poniedziałek, 24 października 2011

Miejski survival - zabezpieczenie zapasów wody.

Tematy dotyczące miejskiego survivalu mimo zapowiedzi ostatnio nie gościły na moim blogu, ale skoro w gronie zaznajomionych domowy survival jest czymś często i dogłębnie obgadywanym, nie czuję jakiejś presji na te tematy. Natomiast dziś mimo wszystko chciałbym napisać o kwestii kluczowej w domowym survivalu.

Człowiek może długo wytrzymać bez jedzenia - natomiast szybko padnie bez wody - wydaje mi się zatem ważne, aby posiadać odpowiedni zapas wody pitnej!


Po co? Przykładów nie muszę szukać daleko. Moje miasto, z przyległościami nieco poniżej 100 tys. mieszkańców posiada tylko 1 słownie JEDNO sprawne ujęcie wody. Nie wolno mi w tym artykule napisać jakie to miasto - bo podpadłbym prawdopodobnie pod jakiś paragraf za udostępnianie informacji tajnej (tak! tak! te przepisy dalej obowiązują!). Moje miasto jakiś czas temu zaliczyło wielogodzinną awarię wodociągów z powodów technicznych. Prawdziwym powodem był fałszywy alarm o zatruciu ujęcia, interwencja antyterrorystów, zabezpieczanie źródła i badanie laboratoryjne... Kto ma kontakty w spółce wodociągowej - ten wie.

Z ujęć które funkcjonują jako oficjalna rezerwa, większość w rzeczywistości nie działa (lej depresyjny na terenach przemysłowych) natomiast ostatnie w odległości ok 15 km od miasta jest notoryczne zanieczyszczone ....krowim gównem. Załatwiła je przemysłowa ferma.

Tak, czy inaczej - znając fakty - posiadam z reguły spory zapas źródlanej wody pitnej dobrej klasy oraz pitnej-użytkowej (tanie baniaki 5l z supermarketu). Zapasy podlegają uzupełnieniom i rotacji.

Z powodu leja depresyjnego - woda w jedynym ocalałym ujęciu jest pobierana z ujęcia głębinowego, bodajże z pokładów dolomitu, jest tak marnej jakości, że rotowana woda z zapasów jest rzeczywiście używana przez rodzinę. (Nie ma tu użytku na siłę - aby sprostać ideologii survivalowej). Jest to rzeczywista korzyść z tych zapasów i jakieś zabezpieczenie przed chorobami nerek, które są plagą w okolicy.

6 komentarzy:

  1. dlatego idealnym miejscem zamieszkania jest domek nieopodal strumyka górskiego :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. bardziej wolałbym jednak własne, głębokie ujęcie z gruntu - taki strumyk może być bardzo łatwo zanieczyszczony do poziomu prawie uniemożliwiającego spożycie

    pokazywał to Bear Grylls w którymś z odcinków - padlina w łożu strumienia,

    pokazywał to też Survivor Man - odchody zwierząt przy wodopoju

    OdpowiedzUsuń
  3. Po aferze z wodą w kranie w naszym mieście (wielokrotnie przekroczone normy ujawnione po miesiącu) do spożycia kranówki nie stosuję. Do używania na co dzień stosuje lepsza wodę źródlaną (krótki termin do spożycia), a w piwnicy mam klika baniaków 6l wody gorszej jakości, ale z długim terminem do spożycia. Zapasy oczywiście rotują i są uzupełniane.
    Niedawno na blogu kryzysowo.pl przeczytałem, że wody w butelkach nie można trzymać na betonowej posadzce. Beton wchodzi w reakcję z plastikiem i do wody uwalniane są szkodliwe substancje. Dlatego też w miejscu gdzie trzymam wodę na podłogę położyłem worki po ziemniakach, a dopiero na nie stawiam butelki z wodą.

    OdpowiedzUsuń
  4. Kurcze wy sie na prawde przygotowujecie na koniec swiata.

    Ale o wodzie to niewiele napisales.
    Nie napisales ile tej wody.
    Przepraszam, ale beczka 100litrowa to juz miejsca troche zajmuje, a nie nalejesz tam za wiele. Jesli przyjac galon na osobe na dzien to skonczy ci sie w mniej niz tydzien. Chyba, ze zyjesz sam.

    OdpowiedzUsuń
  5. to nie zapasy na koniec świata, ale na góra 3 dni bez jakichkolwiek dostaw (np. atak terrorystyczny)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ha! ;) Będę mieć własne ujęcie wody już niedługo :)

    OdpowiedzUsuń