poniedziałek, 7 listopada 2011

Własny biznes. Krakały jaskółki, że niedobre są spółki...

...to dość popularne w moich kręgach powiedzonko. Znałem je od dzieciństwa, ale niestety nie wziąłem do siebie poważnie. Oczywiście mam za sobą kilka mniej lub bardziej udanych prób założenia biznesu, a także próby nieudane - natomiast zdecydowanie źle czyniłem, nie biorąc sobie do serca tego przysłowia.

Generalnie sprawa jest jasna - chcesz mieć przyjaciela - to nie wchodź z nim w spółkę, bo jest duża szansa, że wasza przyjaźń się spali. To tak samo jak pożyczyć przyjacielowi pieniądze (nie mówię tu o 10 zł na browarka) - możesz stracić zarówno pieniądze, jak i przyjaciela.

Powodów jest mnóstwo, tkwią one głęboko w naszej naturze, zwyczajach, wychowaniu, podejściu do pracy i pieniądza. Osoba, z którą się przyjaźnisz - niekoniecznie na innych płaszczyznach będzie z tobą kompatybilna.


Pierwszy upadek.

Powiem wam, że jedna z moich pierwszych spółek (studenckich) się rozpadła głównie z powodów ambicjonalnych - a pierwszym i ważnym powodem stało się to, że w pełnej nazwie spółki moje nazwisko było przed nazwiskiem przyjaciela. (Z tego co wiem rodzina dała przyjacielowi popalić - że godzi się na tę poniżającą podległość mojej skromnej osobie.) Dowiedziałem się po fakcie...

Ja jestem bardziej "technikiem" biznesu a nie ideowcem, interesowały mnie bardziej przepływy finansowe, niż totalnie mi obojętna sprawa nazwy lub tytułów na wizytówkach. (W rejestracji wpisałem alfabetycznie bez namysłu). Kolega natomiast zakładał spółkę jako pierwszy i ważny wpis w CV i sprawę prestiżu na przyszłość - i tutaj się rozminęły nasze wizje firmy.


Nie ma lekko.

Nie trzeba nawet podejmowania kwestii Krzyża przed Pałacem, aby ludzie rzucili się sobie do gardeł. Nie trzeba różnic w obyczajowości i religii. Wystarczą naprawdę drobne różnice wynikające z ludzkiej natury i wychowania.

Nie każda osoba ma także charakter umożliwiający tworzenie z nią spółki - niezależnie jak dobre wrażenie umie sprawić na początku, lub wstępnych rozmowach.

Jeśli nie jest to absolutnie konieczne - unikajmy zatem tworzenia spółek w małej przedsiębiorczości. Unikajmy werbowania do nich przyjaciół. Lepsza jest czysta i "zimna" relacja pracodawca-pracownik.

4 komentarze:

  1. coś w tym jest ale chyba też nie ma co generalizować bo wszystko zależy od człowieka.
    Czasem nie mając wystarczającego kapitału na rozpoczęcie konkretnej działalności spółka z zaufaną osobą wydaje się racjonalnym i optymalnym rozwiązaniem jeśli boimy się np. kredytów.
    Wszystko zależy od tego jak obie strony spółki widzą jej prowadzenie i jak się do tego przykładają, przy założeniu że wysiłki i zaangażowanie wspólników jest na równym poziomie, odpowiedzialność za firmę się rozkłada na wspólników co może się okazać dobrym rozwiązaniem.
    Osobiście nie miałam doświadczeń związanych ze spółkami, choć gdyby nadarzyła się okazja zawiązania takowej spółki pewnie rozważałabym tę możliwość ( naturalnie z odpowiednią osobą)

    OdpowiedzUsuń
  2. oczywiście, że nie ma co generalizować

    sam znam przykłady spółek funkcjonujących, także ze swojego doświadczenia

    wskazuję tylko pewien trend

    OdpowiedzUsuń
  3. A meza mozna, czy to tez wtopa wedlug powszechnych opini? Na szczescie mojego meza zupelnie nie obchodzi nazwa spolki, bo to tylko instrument do zaoszczedzenia na podatkach.

    OdpowiedzUsuń
  4. Najwyraźniej nigdy nie przyszło ci do głowy, by zapytać dobrej księgowej ;)
    Np. spółki typu cywilne to dopust Boży tego zawodu ;( Nie znam żadnej, która przetrwałaby próbę czasu. Pewnie jakieś istnieją, ale to rzadkość.
    Jest tak jak piszesz, byle pierdoła i mamy problem.

    OdpowiedzUsuń