niedziela, 20 maja 2012

Czy remont mieszkania jest dobrą inwestycją? Skuteczna sprzedaż samochodu jako przykład postępowania.

W celu odpowiedzi na pytanie posłużę się analogią - jakiś czas temu sprzedawałem samochód - nic specjalnego, stary, trochę odrapany, raczej zadbany, ale z widocznymi śladami zużycia. Przed sprzedażą zainwestowałem trochę czasu i pieniędzy w odpicowanie autka - kupiłem małą fiolkę lakieru w mojej palecie i starannie zamaskowałem obicia i odpryski farby, starannie wtarłem w karoserię płyn polerująco-woskujący, dokładnie wyczyściłem tapicerkę, bagażniki i dywaniki oraz zainwestowałem w ładny zapach w środku. Nieco wcześniej kupiłem radio z nowocześnie wyglądającymi wskaźnikami i wyświetlaczem pełnym ledów. Pierwszy klient który zobaczył auto kupił bez większego namysłu - wynegocjowałem cenę ok 10% większą niż średnia cena rynkowa, co zależnie od kalkulacji dało mi od kilkuset do tysiąca zł zysku.



Remont mieszkania traktuję podobnie jak "odpicowanie mojej bryki" - co prawda nie mam obecnie w najbliższych planach przeprowadzki lub wynajęcia, sprzedaży, ale także nie mogę tego wykluczyć. Istnieje całkiem realna możliwość różnych kombinacji z moim mieszkaniem, a remont, zwłaszcza, kiedy w mieszkaniu się jednocześnie mieszka nie jest znów rzeczą, która można zrobić ot tak. Zgranie czasu mojego i fachowca, organizacja, wydatki... to wszystko nie jest łatwe. Dlatego jeśli mogę - inwestuję w remonty. Niby klienci są racjonalni, niby kalkulują, ale fakt jest taki, że podświadomość to potężne narzędzie i prędzej kupimy przeciętne mieszkanie ładne, zadbane, pachnące, czyste niż zaniedbaną norę, chociaż w dobrej lokalizacji i z dużym potencjałem.

Kolejnym argumentem którym się posłużę jest argument znany wszelkim pożeraczom literatury motywacyjnej, nie wiem czy Robert Kioysaki, czy inny "bogaty ojciec" ukuł hasło: "płać najpierw sam sobie". Co to znaczy w tym przypadku - a no to, że racjonalnie oszczędzając i gromadząc nadwyżkę gotówki chcę zrobić sobie (i rodzinie) przyjemność - przebywanie w estetycznym, ładnym wnętrzu daje pozytywny psychologiczny bodziec do działania - siedzenie w zaniedbanej norce powoduje, że kapciejemy.

Jak wiecie jestem sceptykiem co do wszelkich guru i lotnych haseł w różnych dziedzinach, ale tym razem ułatwiłem sobie robotę autora bloga i posłużyłem się gotowym hasłem - zwłaszcza, iż nie jest to tak toksyczne pojęcie jak mania liczenia przedmiotów do 100 - krytykowana uprzednio.

4 komentarze:

  1. Powiem Ci, że jestem tego samego zdania, co Ty.
    Zadbane, domyte, odświeżone mieszkanie sprzedałam na pniu w ciągu dwóch tygodni od momenty zamieszczenia oferty.
    W drugie mieszkanie, które pomagałam sprzedać, też zainwestowałam ok. 4 tys.: wymiana podłogi, odmalowanie ścian, balkon z terakotą zamiast betonowego starocia i siatka przeciwko ptactwu na tym balkonie plus wyniesienie starych rozpadających się mebli i zawieszenie nowych firan i zasłon, pod kolor obrusa na stole :).
    Dzięki temu to mieszkanie poszło za cenę wywoławczą, ok. 10% wyższą od średniej rynkowej.
    Było to jakieś 10 lat temu, ale warunki niewiele się zmieniły.
    Kupuje się oczami, poza tym każdy woli mieć grubsze remonty już zrobione i od razu poczuć się w mieszkaniu dobrze, niż dopiero sobie wyobrażać, co będzie musiał zrobić.
    Teraz też robię remont, bo miałam strasznie zniszczone łazienki.
    Wymiana instalacji wod-kan to jedna z najbrudniejszych i najbardziej uciążliwych robót w domu, ale za to potem opłaca się inwestować w łazienki i kuchnię, bo już ich nie będę rozkuwać, żeby te rury kiedyś wymienić.
    Po pierwsze sama wreszcie będę zadowolona korzystając z takich nowoczesnych łazienek, a poza tym będę miała większe szanse na zainteresowanie ewentualnego kupca kiedyś w przyszłości.
    Pozdrowienia!

    OdpowiedzUsuń
  2. a ja ci powiem, że zdecydowałem się także na odmalowanie klatki schodowej (częściowo) prowadzącej do mojego wejście, bo zostało mi trochę odpadowej białej farby (drogiej i super jakości)

    jeszcze nie skończone, na razie pojechałem wałkiem bez zrobienia krawędzi, ale już teraz wejście do mnie jest o wiele czystsze i przyjemniejsze

    niby idiotyzm - niby po co malować coś dla sąsiadów, którzy o to nie dbają? - z drugiej strony żaden dodatkowy koszt - a wrażenie przy moim obejściu radykalnie różne

    czysto, świeżo, przyjemnie się wchodzi już teraz

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z tą klatką schodową masz rację, bo liczy się efekt wejścia. Ja akurat miałam szczęście, bo oba mieszkania, które sprzedawaliśmy miały prawie nową, zadbaną albo odmalowaną właśnie dopiero co klatkę schodową, więc wszystko wyglądało czysto i schludnie, nawet drzwi wejściowe do bloku i skrzynki na listy były nowiuteńkie! :)
      Teraz podczas remontu domu też zdecydowałam się absolutnie w pierwszej kolejności zrobić przedsionek, bo do tej pory to ciemne małe pomieszczenie wyglądał mało zachęcająco, a dopiero teraz nabiera charakteru.
      Po zakończeniu remontu będą tędy wchodzić domownicy i klienci, więc po prostu musi wyglądać elegancko i być dobrze oświetlony.
      A no właśnie, ważne jest też odpowiednie oświetlenie, może uratować lub pogrążyć niejedno wnętrze czy klatkę schodową!
      Pozdrowienia!

      Usuń