poniedziałek, 9 lipca 2012

Jak stracić przyjaciół i zrazić sobie ludzi. Coś o mechanizmach polityki w naszym życiu.

Jest wiele technik pozwalających na narobienie sobie problemów i zrażenie przyjaciół, znajomych, a w przypadku własnego interesu - klientów i kontrahentów. Jedną z najskuteczniejszych jest rozmawianie o polityce. Przekonałem się o tym nie raz.



Inteligenci
Zauważyłem, że znakomita większość ludzi, nawet tych których można uważać za inteligentów, w kwestiach politycznych zupełnie nie myśli, lub myśleć nie chce. Wybór wspieranej opcji politycznej jest wypadkową wielu podświadomych i świadomych czynników, z których analiza polityczno-gospodarcza jest na ostatnim miejscu.

Puchate stadko.
Większość ludzi nie jest w stanie wybić się ponad swoją orientację polityczną, daje się łatwo spolaryzować, zagonić do tej czy innej zagrody jak zastraszone stado baranów. Zauważyłem także, że większość osób w tym czy innym w miarę zgranym "towarzystwie", czy jak w Poznaniu mawialiśmy "ekipie" najczęściej reprezentuje mniej więcej jeden pogląd polityczny (zazwyczaj zupełnie nie wdając się w szczegóły programu, wizji, przeszłości członków danej partii).

Gorliwa Palikotówka.
W czasie ostatnich wyborów, pewna dość dynamiczna koleżanka, która mocno popiera Palikota, twierdzi, że zrobił on wiele dobrego dla przedsiębiorców i małych firm. Ja zapytałem co konkretnie. Koleżanka zupełnie nie potrafiła podać ani jednego konkretu, stanowiska choćby w jednym, kluczowym dla przedsiębiorców, głosowaniu w sejmie. Natomiast wyraźnie się rozogniła moim szczegółowym wypytywaniem (i faktem że wyszła jej totalna niewiedza) także, że widząc reakcję, załagodziłem jakoś temat.

Zakochany w Tusku.
Dawno temu,podczas formowania się PO mój dobry przyjaciel bardzo się rozekscytował całą ideą, nowym wizerunkiem i w ogóle był wielkim fanem Tuska. W porządku, powiedziałem, ale czy potrafisz podać mi detale z przeszłości Tuska? Podasz mi do jakich partii należał od roku 1989? Podasz mi jak te partie głosowały w szczegółowych sprawach ekonomiczno-gospodarczych? Czy podasz mi jak głosował sam Tusk w głosowaniach na temat podatków? Kumpel oczywiście nie wiedział - ja wiedziałem i mnie to zupełnie nie zachwyciło. Wywiązała się dość emocjonalna rozmowa, którą dość szybko uciąłem. Oczywiście nadal jesteśmy przyjaciółmi, ale politycznie zawsze zgrzyta - nasza pula wspólnych doświadczeń i przeszłości jest akurat większa niż kwestie polityczne, ale politycznie w oczach znajomego to jaj jestem oszołomem, wyrodnym inteligentem, który nie popiera rzekomego rozsądku, wyważenia, rzeczowości platformersów.

Jak zostać pisowcem.
Znakomita większość ludzi, nawet inteligentnych, nie jest w stanie rozdzielić krytyki realnych poczynań polityka od krytyki danych poglądów politycznych. W obecnej sytuacji przejawia się najczęściej tym, że jeśli skrytykowałeś premiera czy prezydenta, a masz odchyły patriotyczne, to automatycznie stajesz się PIS-owcem, a jeśli jesteś łysy, to już na pewno nie tylko PIS-owiec, ale też faszysta.

A właśnie, mamy tu przykład Kolegi z Boskiej Woli, który już nie raz moje krytyczne wyrażenie się o rządzie w komentarzach, okrzyczał jako szerzenie propagandy pisowskiej na jego (co jak co, bardzo ciekawym) blogu. a jak wspomniałem kiedyś, że PIS obniżył podatki to się nasz kolega mocno zdenerwował. Bo jakże tak można przebrzydłych pisiorów chwalić, co mu kiedyś tu i tam dokopali...

Biznes (mały biznes) i polityka.
W ciągu ostatnich lat ze trzy razy dałem się nieco spoufalić z klientem i naciągnąć na rozmowę o polityce. Za każdym razem z marnym skutkiem. Dwukrotnie moje pochwalenie decyzji jednej i drugiej partii w kwestii gospodarczej + fakt, że ścinam się na dość krótko spowodował przyklejenie mi etykiety faszysty i pisowca oraz utratę kontaktu biznesowego (i rezygnacje klienta z umowy). Było to na tyle odległe w czasie (kilka lat), że o pierwszej sprawie prawie zapomniałem i dałem się drugi raz. Trzeci raz nieopatrznie przyznałem się, że zaglądam na blog Korwina, za co zostałem wyśmiany i do dziś pewni klienci mają mnie za korwinistę/upr-owca, co w moim gronie jest synonimem niepoważnego oszołoma.

Za co straciłem kontrakt i pieniądze? W pierwszej dyskusji poparłem pomysły na obniżenie podatków przez LPR i wprowadzenie becikowego, w drugiej rozmowie po latach starłem się dokładnie o to samo, za co Jacek z Boskiej Woli przykleił mi gębę PIS-owca. Mianowicie o fakt że PIS obniżył podatki.

Otóż w towarzystwie zdominowanym przez zwolenników PO nie wolno, absolutnie nie wolno pochwalić dobrej decyzji przeciwników politycznych z PIS, bo można przez to "stracić".

Kilka wyjaśnień.
Nigdy nie należałem do jakiejkolwiek partii politycznej. Moi dziadkowie, rodzice i rodzeństwo także nigdy nie należeli do jakiejkolwiek partii politycznej (także tej jedynie słusznej za komuny i teraz). Nie popieram obecnie (publicznie i prywatnie) żadnej z partii politycznej i nie popieram żadnego polityka. Aczkolwiek mam swoje wyraziste poglądy nie widzę nikogo, kto by je dobrze reprezentował.

Jeśli już miałbym teraz koniecznie publicznie poprzeć kogoś, kogo znam z TV i mediów byłaby to na pewno Świnka Peppa, Krówka Connie oraz Bob Budowniczy i Olinek Okrąglinek. Reszta towarzystwa z TV niech mi sp****la w podskokach.

Offtopic: Gdyby ktoś chciałby sobie oglądnąć mój nowy pulpit na netbooku - zapraszam tutaj.


P.S.#1 Do politycznych sympatii i osoby Jacka z Boskiej Woli nic osobiście nie mam. Ot napatoczył mi się jako fajny przykład zachowań politycznych. Znana wam osoba, ciekawy blogowicz, podpasował do tematu... Mało mnie obchodzą jego aktualne poglądy polityczne, bardziej rajcuje mnie jego ekologiczny tytoń z ogródka.

P.S.#2 Naprawdę straciłem kontrakty przez takie pierdoły polityczne, jak wspomniałem, może było to celowe sondowanie polityczne mojej osoby? To akurat była w pierwszym przypadku instytucja publiczna, w drugim duża firma na stylu z polityką, już współpracujące ze mną Obecnie naprawdę ostro wystrzegam się rozmowy o polityce i kwestiach okołopolitycznych w pobliżu biznesu.

8 komentarzy:

  1. O polityce najczęściej nie rozmawiam, chyba że o niektórych zjawiskach, które mi się rzucą w oczy lub w uszy :)
    Z przyjaciółmi mamy podobne poglądy na życie, a to najczęściej odzwierciedla raczej sympatie do ludzi, niż do ich poglądów, chociaż te ostatnie jednak trochę z podejścia do życia i charakteru wynikają.
    Ale na szczęście nie tracę dzięki temu znajomych.
    Jedno jednak raczej jest pewne - chyba nie byłoby mi po drodze z zagorzałym pisowcem. Już samo popieranie osoby prezesa tej partii wydaje mi się niemożliwe do strawienia.
    A że słucham czasem jego wypowiedzi, wiem że facet umie się wypowiadać, ale cały ten jad i nienawiść, który zza tych wypowiedzi wypływa, są dla mnie nie do strawienia.
    Poza tym bardziej cenię każdego, kto próbuje coś zrobić z teraźniejszą, niełatwą sytuacją, niż kogoś, kto nie potrafi wyjść z przeszłości. To tak w skrócie mój pogląd na obecną scenę polityczną.
    Ale też mi brakuje polityka, którego mogłabym z czystym sumieniem popierać na każdej linii.
    pozdrowieni!
    iw

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja nawet nie wiem kto jest obecnie prezesem PIS :>

      zajadła walka POwców z PISiorami jest czymś, co mnie zupełnie nie obchodzi

      przypadkiem spodobała mi się PIS-owska obniżka kilku podatków i becikowe, z jednego i z drugiego skorzystałem - ale miałem pecha wyrazić to publicznie :)

      to jest walka buldogów pod dywanem, z pianą w pysku i nienawiścią z obu stron - nie tylko ze strony PIS - to jest walka z ofiarami śmiertelnymi (seryjny samobójca krąży po Polsce), której ja nie rozumiem zupełnie i nie mam ochoty się stawiać po jakiejkolwiek ze stron

      a ja autentycznie widziałem PO-wców w otoczeniu cieszących się z katastrofy w Smoleńsku + durne komentarze (które nie przystoją mężczyźnom na poziomie, ale które uszły jakoś) - więc to nie jest tak że pisiory to jad i nienawiść a platfusy to sami spokojni eleganci w garniturkach

      polityka to brudny temat - zupełnie jak produkcja kiełbas

      i nie ma obecnie w kraju ludzi z czystymi rękami

      Usuń
  2. Zauważmy marginesowo, że podatki obniżał także rząd Leszka Millera. Konkretnie: obniżył akcyzę na wódkę. Od czego przychody skarbu państwa z tego podatku znacznie wzrosły! Mimo to, ten przeprowadzony na żywca eksperyment nie przekonał polskiego Ministerstwa Finansów, że taki bezecny heretyk jak Laffer może jednak mieć rację - i w konsekwencji za Donka - Pierdonka, Pierwszego Piłkarzyka III RP mamy to co mamy, czyli windowanie stawek - i zdziwienie nieustanne, że mimo to, dochody skarbu wcale nie rosną, a dziura się powiększa...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. oczywiście ta decyzja rządu Millera zdobyła moją sympatię - także dlatego, że to były czasy moich studiów i początku kariery i obniżenie akcyzy na alkohol bardzo się przydało

      Miller także wprowadził liniowy dla przedsiębiorców, co przyniosło dużo korzyści niektórym z mojej rodziny

      każda decyzja, gdzie państwo zostawia mi w kieszeni więcej pieniędzy i 'oddala się" ze swoimi łapskami ode mnie jest mile przyjęta przeze mnie

      Usuń
  3. Ja powiem nawet bardziej dosadnie: najbezpieczniej w ogóle nie gadać o polityce - z kimkolwiek.

    W kraju w którym poglądy polityczne są wyrabiane w emocjonalny, a nie merytoryczny sposób, dyskusja o nich to pierwszy krok do popsucia sobie stosunków ze znajomymi a w szczególności z rodziną. O ile ze znajomymi nic strasznego się nie stało, to z kilkoma osobami w rodzinie nie rozmawiam już z tego powodu.

    Z własnego doświadczenia odradzam dyskusje polityczne z osobami z rodziny, szczególnie jeśli są od was starsi o pokolenie. "Ty młody jesteś i się nie znasz" i nie przegadasz, kontrargumenty są takim osobą nie potrzebne, bo i po co.

    Osoby powyżej 60 roku życia przeceniają swoje doświadczenie życiowe, zazwyczaj betonują swoje poglądy i nic już ich nie przekona. Dyskusja z takimi osobami to w większości przypadków strata czasu.(i nie mówię tu wcale o osobach bez wykształcenia, u mnie w rodzinie największymi betonami są nieliczne wykształcone osoby - nie mogą chyba znieść tego, że ich teorie odważa się ktoś analizować i przeczyć im, a nie tylko kiwa głową i wyraża zachwyt)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. masz dużo racji

      osoby wykształcone, około 60-tki zyskały swoje wykształcenie za głębokiej komuny i wiązał się z tym często awans społeczny, duży awans i stąd automatyczne ustawienie się po pewnej stronie

      u mnie w rodzinie (bardzo szeroko pojętej) także najbardziej zabetonowane i zarozumiałe są własnie osoby w tym wieku

      ale i młodsi koledzy zdają się już zabetonowywać w swoich poglądach, emocjonalnie a nie racjonalnie, na zasadzie przynależności plemiennej dosłownie, a nie merytorycznej

      ja jestem skłonny pochwalić każdego polityka podejmującego mądrą decyzję - niezależnie od jego opcji - ale to już niebezpieczne podejście w "towarzystwie" :)

      Usuń
  4. ...a zresztą partia to nie jedyna sfera polaryzacji politycznej - nie tak dawno było tu dużo sporów emigranckich, po których część czytelników odeszła

    jeden kolega pisze na przykład w riposcie na mój apel by nie obsrywać Polski za granicą mniej więcej tak: "nie czuję się Polakiem już, nie czuje się związany z tym krajem i co ja mam zrobić? gdzie jest miejsce dla takich jak ja?"

    cholera nie wiem, co ja wróżka jestem? więc kolega się obraża i już go na blogu więcej nie widziałem

    OdpowiedzUsuń
  5. aha, wiecie czym się różnią lemingi (PO) od moherów (PIS)?

    w zasadzie niczym

    u jednych nie wypada krytykować Ojca Dyrektora, a u drugich Ojca Redaktora

    OdpowiedzUsuń