środa, 14 marca 2012

Lepszy jeden Tesco czy 30 małych sklepików?

Obiecałem wam, że zaprzestanę górnolotnych tematów i przestanę na jakiś czas spierać się ideologicznie z blogowymi kolegami, tym bardziej, że pewne rzeczy światopoglądowe zostały już wyjaśnione - pozostała mi jedna teza kolegi do obalenia - a mianowicie kwestia małych sklepików.

Nie, nie! Oczywiście słowa zamierzam dotrzymać i na razie dość ideologii i polityki. Nic nie będzie o kwestiach prawnych, nic nie będzie o wydrenowaniu lokalnej gospodarki, nic nie będzie o bilansie zatrudnienia po inwazji supermarketów, nie i tyle.

Popatrzę od strony konsumenta, klienta sklepów, który się polityką i ekonomią nie interesuje, ale musi po prostu kupić połeć mięsa czy butelkę piwa.

Otóż Tesco NIE JEST tani! Tesco (w centrum mojego miasta) był tani na początku, przez pierwsze dwa lata, może odrobinę dłużej - tyle trzeba było, aby w moim mieście wyrżnąć dziesiątki małych rodzinnych sklepików. Potem sytuacja wróciła do normy, bo przecież duża korporacja może jakiś czas jechać na zerowej marzy, znacznie dłużej niż drobny handel, ale w końcu musi wyrobić zysk i wyrównać dawne straty.

Nawet teraz, w nielicznych pozostałych sklepikach, mogę kupić produkty w cenach analogicznych, albo nawet tańszych niż w supermarkecie. Nie jest to regułą, ale trzeba patrzyć na ceny. Podam wam trzy przykłady.

1. Prawdziwy ocet jabłkowy 0,5l - w lokalnym warzywniaku kosztuje ok. 70 gr taniej niż markecie z gazetki i po promocji. Pytałem wlascicielki warzywniaka o ten ocet - czy to promocja? Nie, to cena regularna.

2. Prawdziwe piwo (nie mylić z podróbkami piwa reklamowanymi w TV): Namysłów "28 dni" za ok. 2,70 zł + kaucja nie jest dostępny w ogóle, ale jego rzekomy odpowiednik kosztuje ok. 5,20 zł, czyli 2,50 zł drożej na butelce. Lwówek Śląski kosztuje 4 zł w Tesco w but. bezzw., w sklepie między blokami 3,20+kaucja.

3. W ogóle w supermarketach, nawet tych lux i eko, nie mogę dostać świeżego królika (najlepsze jakosciowo mięso na polskim rynku), mogę kupić mrożonego, ale trochę drożej, ponadto nie ma prawdziwych kiełbas i wedlin - a lepsze podróby są często o wiele droższe niż prawdziwe produkty wędliniarskie z lokalnego zakładu.

Ok, starczy tego pisania... idę coś zalatwić do biura... Macie jakieś swoje przykłady cenowo/produktowe w tym temacie?

15 komentarzy:

  1. Jest to oczywiście nieprawda. Duże supermarkety nie dlatego są tańsze od małych sklepików, że "jadą na zerowej marży", tylko dlatego, że mogą narzucić niższe ceny swoim dostawcom. Nie jest też prawdą, że supermarkety podnoszą ceny "wyciąwszy konkurencję". Konkurencji nie da się wyciąć - tyle, że nie są nią lokalne sklepiki, a inne supermarkety.

    Kolega po prostu kupuje niszowe produkty, na które nie ma popytu. Naprawdę mało kogo obchodzi, czy kiełbasa jest "prawdziwa", czy nie i czy piwo składa się z wody, chmielu i słodu, czy tylko "zawiera słód". To są fanaberie! Zdecydowana większość Polaków kupuje to, czego na półkach jest najwięcej - nic a nic się nie interesując jakością czy składem tych produktów.

    Nic dziwnego, że Koledze taniej jest się w luksusy zaopatrywać w małych sklepikach. Zamawiając towar niszowy, który się zapewne w dużej mierze przeterminuje i pójdzie na straty - Tesco musi sobie te straty zbilansować, albo - nie zamawia takiego towaru w ogóle.

    W "Biedronce" mięso królicze świeże bywa. Raz na jakiś czas. A jedyny produkt który jest wyraźnie tańszy w naszym wiejskim sklepie niż w "Biedronce" to piwo butelkowe "Karpackie" - po 2 zł za butelkę, tańszego już nie ma.

    Lubię robić zakupy w kozienickim Tesco lub w radomskim Carrefourze - bo w obu tych sklepach bardzo wiele rzeczy zostaje na półkach tak długo, że je przeceniają - np. serów pleśniowych czy owoców morza nikt tu na wsi nie jada, więc można je bardzo tanio kupić "z krótkim terminem przydatności do spożycia". W "Biedronce", niestety, tylko raz tak było, ze 2 lata temu - przecenili rewelacyjne portugalskie sardynki... Od tej pory ryb mają po prostu tak mało, że i tak wszystko się sprzedaje...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. czy ja wiem, czy to takie luksusy i wielka nisza

      coraz więcej ludzi w moich stronach, nawet rodzin górników, patrzy jednak na jakość produktów, nawet na jakość piwa

      nawet prosty chłop z blokowiska czasem ma dość jedzenia kiełbasy z tektury i picia płynów piwopodobnych - nie mówię już tu o sobie, co byśmy nie spierali sie znów o pochodzenie społeczne, ale o jednym z moich majstrów dajmy na to - który na hasło "kurczak pieczony z marketu" wpada w rechot i spluwa na bok

      co do piwa jeszcze - z prawdziwych piw u mnie - tani Namysłów Zamkowe też jest w jednym supermarkecie, 10 groszy drożej i tylko w wersji pasteryzowanej

      aha,

      to nie jest tak, że wyłącznie supermarkety są w stanie negocjować - po wycięciu małych sklepikow to producenci muszą negocjować swoje wejście do supermarketu - płacąc krocie: półkowe, gazetkowe, wejściowe...

      często mniejszym producentom bardziej się opłaca sprzedać do sklepików i nawet dać duzą marżę sklepikarzowi - i tak wyjdzie taniej niż w markecie

      jakim cudem prawdziwa kiełbasa jest tańsza w sklepie 200m od supermarketu, i to nie gdzieś na uboczu, niż mielona tektura w markecie?

      zgadzam się, że w Pierdonce można dostać często dobre produkty - z resztą ta sieć ma nieco inną strategię marketingową,


      ale w Tesco i co niektórych sieciach jest drogo - było tanio, owszem, jak były jeszcze osiedlowe sklepiki w dużej ilości - piszę o moich stronach

      to jest zawsze strategia sklepów sieciowych, dobić lokalną konkurencję, po fakcie przywalić cenami - i tak kupisz

      i jeszcze na koniec - ja piszę o sytuacji teraz - po bitwie - a nie z czasow wojny markety-sklepy

      Usuń
  2. Od jakiegoś czasu hołdujemy zasadzie, że wybrane produkty kupujemy w rożnych marketach. Do jaworskiego TESCO rzadko jeździmy wiec nawet trudno o porównanie z lubińskim. Robimy zakupy w "muszkieterach" i lidlu. Lidla wcale nie jest taki tani, ale- w porównaniu z wiejskim sklepem, na pewno :) Za to mamy tam wybrane marki (kefir Pilos, masło, jogurty Yogosan, Chirę z ichnimi ogórkami kiszonymi), za to "muszkieterów" cenimy za porządek i czystość. A że może wyjdzie drożej niż np. w Dino, Kauflandzie? Dino jakiś taki "brudny" mi się zdaje, a Kaufland...nie po drodze...;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a skąd dokładnie jesteś?

      sklepik wiejski jest droższy niż Lidl, ale co zauważyłem na jednej wsi pod Legnicą, gdzie byłem w Niedzielę

      1. wiejski sklepik miał Zamkowe, w marketach raczej trudno o prawdziwe piwo (dla mnie - piwosza - to ważne) / dla niepijących - w wiejskich sklepikach jest szansa na jakiś lepszy lokalny produkt - sklepik wiejski w Lubskiem, gdzie moi rodzice mają dom, ma swojską kiełbasę!!! w dobrych cenach!!! Lokalny sklepikarz - ciuchy i tekstylia (spod lady w sumie, i dla swoich) wyciąga własnej roboty wedzonego nielegalnie pstrąga.

      To nie są niszowe produkty jak Jacek z Boskiej Woli sugeruje - bo nawet lokalni wieśniacy z czerwonymi karkami mówią - kup Pan prawdziwą kiełbasę u XXX niż te chemiczne badziewie w Lidlu.


      2. Chcesz kupić pętko kiełbasy i powiedzmy... butelkę coca coli bo brakło na grilla dla niezapowiedzianego gościa.

      Rób te kilometry do Lidla! Ile zapłacisz za transport?! ON kosztuje swoje. Na wsi gdzie mamy dom - 25 km w 2 strony do Lidla.

      Usuń
  3. Ja kupuję w lokalnym sklepie (a właściwie w dwóch), bo 1. jest bliżej, 2. są świeższe warzywa, 3. jest tania kasza na wagę, 4. duży wybór produktów, które lubię (różne kasze, mąki, dobry twaróg na wagę, lokalne małe jabłuszka). Do supermarketu jadę rzadko i tylko po to, co jest niedostępne tutaj - np. chemia, kosmetyki (tam są faktycznie tańsze). Szkoda mi czasu na nerwy i stanie w kolejce. Poza tym oszczędność jest często pozorna - w dużym sklepie łatwiej stracić głowę i nakupować za dużo. Od czasu do czasu niektóre niedostępne produkty zamawiam przez internet - ceny bywają zaskakująco niskie. Przykład - ostatnio potrzebowałam kupić dużą liczbę litorsalu (preparat z mikroelementami do rozpuszczania w wodzie). Na allegro znalazłam po 9,99, w lokalnej aptece kosztował 15,50 i pani miała tylko 2 pudełka... a ja potrzebowałam kupić 12 sztuk :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Wydaje mi się, że najlepiej jak na rynku istnieją zarówno markety, jak i małe sklepy. W okolicach gdzie brakuje marketów, to z braku konkurencji potentata małe sklepiki wykańczają miejscową ludność cenami. O konkurencji między małymi sklepami nie ma mowy, zaraz zawierają zmowy cenowe. Nikt się wtedy też nie przejmuje świeżością towaru, ani kulturą obsługi klienta. Sporo jest takich miejsc w Polsce. Dopiero otwarcie hipermarketu to przełamuje. Czasami nie jest to jednak łatwe, bo władze gmin często siedzą w kieszeni lokalnego biznesu i nie dają pozwoleń na budowę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dobra ale ja proponuję model włoski

      nie ładować marketów do centrów miast, nie rozwalać dotychczasowej funkcji, niech bedą na obrzeżach

      jedno musi uzupęłniać drugie

      ja sam też kupuję w marketach!

      chodzi mi o rozsądek

      Usuń
  5. A moim zdaniem problem leży gdzie indziej:
    Zazwyczaj debilne gminy żeby przyciągnąć większe markety obiecują zniżki z jakich tam tylko podatków mogą, byleby się tylko nowymi inwestycjami pochwalić.
    Takie zwolnienie na 2-3 lata z podatku od nieruchomości (czy jak on się nazywa, w każdym razie gminny) wystarcza by w ciągu tego okresu wyrznąć lokalną konkurencje. A potem jak się ulgi kończą to ceny podnoszą ale już z nimi nikt nie konkuruje.
    Z drugiej strony jednak takie te markety znów zabójcze nie są w Krakowie na Borku Fałęckim jak stawiali Carrefoura to wszyscy mówili, ze to zabije lokalne sklepiki przy pętli.
    Teraz są już tam 3 supermarekty a sklepiki jak były tak są. ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. W mojej "wiosce" sa 2 supermarkety i jeden sklepik lokalny. Ze sklepu lokalnego korzystam tylko w chwilach kryzysu (bardzo rzadko, moze 2 razy w roku), gdy supermarkety sa zamkniete w niedziele.

    A zakupy robie przez internet w tym sklepie, w ktorym sa najlepsze promocje na produkty, ktore akurat potrzebuje. Jesli robie zakupy osobiscie, to nie ograniczam sie do supermarketow lokalnych, tylko podjezdzam do sklepu danej sieci, ktory jest mi akurat po drodze (z pracy, z wycieczki, z odwiedzin u kogos).

    Ceny: plus dla supermarketow. Sklep lokalny ma wyzsze ceny i oczywiscie bardzo maly wybor.

    Richmond

    OdpowiedzUsuń
  7. U mnie nie ma dużych supermarketów, a bardziej supersamy. Do nabliższego "dużego" sklepu typu Tesco mam ok 40km, co nie jest w sumie żadną odległością, bo jak mi potrzeba jechać, wsiadam i jadę. Jednak tak jak wyżej wspominano, niektóre z lokalnych- małych sklepów nadal mają (dla mnie niezrozumiałe, jak można traktować tak klientów, którzy stanowią bezpośrednio o dalszym istnieniu danego lokalu) tendencję do zachowania- "klient przychodzi, klient przeszkadza". Mam niedaleko siebie taki właśnie sklep prowadzony przez młodą babeczkę. No ludzie!!!...jak mam tam iść i coś kupić, wolę podjechać autem czy autobusem 2km dalej i gdzie indziej kupić. Niektórzy do handlu się nie nadają. Nie rozumieją prostych zależności: dobry klient= zadowolony klient= stały klient. A najlepsze, jak ja nie powiem dzień dobry, to łaskawie się TO nie odezwie... śmiech na sali.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A co od oszczędności, to np- kupuję króliki, kury u znajomej gospodyni, która je hoduje. Oszczędność cenowa...chyba niewielka, choć dokładnie nie wiem, ale na pewno wiem co jem i gdzie to kicało, bądź dziobało (aż mi się biedaków żal zrobiło) :)

      Usuń
  8. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  9. Można powiedzieć takie są odwieczne prawa rynku :) ... chociaż expertem w tym nie jestem, dopiero się wszystkiego uczę :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Supermarkety właśnie typu Tesco, Eclerec, MarcPol, różnią się od supermarketów typu Biedronka, Lidl przede wszystkim ceną i jakością.

    Wiem że to dziwnie zabrzmi ale w tych pierwszych jest drożej, ale możemy spotkać markowe produkty, te "lepsze" w przeciwieństwie niż do tych drugich gdzie skupiono się na niskich cenach.

    I nie mówie tutaj o innet grupie HIPERMARKETACH typu Carfeour, czy kiedyś Giant.
    (sory za ew. błędną nazwę sklepów).

    Zapraszam do mnie
    zoles.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  11. Swego czasu pracowałem w miescie o nazwie Rypin to na ziemi dobrzyńskiej. W tym miescie powiatowym 4 główne sklepy spozywcze opanowala lokalna klika pisowska. Po prostu wykupili wszystkie sklepy Społem po prl-owskim nadaniu narzucajac praktycznie lokalny monopol. Ceny byly tak wyśrubowane ze tamtejsi ludzie jezdzili po wieksze zakupy do Brodnicy a nawet Lipna i Włoclawka. Do czasu, do czasu jak wybudowali Biedronke. Otwarcie sklepu bylo pamietam w słoneczna niedziele. A to co moge tylko pisac w skrócie to - po prostu szarancza. Miasto ogołociło sklep w ciagu jednego dnia. ;)

    OdpowiedzUsuń