sobota, 10 marca 2012

Polityka lokalna i o tym jak się z niej wycofałem.

Rozwinę dzisiaj pewną myśl z Boskiej Woli, jako że tam nikt tematu nie podjął. Otóż my tu na blogosferze dyskutujemy, kłócimy się czasem, obrażamy, co jest regułą na blogu przy każdym trudnym temacie... dlaczego? Bo MY mamy poglądy!

Zauważam, że ten blog przyciąga pewien profil czytelników, inteligentnych, mających "swoją wizję" i własne poglądy polityczne.

Otóż nie wiem, czy jest to wam wiadome, ale w "terenie", w samorządzie... podziały na PIS czy PO, czy SLD, itp. zupełnie NIE są odzwierciedleniem idei i przekonań politycznych! Nie są odzwierciedleniem niczego w sferze moralności i poglądów! Czym są zatem?

Są wyrazem podziału na sitwy rodzinno-towarzyskie i strefy wpływów - tak więc dzieci i rodzina znanego PSLowca są automatycznie, dożywotnio 'chłopami', mimo że na oczy w życiu konia czy traktora nie widziały - przeciwna, nielubiana rodzina lokalnych biznesmenów jest PIS - sitwa administracyjna to SLD, sitwa rodzinna, która obsadziła lokalną gastronomię, puby i dom kultury to PO, itp. Wpływowa rodzina Iksińskich mająca plecy w środowisku biznesowym oraz w Policji nie znalazła już dla siebie etykiety ogólnopolskiej, ale jest na tyle silna, że ogłosiła się Bezpartyjną Fundacją na Rzecz... i bierze z sukcesem udział w wyborach lokalnych, przyciągając także dezerterów z PSL, PIS, PO, SLD i dawnych rozbitków z Demokraci.pl...

Ja rozumiem, że wielkomiejski człowiek, dajmy na to, z Warszawy może nie być świadomy realnej polityki w terenie, na prowincji...

Tu jak nigdzie indziej mamy po prostu walkę klanów i plemion. Tak że niczym niezwykłym jest to, że SLD-owiec może z całego towarzystwa okazać się najbardziej wolnorynkowo-korwinowski, natomiast Platfus mający plecy i poparcie kuzyna Proboszcza jest tak naprawdę ateistą, zamordystą i krypto-komuchem nielubiącym Kościoła.


Dlaczego wycofałem się z lokalnej polityki (kiedyś byłem działaczem loklanych organizacji, bądź to pro-ekologicznych/pro-rowerowych, bądź to wspierających rozwój lokalny)? Dlatego, że na poważnie nie da się funkcjonować w 'politycznej' próźni - trzeba się określić z jaką człowiek trzyma ekipą, bo "jeśli nie jesteś z nami to... z terrorystami" przypominając deklarację Jerzego W. Krzaka (George W. Bush'a).

Chcąc pozostać neutralny i zaangażować się w działanie lokalne i tak byłem wciągany w orbitę jednego z ugrupowań, przez wyraziste poglądy polityczne przynajmniej dwa razy straciłem całkiem przyzwoitych klientów i dojścia... Szkoda czasu, nerwów i kasy.

Dlatego w terenie, przy pytaniach ciekawskich, od paru lat deklaruję, że jedyną moją opcją polityczną jest Świnka Peppa, Pingu i Oswald the Octopus. Zajmuję się wyłącznie interesem, własnym interesem.

17 komentarzy:

  1. "Otóż my tu na blogosferze dyskutujemy, kłócimy się czasem, obrażamy, co jest regułą na blogu przy każdym trudnym temacie... dlaczego? Bo MY mamy poglądy!"

    I dlatego tak cenię Ciebie i Twój blog. Niestety sporo osób w naszym kraju to zombi poprawności politycznej i wiedzy rodem z "kłamanie na śniadanie" (pozwoliłem sobie zacytować Twój wpis he he) czy jakiegoś tańca z miotłami, czy czymś tam :)

    By the way, zaraz pewnie zlecą się prawdziwi Polacy zza granicy i skrytykują Cię, że sam sobie udowadniasz, że jednak ta nasza Polska nie jest taka cacy, jak ludzie podobni Tobie czy mnie sobie wkręcają he he he :)

    Z tymi sitwami to masz rację, ale ja to widzę trochę inaczej. Mieszkam w 30-parotysięcznym miasteczku na Mazurach i odnoszę wrażenie, że jedynym powodem tworzenia się takich sitw jest LENISTWO mieszkańców.

    Ludziom się nie chce chodzić na różne wybory, a potem się dziwią (cały czas mówię o swoim mieście), że ciągle te same gęby przy korycie. Kiedy pytam się ludzi, dlaczego nie chodzą na wybory samorządowe to zawsze są dwie możliwe odpowiedzi:

    1. bo i tak się nic nie zmieni
    2. lepszy "wróg" (piszę to z przymrużeniem oka) znany niż taki, o którym nic nie wiadomo.

    LENISTWO mieszkańców przejawia się też w tym, że ludziom samym nie chce się kandydować np. na radnych. Łatwiej narzekać, a narzekania na co dzień w swoim mieście słyszę non stop.

    Oczywiście nie piję tego do Ciebie, bo nie mam pojęcia jak jest u was, ale wiem, że w moim mieście sitwy często same się tworzą "na życzenie" innych leniwych ludzi. Generalnie wydaje mi się, że współcześni Polacy są strasznie leniwi, jeśli chodzi o jakąkolwiek działalność polityczną.

    Może powinniśmy przygotowywać sobie "kadry" na przyszłość. Ja stawiam na młodzież, zdecydowanie. Jeśli wychowamy sobie patriotycznie młodzież (patriotycznie w sensie - pracowitość, zaangażowanie społeczne, tolerancja i pomaganie drugiemu człowiekowi itp.), to będzie kiedyś komu zmieniać ten kraj.

    I nie będziemy musieli prosić o to naszych "znajomych" z emigracji, którzy zamiast zarabiać tam ciężkie funty czy euro i marzyć o milionach lubią z wysokiej "ambony" pouczać nas jaka ta Polska jest straszna - normalnie druga Korea Północna i Białoruś :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ze mną to jest tak, że ZDAŁEM SOBIE SPRAWĘ, że np. moje działania (jako inicjatywa oddolna) aby coś w moim mieście wyremontować, wyeksponować niedoceniany zabytek, itp. to jest tylko na zasadzie: "pogadajmy sobie przy piwue jak to może być wspaniale za X lat"

      w realnym działaniu pojawia się kwestia: kim TY/WY jeasteście, co znaczycie, kto za wami stoi, w jakim towarzystwie się obracacie...

      zdecydowałem się wycofać, do czasu zdobycia lepszej pozycji, znajomości, pleców - najprawdopodobniej jednak w jednej z sitw

      inaczej się nie da

      Usuń
  2. strasznie to uprościłeś w rozwinięciu, a wstęp był wspaniały :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no ale nic nie szkodzi na przeszkodzie, abyś wyraził własne zdanie w bardziej rozbudowany sposób - proszę bardzo

      cenzury za poglądy tu nie będzie

      Usuń
  3. Właściwie mogłabym podpisać się obiema rękami , gdyby Admin nie napisał, że to WALKA KLANÓW I PLEMION.
    Po pierwsze:
    U nas (na końcu końca Polski B) nie ma żadnej wojny.Oni już dawno, niczym neapolitańska mafia, podzielili wpływy.I już.
    Po drugie:
    Nie - KLANÓW a...Klaunów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. u nas też strefy wpływów podzielone, ale jakaś tam dynamika jest i co jakiś czas są drobne starcia i wygryzania jedni drugich

      czyli: można ten system delikatnie ruszyć, ale nie zburzyć

      Usuń
  4. Właściwie tak.Jednak ruchy dokonują się wewnątrz układu. Raz jedni,raz drudzy bliżej koryta.To wszystko.Stworzenia spoza układu -nawet wyjątkowo wojownicza i zdeterminowana jednostka z wyjątkowo głęboko zakorzenionym poczuciem sprawiedliwości - nie mają szans.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dlatego mówię, że np. ja mogę wejść w układ - co w tej chwili nie byłoby aż takie trudne, ponieważ kilku ludzi znam i jakieś tam drobne bo drobne ale jakieś możliwości mam - i sobie coś mógłbym potworzyć lokalnie

      jednak nie mam ochoty na razie na reguły gry, które narzuca układ, stąd lepiej zapomnieć o działaniu niż bić głową w ścianę jako lokalny idealista

      beze mnie się lokalna scena polityczna nie zawali, a jeśli człowiek zacznie podskakiwać wbrew regułom - to wszyscy uczestnicy gry zwrócą się przeciwko niemu

      Usuń
    2. Amen.Ja do tego dłuuuugooo dochodziłam.Na pocieszenie-idealizm jest uleczalny.
      Wzorce należy też czerpać od młodych. Niedawno w pracy poprosiłam "młodego", żeby mi coś przesłał na maila w sobotę.Wytrzeszczyło toto oczęta i zapytało-jak to? w sobotę?przecież sobota jest dniem wolnym od pracy!!!Podobnie jest z młodymi w strukturach samorządowych(to a propos wpisu Mariusza). Młodzi to inny gatunek.Kalkulacja.Czysty biznes.Ostatni rocznik idealistów zeszedł z taśmy dawno temu.Nie mam złudzeń.Idealiści prędzej czy później z prowincji uciekną albo-pozostając-zyskają sławę lokalnych świrów.

      Usuń
  5. "Wzorce należy też czerpać od młodych. Niedawno w pracy poprosiłam "młodego", żeby mi coś przesłał na maila w sobotę.Wytrzeszczyło toto oczęta i zapytało-jak to? w sobotę?przecież sobota jest dniem wolnym od pracy!!"

    Nie wiem jaki jest kontekst tej historii, ale gdyby ktoś mnie poprosił o przysłanie czegoś w sobotę, to zdziwiłby się gdybym mu wysłał. U nas w pracy jest niepisana zasada, że każdy ma wolny weekend dla siebie i bliskich, a nie po to by ktoś mu tyłek zawracał sprawami zawodowymi. U nas nikomu nawet przez myśl, by nie przeszło by "przerywać" komuś wolny dzień sprawami zawodowymi. Świadczy to o szacunku do drugiego człowieka i że każdy ma prawo do wolnego prywatnego czasu. Co innego gdy jest to dzień pracy.

    Dalej, zawsze można poprosić, by przysłano tą rzecz w piątek po pracy, ale nie wiem jak było, bo nie znam kontekstu sytuacji.

    I najważniejsze, od tego jest starszy i doświadczony pracownik, by wychować takiego młodego w pracy. Od 11 lat pracuję z młodzieżą i masz rację, że to inny gatunek, ale po to jesteśmy my dorośli, by być kompasem moralnym dla młodych i nimi kierować. Ja już trochę przeżyłem i wiem, że niepodobieństwem jest oczekiwać, by współczesny powiedzmy 19-latek myślał, jak 30-kilkulatek. Nie ta liga.

    Podkreślam, od tego są dorośli i doświadczeni ludzie, by wskazywać drogę młodym i prostować ich. Tylko trzeba tego chcieć, a odnoszę wrażenie, że większość dorosłych ludzi w Polsce ciągle narzeka jacy to młodzi są źli, zapominając że oni są odbiciem nas - dorosłych. Jak się dorosłym nie chce być wzorem moralnym i zawodowym dla młodych, to i nie dziwota, że młodzi zachowują się jak zwierzęta czy mówiąc grzeczniej zwykli egoiści i mają w dupie wszystko, łącznie z nami.

    Z własnego doświadczenia wiem, że jeśli dorosły jest wzorem moralnym czy zawodowym dla młodego człowieka i odpowiednio nim pokieruje (nie chodzi o manipulację) to jest w stanie go zmienić. Niestety to kosztuje trochę wysiłku, ale warto.

    A co do idealistów. Oj, oj, oj :) Zdziwiłabyś się jak wielu jest jeszcze w tym kraju idealistów. Nie ważne czy nazywają ich świrami czy czarną dupą, liczy się tylko czy chcą robić dobrą robotę i wierzą w to co robią. Daj Bóg, by takich ludzi było jak najwięcej !

    Nie widzę też nic w tym, że są młodzi, którzy wszystko kalkulują, przynajmniej się szanują. Lepsze to niż zrywać truskawki u Hansa na polu. Dobrze, że rośnie pokolenie, które się szanuje.

    W pracy społecznej potrzebni są ludzie, którzy chcą coś robić bez względu na wszystko. Jeśli ja mam ochotę zrobić swoim uczniom w wolną sobotę turniej piłkarski, to nie marudzę, że nie zrobię, bo nikt mi za to nie zapłaci, tylko jadę i im robię, bo wypływa to z mojego serca. I tak powinno być.

    Ja jestem przykładem, że idealizm nie jest uleczalny :) Może gdybym nie zrobił kilku ważnych rzeczy w swoim życiu, które przyniosły coś dobrego kilku dzieciakom, to też bym twierdził, że idealizm jest uleczalny.

    Zresztą wbrew temu co napisałem w pierwszym komentarzu, myślę, że praca społeczna to nie tylko bycie radnym. Można coś robić nie będąc w żadnym układzie. Uwierz mi, jeśli widać, że robisz coś dobrego, zawsze znajdą się ludzie, którzy Ci pomogą, znajdą się nawet pieniądze, i nie trzeba do tego lizania niczyjego tyłka.

    Znacie to:

    "Kto ratuje jednego człowieka, to tak jakby cały świat ratował"

    Praca społeczna nie musi być związana tylko z pomocą "wszystkim", czasem pomoc dla kilku osób też może zmienić dużo i też może mieć ogromną wartość.

    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. turniej piłkarski... hmm... zależy jaki

      generalnie jest możliwe zrobić jakiś sponsoring i reklamę przy okazji - trzeba pogadać z lokalnymi firmami

      niech młodzież pouczestniczy w załatwianiu sponsoringu sportowego/medialnego - a nie liczy na to, że zawsze znajdzie się idealista, który im zafunduje coś za friko

      Usuń
    2. Oj, Mariuszu, człowieku,kontekst mógłby Cię załamać.Ja stara durna oślica, chciałam odwalić za młodego tzw."czarna roboę", bo obydwoje byliśmy odpowiedzialni za costam na poniedziałek.Zrobiłam swoje, młody miał jakies tylko dodatki powplatać....
      Szkoda, że nie mam dzisiaj czasu, żeby sie rozpisywać.Zdziwiłbys sie , gdybym mogła Ci opowiedziec o kilku moich doświadczeniach.Od 15 lat oprócz pracy etatowej uczestniczę w różnych projektach , wiele z nich sama wymysliłam (zarwane noce, brak weekendów, sztuka dla sztuki).Z wielu nie tylko nie miałam niczego prócz satysfakcji, ale też musiałam dokładać z własnej kieszeni.Równiez mam kontakt z mlodymi ludźmi-regularny.Wierz mi -same wzorce nie wystarczą. Przez lata uchodziłam za dziwadło,do pomocy lub współpracy nieczęsto kogoś sie werbowało, chociaz fakt, bywało i tak.Ale jeśli pojawiły sie jakiekolwiek sukcesy, choćby najmniejsze-fala zawisci zbijała z nóg.
      Współpraca, wolontariat, patronat honorowy, sponsoring....tak.Znam te kilmaty...
      Dzisiaj, wierz mi...gdyby na naszym koncu końca Polski B istniała usługa typu"zakupy spozywcze przez internet" nie wychodziłabym z domu.Mam dosyć.
      E, chociaz nie.Nie do konca.
      "Pomagam" teraz dziewczynie w dołku.Nie sprzątam za nią, nie robię zakupów, nie daję jej kasy, nie piję z nią wódki...Piszę dla niej blog-pocieszacz.DLA JEDNEJ DZIEWCZYNY W DOŁKU. Czujesz?...dziwne, nie?
      Może jednak idealizm jest nieuleczalny????

      Usuń
    3. ""Pomagam" teraz dziewczynie w dołku.Nie sprzątam za nią, nie robię zakupów, nie daję jej kasy, nie piję z nią wódki...Piszę dla niej blog-pocieszacz.DLA JEDNEJ DZIEWCZYNY W DOŁKU. Czujesz?...dziwne, nie?"

      W "Iliadzie" Homera jest taka wypowiedź: "Boję się Greków, nawet jeśli przynoszą dary" ...

      Ja boję się osób, które kochają i chcą ratować "ludzkość", bo najczęściej takie osoby nie lubią LUDZI.

      Wystarczy, że każdy z nas pomoże chociaż jednej osobie ...

      ""Pomagam" teraz dziewczynie w dołku.Nie sprzątam za nią, nie robię zakupów, nie daję jej kasy, nie piję z nią wódki...Piszę dla niej blog-pocieszacz.DLA JEDNEJ DZIEWCZYNY W DOŁKU. Czujesz?...dziwne, nie?"

      Nie, to nie jest dziwne. Jeśli ta osoba jest tego warto, to myślę, że robisz świetną rzecz. W życiu różnie bywa i jeśli ona jest normalna i będzie pamiętała, że ją wspierałaś, to może kiedyś Ci pomoże, jeśli będziesz w potrzebie.

      A jeśli nie to ... trudno ... i żyje się dalej. Ziarno zasiane kiedyś musi wydać plon. Kurczę, strasznie chrześcijańsko to zabrzmiało he he he :)

      "Może jednak idealizm jest nieuleczalny????"

      Może, ale myślę, że w tym przypadku odpowiedź jest prostsza:

      Jesteś po prostu dobrym człowiekiem.

      Pozdrawia idealista z początku Polski B (znaczy się z Mazur) :))

      Usuń
    4. Z tym czynieniem dobra i byciem dobrym jest różnie.Znowu temat rzeka.
      Nie wiem jak jest u Was,ale u nas, na koncu swiata, wiekszosc dobrych uczynków zostaje surowo ukarana:)
      Po latach walenia głową w ścianę i cholernie bolesnych rozczarowań ,samodzielnie doszłam do tego, ze ludzkie odruchy należy kierować wyłącznie w stronę istot o cechach ludzkich (na tej samej zasadzie co w przypadku walki fair, honoru itd.)
      I oczywiście zgodzę się z Tobą-nie oczekiwać niczego w zamian.Nie o to chodzi.

      Co do wątków chrześcijańskich...powstrzymam się od rozwijania wypowiedzi pod tym kątem.
      Mieszkam w mieście zdominowanym pzez religię, sutanny itd.
      Wierz mi, chrześcijaństwo czasami naprawdę nie ma niczego wspólnego z czynieniem dobra.
      Niestety;)
      pozdrawia Alicjusz (chyba jednak jeszcze idealista)

      Usuń
    5. Dzięki.Wzajemnie:)))
      Dzisiaj dzień idealny - minimum PRZYMUSOWYCH kontaktów z ludzkością;)

      Usuń
  6. Masz rację Adminie, chyba źle to ująłem w komentarzu, oczywiście miałem na myśli zrobienie turnieju dla młodzieży, ale nie fundowaniu nagród z własnej kieszeni.

    Miałem na myśli, by coś rozpocząć, jakieś działanie, jakikolwiek ruch do przodu, poświecić swój czas, ale nie oddawać się temu na 100% łącznie z portfelem. Spróbować tak pokierować młodzieżą, by "samo się zrobiło". Pokazać innym swoją postawą, że można.

    Jestem pewien, że znajdzie się przynajmniej jedna osoba, która pomoże. Często ludzie chcą pomóc, ale boją się wychylić, by nie wyjść na "głupka" i czekają aż zrobi to ktoś inny, by wtedy dołączyć i rzeczywiście często tak jest. Na zasadzie, że przebiegł drogę czarny kot, a ktoś nie idzie, tylko czeka, aż przejdzie jako pierwszy ktoś inny. Taka zabobonna głupota :)

    Właśnie naszym zadaniem "na co dzień" jest cały czas uczyć (mówiąc, tłumacząc, pokazując swoją postawą, a nawet zdrowo opierdzielić jak trzeba) młodym, by dotarło do ich "durnych łbów", że w życiu nic nie ma za friko i żeby coś mieć to trzeba się bujać i to czasami ostro. Jak mawiał Milton Friedman: "Nie ma darmowych obiadów", ktoś musi na nie zapracować.

    OdpowiedzUsuń