piątek, 13 kwietnia 2012

American Pie 2 - wątek racjonalnie oszczędny.

Większość z nas kojarzy śmieszno-głupie amerykańskie komedie, zgadza się? Ja otwarcie przyznaję się, że czasem lubię je oglądnąć - dla relaksu i odmóżdżenia. Przy dużym zmęczeniu nie lubię kina ciężkiego i filozoficznego - czyli dużej części filmów polskich. Lubię wtedy pooglądać durne amerykańskie komedie.

Jednak w American Pie, prócz głupoty i śmieszności znalazłem także wątek pozytywny.


W części 2 bohaterowie decydują się spędzić lato nad jeziorem lub nad morzem i oczywiście jak zwykle zaliczyć "swoje cele", jednak szybko pojawia się dylemat - przy ich stanie finansów wynajęcie domku letniego jest nierealne - czy w rzekomo głupim i krytykowanym przez polskich ambitnych koneserów filmie widzimy próby zakombinowania lewej kasy, czy proszenia o nią rodziców? Nie! Bohaterowie kalkulują i decydują się wziąć dodatkowe wakacyjne prace w trakcie pobytu w miejscowości letniskowej - plan staje się realny.


To tylko śmieszny amerykański film, jednak prezentuje fakt, który wykracza poza naszą polską mentalność. Zarobić, uzyskać niezależność, nie prosić rodziców o więcej i więcej, nie robić za młodego pasożyta.

Na początku miesiąca pisałem wam trochę o swoich latach studenckich i różnych 'przebojach'. Wtedy, a mam wrażenie, że i obecnie dla większości młodych ludzi taki wątek 'ekonomiczny' jak w American Pie 2 to czyste Science Fiction.

14 komentarzy:

  1. Fajny post, odniosę się tylko do "młodego pasożyta" ;) Stan majątkowy rodziny i to w jakim położeniu staje dana osoba często jest niezależne od niej. Jeśli rodzina żyje ponad standard to czemu z tego nie skorzystać? Wynoszenie się z domu przy pierwszej okazji kiedy lodówka zawsze pełna i nigdy niczego nie brakuje, w dodatku miło naszym rodzicom mieć nas przy sobie to czemu nie? Przez ten czas można sporo zaoszczędzić i nie uważam tego za ujmę, co innego jak nie ma warunków.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. słuchaj, ja nie twierdzę, że młoda osoba żyjąca z rodzicami jest pasożytem - bo tak NIE jest - w polskich warunkach to fakt niemalże niezależny

      chodzi mi bardziej o postawę psychiczną, stosunek do pracy, chęci uzyskania niezależności w przyszłości (a cześciowej już teraz)

      tym rodzicom powodzi się dobrze może teraz, ale w przyszłości może się to zmienić - i kto im wtedy pomoże?

      młoda osoba z postawą niezależności poradzi sobie lepiej

      Usuń
  2. Kwestia wychowania.
    W USA jest normalnym ze kilkunastoletnie dziecko powinno sie usamodzielnic - oczywiscie nie zawsze jest to mozliwe w stopniu calkowitym (ostatnio zreszta zaczyna byc dokladnie odwrotnie) - ale chociazby w JAKIMS. Czas pojscia do collegu najczesciej wiaze sie z zyciem poza domem, czesto o kilka tysiecy kilometrow od domu rodzinnego. To wymusza samodzielnosc. Dzieciom od malego wbija sie do glowy, ze cos musza robic. Ot klasyka gatunku: scouts i dzieciaki z podstawowki, ktore kultowo (a chyba nawet obowiazkowo w ramach szkoly - ale za to nie gwarantuje) MUSZA wyprodukowac cos - ot chociazby lemoniade czy ciasteczka - a potem to SPRZEDAC. I to jest normalne, czesc kultury, nikt nie traktuje dzieciakow stojacych przed domem czy chodzacych po sasiadach i sprzedajacych te ciasteczka jako "a co rodzicow nie stac ci kupic ciasteczek?" albo "o znowu chca wyludzic pieniadze?". Zupelnie inne podejscie. Zupelnie inny klimat. To naprawde nie spada z nieba.

    A co wbija sie do glowy wiekszosci dzieci i nastolatkow w Polsce? "Znajdz sobie porzadna stala prace" = praca na etacie. Moze byc gownianie platna, ale STALA. Ot taka mantra. To gdzie ci ludzie maja sie nauczyc innego podejscia?
    Do tego dochodzi problem kosztow wynajmu samodzielnego locum. W tej chwili moze jest inaczej, ale kiedy ja bylam studentka mieszkan na wynajem po prostu NIE BYLO. Owszem, mozna sobie bylo wyjechac do Wawy, bo tam praca jest i co - gdzie mieszkac? Pod mostem? Czy zaplacic za wynajem na wolnym rynku wiecej, niz sie miesiecznie zarabialo?

    Ja dopiero na 4 roku studiow calkowicie sie z domu wyprowadzilam, bo wczesniej sie nie dalo. Prace dorywcze (przy studiach dziennych) typu sprzatanie, wakacyjne zasuwanie w polu i inne nie byly w stanie zapewnic mi tyle pieniedzy, zeby sie samemu utrzymac.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jednak miałaś (i ja też miałem) wyjście

      poszukać możliwości dorobienia i zapewnić sobie choćby częściową niezależność (w ramach potrzeb rozrywkowych nastolatka/studenta) czy całkowicie polegać na rodzicach

      ja wybrałem opcje dorobienia tu i tam

      Usuń
    2. Tk, mialam wyjscie - przez 3 miesiace dojezdzalam codziennie z Lodzi do Wawy do pracy i spowrotem, przy czym bilet miesieczny na pociag i komunikacje kosztowal mnie 600PLN a zarabialam 900 PLN.
      Z Lodzi dlatego, ze tam mieszkalam za darmo tymczasowo w lokalu ze znajomymi, notabene dwoma alkoholikami. Zywilam sie w tym czasie najczesciej bulka i jogurcikiem.

      Pytanie: ile osob ma chociazby znajomych takich w innym miescie i jak dlugo byloby w stanie tak pociagnac?

      Usuń
    3. rzeczywiście nie zazdroszczę tej sytuacji

      ja nie fantazjuję, że młody student może się w PL od razu wyrwać na wolność bez pomocy rodziców - w tym co piszę, chodzi mi o to, by chociaż tym rodzicom ulżyć - a przy okazji coś zyskać

      jeśli jednak pełna niezależność młodego człowieka jest możliwa na zachodzie, czy choćby tam gdzie teraz mieszkasz - to jest pozytywny fakt

      Usuń
    4. za to też, że właśnie próbowałaś i w końcu wyrwałaś się na niezależność, tym czy innym sposobem, masz u mnie szacunek, mimo naszych częstych różnic w poglądach

      Usuń
  3. Dokładnie, moim zdaniem przy naszych warunkach "bycia na swoim" lepiej zostać dłużej w domu rodzinnym, ułożyć to sobie jakoś żeby wylot z gniazdka nie zakończył się trudną sytuacją i życiem w ubóstwie. Można kombinować i dla jednej osoby wynajmować pokój lub mieszkanie z kimś ale czy to aby na pewno niezależność? Od rodziców tak ale od innych? Chyba lepiej zaoszczędzić te 500 pln za pokój i zostać w swoim - w domu. Ale wiadomo, punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Każdy przypadek trzeba rozpatrywać oddzielnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tak - mi było bardzo potrzebne uniezależnienie się, choćby w sensie lokalowym (ale z pomocą rodziny, co przyznaję),

      jeden z kolegów zdecydował się żyć z rodziną (babcia) niemal do końca studiów - oszczędzone (i zarobione!) pieniądze inwestował

      ale na pewno NIE nazwałbym go pasożytem


      generalnie w poście chodziło mi o ten wątek z American Pie i o postawę o której Futrzak pisze

      byłem w podobnej sytuacji jak bohaterowie American Pie ze dwa razy - niestety w otoczeniu towarzystwa, które najwyraźniej rączek sobie pracą nigdy nie pobrudziło i wyjazd (z ich strony) polegał na wyżuleniu od rodziny większej ilości pieniędzy, by beztrosko przehulać

      już wtedy ta postawa mi średnio odpowiadała

      mentalnie byłem już chyba ustawiony jak w American Pie

      Usuń
    2. No nasza mentalność taka jest, ciekawe bo jak człowiek ogląd taki czasoumilacz to nie zwraca uwagi na takie aspekty.

      Kiedyś na wczasach ze szkoły zagadaliśmy z roznosicielami kukurydzy i kawy i puścili nas na plaże z towarem, poza tym zbieraliśmy butelki, nasz budżet na wyjazd podwoił się :)

      PS. Czytam bloga już od dłuższego czasu, kolega chyba z moich okolic? :) Głogów pozdrawia.

      Usuń
    3. dokładnie z tych samych okolic :)

      Usuń
  4. Z własnego doświadczenia mogę powiedzieć, że chyba coś się zmienia, jeżeli chodzi o nastawienie młodych do pracy, albo po prostu mam takie otoczenie.
    Jestem w maturalnej klasie (w liceum ogólnokształcącym) i sporo chłopaków załatwiło lub próbuje załatwić jakąś pracę na wakacje, aby przed pójściem na studia zarobić trochę gotówki i odciążyć rodziców.

    OdpowiedzUsuń
  5. Zgadzam się z Twoim poglądem. Większość ludzi z którymi mam do czynienia w chwili nagłej potrzeby finansowej ostatnią rzeczą o jakiej myśli to PRACA (dodatkowa itp).

    A już w ogóle nie ma mowy o planowaniu wydatków i oszczędzaniu na dany cel

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W ogóle temat oszczędzania i racjonalnego planowania wydatków u nas kuleje. Mam wielu znajomych z dobrą pracą i jak pytam czy coś oszczędzają to "po co?, no coś Ty, nie mam z czego, kredyty itp" A potem się budzą z ręka w nocniku. Trafia się okazja to ja wybieram środki a oni pożyczają i koło się zamyka.

      Usuń