środa, 21 września 2011

Moja przygoda z policją - światła w samochodzie

Dziś pogoda była wyśmienita, jako stary kierowca, szkolony na starych zasadach z trudem pamiętam o zapaleniu świateł w samochodzie w jasny i słoneczny dzień. Czy to ma w ogóle sens? W dni pochmurne tak, w trakcie opadów tak, w szary wieczór tak. Nie wiem, co do jasnych, pogodnych i słonecznych dni. Chyba musimy podyskutować na ten temat :)


Tak czy inaczej misiaczki (czyli w slangu CB - nasza kochana drogówka) złapały mnie bez świateł tuż obok domu. Uff, całe szczęście - antena była schowana w bagażniku, a misiek nie wpadł na to aby mi tam zaglądnąć (przy okazji kontroli gaśnicy na przykład). A CB-radio w schowku.

Dlatego na jazdę w mieście CB-radia nie zakładam :)

Wątpię, czy gdybym miał na widoku CB-radio, a misiek miałby zły humor - to nie udałoby mi się uniknąć mandatu tak jak dziś. A tak grzecznie, kulturalnie, po sąsiedzku wytłumaczyłem co i jak i skończyło się na pouczeniu.

13 komentarzy:

  1. Producent mojego samochodu nie pozostawil mi wyboru, swiatla sa zawsze wlaczone, nawet jak je wylacze przelacznikiem. Z tego powodu czasami jezdze na pozycyjnych, by nie swiecic po oczach innym (oczywiscie nie na kontynencie).

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja zauważyłem, że światła zwracają w jakimś minimalnym stopniu uwagę nawet w słoneczny dzień. Wolę mieć o ten minimalny procent większą szansę na brak kolizji.

    Poza tym jest to konkretne, bezdyskusyjne rozwiązanie. Nie chciałbym potem słyszeć o konfliktach z drogówką, czy była mgła, chmury, wieczór itp.

    OdpowiedzUsuń
  3. + przedmówca ma jednak rację, jest to bezdyskusyjne

    - żarówki przepalają się jednak częściej, tym samym większa szansa, że akurat częściowo padną na trasie wieczorem albo w nocy (bezpieczeństwo!)

    - przyzwyczajenie drugą naturą! wielu starych kierowców jest wyłapywanych na to przewinienie, mandaty kosztują

    - producent mojego auta nie przewidział tego obowiązku i nie ma opcji pośredniej - zatem w dzień walisz po oczach opcją której używasz też w nocy

    cos jeszcze?

    OdpowiedzUsuń
  4. Zauważyłem jedną sytuację, gdy światła powodują ogromną poprawę widoczności w środku dnia w słonecznej pogodzie.
    Gdy słońce świeci w naszą stronę lub lekko z boku, gdy drzewa rzucają cień na jezdnię, wówczas gdy my jesteśmy w słońcu, to nie widzimy samochodów nadjeżdżających z przeciwka, będących w cieniu i mających wyłączone światła - gdy światła mają włączone pojazdy są włączone.

    OdpowiedzUsuń
  5. marcin wiesmak

    Bez jaj. Karanie mandatami za niewlaczone swieczki ( zargon zawodowych kierowcow na swiatla)to juz lekkie przegiecie wladzy.
    Nadgorliwosc gorsza od faszyzmu.

    OdpowiedzUsuń
  6. "Wylaczam" swiatla glownie w miescie jak jade w sznurku w ciagu dnia. Sa naprawde zbedne, a obstawiam, ze wymiana zarowki bedzie wymagac co najmniej zawolania assitance, jak nie wizyty w serwisie (te nowoczesne samochody ...).

    Gdy jade bocznymi drogami, w lesie i w innych miejscach, gdzie jest slonce/cien, slonce razi itp, to zawsze mam wlaczone. Na autostradzie tez.

    Brytyjczycy sa z kolei mistrzami jezdzenia bez swiatel lub na swieczkach (postojowe). Ulewa na autostradzie, nic nie widac, a pan szarym samochodem wtapiajacym sie w krajobaz jedzie bez swiatel. Wieczorem zreszta tez lubia przemieszczac sie po ciemku.

    OdpowiedzUsuń
  7. O czym jest ta dyskusja? Przeciez chodzi tylko i wylacznie o podniesienie wpolywow "z tytulu kar i grzywien". Sam przepis jest przeciwskuteczny, ale zawsze znajda sie przerazone kroliczki ktore "dla poprawy bezpieczenstwa" dadza sie gospodarzowi przyrzadzic na obiad.

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja widzę różnicę i te parę zł na zapasową żarówkę (oczywiście standardową a nie super hiper ultra bo to nie ma sensu) jest. Dlatego lubię mieć światła i jak inni mają.

    OdpowiedzUsuń
  9. problemem jest zmiana żarówki w niektórych modelach aut - tych nowych - czasem wiąże się to ze zdemontowaniem sporej części plastików, a więc wizyta w serwisie

    co jak co - i tak według mnie najgłupszy przepis to obowiązek jazdy w pasach bezpieczeństwa, szczególnie na mieście i osiedlach z prędkością średnią mniejszą niż 40km/h i staniu w korkach

    OdpowiedzUsuń
  10. Ja mam odruch włączania świateł i zapinania pasów. Zanim ruszę. Bez zapiętych pasów czuję się dziwnie...

    OdpowiedzUsuń
  11. Aaaa - jeszcze jedno. Kiedyś, na starym mieście - obowiązek jazdy z prędkością do 20 km na godzinę, wjechał mi w prawy przedni błotnik zwariowany kierowca. Szarpnęło mocno bo on jechał dużo szybciej i na zakręcie, na mokrym bruku wpadł w poślizg. Pasy się przydały. Nie muszę dodawać, że mojemu Jeepikowi nie było nic, a on miał do wymiany cały przód.

    OdpowiedzUsuń
  12. No a ja myślę o przeparkowaniu auta pod biurem, jest gorąco, zanim klima zacznie w pełni chłodzić trochę się zgrzejesz, jesteś w koszuli i jeszcze musisz zapinać pasy

    bez sensu

    co jak co - zapinanie pasów kierowcy powinno być dobrowolne

    OdpowiedzUsuń
  13. aha, dziś widziałem niezłe sk****ństwo - wszędzie remonty dróg - wszystko poblokowane - wybory

    "Polska w budowie ...ich mać"

    na jednym zakręcie sytuacja dwuznaczna (do dobrej analizy przez instruktorów jazdy i dyskusji) - ale dyskutować i rozważać nie ma czasu - krótka decyzja i jedziesz

    oczywiście za dyskusyjnym rogiem patrol kasujący tych co "nie odgadli" zawiłości sytuacji

    OdpowiedzUsuń