poniedziałek, 13 maja 2013

Nie pracować w niedzielę? To w takim razie co???

W poprzednim poście, w komentarzach napisałem: "Czekałem jakiś czas temu w przedsionku teatru na spektakl..." No i wyszło, że sam się nieskromnie zacytowałem :)

...no tak - pojawia się pytanie - co taki prosty i oszczędny koleś jak ja robi w teatrze, przecież to nie oszczędne i w ogóle? Bilety kosztują!

Odpowiedź ma związek z moimi postami, mówiącymi o tym, by jednak w niedzielę zarobkowo nie pracować (jeśli to możliwe... niestety nie zawsze). U mnie w mieście, mniejszym mieście, powiedzmy - robotniczym mieście w niedzielę nie robi się NIC, i nic robić nie wypada. Tak samo jak na zapadłej wsi. Typowy facet w niedzielę leczy kaca po sobocie, kac niedzielny jest pozostałością kaca sobotniego pozostałego po leczeniu kaca piątkowego. Trochę skomplikowane, ale prawdziwe. Typowa kobieta zażera ciasto z cukierni i sączy kawusię z teściową, koleżanką, itp. Plotkują.

Puste ulice, puste parki, puste place zabaw (dzieciaki nawalają w RPGi lub FPSy przy kompach) - miasto umarłych. Miasto sypialnia.

No i wtedy ja i moja rodzina pakujemy się w Fokę (Focus), a wcześniej w czeskie plastiki (Skoda) i wymiatamy, byle dalej.

Teatr, jeziorko, góry, pogórza, wizyta w metropolii, parki, ogrody botaniczne, rejsy stateczkami, zoo... Czasem mi się nie chce jak cholera, człowiek zapodałby browara pod Żabą jak 99% chłopów w sąsiedztwie i jakoś przeżył nudną niedzielę, paliwo kosztuje, bilety i atrakcje kosztują... ale wiem, że w tym przypadku oszczędzanie może okazać się wyjątkowo nieoszczędne!


Dlaczego nieoszczędne? Bo taki pasywny odpoczynek w tym samym otoczeniu co na co dzień, to wielkie G. a nie odpoczynek, to nerwy, to znużenie i brak psychicznej energii, odskoczni i siły do pracy na najbliższy tydzień. To straty, w tym straty finansowe!

Dlatego warto się zmobilizować, spiąć cztery litery, jeśli trzeba zapodać mocną kawę czy guarankę i heja za miasto. A obowiązkowy dla syna klasy robotniczej niedzielny browar? Spokojnie, browar sobie poczeka do wieczora... Żabuchy nie zamykają przed 23.00 a lokalnego pubu przed 1.00 w nocy ... najpierw rodzina i regenerujące wyrwanie się z miasta choćby na parę godzin. Odskocznia.

16 komentarzy:

  1. U nas na wsi w niedziele praca wre. Jeśli jest coś do zrobienia w polu, czy w ogrodzie to się robi. Jeśli trzeba drzewo schować, to się chowa, jeśli czas kosić, to się kosi.I dotyczy to wszystkich w okolicy. Praca na wsi nie zna niedzieli, bo pogoda i zbiory czekać nie będą. A większość w tygodniu pracuje w mieście. Ale może ja w dziwnym miejscu mieszkam.

    OdpowiedzUsuń
  2. To okropne być niewolnikiem niedzieli. Wypoczynek jest dla ludzi,a nie my dla niedzieli. Rozumiem jeszcze to w relacji rodzic- dziecko, ale gdyby mi druga połówka pitoliła, co mam robić w danym dniu tygodnia, to bym nie zdzierżyła, bo to jest perspektywa użerania się do końca życia. Bardzo dobrze wybrnąłeś z sytuacji, zagospodarowując niedzielę na wycieczki z rodziną. Robi się w ten sposób coś fajnego, co pracą nie jest.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja jestem zwolniennikiem nic nie robienia przez caly tydzien ;-) Jak juz bede mieszkac na wsi, to nie bede nic robic w niedziele, jesli bede miala taka ochote. A jak bede miala cos do roboty, to zrobie to.

    Wczoraj bylam w lesie, bo mialam wolne, nie dlatego ze jest niedziela. Po prostu w inne dni bylam zajeta praca/nauka.

    OdpowiedzUsuń
  4. na jakiej wsi? w PL czy za granicą? finalnie?

    OdpowiedzUsuń
  5. Za granica polska ( i angielska jak dobrze pojdzie).

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja jak mam coś do zrobienia w weekend, to to robię, niezależnie od tego czy jest sobota czy niedziela, ale generalnie staram się cały weekend zostawiać na przyjemności. Wszystkie prace domowe, zakupy, sprzątania, itp. staram się robić w tygodniu, a w weekend: za miasto!

    Richmond, to nic nierobienie musi być strasznie nudne :)

    OdpowiedzUsuń
  7. E tam, przyjemnie czasami popatrzyc na niebo, na widoki, pomyslec albo i nie, itp.

    OdpowiedzUsuń
  8. No ale fakt, pojechałeś po ludziach ze wsi :p :)
    Tych leczących kaca z piątku, potem z soboty itd., to i pełno w mieście można spotkać bo to typowi.. No nie powiem aby nie obrażać :)

    U mnie na wsi hmm.., jak i w mieście faktycznie 98% ludzi nic nie robi, choć mam przewagę w nic nie robieniu, chociaż często ten czas na świeżym powietrzu się spędza a nie zawsze w czterech ścianach przed tv.
    A i co do roboty w polu.., gdyby nie padało w sobotę i wczoraj był taki dzień jak dziś to w niedzielę w polu by robili od rana do wieczora bo jest co robić a pogody brak.
    Ale hmm.., z całej wsi to może jakies 5-10% ludności pracowałoby bo reszta to nie rolnicy :)

    Ale wracając do meritum to i tak uważam że coraz więcej ludzi lubi spędzać czas aktywnie.

    Ja raczej leniuchem jestem, ale narzeczony mnie trochę zaraził aktywnością i jak na razie gdy jest pogoda to jest spacer, rower, góry jak się da.
    Co do innych atrakcji, no właśnie brak kasy - ale to czasem całkowity brak, choć praca się znalazła to i kasy będzie więcej i więcej aktywności

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ee tam zaraz pojechałem, pisałem o "chlopach" z mojego miasta, zamieniłem na facetów, by było jasne

      szczerze mówiąc tochę podkoloryzowałem o tym leczeniu kaca z piatku przez 3 dni, przyznaje się, wyidealizowałem :)

      u mnie w mieście gorniczym często leczy się kaca pelne 7 dni w tygodniu :)

      Usuń
  9. A ja sie zastanawiałem czemu jestem po weekendzie zmeczony, jak sie siedzi w domu (nie na browarze pod sklepem).
    Dzięki tym wpisem dałeś mi dużo do myślenia.
    Od następnego weekendu zastosuję twój sposób wycieczkowy :) pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no wlaśnie, ja jestem najbardziej umęczony po tych leniwych weekendach :)

      Usuń
  10. W moim otoczeniu, a jest to osiedle domków jednorodzinnych, w niedzielę, podobnie jak w sobotę, wyciąga się kosiarkę, pali stare liście, albo dłubie w ziemi :)
    Inni naprawiają płotki, malują ogrodzenia albo dłubią coś w warsztacie. Bo przez cały tydzień, przeważnie do soboty, haruje się - niektórzy poza domem, inni, jak ja, w domu.
    Też jednak lubię się wyrwać gdzieś indziej, bo faktycznie odpoczynek nie zawsze się udaje we własnym domu.
    Co nie znaczy, że na przykład przy sprzątaniu ciuchów nie odpoczywam. Dla mnie dużym odpoczynkiem jest wypad do lasu na dwie godzinki na rower. Otoczenie zmienione, czyste powietrze zatankowane, a ja zadowolona. Właśnie załadowałam sobie na komórkę nową muzykę, żeby mieć też coś do posłuchania w razie chęci i braku czegoś ciekawego w radio. Ale często jeżdżę słuchając po prostu ptaków i odgłosów lasu.
    Jednak zgodzę się z Tobą, że prawdziwy wypoczynek to wypad na miasto, za miasto czy nawet trochę dalej. Ważne, żeby zrobić coś zupełnie innego, niż na co dzień :).
    pozdrowienia!

    OdpowiedzUsuń
  11. W niedzielę zdecydowanie wypoczywać i się lenić, niekoniecznie w domu :), mam takie podejście może dlatego że zazwyczaj tylko 4,5 niedziel na kwartał mam wolne, co do wypoczynku w większości ci co pracują fizycznie to odpoczywają (odpoczną) spacerkami, przy gazecie nawet tym TV, grillowaniem, a aktywnie to bardziej pracownicy umysłowi, generalnie to trzeba się tak byczyć żeby nie zgnuśnieć ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. grunt to zmienić tryb - masz racje - fizyczny niech wskakuje w garnitur i odwiedza rodzine na kawe, TV i leniwe spacery

      wyksztalciuch umyslowy na rower, w góry, nad jezioro - wymęczyć się fizycznie

      odskocznia pomaga

      Usuń
  12. Na Śnieżkę bym się wybrała i to nie tylko w niedzielę :)

    OdpowiedzUsuń
  13. A ja w ostatni weekend zabaialam sie przez dwa w sumie dni w "korespondenta wojennego" z czasow napoleonskich, a dzis juz w pracy... Odskocznia byla swietna.
    A za dwa tygodnie 9ciogodzinny rajdzik po maluch gorach (o ile wczesniej nie padne). A nastepny zwiedzanie "kulturalnych" miejsc... to prawda, ze u mnie czesto weekend to poznawanie czegos nowego, albo "ogrodniczenie", albo odczyt, ....
    no ale w tygodniu siedze kolkiem w biurze i to czasem po 9-10 godzin, a potem i tak musze sie ruszyc zeby wrocic na weekend do domu...
    Chyba mam wtroche wariacki styl zycia...:)

    Pozdrawiam

    Nika

    PS a tu moj ostatni weekend
    http://notatkiniki.blogspot.be/2013/05/prayssac-przed-bitwa.html
    http://notatkiniki.blogspot.be/2013/05/prayssac-w-czasie-bitwy.html

    Polecam tego typu imprezy jesli sa gdzies w poblizu, bo dzieciaki kochaja takie poznawanie historii...

    OdpowiedzUsuń