poniedziałek, 2 kwietnia 2012

Oszczędzanie pieniędzy na studiach. Jeszcze raz o organizacjach. Wchodzenie młodych ludzi na rynek pracy.

Jeszcze raz o organizacjach studenckich, z punktu widzenia byłego aktywisty.

Jednym z najpopularniejszych postów marca była moja negatywna wypowiedź o organizacjach studenckich. Jedna z czytelniczek w komentarzach napisała, że miała kontakt z organizacjami studenckimi i było to bardzo dobre - mogła dzięki temu wyjechać na tanie wakacje. Potwierdzam, młode osoby z otoczenia organizacji studenckich z reguły korzystają najbardziej - natomiast ja byłem pełnoetatowym aktywistą studenckim - w ścisłym "rdzeniu" organizacji przez ok 1,5 roku - poświęcałem większość wolnego czasu na działanie.

Przynajmniej połowę tego czasu uważam jednak na 100% za czas "zawodowo" zmarnowany. Dlaczego połowę? W drugiej połowie zacząłem się już bowiem rozglądać za możliwością pracy oraz własnego biznesu (jednocześnie!) - mój pierwszy studencki interes oczywiście padł (krakały jaskółki, że niedobre są spółki), kolejna próba była umiarkowanie udana.

Jedną z niewątpliwych atrakcji moich studiów były... fajne studentki!

A gdybym mógł....

Gdybym jeszcze raz miał decydować nieco inaczej ukształtowałbym swój czas w organizacji studenckiej - nie pchałbym się w pełnoetatowego aktywistę - starałbym się raczej być "osobą zaprzyjaźnioną" z pogranicza organizacji lub ewentualnie członkiem zdecydowanie mniej aktywnym, nie wkładając w to tyle serca, emocji i przekonania. Byłbym tylko "kolegą z ekipy" nie uczestniczącym na pewno w wewnętrznym ambicjonalnym wyścigu szczurów, oddając pole innym nawiedzonym "ambicjonerom".

Tyle odnoście ciągu dalszego dot. organizacji. Jeszcze raz powtórzę jednak swoje zdanie, to może być nawet fajna zabawa, to może być też namiastka prawdziwego działania w korporacji (z różnymi negatywnymi, ambicjonalnymi, ale też pozytywnymi doświadczeniami), ale... właśnie...ALE...

Wniosek finalny

Jeśli nie jesteś osobą (studentem) z bogatej rodziny, która właściwie nie musi na siebie zarobić to przyjmij do wiadomości, że na takie działania czas był w gimnazjum, ewentualnie w liceum, a w dorosłym życiu, powiedzmy po symbolicznej 18-stce czas już choć trochę na siebie zarabiać. Studia? W większości przypadków studia uczą teorii, a nie zawodu - o zdobycie praktyki trzeba postarać się samemu.

Rynek pracy

Tak w ogóle jednak myślę, że polska młodzież i studenci wciąż dramatycznie późno wchodzi na rynek pracy. Jest lepiej niż za moich studenckich czasów, ale jeszcze słabo.

Za mojej bytności w rzeczonej organizacji spotkałem się autentycznie z niechęcią młodych ludzi do pieniądza, do pracy zarobkowej - to trochę tak jak pisałem w poprzednim poście o inteligencji rodem z PRLu.

Właśnie to podejście, że teraz jest liceum, teraz są studia - skończy się studia, to dopiero pomyśli się o dorobieniu, lub rozpoczęciu pracy. Obserwuję otoczenie - to nadal jest problem - jeszcze w roku 2012!

I jeszcze o moich losach


Negatywne postrzeganie mnie, z powodu tego, że zacząłem dorabiać, jawnie myśleć o założeniu studenckiego interesu, jawnie przedstawiać swoje plany kolegom z otoczenia i podejmować pierwsze realne próby ruszenia z biznesem (ach te cholerne spółki!) było jedną z głównych przyczyn zakończenia mojej kariery aktywisty studenckiego. Zazdrość i podkładanie świni to nasz narodowy atrybut.

Ale to był de facto jeden z początkowych etapów mojej kariery w wielkim mieście (którą autentycznie kontynuuję do dziś) i może w miarę wolnego czasu jeszcze o tym popiszę.

Okoliczne blogi są wypełnione po brzegi obserwacjami mieszczucha na wsi, poradami jak taki ma sobie poradzić po wyprowadzce na wieś czy prowincję. A nie ma tego - jak wieśniak i prowincjusz ma sobie poradzić w wielkim mieście - kto wie, może to będzie temat na jakiś przyszły post.

3 komentarze:

  1. Brakuje czegoś, co ludzie uwielbiają: prostej instrukcji pójścia na łatwiznę, szybkiego efektu i góry pieniędzy z tego. Nie da się.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. u mnie w przeszłości (i teraz) nie było i nie ma nic na łatwiznę

      choć może teraz, po wielu doświadczeniach wiedziałbym jak w niektórych sytuacjach ułatwić sobie życie

      ale co było to było

      Usuń
  2. Studenci tacy są. Zachowania rodem z lo. Dlatego niechętnie widzi mi się udać na studia. Ale przejdź się do zaocznej szkoły policealnej, tam każdy pracuje albo dorabia, otwiera firmę łapie zlecenia, szuka pieniędzy i okazji. Dziesiątki tysięcy zarobionych i odłożonych kwot na kolegach z grupy szału nie robią. Samochody za własne, wynajmowanie mieszkań, długo by wymieniać, poważne dyskusje, a studenciak w książkach i chichotach na przerwie na kasie rodziców...

    OdpowiedzUsuń