piątek, 3 lutego 2012

Oszczędna dieta - oszczędne żywienie - 200 zł na osobę na miesiąc. Jak przeżyć tanio?

Dziś napisałem maila do Riannon, aby wykorzystać jej niedawne komentarze o oszczędnym żywieniu - porozmawialiśmy sobie i oto rezultat - moim zdaniem podane sposoby zasługują na wyeksponowanie w osobnym poście - jedziemy zatem:



W marcu (2011) udało mi się wydać na jedzenie 400 zł, czyli 200 zł na głowę przez cały miesiąc. Nie głodowaliśmy, jak z resztą widać było na moim blogu :-) Żyje ktoś w tym kraju za 200 zł???

Podstawą jest kupowanie prostych produktów (mąka, cukier, mleko, jaja, ser żółty, twaróg, mięso (nie wędliny), etc...) i robienia z nich w domu smakołyków. Najwięcej pieniędzy ucieka, gdy kupujemy produkty przetworzone, konserwy, czipsy, napoje gotowe i inne tego typu sprawy. Sama uwielbiam czipsy, ale zastąpiłam je czipsami z marchwi i buraka, które robię sama.
Owszem, trzeba zakasać rękawy i dużo robić samemu. Wszystko zależy od priorytetów, czy zależy komuś na kasie, czy na czasie. Nie jest to kwestia samego czasu, bo ja też go za wiele nie mam (pracuję fizycznie po 8 godzin przy gospodarstwie i psach, o siedzeniu przy komputerze nie wspomnę), a kwestia logistyki, chęci i umiejętności gotowania, albo chęci do nauczenia się tej sztuki.
A poza tym to zdrowe jest. Zminimalizowałam ilość produktów, gdzie sypie się chemię do jedzenia.


Czy aby taki rachunek jest możliwy?

Taki był mój rachunek w marcu i to jest rzecz obiektywna, zatem jest to realne :-) Nie ściemniam, bo po co? Chodzi tylko o żywność, nie o inne rachunki.
Tak, jak rzekłam, kupuję tylko produkty podstawowe. W gospodarstwie prawie nic nie produkuję do jedzenia, typu mięso z własnych zwierząt, czy warzywa w ogródku, bo zwyczajnie nie mam już na to czasu i chęci brak. Własne mamy alkohole (wina) i to już odciąża budżet. Poza tym kupuję mięsa nieprzetworzone i robię z nich sama wędliny (póki nie mam wędzarni, jest to piekarnik), chleb piekę sama. Wszystko piekę sama :-)
Mam do wykarmienia sporego chłopa, który musi zjeść kalorycznie i często na słodko, piekę więc sporo ciast, racuchów (to są bardzo tanie, sycące potrawy). Nie kupuję żadnych słodyczy w związku z tym, ale zdarza mi się zgrzeszyć i ze 2 razy w tym eksperymentalnym miesiącu marcu kupiłam pączki.
Moja lista zakupów: mąka, drożdże, mleko, jaja, cukier, ser żółty, twaróg, smalec, margaryna, makaron, kasza, ryż, mięso (w tym głównie drób i podroby) oraz jakaś karkówka czy schab do zrobienia wędlin. Opcjonalnie przyprawy, bakalie, warzywa, owoce (ostatnio tylko pomarańcze, skórkę pomarańczową kandyzuję i dodaję do ciasta, nic się nie marnuje).
Nie wiem, czy jeszcze uda mi się zejść z rachunku (chyba nie, bo ceny idą w górę, jak oszalałe), ale w tym roku przypilnuję się i porobię weki z czego tylko się da. Czyli w sezonie na konkretne warzywa i owoce, jak będą w miarę tanie, porobię zapasy do słoiczków na czas posezonowy.


I jeszcze dodam, że wcale nie jestem najlepsza w tego typu "zabawie". Pomysłem na ów eksperyment natchnęła mnie pewna blogerka, która powiedziała, że przez kilka miesięcy musiała żyć z kwotą 300 zł na jedzenie dla dwóch osób i dała radę. Tyle, że ona właśnie korzystała wówczas ze swoich zapasów słoiczkowych. Poza tym to jest magiczka kuchenna. Z jakichś śmieci, typu resztki wyskrobanej kawy ze słoika, zleżałych (ale nie zepsutych) herbatników, żelatyny potrafi wyczarować taki deser, że mózg staje. Ludzie są niesamowicie kreatywni jak chcą, lub jak sytuacja ich do tego zmusi.

Warzywa, wędliny, przetwory... czyli organizacja.

Warzywa owszem, drogie, więc nie kupuję wszystkiego, jak leci, tylko sezonowo. Trzeba mniej więcej orientować się, kiedy mamy sezon na co i co w danym sezonie może być tańsze. Zimą kupuję mrożone warzywa do zup i sosów (taniej byłoby zrobić sobie samemu latem i pomrozić-jak widać, da się jeszcze zaoszczędzić i z mojego rachunku ekonomicznego). Oczywiście, masz rację, smalec również można zrobić samemu, będzie smaczniejszy i zdrowszy. Ja pół kostki kupnego smalcu używam do robienia pieczeni, jako wędlinę na chleb i przy okazji taki przemieszany z tymi sokami z mięsa, używam do smarowania pieczywa. Wszystko zależy, jak się zorganizujesz. Taki eksperyment lepiej wypadłby w przeciągu całego roku, bo możesz istotnie wziąć pod uwagę wszystko, co sam robisz i potem w danym miesiącu wykorzystujesz. Może się potem okazać, że na tych swoich, zrobionych latem przetworach, jesz zimą za pół darmo.
Mnie jeszcze daleko do tego typu zorganizowania się, ale w tym roku postaram się przypilnować z robieniem zapasów. Natomiast nie można na mnie liczyć, abym to wszystko zapisywała. Mogę co najwyżej podrzucać przepisy na smaczne, tanie potrawy, np owsiany żur w chlebie...


Autorką jest właścicielka bloga http://tuskulum-riannon.blogspot.com/.

11 komentarzy:

  1. Eksperymentalny miesiąc był prawie rok temu. Nie wiem, czy dziś dałabym radę zmieścić się w tych 400 zł. Niemniej jednak można próbować. Jak zorganizuję się z czasem, to chciałabym spróbować stworzyć miesięczny jadłospis z domowymi, tanimi i smacznymi potrawami.
    Rzeczywiście, na zimę narobiłam furę słoiczków, głównie soków i dżemów. Kosztował mnie tylko cukier, bo owoce domowe lub polne (mirabelki) mam darmo. Na ich bazie powstają naleśniki, racuchy, ciasta, desery.

    OdpowiedzUsuń
  2. U mnie na osiedlu i w okolicach wszystkie mirabelki spadają i gniją, nikt nie wykorzystuje także owoców dzikich/półdzikich.

    Ja cały czas mam te 3 dzikie dosłownie jabłka, które zerwałem w okresie wczesnej jesieni - jabłka jak zerwane przed kilkoma dniami :)

    stan bdb

    OdpowiedzUsuń
  3. Polecam przetwory z mirabelek, tym bardziej, że owoce są za darmo. Same w sobie może nie są rewelacyjne w smaku, ale dżem z nich bije wszystkie inne na głowę. Teraz w kółko chcemy jeść mirabelki, dobrze, że zrobiłam ze 40 słoiczków.

    OdpowiedzUsuń
  4. może to wykręty - ale byłem tak zalatany w lecie, że nie miałem czasu i siły pomyśleć o tym

    sprawę utrudnia fakt, że w rodzinie żony zupełnie nie ma tradycji robienia jakichkolwiek przetworów - wiadomo, że od kobiety się przejmuje większość zwyczajów kuchennych - jest stanowisko: po co się męczyć w kuchni, kiedy można kupić - a ja sam nie robię przetworów

    zebranie dziczek - hmm, też dziwnie na to patrzą

    patrząc na swoją rodzinę wydaje mi się, że to trzeba po prostu lubić i chcieć

    no i wniosek ostateczny: za duży dobrobyt jest

    OdpowiedzUsuń
  5. aaa, ale muszą ją pochwalić: nauczyłem żonę słoikowania zup, bigosów, itp., których zawsze robimy w nadmiarze - czasem jest pyszny obiad/zupa z zapasów i jaka oszczędność czasu :)

    podgrzewamy zupę/potrawę niemal do temperatury wrzenia i potem pilnujemy aby zassało

    jeśli zassie - a tak jest z 95% sloików - taki słoik może poleżeć w lodówce długo, i zachowuje świeżość

    już nie pasteryzujemy tego dodatkowo - nie trzeba

    OdpowiedzUsuń
  6. Wspomniałeś temat zup.Uważam, że zupa jest naprawdę tanim daniem a jak sycącym to zależy od Nas samych jak ją przygotujemy, bo przecież zupy są różne: zupy czyste:barszcz czerwony, buliony, zupy typu zupa krem, warzywne, zagęszczane śmietaną lub nie, z makaronem , ryżem, grzankami,mięsne, bezmięsne itp
    Jest to temat rzeka.Na duży gar naprawdę nie trzeba kupować
    wózka składników.Często można część zakupionych i przygotowanych warzyw zamrozić i przygotowanie kolejnej zupy mająć tę bazę zajmie mniej czasu.Na zimę zupa to rewelacyjny
    wynalazek kulinarny.Zupy też trzeba lubieć, ale to już sprawa indywidualna co kto lubi jeść.
    Dietetycy w zimie zalecają pić rano zamiast jedzenie tradycyjnej kanapki właśnie bulion : bo on ładnie rozgrzewa organizm.A potem pajda w łapę.Moje koleżanki w pracy robią sobie ekspresowe zupki:kupuję bulion w kostce, do tego dodają trochę koncentratu pomidorowego, przyprawy i zupka gotowa.
    A skoro mowa o oszczędnym żywieniu, to najtańsze obiady to nie te na mieście lecz w domu!

    OdpowiedzUsuń
  7. wiesz, ostatnio często rozgrzewam się bulionem - pół kostki na duży kubek wrzącej wody + trochę smalcu ze skwarkami + przyprawy i hejka w miasto

    grzaniec, o którym piszę w nowym poście także, ale nie jeśli zaraz mam wyjść na zewnątrz - grzaniec z domieszką alkoholu według mnie powinno się pić po powrocie do domu, jeśli potem człowiek może się położyć w ciepłej kołdrze

    OdpowiedzUsuń
  8. I o wiele zdrowiej niż przystanek W MC Donalds :-)
    No chyba, że na kawkę , to tak.

    OdpowiedzUsuń
  9. Kawa w maku rzeczywiście nie jest zła, herbata z resztą też, no i hmmm.... toaleta awaryjna :)

    OdpowiedzUsuń
  10. kiedyś trafiłam na forum gazeta.pl na dział o oszczędzaniu i był wątek "ile wydajecie na jedzenie" i widziałam tam kwoty rzędu 1000 zł i więcej na dwie osoby...bo ktoś sobie życia nie wyobraża bez importowanej z Brazylii wołowiny. rozbawiło mnie to do łez.
    ja osobiście w kwestii jedzenia nie oszczędzam specjalnie, a wydaję (na siebie) 280-350zł miesięcznie w zależności od sezonu (latem wiadomo taniej i tez mniej się pochłania bo spędza się czas aktywniej i nie ma się zachcianek, jak jest goraco to też je się mniej).
    ale ja kupuję rzeczy takie jak mleko roślinne (5zł za 1l), śmietanka (5zł kartonik) i jogurt sojowy(6-7 zł za 400g), sery prosto od hodowcy takiego wiejskiego (ok 100zł kg), brązowy cukier(6zł pół kilo), herbaty fairtrade(6-15zł), tofu( 5zł 300g), mleko kokosowe (6zł puszka) i różne inne produkty egzotyczne, czasem (raz w miesiacu) jem na miescie, jem tez słodycze. nie są to rzeczy konieczne, można je zrobić w domu lub całkowicie zrezygnować, albo zamienić tańszymi odpowiednikami. czyli, gdybym musiała, to pewnie wyżyłabym i za 150zł :)

    OdpowiedzUsuń
  11. nawet tam nie wchodzę na to forum - za sam nickname mnie uznają za siewcę spamu i że reklamuję blog :)

    OdpowiedzUsuń