niedziela, 9 października 2011

Oszczędzanie i zdrowie jako motywacja do treningu.

Mój znajomy zawodowiec z siłowni powiedział mi, że z wiekiem zmienia się motywacja u młodego faceta ćwiczącego na siłowni (ale i uprawiającego inne sporty). Motywacja kobieca jest z reguły niezmienna - ta to zawsze chce przede wszystkim wyglądać atrakcyjnie.

Polska siła, z którą liczy się świat, czyli Hardkorowy Koksu oraz Pudzian :)

Do dwudziestki i okolic każdy chce ćwiczyć na Pudziana (groźna góra mięśni) albo na ABS'a (absolutny brak szyi). Ludzie są skłonni do wszystkiego, aby być wielcy. Słyszałem o kolesiach jedzących paszę dla świń, podwędzoną ojcu z gospodarki, aby nabrać masy - na siłowni w mniejszym mieście u szwagra zastrzyk z teścia (=testosteron) to norma. Mało kto się przejmuje konsekwencjami.

Po dwudziestce się lekko układa w psychice (niektórym) i większą rolę od nastoletniego zaimponowania kolegom w grupie odgrywa chęć przypodobania się dziewczynom. Trening staje się więc bardziej "na rzeźbę" - dziewczyny nie lubią sterydowych świniaków. Ale też się ładuję w siebie mnóstwo chemii - z reguły spalaczy tłuszczu - wsuwa się więcej niż potrzeba odżywek białkowych i wynalazków, co obciąża organizm.


Od zera do bohatera, czyli co daje 365 dni na siłowni.

W okolicach trzydziestki do głosu dochodzi rozsądek - człowiek często ma już stabilizację, rodzinę i wydatki - człowiek odkrywa, że lekarz i leczenie to dodatkowe, czasem ogromne wydatki, a utrzymanie dobrej formy skutecznie oddala konieczność płacenia lekarzom. Nie liczy się już tak wygląd a'la Pudzian, ale sprawność, dobra forma, odtłuszczenie, samopoczucie. Zaczynamy patrzeć krytycznie na suplementy, które w siebie ładujemy - dochodzimy do wniosku, że tylko i wyłącznie "Kulturystyka naturalna" (zamień na dowolny sport z etykietką "naturalny") - już nie wpakujemy w siebie jakiegoś Radiation-Mutant-Fat-Gainera z formułą MaxCurveAgression, co z wątroby zrobi mielonkę, ale raczej poszukamy ziół - żeń-szenia, tribulusa, kozieradki... oraz dobrej jakości aminokwasów. Sport staje się kolejną inwestycją finansową.

16 komentarzy:

  1. Szczerze mówiąc, nie rozumiem co ćwiczenia na siłowni, mają wspólnego z oszczędzanie. Przecież to kolejne wydatki, a korzyści są moim zdaniem, iluzoryczne.
    Uważam, że ćwiczyć trzeba w formie codziennej aktywności, zamiast np. dojeżdżać autobusem lub samochodem, do pracy lub szkoły, czy nie zdrowiej i taniej iść te często tylko kilka kilometrów szybkim marszem lub dojechać rowerem? Przynajmniej od wiosny do jesieni, chociaż maszerować można w zimie, o ile chodniki nie są zbyt śliskie. Ta codzienna aerobowa aktywność fizyczna, jest moim zdaniem, także o wiele zdrowsza, od forsownych siłowych ćwiczeń na siłowni, które nie są zbyt zdrowe.
    Popatrzmy na niektóre kraje Europy Zachodniej, tam przed szkołami, stojaki na rowery są pełne, tam już dzieci wiedzą, że rower, to nie komunijny prezent, który po paru dniach będzie pokrywał się kurzem, ale świetny środek transportu, tani, a równocześnie pomagający utrzymać rozsądne wymiary.

    OdpowiedzUsuń
  2. Hardkorowy Koksu to litewska siła. :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Część mojej rodziny pochodzi z obszarów Wielkiego Księstwa - więc w sumie ja też jestem litewska siła.

    Nie bez przyczyny polski epos narodowy zaczyna się słowami: Litwo, ojczyzno moja.... :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Zgadzam się po części z Anonimem.

    Powiem jednak tak, przynajmniej 2-3 osoby w otoczeniu, jak i po części ja - mamy drobne problemy gardłowo-oddechowe, u mnie to wrodzone - po ojcu.

    Bezpieczniej jest dla mnie robić aeroby na siłowni, na basenie, na hali - niż w zimie przy minusowej temperaturze. W przypadku jednej i drugiej koleżanki dochodzą kwestie bezpieczeństwa - one nie będą biegać po zmroku same. Takie miejskie życie bywa - i koniec.

    Ponieważ odezwała mi się dawna drobna kontuzja kręgosłupowa (siedząca praca), którą trzeba rehabilitować - na siłowni mogę robić aeroby na stacjonarnym rowerku poziomym, który maksymalnie odciąża kręgosłup. Rower zwykły w nadmiarze niewskazany.

    Do tego mam serię ćwiczeń dodatkowo odciążających kręgosłup i kompleksowo wzmacniających podtrzymujące go mięśnie. Poza siłownią w grę wchodzi tylko basen, który też kosztuje.

    Ćwiczenia na siłowni nie muszą być forsowne - jest wiele systemów treningu. Panie, które ćwiczą razem ich nie wykonują.

    Ja chcę być także dobrze zbudowany - postęp daje mi przyjemność, dobre samopoczucie, lepszą efektywność w pracy zarobkowej. Ogólne zdrowie się polepsza - widzę to.

    To jest wydatek finansowy - ok. 200 zł muszę liczyć - ale ten wydatek jest inwestycją. Kto wie czy nie lepszą niż akcje giełdowe spółki X czy Y.

    OdpowiedzUsuń
  5. Jeszcze jedno, jestem z robotniczego miasta i lubię piwo jak miś miodek.

    Ja i Piwo to jak Kajko i Kokosz, Bonnie i Clyde, Robin i Hood.

    Trenując, częściej ląduję w klubie sportowym niż w pubie. Po ćwiczeniach, szczególnie tych forsownych na ciężarach, zastrzyk endorfin jest taki, że nawet taki amator jak ja nie ma ochoty na piwo.

    Odpadają wydatki na alkohol, zagrychę, snacki.

    OdpowiedzUsuń
  6. Hm.. ile mam isc kilometrow z 45km do pracy? ;-) Mam zostawiac samochod pare km od domu, by zazyc spaceru i przedluzyc sobie dojazdy?

    W przypadku mojego meza odpuszczenie jednej stacji kolejowej odpada, bo pociag nie zatrzymuje sie po drodze ;-)

    Takze my wolimy domowa silownie i ruch poza praca/dojazdami, poza miastem. Nie ma co przesadzac z mowieniem, ze cwiczenia na silowni sa szkodliwe, nie trzeba sie katowac ponad miare.

    Ostatnio musze jezdzic do centralnego Londynu raz na tydzien i doszlam do wniosku, ze chyba jestem zdrowsza jezdzac samochodem do pracy, mimo mniejszej ilosci ruchu fizycznego. Spaliny i smrod jaki wdycham w miescie poruszajac sie miedzy srodkami transportu publicznego, jest o wiele gorszy niz moj brak ruchu. Do tego jeszcze katuja mnie przypadkowym dymem papierosowym, ktorego nie zazywam we wlasnym samochodzie.

    OdpowiedzUsuń
  7. A tak w ogole to godzina w komentarzach jest co najmniej dziwna, pokazuje mi sie 5.14, mimo ze w Uk jest 13.14, a w PL 14.14.

    OdpowiedzUsuń
  8. nie wiem jaka to strefa czasowa, chyba miejsca, gdzie jest serwer - nigdy mi to w sumie nie przeszkadzało - jak będę miał chęć na grzebanie w administracji - to zerknę na to

    OdpowiedzUsuń
  9. Piotr (ten od whiskey po goleniu)9 października 2011 16:08

    Może to być zbyt krótkie, ale powiem: popieram!

    Co do filmiku to kolega, w czasie, jakoś dziwnie "brązowy" się zrobił... :|

    P.S. Również dołączam się do grona Polaków z Wielkiego Księstwa ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Takich co jadą po pijaku rowerem bez światełek i odblasków to najlepiej walnąć i włożyć do beczki i do wody. A tak na serio to trzeba już być bez mózgiem jadąc bez odblasków i świateł w nocy. A tak na hu.. z tym rowerzystom jak by dostał strzała i poszedł do edenu, szkoda by było nieczemu winnego kierowcy, który nie zdąrzył podjąc żadneł dezycji bo pajac był nie oświetlony i był by potem ciągany po sądach.

    Czasami jest po prostu szybciej i taniej dojechać do pracy samochodem niż iść pieszo lub jechać komunikacją miejską a zaoszczędzony czas można spożytkować na swoje ulubione zajęcie:)

    Osobiście nie mógł bym jeżdzić rowerek lub biegać na bieżni w siłowni bo brakowało by mi tego kontaktu z przyrodą, dlatego po długich rozmyślaniach siłownie odstawiłem w bok i wole bieganie na kierowane na ultra:D

    OdpowiedzUsuń
  11. marcin wiesmak

    A ja z innej jeszcze manki :)
    O sytematycznym uprawianiu sportu R-O juz powiedzial ja tylko dopowiem ze u facetow sport = wieksze libido poniewaz powiekszajace sie miesnie daja sygnaly do mozgu a ten nadnerczom i jadrom do produkcji testosteronu
    A wtedy 3 razy w tydodniu nie schodzi ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. Piotr, koleś po prostu zaczął zaliczać solarium - ja nie jestem jakimś zwolennikiem solarium - na wakacjach się nie staram nawet opalać

    ale jakoś tak się w społeczeństwie przyjęło, że zbyt blady odcień skóry kojarzy się z marnym zdrowiem - można jeść więcej marchwi i różnych warzyw i się poprawia

    a co do marcina, co mam powiedzieć, ehhmm :)

    jest jednym z prowodyrów mojego powrotu na siłownię, do ludzi, zamiast chałupnictwa w domowej siłowni i chwała mu za to :)

    OdpowiedzUsuń
  13. marcin wiesmak

    O jeszcze jednym ludziska zapominaja. A mianowicie o sprzecie na jakim cwiczyma/y. W domu czy gdzies u kumpla w piwnicy mamy slabej jakosci i malej ilosci sprzet do cwiczen. Przychodac na silownie i placac ok 100zl/miesiac korzystamy ze sprzetu ktory jest wart kilkanscie tysiecy zlotych. Tej sumy mozemy w zyciu nigdy nie uzbierac.
    Hmmm to tak jakby za 100zl jezdzic autem w leasingu za 300tys i w dodatku nie martwic sie o remonty.

    Ps Oczywiscie kazdy dobiera sport do swoich predyspozycji genetycznych i mozliwosci finansowych. Ja wybralem silownie bo mam gruby kosciec oraz lubie te szalejace endormofiny jak juz wczesniej powiedzial R-O ;) Pozatym u mnie wystepuje jakis nieznany czynnik psychiczny po silowni ze:" warto byc dobrym czlowiekiem" :P

    OdpowiedzUsuń
  14. a ja myślę, że nawet i mały, i chudy facet, bez szczególnej genetyki może nieźle poprawić to i tamto

    ja do takich nie należę, co prawda strasznie się przez kilka lat poświęcenia tylko pracy i rodzinie zaniedbałem

    OdpowiedzUsuń
  15. w tym filmiku najlepsze są migające gatki ;)

    OdpowiedzUsuń
  16. my tu o życiowych sprawach, a ty o gaciach :D

    OdpowiedzUsuń