wtorek, 20 września 2011

Papierosy - przecież ja mogę w każdej chwili przestać.

Przypomniała mi się dziś podczas pewnej rozmowy sytuacja mojego kolegi ze studiów. Mieszkaliśmy razem jakiś czas. Kolega skusił się na papierosa na studenckiej imprezie - przy piwku - posmakowało, potem kolejny raz i kolejny. W końcu kolega kupił własną paczkę LM-ów, bo czas przestać brać, wypada też poczęstować tych co go poczęstowali. I takie to było popalanie na imprezach.


Potem zaczął się sezon testów i egzaminów - i okazało się, że fajeczka znakomicie relaksuje także na trzeźwo. Tylko dla odstresowania ze 2 fajki dziennie - co najwyżej - mówił - to nie groźne, nie jestem uzależniony - przecież ja mogę w każdej chwili przestać!!! :)

Mówi dalej - nieeee.... nie muszę palić, ale wiesz - idę ulicą jak jakiś James Dean, wyciągam papierosa, odpalam zaciągam się - od razu inaczej - jestem gość... podchodzę na palarnię częstuję ładną dziewczynę.... ale nie, serio nie muszę zapalić, nawet wiele godzin, albo czasem parę dni.... kontroluję to...

Po roku okazuje się, że schodziła dziennie paczka LM-ów, mus i nie ma to tamto, a kolega kiedy nagle zabrakło papierosów potrafił wyjść i poprosić sąsiada o fajeczkę. Nie ma lekko - powiada kumpel - trzeba coś zapalić :>

6 komentarzy:

  1. Ja _mialem_ kuzyna. Tez mowil, ze moze przestac, ze nie musi, za kontoluje i ze od jutra nie wciaga juz tego syfu. Niestety nie udalo mu sie zapanowac nad nalogiem, ktory zamienil sie w ciezkie uzaleznienie. Kuzyna nie ma juz z nami. A mialo byc tylko raz, tylko zeby sie lepiej przygotowac do jednego egzaminu, no gora dwa, albo trzy.

    Dobrze go znalem, pisalismy razem mature, nasze rodziny utrzymywaly bliski kontakt, do pewnego momentu nie mozna bylo o nim zlego slowa powiedziec. Do tego nieszczesnego "razu". Dla mnie (i kilku innych jego znajomych) byl to taki szok, ze nikt z nas nie pije, ani nie pali (choc ja i pilem i palilem papierosy), od dobrych kilk lat. Jak sobie pomysle, ze jedna decyzja, "jeden raz", zaprowadzilo go w ciagu roku do grobu to przypominam sobie, ze lepszy od niego nie jestem i moj "raz" moze sie skonczycy w grobie obok.

    Wiem, jestem mocno skrzywiony tym wydarzeniem, ale jesli przerobicie to na wlasnej skorze (nikomu nie zycze!) to optyka sie zmienia i to bardzo.

    Pozdrawiam tez wszystkich, ktorzy "panuja" nad swoimi uzaleznieniami. Obyscie mieli racje.

    OdpowiedzUsuń
  2. u nas wiągali amfę przed egzaminami - o to chodzi?

    OdpowiedzUsuń
  3. Mało co uzależnia tak silnie jak papierosy. Gorsza jest tylko kokaina i heroina. Tu jest wykres

    OdpowiedzUsuń
  4. rzeczywiście, wiem po sobie jak to wciąga - kilkakrotnie byłem na skraju nałogu, aby zacząć palić na stałe - imprezy, stres, częstujący przyjaciele - kilka wypalonych papierosów zachęca aby zapalić jeszcze jednego - no przecież od tego kolejnego to się na pewno nie uzależnię - człowiek myśli

    właśnie opisany przypadek kolegi, oraz obserwacja kilku innych palaczy w otoczeniu mnie powstrzymała - uświadomienie sobie, że już po kilku, max. kilkunastu fajeczkach zaczyna działać pragnienie nikotyny

    OdpowiedzUsuń
  5. Papierosy to straszne świństwo jest i nie warto tego do gęby brać.
    Najlepszy dowód - ja palę fajkę!

    OdpowiedzUsuń
  6. :)

    no wydaje mi się, że cygarko i fajka to mniejsze zło

    nie wciąga się do płuc, tylko pyka

    OdpowiedzUsuń