobiety :D

    OdpowiedzUsuń
  17. o proszę, jakie normalne towarzystwo :)

    OdpowiedzUsuń