poniedziałek, 26 marca 2012

Oszczędzanie pieniędzy na studiach - organizacje studenckie - złodzieje czasu i pieniędzy.

Jakiś czas temu napisałem na prośbę czytelników post pt. Oszczędzanie Pieniędzy na Studiach i zgodnie z obietnicą powracam do tematu.

Jednym z kluczowych wniosków w poście była myśl:

...fakt jest taki, że znacznie łatwiej pieniądze zarobić niż oszczędzić - z i tak już ubogiego budżetu studenta. Należy więc postarać się znaleźć pracę. Aby mieć pracę - trzeba mieć czas. Aby mieć czas - trzeba go wygospodarować...


Dziś na celownik biorę organizacje studenckie - kuszący, aczkolwiek najczęściej ogromny złodziej czasu i pieniędzy, gdzie nasza energia do działania najczęściej "idzie w kanał" przy bzdurnych projektach, mimo iż będąc zaangażowanym członkiem takich organizacji jesteś ostatnią osobą na Ziemi, która przyjęłaby taki fakt do wiadomości. Dobrze to wiem, jako że przewinąłem się przez przynajmniej dwie organizacje studenckie.


Dziś z perspektywy lat widzę, że to był w dużej mierze czas zmarnowany, moim dużym plusem jednak jest to, że na początku drugiego roku studiów dziennych zacząłem powoli coraz trzeźwiej patrzeć na rzeczywistość i z tego nonsensu się wycofałem, patrząc coraz poważniej na kwestie zawodowe, rozwój kariery oraz studenckie finanse.

Kontakty

Dlaczego uważam, że jest to czas zmarnowany? Zasadniczym mitem powtarzanym przez aktywistów organizacji jest to, że nawiązujemy cenne znajomości, oczywiście cenne dla naszej kariery. Cóż, z mojej perspektywy jest to lekka bzdura.

Oczywiście znajdą się tu i tacy, co zakwestionują mój pogląd - ale pojedyncze sytuacje złapania "dobrych kontaktów" to najczęściej wyjątek potwierdzający regułę. Równie dobrze można stwierdzić, że wstąpienie do znanej sekty handlowej typu MLM, to początek świetlanej kariery w biznesie (mimo iż 9 na 10 handlowców-akwizytorów MLM odchodzi z networku kwitkiem i pustymi kieszeniami).

Tak więc co? Tak - uważam, że niektóre organizacje studenckie mają charakter lekkiej sekty, bądź mają tendencje do "zasekcania" się. I tu i tam prawda jest ujawniana stopniowo, na członkostwo trzeba zasłużyć a potem jest wyraźna bariera MY członkowie i ONI świat zewnętrzny.

Znajomości, które człowiek nabędzie niestety w większości zerwą się przez konflikty wewnątrz organizacji oraz ambicje, szczególnie silne w organizacjach quasi-korporacyjnych. Człowiek zdąży się także skompromitować i skonfliktować, na mocno zakrapianych imprezach studenckich albo w sprawach damsko-męskich.

Znajomości (później w biznesie, w polityce...) według mnie mają często głębsze, drugie albo i trzecie dno - często kumplami (w poważnym biznesie) są studenci, których tatusiowie przepracowali na stanowiskach kierowniczych pół życia w jednym zakładzie, albo razem prowadzili od czasów głębokiej komuny prywaciarsko-badylarskie interesy...

Zdobywanie doświadczenia


Generalnie niektórzy z was w dalszym ciągu mogą twierdzić, że w działaniu w organizacjach studenckich można zawrzeć znajomości i nauczyć się wiele - biorąc udział w ciekawych projektach, przedsięwzięciach i innych uczelnianych działaniach...

...jednak prawda jest taka - właściwie to samo można wykonywać już w realnym i dorosłym świecie korporacji, pracy zarobkowej i biznesu, co najważniejsze - zarabiając za swoje poświęcenie i zaangażowanie prawdziwe pieniądze!

Tych z was, którzy jako studenci dzienni są ambitni i rządni działania w społeczności uczelnianej oczywiście namawiam, by rzeczywiście ruszyć cztery litery i coś zadziałać - ale działać realnie! W świecie biznesu - w realiach dorosłych ludzi, praktyk zawodowych (płatnych!), spróbować stworzyć jakiś studencki biznes, cokolwiek.

Ale nie róbcie za jelenia i szanujcie pieniądze waszych rodziców, którzy za te studia płacą.

Dlaczego piszę ten artykuł

Z pewnością się zastanawiacie - czy ja piszę ten artykuł z uwagi na jakieś nieciekawe doświadczenia w organizacjach? Ależ oczywiście, jednak jest to tylko jeden z powodów - nie wszystko przez ok 1,5 roku mojego robienia za aktywistę studenckiego poszło gładko i bez problemów (natomiast także w początkach pracy zawodowej nie wszystko idzie gładko, więc cóż dziwnego?) natomiast pod kątem czysto organizacyjnym, w sensie dokonań studenckich był to dla mnie czas bardzo udany, mógłbym rzec - generalny sukces. Problem leży gdzie indziej - właśnie w sferze finansów, studenckich oszczędności i rozwoju prawdziwej kariery.

Na takie działania czas jest bowiem w gimnazjum, może w liceum - dorosły facet jednak powinien poważniej popatrzeć na rzeczywistość i karierę. Samorozwój osobisty i zawodowy. Nie na dyrdymały. Dlaczego student nie ma mieć dobrej pracy i pieniędzy? Gwarantuję wam - lepiej jest "za studenta" mieć jakieś własne pieniądze niż "bidować" na garnuszku u mamusi.

5 komentarzy:

  1. Do tego dochodzi to, że gdzieś w podświadomości siedzi fakt, że to zabawa, że to nie jest na prawdę. I w takich organizacjach jest mnóstwo jednostek obciążających tych lepszych i para wielu energicznych idzie w gwizdek. Właśnie przez brak poczucia odpowiedzialności z wielu stron.
    Ja tam generalnie nie lubię się zrzeszać, ale to już zupełnie inna historia.

    OdpowiedzUsuń
  2. Dokładnie tak - w tych "zrzeszeniach" - jest z jednej strony kilka pracowitych mrówek i rzesza leniwych koników polnych.

    Z jednej strony każda taka organizacja jest nastawiona na przyciąganie i rekrutowanie nowych zwolenników, z drugiej strony nawet jeśli można by coś sensownego zrobić - to właśnie te koniki polne sprawiają duży problem mając równe praco do decyzji - równy głos.

    No i w pewnych organizacjach to niby zabawa i nie naprawdę, ale powoli robi się z tego poważna sprawa i najzupełniej serio - i to nie mówię o organizacjach quasi-korporacyjnych sprzedających wizję niemal pewnej kariery po stażowaniu tamże.

    OdpowiedzUsuń
  3. Demonizujesz trochę Adminie. Wszystko zależy od tego, co to za organizacja. Nie byłam nigdy regularnym członkiem, ale współpracowałam z organizacjami np. o profilu turystycznym - dzięki temu miałam fajne i tanie wakacje, wyjazdy w góry na sylwestra itp.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Początek cytatu

      ...Nie byłam nigdy regularnym członkiem,...

      Koniec cytatu

      nie mam nic więcej do dodania :)

      Usuń
  4. Też tak uważałem i mam identyczne doświadczenia. Tylko, że... studia kończyłem ponad 20 lat temu. Zgadzam się z Adminem - rzeczywistość, loty i twarde lądowania poznajemy w "realnym i dorosłym świecie korporacji, pracy zarobkowej i biznesie, a co najważniejsze - zarabiając za swoje poświęcenie i (autentyczne)zaangażowanie prawdziwe (!!!) pieniądze!" Brak jest darmowych obiadów. Całe szczęscie zrozumiałem to tuż na progu, po 7 latach swojej kareiry zawodowej w tzw. instytuacjach fiansowych, na rynku kapitałowym i udanych inwestycji. Wykonywanie zależnej pracy nie prowadzi w żadnej formie do niezależności ale jest jednocześnie najwyższą formą odpowiedzialności. Kiedy mamy jeszcze czas - to dobrze, że za siebie samego ale gdy pojawi się rodzina... Doszedłem do wniosku, że jeśli nie podejmę wówczas tego wyzwania (ryzyka też) to nigdy. Mając cel podjąłem wyzwanie. Opłaciło się, choć moje otoczenie pukało palcem w czoło. Dziś widzą, że to ja miałem rację, i to zanim komputery i internet zastąpiły ludzi. Dziś sam, już jako pracodawca daję szansę wszystkim, bez wyjątku, ludziom ambitnym i wiedzącym czego chcą i dokąd zmierzają. Czasami ambicja wystarcza jeśli moja droga odpowiada. "Koniki polne" mnie nie interesuują. Mimo czasu jaki minął, w dalszym ciąg reazlizuję swój cel, nie straciłem pasji i wiem jak, po co, dlaczego, dla kogo. To, że tu piszę oznacza jedno: poszukuje odpowiednich partnerów w tej "podróży". Swieży wiatr, Ludzi młodych duchem, z chęcią walki i pokonania rynku, determinacji i zaangażowania. Wiara bynajmniej nie jest tu potrzebna. Przez 21 lat zrealzowałem sporo ze swojej rzeczywistości. Ktoś kiedyś powiedział, że jeśli chcesz zmienić świat i kształtować przyszłość, to zacznij od siebie i twórz teraźniejszość bo jutro już będzie historią. Zapraszam: www.navifund.com

    OdpowiedzUsuń