poniedziałek, 12 września 2011

Super oszczędny prysznic - 5 litrów wody.

Pamiętacie może odcinek Boso przez Świat w którym Cejrowski brał pustynny prysznic - bodajże na pustyni Namib? Otóż ostatnio u mnie na blokowisku od wielu dni nie ma ciepłej wody, i nie będzie w najbliższym czasie. Człowiek w takich chwilach docenia wygodę jaką jest ciepła woda w kranie.


Do braku ciepłej wody jestem przyzwyczajony, dużą część dzieciństwa spędziłem u dziadków, gdzie ciepłej wody nie było, co więcej zimnej też - trzeba było sobie przynieść we wiadrze - podgrzać na piecu węglowym (skoro o piecach ostatnio mowa) i jakoś utrzymać higienę osobistą.

Mimo takich niewygód zawsze z utęsknieniem czekałem na wyjazd do dziadka i babci :)

Tak czy inaczej ostatnio biorę kąpiel w 4-5 litrach wody. Wariant pustynny - namoczenie się 1-2 kubkami wody, namydlenie płynem i staranne spłukanie resztą. Za prysznic robi butelka PET.

Przy okazji - oszczędność ekstremalna - i pomyśleć ile normalnie wody zużywamy na pełną kąpiel w wannie.

16 komentarzy:

  1. U nas na działce jest problem z brakiem łazienki. Woda w termie ciepła jest. Zwykle nabieramy 2 baniaczki 5-litrowe i bierzemy prysznic pod chmurką, polewając się nawzajem. Te 5 litrów wystarcza łącznie z myciem głowy :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Zapisales sie w koncu na silownie? To mozesz sie tam spokojnie wykapac ;-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Tak czy inaczej zawsze korzystam z prysznica na siłowni, niezależnie od awarii, ale pozostają dni beztreningowe, albo treningowe ale na mojej własnej mini-siłowni, gdzie prysznica nie mam.

    Miło wyjść z siłowni świeży, pachnący i jeszcze w dalszym ciągu czuć jakiś power po treningu.

    OdpowiedzUsuń
  4. 5 litrów wody o_O ?
    można wiedzieć na jaki kryzys kolega R-O się przygotowuje ;-) ?

    OdpowiedzUsuń
  5. Kryzys to ja już mam, kiedy mi puszczą ciepłą wodę nie mam pojęcia.

    A ogólnie pewne elementy miejskiego survivalu mnie interesują :) powiedzmy - dla sportu

    OdpowiedzUsuń
  6. I tu jest przewaga pieca gazowego nad woda miejska - w ciagu x lat nigdy nie zabraklo mi cieplej. Jak wylaczali to calosc : )

    OdpowiedzUsuń
  7. a no to chyba że tak...
    umiejętność przydatna, lepiej tak niż przez dłuższy czas hartować się w zimnej wodzie a tego, nie polecam, szkoda zdrowia ;]

    OdpowiedzUsuń
  8. Jasne, że w takiej chwili człowiek jest za niezależnym i własnym źródłem ciepłej wody. W tej chwili myślę nawet, że remontując dom jeszcze raz, pomyślałbym o dodatkowym elektrycznym ogrzewaczu wody - choćby na jednym dodatkowym małym punkcie, właśnie na takie częste u mnie okazje.

    Jeśli chodzi np. o bojler gazowy - to autentycznie taki mi wybuchł - eksplodował wiele lat temu - na szczęście w chwil, kiedy na chwilę wyszedłem z łazienki po jakiś ręcznik, itp.

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja mam nie boiler ale ogrzewacz przeplywowy. Sprawnosc 42% czyli przy dosc niskich kosztach gazu oplacalny sposob grzania wody. Wada jest to, ze musi sie nagrzac (kilka sekund), wiec troche wody sie marnuje.

    OdpowiedzUsuń
  10. to był właśnie ogrzewacz przepływowy na gaz - potocznie w moim rejonie także mówi się na to bojler

    fakt, że był starej generacji

    w domku letniskowym u rodziny używam bojlera na prąd - po nauczeniu się korzystania z niego i zaakceptowaniu pewnych ograniczeń - prysznic krótko, konkretnie i na temat - rzecz jest tania i wygodna (uwzględniam koszt urządzenia i przyłącza gazu)

    OdpowiedzUsuń
  11. Aha, nikogo nie zmuszam do zakładania kont na google, ale anonimów proszę o podpisywanie się ksywką, inicjałami, stroną www, itp.

    ułatwi to nam rozmowę

    OdpowiedzUsuń
  12. Ja kiedyś, już dawno temu byłem w takim ośrodku wczasowym, w sumie to było duże podwórko które właściciel wynajmował pod namioty, i tam zastosował ciekawe rozwiązanie. Powiesił dwie beczki plastikowe 100 litrowe od południowej strony budynku, tak że przez okno rano mógł je napełnić wężem (nawet chyba dno miały wycięte), do tego miał zamontowany prosty system rurek i kraników, no i wieczorem jak wszyscy najwięcej korzystali z wody, brali kąpiel woda była niemal gorąca:) w dni słoneczne patent sprawdzony.

    OdpowiedzUsuń
  13. "to był właśnie ogrzewacz przepływowy na gaz - potocznie w moim rejonie także mówi się na to bojler"

    A u nas jest to po prostu "junkers" :-)

    OdpowiedzUsuń
  14. Mi Junkersa wystrzeliło 2 razy. W sumie nie piecyk bo tego bym pewnie nie przeżył tylko wężownice. Dlatego mnie w czystym sumieniem powiedzieć że pan sobie jestem winien. W takim uwadzeniu trzeba wyprzedzać awarie. Sezonowo sprawdzać całość urządzenia, nie jest to czarną magia i przy odrobinie chęci przegląd i czyszczenie zajmuje tylko 2-3 godziny.Mi Junkersa wystrzeliło 2 razy. W sumie nie piecyk bo tego bym pewnie nie przeżył tylko wężownice. Dlatego mnie w czystym sumieniem powiedzieć że pan sobie jestem winien. W takim uwadzeniu trzeba wyprzedzać awarie. Sezonowo sprawdzać całość urządzenia, nie jest to czarną magia i przy odrobinie chęci przegląd i czyszczenie zajmuje tylko 2-3 godziny.

    OdpowiedzUsuń
  15. co racja to racja - obowiązki gospodarza domu to odpowiedzialność i pilnowanie wielu rzeczy

    z drugiej strony bojler elektryczny zamontowaliśmy lata temu i od tej pory nikt nic przy nim nie ruszał - urządzenie bezobsługowe i bezserwisowe można powiedzieć

    OdpowiedzUsuń
  16. Ja mam piec gazowy w mieszkaniu i 2 lata temu mialam pol roku bez ogrzewania. Akurat wode mozna bylo dodatkowo podgrzewac na prad (wielki zbiornik z grzalka w srodku), ale gdyby nie to, to mialabym pol roku bez cieplej wody, bo "miejskiej" cieplej nie mam. Teraz juz nie mam tego zbiornika na ciepla wode, wiec lepiej zeby nowy piec nie psul sie.

    OdpowiedzUsuń