piątek, 16 marca 2012

Rzeczy, których brakuje mi za granicą.

Chwilę myślałem o rzeczach, których brak zaczyna mi doskwierać za granicą i jest to głównie jedzenie, oczywiście nie dotyczy to powiedzmy pierwszego tygodnia poza krajem, ale jeśli człowiek już się nasyci lokalnymi smakami zaczyna tęsknic za swojskim jadłem.


- Kiszony ogórek - rzecz genialna w swojej prostocie, smaku, dobrze ukiszony ogórek to oznaka finezji i wyższej cywilizacji.

- Śledzik bałtycki solony w oleju po wiejsku - podany z ziemniakami w mundurkach.

- Ryby - lokalne ryby z okolicznych dolnośląskich hodowli, głównie pstrągi i karpie przyrządzone po mojemu - ryby za granicą, jak i reszta jedzenia jest albo za mocno nasycona octem, albo przesolona.

- Piwo, o tym mógłbym pisać długo, piwo za granicą bywa dobre, ale na Południu jest takie sobie, przyzwyczaiłem się już do kilku lepszych polskich marek: Noteckie, Lwówek, Namysłów, itp.

- Polski chleb - nawet ten zwykły, dopiero co wypieczony tani chleb z lokalnej piekarni. Nie mówiąc już o lepszych wariantach...

...ups... muszę zmykać już, pomyślę jeszcze czego mi brakuje i dopiszę później... a czego wam brakuje poza Krajem?

Offtop: Wczoraj w nocy postawiłem na swoim lapku nowy polski system linuksowy - ciekawskich zapraszam do recenzji która jest TUTAJ http://tiny.pl/hp7rh. Według mnie to najlepszy i najłatwiejszy polski system operacyjny dostępny obecnie na rynku. Nie ma co kombinować - trzeba ściągać i instalować!

17 komentarzy:

  1. Witam serdecznie :)
    Co do samej treści postu to w czasie pracy po maturze w Anglii najbardziej brakowało mi polskiego chleba. nawet ten pieczony w polskich piekarniach jest inny. Inne rzeczy można już zawsze jakoś przynajmniej w Anglii odnaleźć.
    Ostatnimi czasy przekopałem się przez prawie wszystkie posty u Ciebie na blogu i skomentować się tego nie da, ale na pewno zyskałeś sobie wiernego czytelnika.
    Zapraszam do siebie i dodałem Cie do obserwowanych przeze mnie blogów.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. Ser biały, lisiecka... i oczywiście chleb

    OdpowiedzUsuń
  3. Ale piszesz tutaj o wyjazdach turystycznych za granice.
    Jak ktos mieszka na stale to ogorki, sledzie, chleb przestaja byc problemem, bo sie to po prostu robi samemu.
    Zreszta, jesli sie mieszka w miejscu, gdzie sa inni Polacy albo Rosjanie, napewno bedzie sklep sprowadzajacy te rzeczy z Polski.

    OdpowiedzUsuń
  4. Mieszkajac w Kalifornii z jedzenia nic mi nie brakowalo: w rosyjskim supermarkeciku mozna bylo kupic wszystko, co potrzeba do szczescia, reszte zrobic samemu.
    Nawet takie cos jak porzadny twarozek daje sie zrobic w kraju, gdzie nie sposob dostac niepasteryzowanego mleka. Ba, wyszedl mi lepszy niz polski "sklepowy" :)

    Natomiast po powrocie do Polski brakowalo mi bardzo swiezego seafood oraz dobrego (i taniego) sashimi. No i japonskich oraz chinskich supermarketow...

    OdpowiedzUsuń
  5. a jak jest a Argentynie z polskimi ew. innymi słowianskimi sklepami/produktami?

    da się w tych warunkach wilgotnościowo/temperaturowych ukisić ogórka?

    OdpowiedzUsuń
  6. RO:
    w Buenos mozna kupic w zasadzie wszystko, poza sledziami tj. swiezych nie ma bo sledz to ryba nie plywajaca w morzach poludniowych. Sa tylko w puszkach importowane i jak wszystko importowane, sa relatywnie drogie.
    Ukisic kapuste czy ogorka mozna, nie ma problemu.
    Sa sklepy prowadzone przez Niemcow i Rosjan, Polakow zreszta tez. W znajomej knajpie (prowadzonej przez Polakow) ogorki malosolne i kiszone dostarcza Ukrainiec. Pieczywo jest robione i pieczone na miejscu. Chleb z zakwasu tez da sie spokonie w domu upiec (nasz znajomy robi).

    Seafood mozna kupic tanio u Chinczykow (jest ich tutaj dosc sporo). Ryby u nich sa tansze niz w Polsce. To jest ogromna metropolia - 15 mln ludzi - wszystko sie tu da znalezc, tylko trzeba wiedziec gdzie.
    Kawe maja tania i zaj*stej jakosci - wszak Brazylia blisko....

    BTW: tytul notki powinien brzmiec "rzeczy, KTORYCH brakuje mi za granicą"

    OdpowiedzUsuń
  7. Dziękuję za zgłoszenie błędu - poprawione, teraz już - od rana - piszę z w pełni spolonizowanego systemu, co jest dosyć pomocne w utrzymaniu poprawności.

    OdpowiedzUsuń
  8. Mieszkałem 3 lata w ciepłych krajach - brakowało najbardziej... zimy. Jedzenie się da wykombinować.

    OdpowiedzUsuń
  9. Mi w Edynburgu brakowało po prostu widoku Polek na ulicy aby nacieszyć oko ;) Tylko u nich figura, uroda, a niekiedy talent i ten ogien ida razem w parze. :DD

    OdpowiedzUsuń
  10. Zamierzałem o tym napisać, tzn. o dziewczynach, w części 2, ale mnie uprzedziłeś :>

    co racja to racja

    Nie wiem, czy Drogim Czytelniczkom, brakuje ewentualnie polskich facetów za granicą? Wydaje mi się, że niekoniecznie.

    Co do Polskiej zimy - jest dla mnie ok., za granicą brakuje mi takiej zmienności pogody jak u nas.

    OdpowiedzUsuń
  11. herkus-monte:
    przesadzasz. Na ulicy w San Francisco czy LA albo NYC mozna sobie glowe ukrecic za kobietami.
    Mozesz zobaczyc w zasadzie wszystkie rasy i mieszanki, style mody i co tam jeszcze.

    Jak komus braknie"ognia w oku" niech pojedzie do Brazylii....

    Co do urody Polek (rzeczywiscie maja tu przewage nad Angielkami czy Niemkami) jedna rzecz po powrocie z cieplejszych klimatow sie rzuca w oczy - ich koszmarna cera.

    Co do polskich facetow za granica: moge sie wypowiadac tylko w swoim imieniu. Przez ponad 5 lat nie znalam na miejscu (Cali) zadnych Polakow ani na codzien nie mowilam po polsku - specjalnie jakos mi tego nie brakowalo.

    OdpowiedzUsuń
  12. Ja powiem tak, bo dorosłemu i poważnemu mężczyźnie nie wypada się przechwalać i mówić o dokładnych szczegółach damsko-męskich, duży % moich faworytek Polkami jak by nie patrzeć nie było, ale w końcu ustabilizowałem swoje życie z kobietą z PL, tu na miejscu i coś w tym jednak jest.

    Wiem, że Polski latają za obcokrajowcami - ich wola, ale ja finalnie preferuję to co swoje - nawet jeśli nieco zbyt dumne i dość pyskate.

    OdpowiedzUsuń
  13. RO:
    a ile czasu mieszkales poza granicami Polski?

    OdpowiedzUsuń
  14. Nie futrzak, nie przesadzam. Wystarczyło przejsc sie deptakiem po Princes Street i jak sie zobaczyło dlugonoga, umalowana w leginsach to na 100% to byla Polka ;)
    Szkotki to na ogół krótkonogie pulchne kobieciska o fatalnych stylu ubierania sie. Polki maja ta fajna ceche a co sie własnie ogromnie rzucalo w oczy ze nawet ze starego prześcieradła i jakiegos malego dodatku zrobia pierwszorzedny krzyk mody.
    Co do czarnoskórych pieknosci to powiem tak - ze po wizycie na imprezie w Portobello ich zapach potu odstraszyl mnie na dobre.


    No coz R-O a za nami Polakami Rosjanki. Dla nich najlepszy kandydat na meza to Polak. Ponoć jesteśmy wyjatkowo uczuciowi ;P

    A tu dla zwolenników slowianskiej urody ;)
    Ehhh ten glos ;) W sumie nie tylko glos ;)
    http://www.youtube.com/watch?v=atU8Q3OchCY&feature=related
    http://www.youtube.com/watch?v=GT1dZPv99yA
    Pozdro!

    OdpowiedzUsuń
  15. herkus:
    owszem Polki wyrozniaja sie na plus w stosunku do Szkotek, Angielek, Niemek. Ale juz nie w stosunku do Brazylijek albo Kalifornijek. Wszystko zalezy z kim sie bedzie porownywac...
    Oprocz bardzo czarnoskorych pieknosci masz jeszcze caly wachlarz najrozniejszych mieszanek, odcieni i tak dalej. I te mieszanki wlasnie sa najpiekniejsze ;)

    OdpowiedzUsuń
  16. nie mieszkałem nigdy długo poza PL, różne pobyty + dużo wyjazdów wakacyjnych, nie aż tak długo, by kiedykolwiek poczuć się jak emigrant

    tu w kraju miałem też do czynienia z nie-Polkami nie raz, jakoś tak wychodziło

    nie spotkałem na swojej drodze dziewczyn z Brazylii czy Kalifornii, nie wypowiadam się, tyle co widziałem w mediach - dziewczyny z Brazylii są ładne

    co do Murzynek, czarna dziewczyna czarnej dziewczynie nie równa - wśród czekoladek jest wiele różnych odmian, mieszanek i pod-ras - to taj jakby każdego białego wrzucić do jednego wora - kwestia gustu - ja nie narzekałem

    ja tam nie jestem w żaden sposób atrakcyjny i niczym się chyba nie wyróżniam, po prostu jak co do czego przychodzi, to dziewczyny mnie lubią i tyle

    z resztą - trochę próżne gadanie, bo jestem zajęty i z dzieckiem :)

    co jest w sumie dość wesołe

    OdpowiedzUsuń
  17. Mi tam jakos nie brakuje szczegolnie polskiego jedzenia. Nie jestem klientem polskich sklepow w UK. Jak natkne sie gdzies na jakis produkt i mam na niego ochote, to kupie. Jak nie, to nie ma problemu. Chleba nie jem na codzien, ale jak najdzie mnie szczegolna ochota to moge upiec sobie sama.

    Gdybym byla mezczyzna, to pewnie brakowaloby mi polskich kobiet. Ale z drugiej strony w Londynie jest mnostwo innych pieknych pan (chociazby wspomnianych Brazylijek), tylko trzeba sie troche wysilic, zeby poderwac je.

    Gdyby szukala nowego partnerz zyciowego, to na pewno nie ograniczylabym sie do rodakow. Wlasciwie takie ograniczenie, oznaczaloby bycie wiecznym singlem ;-) Nie spotkalam jeszcze zadnego sensownego i wolnego Polaka w Londynie. Tubylcy oferuja wiekszy wybor i zawsze to cos nowego i jakies wyzwanie kulturowe.

    Pozdrawiam z Norwegii, Richmond.

    OdpowiedzUsuń