wtorek, 28 lutego 2012

Rozmowa kwalifikacyjna, czyli spotkanie z cycatą barmanką.

Opowiem wam krótko o jednej z moich rozmów kwalifikacyjnych wiele lat temu... telefon... dzień dobry... firma taka a taka... przejrzeliśmy Pańskie CV w bazie kandydatów izby biznesu w XYZ... (w owych czasach takie bazy to była wciąż duża nowość)... jesteśmy pod wrażeniem Pańskiego profesjonalizmu... wchodzimy na polski rynek...budujemy pionierski zespół...proponujemy spotkanie...

Po umówieniu detali i terminu przybyłem na miejsce. Ładny biurowiec, ludzie w garniturach, grupa młodych kandydatów... przychodzą przyszli szefowie... drodzy Państwo wiem w jakim celu się tu zebraliście, otóż mam dla was niespodziankę, zaszczyciła nas Pani Genowefa Boskowolska... twórczyni siostrzanej placówki firmy w rejonie warszawskim...która już prężnie działa i...

Spotkanie ciekawe, Pani Manager opowiadała rzeczowo, pewnie i z entuzjazmem. W niedoszłym młodym zespole rosła ekscytacja, oczka kandydatów zaszkliły się wizją przeskakujących dolarów... i wtedy mnie olśniło... OOOO... KURCZE PIECZONE!!! Odczekałem do przerwy z wrednym uśmieszkiem śledząc dalszy ciąg tej ściemy, po czym na przerwie pożegnałem się z moim managerem...

Spotkanie rekrutacyjne okazało się werbunkiem do nowo tworzonej sieci akwizytorów, sama firma nową spółką córką jednej ze znanych tzw. sekt biznesowych, dopiero co skompromitowanej medialnie...

Ta rozmowa kwalifikacyjna okazała się typowym spotkaniem... z cycatą barmanką...
...cycatą inaczej.

9 komentarzy:

  1. Też kiedyś miałem takie spotkanie - bardzo tajemniczo mówiono o nowej pracy, wyślizgiwali się od odpowiedzi niczym wąż, jak ktoś się za bardzo dopytywał w prost czy to akwizycja, to go wywalili za drzwi.

    Podziękowałem za spotkanie i się nigdy już tam nie pojawiłem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja, mieszkanka totalnego Za**pia, dałam się wciagnąc w inna zabawę kosztem naiwniaków.Warszawska firma (prawdziwa, poważna , sprawdziłam)poszukiwała na końcu Polski pracowników.Dla mnie - praca idealna-wypadkowa moich zainteresowań, umiejetności i ambicji.Korespondowałam z nimi-wypytywali co potrafię, co robiłam...strasznie namawiali, zachęcali, informowali ilu to już rzekomo kandydatów właśnie pokonałam...
      Wysłałam w koncu profesjonalne CV i ...nic! Czekałam, czekałam...Znacznie później, na jakimś szkoleniu, na które wysłali mnie z pracy pogadałam o tym ze znajomymi.Okazało sie , że nie byłam sama. Znajomi zainteresowani ta pracą dostawali podobne maile.Korespondencja konczyła się z chwila wysałania CV. Cwaniaczki budowały bazę danych.Pewnie komus ją sprzedadzą.Jedyne, co można było zrobić-wysłać maila z informacją, że nie wyrażam zgody na przetwarzanie moich danych.

      Usuń
  2. Wiesz, w sumie w samej akwizycji, czy innej sprzedaży bezpośredniej nie ma nic aż tak złego, o ile się przestrzega pewnych zasad kultury i pod warunkiem, że sprzedaje się dla siebie, na własny rachunek!

    OdpowiedzUsuń
  3. Wiesz, czytając ten wpis przeżyłem deja vu :) zaliczyłem bardzo dawno temu podobną akcję w Warszawie (ja prawie jeszcze małolat; czasy tak jakoś schyłek lat 90.) też momentalnie wyczułem pismo nosem. Specjalnie zostałem do końca by powiedzieć dla prowadzącego dlaczego od razu nie powiedział prawdy o co chodzi. O mało mnie tam nie zjedli he he ... wolałem się szybko ewakuować :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja nie napisałem jeszcze jednego, na sesji pytań i odpowiedzi trochę zagiąłem Panią Manager w kwestii paru spraw technologicznych/informatycznych, co nieco zakłóciło spotkanie, ale do takich zgrzytów to środowisko było już przyzwyczajone :)

      jak woda po kaczce :)

      wyższe poziomy w hierarchii MLMa, za przeproszeniem, leją na tych młodych naiwnych, ale gdzie tam - co bardziej już wkręceni powiedzą "eeee... to najwyżej ciepły letni deszczyk" :>

      Usuń
  4. Ja też się za młodości dałem wciągnąć na takie spotkania. Za pierwszym razem byłem oszołomiony, ale nie wpadałem co 1min. w euforię jak wszyscy pozostali. Późnij już wiedziałem w co się władowałem. Mnie, mikro przedsiębiorcę, podchodzili zaproszeniami na "spotkania biznesowe". Najlepsze, że za pierwszym razem zapłaciłem za wejście na salę. Takie były czasy. Powiedzieli, że są największą _amerykańską_ firmą (jedna z oszustw Amway), zasnuli american dream i doili frajerów jak długo się dało. To był chyba 93r. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tzn. ja nie piszę o jaką firmę chodzi, oby było jasne

      ;-)

      (teoretycznie prawnicy tej firmy mogą robić dymy, więc nie zdradzam tajemnicy)

      Usuń
    2. Przecież nie mijasz się z prawdą, więc nie ma powodu do pozwu.

      Usuń
    3. dziennikarz, który określił pewną gazetą mianem 'gazety żydowskiej' także nie minął się z prawdą, biorąc pod uwagę akcjonariat i narodowość dziennikarzy, a jednak beknął za to w sądzie...

      P.S. wyjaśniam, że nie uważam epitetu "żydowski" za obraźliwy, mamy np. karpia po żydowski, golonkę po żydowsku, 'pipki' po żydowsku, itp. macę żydowską...

      same pyszności! mniam!

      Usuń