czwartek, 24 listopada 2011

Sekrety piłki nożnej.

Jak napisałem w komentarzach nie jestem fanem footballu. Preferuję zupełnie inne sporty, zarówno w ćwiczeniu, jak i oglądaniu. Mało oglądam TV, ale ze sportów oglądanych lubię ewentualnie przeróżne walki, w tym boks oraz zawody strongmen.

Popatrzmy pod kątem finansów i polityki - bo w tym klimacie pojawiają się czasem wpisy na blogach - moje sporty nie wymagają dofinansowania z budżetu, kosztownego zabezpieczania imprez przez służby, mega-obiektów sportowych budowanych za pieniądze podatnika i sieci autostrad. Fani i sponsorzy z dużą nawiązką finansują współczesne "zmagania gladiatorów". Wpierniczanie się rządu w te dyscypliny jest całkowicie zbędne.

Patrząc natomiast na styk polityki i footballu - jestem trochę zniechęcony do tej dyscypliny.

Pomijając to, że np. we Wrocławiu na mieście można dostać w ryj za rejestracje z literami DLU oraz inne dolnośląskie blachy, gdzie nie panuje już Śląsk Wrocław. To chore - z kolei ja nie widziałem w mojej okolicy nigdy bójek między fanami Pudziana a Kurasia.

Według mnie ludzie po prostu zapomnieli o korzeniach piłki nożnej - a cały sekret tkwi gdzie indziej. Nie w przepłaconych stadionach, które już się rozpadają i w nowych autobahnach, gdzie już trzeba łatać dziury.

Za szczeniaka, kiedy się nie przelewało, braliśmy z kumplami stare gazety, zwijaliśmy z nich ciasną kulę, oklejaliśmy taśmą pakową i już była piłka. Do tego cztery cegłówki, albo plecaki - i już łąka zamieniała się w boisko.

I mówię wam - to był prawdziwy i profesjonalny football. Śmiech, pot i łzy!

Nie potrzebne były nam Orliki i Stadiony Narodowe.

Każde boisko na osiedlu było non stop zajęte, łącznie z tymi "dzikimi" - improwizowanymi. Dziś te boiska pozarastały, a boiska miejsko-szkolne, z ładnymi plastikowymi trybunami, elektrycznym doświetleniem i gumowaną nawierzchnią - stoją non stop PUSTE.

Dzieciaki i młodzież zainteresowana piłką nożną po powrocie ze szkoły siedzi w fotelu i banga w symulacje footballu na PS3 albo inne gierki na PC. Wymarłe osiedle - świat zaginionych dzieci.

7 komentarzy:

  1. Nie wiem, czy jest aż tak źle. U nas, zwłaszcza latem, boisko szkolne jest popołudniami, aż do zamknięcia - pełne! Dzieciaki grają w piłkę, w kosza, nawet w badmintona jak nie ma wiatru.
    A wiem, co mówię, bo jak chcę pójść na bieżnię porobić interwały, to mam problem ;) wiecznie zajęta!
    Ale z tą piłką to prawda - czasami ciśnie się na usta: "ale o co chodzi? o co tyle szumu?". Te nowe stadiony, kibole, kasa - ????
    Co ciekawe, mamy mistrzów świata w dyscyplinach, o których mało kto słyszał. A fascynujemy się piłką, w której, o ile kojarzę, spektakularnych sukcesów międzynarodowych - brak.

    OdpowiedzUsuń
  2. nie tylko brak sukcesów, ale po prostu żenada

    OdpowiedzUsuń
  3. marcin wiesmak

    My w zimie strugalismy kije hokejowe i heja na pobliski staw nawet owczesni dorosli sie dolaczali lub/i kibicowali. Wrazenia, emocje, braterstwo niezapomiane ;)
    Caly tydzien w szkole opowiadalismy o meczach i strategii/taktyce jak dowalic TAMTYM ;D
    A ze cali bylismy w siniakach od stop do bioder to nieistotne wazny byl FUN ;) A mowie to bo jakos przez te pierwsze przymrozki wrocily wspomnienia mlodziencze ;)
    Pozdro

    OdpowiedzUsuń
  4. Tofalaria

    co do tych boisk:

    w mojej najbliższej okolicy widziałem za dzieciaka 2 dzikie boiska, 1 spółdzielniane pełnowymiarowe z bramkami, 2 spółdzielniane do kosza - dziś WSZYSTKIE wymienione albo zarosły zielskiem, albo zlikwidowano,

    na zarośniętym chwastami placu straszą dwie pordzewiałe bramki

    i są w nieco dalszej okolicy te boiska szkolno-miejskie i rzeczywiście w lecie często na nich ktoś gra - bo innych nie ma

    ale w porównaniu z moim dzieciństwem to spadek dostępnych boisk do piłki i kosza o 80%

    aha, kiedyś i takie lekkie przymrozki jak teraz nie przeszkadzały w rozgrywkach

    marcin - wiem co czujesz :)

    OdpowiedzUsuń
  5. My w zimie po lekcjach na szkolnym boisku graliśmy w nogę gumową piłką, która z racji zimna była wklęśnięta. Kończyliśmy mecze upodobnieni do bałwanków.
    A na podwórku, gdy administracja postawiła jakieś karuzele akurat na środku zaimprowizowanego boiska to się je po prostu omijało.

    Ale dziś nie jest chyba tak źle - często-gęsto pod kauflandem widzę tabun nastolatków zawzięcie trenujących na deskorolkach.

    i na koniec mały dowcip:
    co zrobi polski kibic, gdy Polska wygra EURO2012?

    Wyłaczy xboxa i pójdzie spać.

    OdpowiedzUsuń
  6. U mnie na osiedlu też widać dzieciaki: na rolkach, na deskach i rowerach, boisko niestety daleko.

    A to, że niektóre siedzą w domu przed komputerami to wina tylko i wyłącznie rodziców, którzy zamiast wyjść z dzieciakiem na spacer to kupują mu nową grę i w spokoju mogą sobie obejrzeć mecz w tv (tak w luźnym nawiązaniu do tematu).

    OdpowiedzUsuń
  7. pamiętajcie, że ja porównuję to przez pryzmat mojego dzieciństwa

    jasne, że gdzieś na skateparku u mnie w mieści jest trochę dzieciaków

    OdpowiedzUsuń