poniedziałek, 13 lutego 2012

Piracenie z internetu, ACTA, oszczędzanie - krótkie podsumowanie

Widzę, że co niektórzy mój poprzedni post źle zrozumieli, albo jak zwykle przeczytali po łebkach i dorobili sobie własną wewnętrzną treść, z którą następnie się głęboko nie zgodzili. Piszę tu przede wszystkim do osób które obraziły się na poprzedni post i zaprzestały subskrypcji, co jest już niemal tradycją przy każdym problemowym poście na naszym blogu. (Jak niemal każdy autor bloga jestem trochę próżny i lubię mieć dużo czytelników i subskrybentów.) Ale przecież z tego powodu nie przestanę pisać postów na problemowe tematy, które mnie interesują, no nie? :)

Moje poprzednie posty NIE wyrażają poparcia dla ACTA i prób ograniczenia wolności w internecie!
POTĘPIAM ewentualne zakazy w necie w sensie ograniczenia komuś czasu spędzanego przy komputerze!
Wskazuję tylko, że urzędowe ograniczenie piractwa i darmochy w necie może wyjść co niektórym na dobre.

O zmniejszeniu ilości czasu spędzanego przed monitorem pisałem już TUTAJ <<< w poście o GG.

Mechanizm NIE JEST dobry - mechanizm nie jest zgodny z moim światopoglądem - jednak akurat tutaj efekty mogą być korzystne, czy to jasne? Bliżej na temat mechanizmu wprowadzenia ACTA pisałem już wcześniej TUTAJ <<<.


Piracenie?

Uwierzcie, lub nie, ale w moim życiu był (jest?) całkiem niedawno długi okres bez pirackiego oprogramowania, pirackiej muzyki, filmów, gier, itp....

Powód był bardzo prosty - nie posiadałem własnego komputera! Nie... tak radykalnie nie było... nie miałem postu informatycznego... po prostu dysponowałem wyłącznie komputerem firmowym, gdzie na treść nielegalną był szlaban i tyle.

Efekt od strony software? Zacząłem używać oprogramowania darmowego i/lub OpenSource - co po dziś dzień jest moim hobby, a także pozwala mi zmniejszyć koszty oprogramowania na maszynach, którymi się zajmuję.

Gry? Jest wiele darmowych gier oraz rewelacyjnych gier na OpenSource, więc ewentualne potrzeby rozrywkowe mam w pełni zaspokojone.

Muzyka? Jestem raczej radio-fanem niż kolekcjonerem muzycznym, więc preferuję słuchać radia, ew. radia internetowego o interesującym mnie profilu. Odpada problem ściągania plików.

Filmy? W czasie o którym piszę filmy wyłącznie kupowałem. Przeceny w empikach i supermarketach, filmy dołączane do czasopism, itp. Czasem się trafiło na niezłe okazje w rewelacyjnych cenach - do tego oryginalna płyta DVD i opakowanie... hmm... uzbierała się całkiem ładna kolekcja. Filmów oczywiście aż tak dużo nie oglądałem...pisałem o selekcji treści w poprzednim poście... o wiele częściej "niedosyt treści" skłaniał mnie do chodzenia do teatrów i kina...

...jednak podsumowując - da się przyjemnie funkcjonować "na legalu"... wcale dużo za ten luksus nie płacąc.

I to właśnie polecam wam do rozważenia. :)

6 komentarzy:

  1. O masz... to czemu ja zrozumialam tak jak powinnam?? :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Kupujesz filmy w Empiku, z czasopism itd? Ok. Pomyśl o tym, że jest spora grupa ludzi którzy, nie urażając Twoich gustów, nie przyswaja takiego chłamu i woli sobie obejżeć np laureatów z Cannes i innych festiwali filmowych. Jedynym sposobem żeby to zrobić to ściągnąć taki film nielegalnie bo innej opcji nie ma. Albo jest, za 200zł starganie takiego filmu z USA albo innego kraju :] To samo tyczy się muzyki.

    OdpowiedzUsuń
  3. Filmy, które w tym roku są laureatami festiwalów za rok, dwa, lub więcej będą dostępne na DVD w Polsce.

    Przypominam sobie całkiem dobre pozycje w Wyborczej czy w Dzienniku i to nawet z tzw. ambitnego kina. Taka ambitniejsza oferta jest też w wybranych platformach cyfrowych - naturalnie to się dzieje kiedy film już zrobi główny zysk i można go "sprzedać" z mniejszą marżą.

    Na pewno tanio nie kupi się takiej premiery na DVD.

    To jest już dla mnie takie chciejstwo: "Chciałbym już, teraz, natychmiast! No i taaaniooo! A jak nie ma tanio to sobie spiratuję bo nie mam wyjścia?!"

    Także gadanie "innej opcji nie ma" jest trochę naginane.

    Poza tym, lubię także czasem oglądnąć - jak to zwiesz - chłam w celu "odmóżdżenia się" - jeśli wiesz o co mi chodzi, np. dziś mam własnie ochotę na jakąś amerykańską komedię z gatunku tych głupich do oglądania co najmniej po 2 piwach.

    Róbcie z resztą moi drodzy jak chcecie - ja tylko wskazuje alternatywę, która nie jest taka straszna.

    OdpowiedzUsuń
  4. Niestety "walka z piractwem" to tylko przykrywka w celu umozliwienia inwigilacji spoleczenstwa. Tak naprawde wcale nie chodzi o ochrone praw tworcow. Nawet juz gdzies sie artykul pokazal, chyba na interii, ze ACTA moga miec powiazanie z GMO.
    Oczywiscie, ze maja...

    OdpowiedzUsuń
  5. chodzi o to, że politycy i korporacje chcą ukroić jak największy kawałek tortu, a najlepiej nie jednego

    OdpowiedzUsuń
  6. do Autora: piractwo to grabież własności materialnej dokonywana na morzu, a w sieci to można ukraść co najwyżej... prąd albo ryby, myśli nikt Pani/Panu nie może ukraść, bo myśl istnieje we wszechświecie niezależnie od Pani/Pana i może być odkrywana przez wszystkich, należy do wszystkich i do każdego z nas z osobna - a jeśli Pani/Pan uważa inaczej, to proszę trzymać Pana myśli w domu, wtedy nikt ich Panu nie "ukradnie" i na zawsze pozostaną Pani/Pana "własnością", ale proszę już nie wmawiać nam piractwa w internecie, dziękuję.

    OdpowiedzUsuń