czwartek, 31 maja 2012

Praktyka studencka - jak kolega "przerżnął" praktykę, a ja dostałem dobrą pracę.

Myślę, że podejmując pierwsze prace, trzeba wykazać się realizmem i kalkulacją. Trzeba umieć zaznaczać swoja pozycję, nie dać się zgnoić, a jednocześnie zaakceptować pewien układ, który jest zawsze losem świeżaka w firmie.

A było to tak. Byłem ja i był kolega ze studiów na praktyce. On był formalnie praktykantem-specjalistą ds. ważnego projektu, ja byłem równie ważnym praktykantem-specjalistą d.s. wdrożeń internetowych. Do kolegi pewnego dnia przyszła kierowniczka i wysłała go z papierami na ksero, burknął coś, poszedł, przyniósł nadąsany. Sytuacja się powtórzyła. Za trzecim razem kolega nie wytrzymał i wypalił wprost, że on to nie jest tu sekretarką - tylko specjalistą z Ważnego Uniwersytetu z Ważnym Mieście i dosłownie "to nie należy do jego obowiązków"!


Mniej więcej równolegle, w sąsiednim dziale, mnie zawołała szefowa - i uśmiechnięta mówi dosłownie: "Młody! Pomożesz? Na ciebie wypadło - najmłodszy tu jesteś?" i wręcza mi listę: chleb... mleko... masło... 3 kilo ziemniaków... Co mi tam, poszedłem. Było trzeba skoczyłem i drugi, i trzeci raz... W następnym tygodniu przed "kofibrejkiem" szefowa mnie wzywa do siebie... i częstuje pyszną grochówką i innymi smakołykami. Proszę... student, z dala od domu, to sobie teraz dobrze zjesz jak u mamy. Nie raz potem szefowa osobiście robiła mi kawę i nie raz przynosiła coś pysznego z domu... "dla młodego", czyli dla mnie.

Nie sądzę, aby moja pozycja zawodowa przez to ucierpiała... a czy domyślacie się już komu po praktyce letniej podziękowano i w firmie nie został?

P.S. Myślę, że oficjalnie mogę was już zaprosić na mój nowy drugi blog, gdzie zamierzam publikować posty o tematyce: praca, kariera, własna firma pt. Założenie Firmy. ZAPRASZAM. Myślę, że przeniesienie tej tematyki na inny blog wprowadzi większy porządek i spójność tematyczną tutaj.

24 komentarze:

  1. Kserowałem, nagrywałem CD, ustawiałem krzesła w sali konferencyjnej i podłączałem rzutnik jako Bardzo Ważny Kierownik - a nie jako praktykant - i jakoś mi korona z głowy nie spadła. Nie rozumiem, jak można się o takie rzeczy obrażać..?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ale kolega się obraził i obruszył, bo on już był takim niby team leaderem i miał innych praktykantów pod sobą

      pochwalili go oficjalnie, mógł sobie zrobić nowy wpis do cv, ale to jednak "młody" został w firmie :)

      Usuń
    2. Też mnie to dziwi- choć, z drugiej strony, denerwować może, iż często na takich praktykach całość obowiązków sprowadza się właśnie do typowego przynieś-podaj-pozamiataj; chciałoby się jednak wynieść z praktyk jakieś realne wiadomości, tak niezbędne przy mocno teoretycznych studiach; nie tylko ja zresztą na to narzekam...

      Woody_90

      Usuń
    3. niestety, tu mamy rozdźwięk teorii i rzeczywistości

      w sumie o tym jest też nowy post na nowym blogu :)

      ja jednak rzeczywiście po "praktyce" skończyłem w firmie etap - przynieś, podaj, pozamiataj - miałem już rzeczywisty kontakt ze środowiskiem okołofirmowym/biznesowym - oczywiście sporadycznie robiąc przysługę szefowej, ale to inna historia

      pracowałem w tej firmie do jej ostatecznego upadku podczas którejś z fali kryzysu i problemów finansowych - potem były już tylko moje własne interesy

      Usuń
  2. Szacunku do pracy chyba najlepiej nabywa się we własnej firmie, bo robisz wszystko od myślenia i kontaktów z najważniejszymi Klientami, aż po kawę i sprzątanie, kiedy trzeba.
    I jak wiadomo korona z głowy nikomu nie spada, najwyżej można zaoszczędzić na pracowniku od wszystkiego.
    Na miejscu początkującego pracownika powinno się wziąć pod uwagę, że najważniejszą wnoszoną wartością jest ich "chęć do współpracy i umiejętność pracy w zespole", a to oznacza m.in. także taką zwykłą uczynność.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. wiesz, po nieudanym, o ile liczę dobrze, już szóstym zatrudnieniu - tzn. próbie zatrudnienia "sprzątaczki" dochodzę do wniosku, że olewam to i przestaję szukać - przestaję dawać szansę młodym na jakiś start

      od dziś sprzątam w swoim gabinecie i biurze sam - jak nie raz już zresztą - korona mi od tego nie spada :) dokładnie jak mówisz - "aż po kawę i sprzątanie, kiedy trzeba."

      może ewentualnie jakaś bardzo biedna emerytka się skusi na robotę, wielkie może

      ale tzw. młodym i ambitnym - drzwi na dorobienie powoli zamykam - to pokolenie ma zbyt naprzewracane w głowie, by dało się z tego coś ulepić

      Usuń
    2. zgadza się, to najlepsza szkoła, kolega tylko siedział gdy ja zasuwałem ze szmatą, poczęstunkami, ksero ale i sprzedażą, efekt- wyleciał dopiero po roku a ja, młody, przemieniłem kilkuosobową firmę w nr 1 w branży we województwie, po 2 latach zainwestowane parenaście tysięcy i wszelki czas nabrało wartości 2 mln zł!

      Usuń
  3. "Hard work never killed anyone" ... with an exception of countless slaves....

    "Myślę, że podejmując pierwsze prace, trzeba wykazać się realizmem i kalkulacją"
    - ja sie wykazalam. Nie mialam co żreć, a butelki w akademiku sie skonczyly wiec podjelam prace sprzataczki w knajpie - jedyną podówczas dostępną, a i to zalatwiona po znajomosci.
    Ale w sumie nie moglam narzekac - po 3 miesiacach, jak barmanka zlamala noge, awansowalam na barmanke w tej samej knajpie.
    No i tak to sie rozwijala moja "praktyka" studencka. A ze nie w tej dzialce? No oj tam oj tam...widocznie nie wykazalam sie ani realizmem, ani kalkulacja.

    A teraz juz na serio: nie kazdy ma taki luksus, ze moze sobie pozwolic na praktyke w swoim zawodzie.
    Zlosliwie dodam: po obronie mialam szanse a jakze pracowac w swoim zawodzie (dostalam propozycje asystentury na jednym takim uniwerku) - ale i tak musialabym dorabiac jako barmanka zeby sie utrzymac.

    OdpowiedzUsuń
  4. I jeszcze jedno: przez 12 lat pracy w Silicon Valley w Kalifornii nie widzialam ani razu, zeby jakikolwiek manager czy nawet CEO czy inni directors ganiali stazystow po zakupy czy do robienia kawy.
    Takie rzeczy kazdy SAM ROBIL DLA SIEBIE.
    Zadnej z tych "szych" nie przyszlo do glowy ganiac podwladnych do kuchni po kawe czy inne pierdoly.
    W Polsce najwyrazniej szef swoj status podkresla ganiajac mlodszych ranga do robienia kawy i zakupow. Cool.

    OdpowiedzUsuń
  5. To taka feudalna mentalnosc. Miec sekretarke od robienia kawy, a jak firmy nie stac, to ganiac stazystow - bo ja oczywiscie sobie pazurki, kolanka i nozki polamie lapiac tą korone, co mi z glowy ciagle spadac bedzie..

    OdpowiedzUsuń
  6. Teoretycznie to też naciąganie firmy na kasę (którą płacą praktykantowi), więc jeśli kierownik nie jest właścicielem, to w jakimś sensie okrada firmę (nawet jakby praktykant nic nie robił zawodowo w danym czasie). To pisząc nie wykonywanie poleceń przełożonego jest raczej niezbyt rozsądnym ruchem jeśli pracuje się w korporacji... W razie czego zawsze można powiedzieć: "Ja tylko wykonywałem rozkazy!"

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. praktykant nie dostaje kasy... stażysta coś dostaje ale to też nie od pracodawcy...

      Usuń
  7. @Daimyo:
    nie wiesz o czym mowisz, sorki. NIE WIESZ.

    OdpowiedzUsuń
  8. ja wiem, że USA, ja wiem że teoria... ale ja po prostu podszedłem do sprawy na pełnym luzie, przy okazji zakupów mogłem się po prostu przejść i de facto zerwać z pracy, przy okazji trochę pochodzić po pasażu handlowym - i to z oficjalnym błogosławieństwem szefowej

    podszedłem do tego także w ten sposób, że po prostu kobiecie pomogłem w drobnej codziennej sprawie, następnym razem to bodajże był tekst "Czy chciałbyś się przejść i mi pomóc?" Coś w tym stylu, grzecznie - nie czułem, że jestem przez ty czymś gorszym jako osoba

    swoją drogą hierarchia i obowiazki - hierarchią - ale tradycja/funkcja świeżaka w polskich firmach jest silna

    grunt to tak cwanie to wykorzystać, aby nie dać się zgnoić - pokazać swój poziom, ale także nie stawiać się kiedy naprawdę nie trzeba i nie wyjść na sztywniaka i zarozumialca

    w dobrej i zgranej firmie to jest praca zespołowa (przynajmniej do pewnego stopnia)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja wiem ze stazysta niespecjalnie moze cos zrobic, ale przeraza mnie to, ze ludzie w Polsce tego typu mentalnosc feudalna biora za cos NORMALNEGO a Ci, ktorzy sie probuja buntowac uwazani sa za zarozumialcow, sztywniakow etc.

      Ja bylam raz postawiona w podobnej sytuacji, kiedy szef rzucil "a jakbym wam kazal posprzatac ubikacje to co?". Wszyscy zamarli, na co ja odparlam:
      "zostalam zatrudniona na innym stanowisku i za nie pobieram wynagrodzenie. Na liscie obowiazkow nie ma mycia ubikacji, ale jesli sie pan bardzo upiera to nie ma problemu - prosze dopisac do moich obowiazkow a pensje powiekszyc o stawke godzinowa, ktora pobiera zewnetrzna firma za ta prace."

      Gosciu juz wiecej nigdy podobnych pomyslow nie rzucal.

      Usuń
    2. naprawdę, bez przekory i z ciekawością, mam ochotę zapytać - a jak to by było w Argentynie?

      Usuń
    3. W warunkach przemysłowych o korporacyjnych takie pomysły by w ogóle nie przeszły. Gdyby nawet coś takiego szefowi strzelo do głowy, to nie szanując ludzi by miał bardzo szybko, bardzo duże problemy. Zarówno sądowe, jak tez ze związkami. Tak w skrócie, to gdyby ktos w warunkach fabryki, czy podobnej korpo próbował ludzi traktować jak w Polsce, to pozbędzie się szybko całej firmy i będzie się cieszył, że tak mało to go kosztowało.

      Usuń
  9. Niewolnikow od wolnych ludzi rozni godnosc i szacunek do samych siebie. Zadna praca nie hanbi i ani w robieniu zakupow ani w myciu kibli nie ma nic uwlaczajacego - ktos tą pracę robic musi. Tylko robmy ja na normalnych zasadach: za wykonana prace sie placi, a w umowie powinno byc okreslone, co nalezy do naszych obowiazkow. Stazysci to nie powinni byc niewolnicy, na ktorych za kiepska place (albo jej brak) zwala sie najbardziej irytujaca prace tylko datego, bo MOZNA.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jakoś w jednym zdaniu umieściłaś pojęcia takie jak mycie kibli i zrobienie zakupów

      to mi się w głowie nie mieści - takie porównanie

      zrobienie zakupów szefowej - było dla mnie nawet przyjemnością - do mycia kibli jestem ostatnim chętnym, gdyby ktoś mi to powiedział, nawet nie byłbym tak dyplomatyczny jak ty w historii z szefem, tylko nie zważając na nic rzucił soczyste "co sobie kur*a gościu wyobrażasz, spier**am stąd" albo coś podobnego

      z całym szacunkiem dla kiblomyjców, ja tej pracy bym nie zniósł!

      natomiast ja wiem, że umowa, że teoria - ale rzeczywistość jest inna - i ty to także wiesz - świata nie zmienimy

      Usuń
  10. "jakoś w jednym zdaniu umieściłaś pojęcia takie jak mycie kibli i zrobienie zakupów
    to mi się w głowie nie mieści - takie porównanie"

    -- dlaczego? Jedno i drugie to jest uczciwa praca, tyle ze jedna bardziej niewdzieczna bo brudna. Tak najezdzasz na "mlodych" studentow co to zadzieraja nosa i do roboty sie nie wezma - a sam jak widze masz podobne podejscie, tylko po prostu za prace "ponizej godnosci" uwazasz cos innego.
    Twoj kolega, ktory za prace ponizej godnosci uznal robienie zakupow szefowej myslal dokladnie tak samo jak Ty - roznica jedynie stopnia.

    To, ze bys rzucil k*wami w odpowiedzi tez zle swiadczy o Tobie - po prostu, brak profesjonalizmu.

    Umowa i jej przestrzeganie to nie jest teoria - to w cywilizowanych krajach jest PRAKTYKA. Oczywiscie nie tam, gdzie bezrobocie jest ogromne, bo to jest rynek pracodawcy i moze on sobie krecic nosem i wymagac niewiadomo czego.

    Trzeba najpierw samego siebie szanowac, a potem ludzi wokol - bez tego przestrzeganie umow nigdy sie nie przyjmie...zmienianie swiata naljepiej zaczac od siebie.

    OdpowiedzUsuń
  11. a czy ja tu deklaruję że jestem ultra-profesjonalnym ideałem?

    no nie

    nie jestem profesjonalny, nie zawsze, nie wszędzie

    takich co są zawsze ultraprofesjonalni, takich stachanowców, nikt nie lubi - gdybym taki był, to pewnie nikt, lub prawie nikt by tego bloga nie czytał

    owszem, zdarzyło mi się powiedzieć w pracy coś ostrzejszego i odejść - może nie koniecznie było to rzucanie k**mi ale jednak

    ja tu na blogu nie walczę o ideał, ja tu sugeruję jedynie zdrowy rozsądek, także młodym-gniewnym co pracy szukają i mają "problema"

    ja jeszcze raz powtórzę: "naprawdę, bez przekory i z ciekawością, mam ochotę zapytać - a jak to by było w Argentynie?"

    P.S. A tak przy okazji - miałem też pracę - gdzie kibel wyczyścić było trzeba! Sporadycznie (bardzo kulturalna knajpa dla elity) ale jednak. Ale po prostu tego nie lubię.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak by to bylo w Argentynie to juz maczeta Ci odpisal.

      Usuń
    2. o widzę, że się z maczeta rozminęliśmy o 1 minutę

      dziękuję za wyjaśnienie

      Usuń
  12. Tak piszecie o zakresie obowiązków a teraz pracodawcy maja taki fajny zapis w umowach jak -i wykonywanie poleceń kierownika. Umyj toaletę. Polecenie? -Polecenie!

    Ja robiłem w tesco na stanowisku Serwisanta Rowerowego i podczas swej krótkiej tam kariery obsługiwałem działy: AGD, RTV, Sport, Zabawki, Samochodowe, Szkolne, Prasa, Przemysłowe, Ogrodowe, Sezonowe, Magazyny itp. Wszystko jako rowerowy. Jak nabrałem pewności siebie i poznałem środowisko to czasami odmawiałem ale jak juz nic nie było do roboty i byłem wolny to zaraz mi zajęcie znaleźli a np. na skręcaniu mebli itd. moglem się na tym nie znać to było "to się poznasz" tyle że tłumaczyć nie było komu.

    Słyszałem taką anegdotę:

    W Niemczech murarz jest od murowania a pomocnik od noszenia cegieł. Jak są cegły to murarz muruje a jak nie ma cegieł to murarz siedzi i czeka aż pomocnik je przyniesie.

    OdpowiedzUsuń