czwartek, 29 marca 2012

Kot Wielkiego Mistrza oraz Admin R-O

W pewnej dalekowschodniej sekcie wielkiego i poważanego Mistrza pojawił się pewnego dnia psotny kociak, którego stary Mistrz sobie upodobał. Kot był na tyle żywiołowy i tak dokazywał, że na czas Rytuału, nie tłumacząc się nikomu, Mistrz zaczął przywiązywać go do drzewa. Rytuał trwał dzień w dzień, kot był dzień w dzień przywiązywany do drzewa.

Pewnego dnia Mistrz umarł, i nastał nowy Guru. Kot Mistrza w końcu zestarzał się, spasł niemiłosiernie i rozleniwił, ale nowy Guru chcąc zachować ciągłość zwyczaju dalej przywiązywał kota do drzewa na czas Rytuału. Mijały lata, w końcu kot zdechł. W sekcie dumano co począć, w końcu... kupiono nowego kota...

Mijały lata... dziesięciolecia... a uroczyście wybieranego, świętego świątynnego kota zawsze wiązano do drzewa na czas Rytuału...


Cóż, ja zawsze miałem taką ciekawską naturę i zasadę, że w końcu trzeba zadać to niewygodne pytanie: Dlaczego, do cholery, przywiązujemy tego biednego kota do drzewa???! Co nie raz pociągało za sobą różne ciekawe wydarzenia.

5 komentarzy:

  1. Zaprezentowałeś narodziny tradycji.
    Mistrz wiązał kota do drzewa zawsze przed rytuałem. Dla niego miało to inny sens niż dla obserwatora z zewnątrz. Inni mogli uznać to jako część rytuału. Na skutek niewiedzy nic nieznaczące zachowanie jednego osobnika przeszło do tradycji rytuału.

    Co do puenty. Każde zachowanie lub jego brak pociąga za sobą następstwa. raz ciekawe raz nie :)

    Btw. Strasznie paskudna kicia :) Obudzić się na kacu z takim kotem koło twarzy :) Brrrr.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Na skutek niewiedzy nic nieznaczące zachowanie jednego osobnika przeszło do tradycji rytuału."

      O proszę, znalazł się taki, co doszukał się treści :)

      Owszem - ja teraz mam taką śmieszną sytuację, że po poście o organizacjach studenckich, jakoś zapragnąłem zobaczyć co tam słychać w jednej organizacji "na starych śmieciach" - zerknąłem i tu i tam i widzę, że od mojej bytności narosło co najmniej kilka takich nielogicznych rytuałów, które przez lata są kontynuowane, w dodatku z patetycznymi uzasadnieniami "naszą tradycją jest...", "od niepamiętnych czasów..." W dodatku organizacja non stop klepie cały czas te same pomysły z czasu mojej bytności i zmian które zaprowadziłem. Normalnie żywa skamielina.

      Ciekaw jestem czy jest sens skontaktować się i zadać pytanie/oświecić wierne stadko. Choć wiem jakby się konfrontacja skończyła :) Myślę, że lepiej nie odbierać ludziom złudzeń i tradycji :)

      Usuń
    2. eee tam, kicia jak kicia, przecież to nie jest dziewczyna :)

      Usuń