czwartek, 12 stycznia 2012

Biznes i studia - post, który co niektórych zdenerwuje.

W komentarzach do ostatniego postu czytelniczka zdrowa-linia napisała coś mocnego: zacytuję fragment: "Dyplom leży w szufladzie, robię coś zupełnie innego... Zresztą, studia nie uczą zawodu. Tego uczy praktyka :) Dziś wybrałabym kilka kursów zawodowych..."

Przeszłości nie można zmienić, jednak gdyby... gdyby... nie wiem czasem, czy nie zrobiłbym tego samego. Ja swoje studia skończyłem - dziennie. Nie raz pewnie napisze coś ze wspomnień studenckich, dlatego sobie na razie dam spokój z tym tematem, jednak po studiach pracowałem w różnych polach - nie do końca w swoim zawodzie.

Ten post nie ma na celu chwalenia się, ani tym bardziej zwierzania się z moich spraw zawodowych i osobistych - dlatego napisze ogólnie. Już w szkole średniej interesowałem się dość swobodnie dziedziną XYZ, interesowałem się nią w czasie studiów i zaraz po studiach dostałem pracę akurat w tej dziedzinie (tak wypadło, właściwie przypadkiem, że znalazłem się we właściwym miejscu i czasie - potem szybkie doszkolenie na zasadzie skoku na głęboką wodę - nie utonąłem!).

Kurs zawodowy i zewnętrzny dyplom uzasadniający moje zatrudnienie w firmie zrobiłem w rok - w trakcie pracy. Po tym roku radziłem sobie naprawdę dobrze i często musiałem szkolić ludzi, którzy dokładnie w dziedzinie XYZ mieli czasem od 2 do 5 lat studiów państwowych, tak więc "papierowo" wyżej. I bywało, że ludzie nawet po tych 5 latach nie zdawali "egazminu", co więcej miałem delikwenta po 5 latach + 1-2 latach podyplomówki z dodatkową specjalizacją i papierem (nie pamiętam w tej chwili dokładnie ile to trwało), który w praktyce nie dal rady. Wymiękł. Z fragmentarycznych kontaktów wiem, że porzucił swoją dziedzinę i wylądował w jakimś większym handlu jako asystent.

Super prestiżowe studia na licencjonowanego superbohatera.

Praca i branża XYZ to jednak na razie przeszłość - względy osobiste i rodzinne - dawne dzieje - obecnie też rozglądam się nad zmianami zawodowymi w moim życiu. Natomiast cokolwiek sobie postanowię - wiem jedno - nie będę, o ile nie będę musiał, tracić czas na wieczorówki, podyplomówki, studia zaoczne, itp. - od biedy zatrudnię sobie specjalistę-figuranta z papierem, albo strzelę sobie minimalny wymagany kurs/papier w danej dziedzinie.

Studia w formacie tradycyjnym, poza wąskimi specjalizacjami, są najczęściej zupełną stratą czasu.

6 komentarzy:

  1. Pracuję na uczelni i w związku z tym trudno mi się z powyższym nie zgodzić. Studiuje stanowczo zbyt wiele osób. Studia potrzebne są może 25% obecnych żaków. Pozostali tracą czas i co gorsza przeszkadzają się uczyć tym, którym studia mogły by coś dać. Trzydziestoosobowa grupa ćwiczeniowa, czy dwunastoosobowa laboratoryjna to absurdy.

    OdpowiedzUsuń
  2. wąskimi specjalizacjami ?

    cała medycyna i prawo odpada, ładna mi wąska specjalizacja ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Obecnie na pewno jest sporo sposobów na to, by zdobyć papierek w interesującej nas dziedzinie niż np. 10-15 lat temu, czyli w czasach gdy byłam szczeniakiem nie mającym pojęcia jakich w życiu dokonywać wyborów :D ja bym też teraz postąpiła jak komentującą, jak teraz patrzę wstecz to studia wydają mi się czasem zmarnowanym... jedyne co mnie pociesza, to fakt, że formalne studia i mgr teraz są mi potrzebne w reglamentowanej dziedzinie (koncesje, uprawnienia i tym podobne bzdury serwowane przez państwo). Ale tylko do tego niestety...

    OdpowiedzUsuń
  4. Wczoraj brat mi opowiadał jak wygladala rekrutacja do firmy produkcyjnej do ktorej sie starał o zatrudnienie:
    - operator/programista CNC - 8 podan
    - praca biurowa - ponad 120 podan (głównie kobiety)
    Ponadto przyszły szef chce podpisac z nim umowe na min. 2 lata bo boi sie ze mu zwieje do konkurencji ( jeden z wymogów zatrudnienia)

    Wnioski jakie z tego płyna możecie sami sobie przeanalizować.

    OdpowiedzUsuń
  5. nie oszukujmy się - papier ma znaczenie - czy to papier na CNC czy mgr z ekonomii - ale można go zdobyć łatwiej

    pamiętam w czasach gdy żona studiowała - na analogicznym kierunku zaocznym studenci mieli podane dużo "na tacy" - łącznie z listą kilkudziesięciu możliwych pytań na ważnym teście - wiadomo - oni zapłacili, więc przy bzdurnych przedmiotach balastowych, służących głównie chyba do utrzymania posad dla kolesi na uniwerkach - mieli luzy

    dzienni nie płacili wiec tego nie mieli - było 2x razy bardziej pod górkę

    szacunek (czasem śladowy, ale jednak) był do zaocznych/płatnych - podejście kadry takie: poważni ludzie, pracują, płacą, to praktycy - nie przeszkadzać im

    OdpowiedzUsuń
  6. Ważne, żeby studiować to, czym się człowiek się chce zajmować (o ile jest to możliwe), a nie to, na czym akurat jest dużo wolnych miejsc albo to, na co łatwo się dostać.

    OdpowiedzUsuń