piątek, 27 lipca 2012

Porządek na biurku

Od niedawna staram się utrzymywać porządek na biurku, choć w tej kwestii byłoby jeszcze dużo do zrobienia. Oczywiście zawsze starałem jako tako ogarnąć się ze wszystkim i co jakiś czas były 'sesje sprzątania', ale nie miało to charakteru systemowego. Ot, nawarstwiło się wszystkiego co można na tyle, że uniemożliwiało to dalsze funkcjonowanie.


Teraz dbam o porządek na biurku w sposób systemowy, stale - staram się stawiać w sytuacji klienta, który wchodzi do mojego biura i widzi co się dzieje. Postawienie się w takiej sytuacji - taka psychologiczna zabawa - wiele wyjaśnia co do aktualnej sytuacji.

Niestety, możesz być profesjonalistą/profesjonalistką o wysokim poziomie kompetencji - klient lub kooperant będzie na ciebie jednak patrzył przede wszystkim przez pryzmat tego co widać na pierwszy rzut oka: biuro, jego wyposażenie, porządek, samochód firmowy, strój, poziom higieny osobistej, zapach...

Zaryzykuję twierdzenie, że często dla klienta liczy się przede wszystkim otoczka i atrakcje wizualne, a mniej rdzeń usługi i jej jakość.

17 komentarzy:

  1. Rozumiem, że wpisy o tym systemie zarządzania porządkiem jeszcze się pojawią? Pytam, bo sam mam z tym niemały problem i chętnie podpatrzę jakieś sprawdzone rozwiązania.

    OdpowiedzUsuń
  2. owszem, taki był zamiar, jeśli czas i natchnienie dopiszą - wpisy będą - ale nie mogę obiecać na 100%

    OdpowiedzUsuń
  3. @Krzysztof: możesz poczytać o teorii zbitej szyby, lub też filozofii Kaizen (bezpośrednio związanej z Toyota Production System ), a potem wyciągnąć wnioski dotyczące wprost sprzątania :)

    Uważam, że Twoje "niestety" w zdaniu "Niestety, możesz być profesjonalistą/profesjonalistką o " jest niesłuszne i wyraża utyskiwanie na podstawowe zasady marketingu, które są psychologicznie uzasadnione.
    Trzeba pamiętać, że klient przychodzi do nas kupić produkt. A na produkt nie składa się tylko ta konkretna rzecz, czy usługa. Na produkt składa się: obsługa, renoma (nie tylko produktu, ale i ta renoma, której nadajemy klientowi naszym produktem), opakowanie, i w końcu produkt właściwy. O naszej jakości świadczy zapewnienie tego wszystkiego.
    Przykład. Tani plastikowy długopis Pentel nigdy mi nie wylał, pisał jak należy i generalnie jestem zadowolony. Bardzo dobry produkt właściwy.
    Drogi metalowy długopis Parker w eleganckim opakowaniu, z certyfikatem gwarancji do pobrania ze strony www. Ale zdarzało mu się wylać. Więc produkt właściwy co najwyżej dobry. Ale opakowanie, renoma samego produktu, jak i moja własna, i fakt, że kupiłem go w sklepie z elegancko ubraną, kompetentną obsługą a nie w supermarkecie sprawił, że cenę uznałem za uzasadnioną, choć marża nałożona jest zapewne dużo większa.
    Stworzenie wrażenia ekskluzywności i pewności produktu (nawet tak masowego jak długopis) przekłada się na sukces przedsięwzięcia. Dzięki temu Coca-Cola (w końcu receptura to najlepiej strzeżona tajemnica świata, oni wymyślili mikołaja jakiego dziś znamy), McDonald (zawsze ta sama obsługa, jakość produktu, te zdjęcia w menu, brak jakiejkolwiek niepewności przy zakupie) trzymają się tak dobrze. Pomimo sprzedawania za dosyć wysoką cenę produktu o leciwej wartości.
    Stworzenie wrażenia profesjonalizmu jest częścią tego, co sprzedajesz. Więc i Twoje biurko, i porządek na nim, i Twój własny wygląd składają się na to, że możesz podnieść cenę produktu nie wkładając ani grosza w poprawę produktu.
    Więc widzę zamiast utyskiwania widzę już wkroczyłeś na drogę bardziej obszernego spoglądania na Twój produkt, co na pewno wyjdzie Ci na zdrowie :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Dodam jeszcze tylko, że mistrzami w sprzedawaniu kiepskich produktów w cudownej otoczce są rzecz jasna wszelkie banki :)

    OdpowiedzUsuń
  5. nie do końca rozumiem, co masz na myśli mówiąc "utyskiwanie"

    ja cenie sobie proste, minimalistyczne życie i proste męskie zasady

    może prostacki przykład - ale jestem ze środowiska robotniczego, z robotniczego miasteczka - cytat z Nikosia Dyzmy o łyskaczu: "Wszyscy ekscytują się tymi kolorowymi perfumami, a każdy i tak najbardziej lubi czystą."

    co do marketingu, ściemy i wszystkiego - nigdy nie zaakceptuję tej ułomności ludzkiej natury - faktu, że w swoją pracę możesz włożyć bardzo dużo - a klient (pewnego rodzaju) i tak oceni cię po zegarku który ubierasz, mimo iż to NIE jest związane bezpośrednio, ani nawet pośrednio z moim zadaniem

    jednak na takich klientach - ściemnionych owieczkach - jest zarobek - a ja mam chociażby rodzinę do utrzymania

    tak więc świadomie mogę używać pewnych czynników - marki i ściemy - jednocześnie gardząc tym i jedynie grając na "wrażeniu" - na tyle na ile to będzie dla mnie wygodne - ściemniać tych, którzy chcą być ściemniani

    nie muszę zmieniać wewnętrznych przekonań i mogę być w zgodzie sam ze sobą

    Na pewno będę wdrażał jednak rozwiązania, które są przede wszystkim zgodne z moimi przekonaniami - prostotą, minimalizmem, funkcjonalnością a jednocześnie podpadają pod kategorię dobrego wizerunku - np. organizacja biura.

    Elementy ściemniarskie - na zasadzie zła koniecznego.

    Pewnych rzeczy nie zrobię (albo w ostateczności) - np. krawata nie noszę, bo nie mam ochoty i tyle.

    OdpowiedzUsuń
  6. aha, kupując markowy długopis lub pióro (a jakże też mam takie - gdzieś głęboko po szufladach), które rzeczywiście w pewnych sytuacjach mogą się przydać jako "błyskotka" dla klienta nabodźcowanego marką i lansem...

    ...wiem, że za wejście do saloniku w szkle i w chromie płacę ekstra, płacę za te młode panienki wyfryzowane, w nieco ciaśniejszych wdziankach niż na co dzień i biorące mnie pod włos uśmiechami, gadką i mizdżeniem się...

    miło... nawet na poziomie świadomym... ale można poszukać w necie i kupić taniej

    OdpowiedzUsuń
  7. [prywatna opinia]: Nazywam to utyskiwaniem, bo jak tak obiektywnie przejrzysz poprzednie posty to dużo z nich to dla mnie raczej niekonstruktywne narzekanie. Zaczyna bić z nich zgorzkniałość.
    Założyłeś firmę więc musisz wbić się w zasady polskiego prawa, które jest trudne i można je na prawo i lewo krytykować. Jednak narzekanie na prawo nie wnosi wartości dodatniej, wartość dodatnią wnoszą jakieś inicjatywy zmiany pod którymi się podpisujemy, lub nawet sami organizujemy. Narzekanie jest spuszczaniem swojej energii złym torem.
    Tak samo narzekanie na zasady marketingu, i na sposób działania ludzkiego mózgu, bo to z jego działania te zasady wynikają. Bunt przeciwko temu jest bez sensu, bo taka jest natura większości ludzi. Jak już mówiłem, sam towar jest tylko fragmentem Twojego produktu. Ładne biuro nie musi być marketingową ściemą, to zależy od Ciebie czy do ładnego biura dołączasz dobry towar.
    Twój klient musi Cię jakoś ocenić, a nie ma nic innego do wyboru jak pierwsze wrażenie.
    Tak więc trzeba się wbić jakoś w ten marketingowy szał, co nie znaczy ślepo mu się poddawać. Ale w jego ramach proponować dobre praktyki. Do ładnego biura - dobry produkt. Do dobrego produktu - dobre warunki sprzedaży.
    Jestem prostym budowlańcem, nie skończyłem żadnej psychologii czy innych studiów marketingowych. Ale lubię obserwować ludzi i ich reakcję. Ludzie chcą płacić za pewne wartości, ekskluzywność, ładne biura. Czy zaspokajanie tego typu ich potrzeb obok sprzedaży swojego produktu jest ściemą? Nie wydaje mi się.
    Ty chcąc coś nabyć szukasz kogoś, kto Ci zaoferuje to co cenisz: proste, minimalistyczne, męski zasady sprzedaży. Inni szukają czegoś zgodnie z ich wizją. I mają do tego święte prawo. Zamykanie się na klientów tylko dlatego, że się z nimi nie zgadzamy w kwestiach światopoglądowych jest po prostu głupie.
    Eleganckie, ale surowe biuro zadowoli i minimalistę i tego szukającego ekskluzywności. Trzeba tylko znaleźć dobre rozwiązanie (wartość dodatnia), a nie narzekać :).

    PS. Z brakiem krawata to bardzo dobry pomysł również z marketingowego punktu widzenia :)

    OdpowiedzUsuń
  8. zgorzkniałość czy nie - gdzieś trzeba sobie ponarzekać aby spuścić napięcie, to się nawet jakoś mądrze w psychologii nazywa

    jeśli coś ci się nie podoba na tym blogu - napisz co - być może się z tym zgodzę i coś pozmieniam, ale to dla siebie zarezerwuję ostateczną decyzję co i czy w ogóle

    możemy odświeżyć posty, podjąć temat jeden z drugim raz jeszcze i popatrzymy gdzie jest narzekanie, w którym miejscu jest ono niekonstruktywne i co można ulepszyć - zarówno w sensie moich "procedur" jak i "porad" dla czytelników

    czemu nie? może obydwoje coś z tego wyniesiemy?

    czy ty mnie masz za biznesowego samobójcę? :)
    nigdy nie zamykałem na klienta, bo mi się nie podobał jego światopogląd, nigdy też nie krytykowałem w pracy cudzego światopoglądu - prywatnie i na blogu? a jakże!

    jednak czasem mówiąc/pisząc o kimś zmieniam czas, miejsce, kraj, okoliczności zachowując 100% istoty sytuacji - dyskrecja gwarantowana

    nie da się nigdy być neutralny i zimny - staram się jednak ograniczać w biznesie rozmowy polityczne, poglądowe, o gustach się w "Towarzystwie" nie dyskutuje (poza netem, sferą prywatną, itp.)

    a opakowanie ważniejsze niż sam produkt to wymysł konsumpcyjnej cywilizacji XX/XXI wieku, a "natura" ludzka to jest przede wszystkim kształtowana i urabiana przez media i korporacje - mam się prawo przeciw temu buntować i będę dalej :)

    oczywiście czasem po partyzancku korzystając z "broni zdobytej na wrogu"

    OdpowiedzUsuń
  9. co to tego buntu jeszcze - zauważyłem to ja i wielu moich znajomych

    gdzieś tak w okolicach ludzi ok. 30 przebiega granica - taka przepaść pokoleniowa

    pokolenia niżej są tak ekstremalnie i masowo nastawione na markę, lans i komercję oraz konsumpcjonizm, że to aż razi - to pokolenia "bez buntu"

    napisze o tym

    ludzie powyżej tej granicy, którzy jeszcze dobrze pamiętają inną rzeczywistość z dzieciństwa, czasem są jeszcze inni pod tym kątem - choć i z tym różnie i to grono się wykrusza

    OdpowiedzUsuń
  10. Ja choć młody, to nie jestem nastawiony na lans, za to dostrzegam marketingową moc marki i potrzebę kreowania jej, również jeśli chodzi o własną osobę :) Nie zawsze uważam to za sprzedawanie ściemy. Ale każdy woli wziąć mleko w prostym kartonie niż w zgniecionym trochę podczas transportu, choć zawartość niczym się nie różni :)
    A jeśli chodzi o posty to rzecz jasna nie miałem na uwadze wszystkich, ani nawet nie mam ambicji dyktowania zmian na Twoim blogu :)
    Ale choćby post o zatrudnianiu studentów. Zgadzam się co do problemu "jakości" współczesnych studentów, ale to nie jest jeszcze regułą. Może fakt, że nie udało Ci się znaleźć dobrego pracownika wśród studentów wynika ze złego procesu rekrutacji? Sposobów na przekonanie studenta do wartości jakiejkolwiek pracy też tam nie widziałem. Między innymi stąd ta uwaga.

    OdpowiedzUsuń
  11. myślę, że generalnie mimo różnicy słów i sformułowań - w większym stopniu się rozumiemy niż nie rozumiemy

    a co do studentów:

    raz udało mi się znaleźć studenta, który był moim lustrzanym odbiciem w wielu kwestiach (ja sam kilka lat wcześniej), mu się podobało i wiele mi pomógł, ale nie ma rady - duże miasto, dziewczyna, odszedł (do dziś jesteśmy w relacjach przyjacielskich), w międzyczasie znajomi fizyczni, potem pracował obcokrajowiec, teraz jedna starsza Pani czasem dorywczo (na legalu, umowa), ale ona mi nie będzie remontu robić, na głowę nie upadłem jeszcze

    teraz wiem, że poziom prac o jakich mówiłem - NIE INTERESUJE studentów - z powodów ogólnych i potwierdzonych przez ogół komentujących - mój pracownik był wyjątkiem potwierdzającym regułę - nie mam zamiaru przekonywać ich o wartości tej pracy - nie jestem księdzem na wykładach z "etyki w biznesie", którego rolą jest umoralnianie studentów

    aha, oprócz stanowisk niższych/startowych o których pisałem zatrudniam/współpracuję też z osobami z wykształceniem i doświadczeniem, specjalistami - ale to niemal wyłącznie praca w "białych rękawiczkach", oni nie mają styku ze sferą fizyczną/"utrzymaniem ruchu" i do głowy by mi nie wpadło aby o to prosić

    znasz sposób do przekonania studenta/absolwenta o dobrej stronie pracy w małej firmie (poza jego własną)??? napisz proszę - albo u mnie, albo u siebie - jeśli masz ochotę i czas

    OdpowiedzUsuń
  12. Jak najbardziej się rozumiemy :)
    A co do sposobów przekonania - napiszę wkrótce. Rzecz jasna będzie chodziło o pewien rodzaj marketingu, o pozytywne zaprezentowanie stanowiska i przedstawienie konkretnych korzyści płynących z niego. "Przynieś wynieś pozamiataj" można równie dobrze nazwać "specjalista ds. utrzymania organizacji" albo "referent ds. obiegu dokumentów". Opiszę już niedługo troszkę szerzej, również w oparciu o książkę, którą przeczytałem, a o której wspominam w ostatnim poście :)

    OdpowiedzUsuń
  13. ależ oczywiście, że reklamując podane stanowisko w otoczeniu - ma ono pozytywną nazwę i wydźwięk :)

    natomiast na analogiczne stanowisko będę szukał osoby po szkole średniej, ewentualnie podyplomówce, ale już na pewno nie po świeżo zrobionym mgr lub w trakcie

    będę szukał osoby dla której specjalista ds. "utrzymania ruchu" będzie jakąś swoistą nobilitacją i awansem wyżej

    OdpowiedzUsuń
  14. Ja sam będąc teraz po III roku studiów widzę wśród rówieśników ten "problem"- konieczności posiadania nawet w wakacyjnej, dorywczej pracy stanowiska jeśli nie nobliwego to przynajmniej o tak brzmiącej nazwie. Śmieszy mnie jednak takie podejście, bo przecież i tak dana osoba będzie w firmie robić przysłowiową brudną robotę- ale jaki lans wśród znajomych- Byłem referentem ds. obiegu dokumentów. Nie neguję znaczenia takiej pracy i samemu mógłbym ją wykonywać nie czując się przy tym żadnej ujmy. A co do pracy fizycznej to w ogóle jak ktoś wśród moich znajomych powie,że pracował na budowie lub pomagał w gospodarstwie to też spoglądają nań jak na dziwoląga- bo jak to można tak tyrać w upale zamiast posiedzieć przy biurku w klimatyzowanym biurowcu a po pracy pójść na siłownię, tymczasem sam przez 2 tygodnie pracy na budowie podreperowałem kondycję szybciej niż po miesiącu na siłowni.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. co racja to racja

      ja właśnie straciłem osobę która zajmowała się roznoszeniem reklam (za stawkę wyższą o 25% niż u konkurencji)

      za mało ambitna praca

      Usuń
    2. Aha, Paweł.

      Ponieważ ten komentarz został przesłany po dacie ogłoszenia konkursu i zawiera patent na oszczędzanie - praca na budowie zamiast siłowni - kwalifikuje się do zgłoszenia - jeśli sobie tego życzysz.

      Proszę o przesłanie adresu www do ewentualnego zgłoszenia.

      Usuń
    3. przypominam, na formalne zgłoszenie mailem lub w komentarzu w najnowszym poście jest czas do soboty 4 sierpnia, roku pańskiego 2012

      bez tego jury nie rozsądzi komentarza/wpisu

      Usuń