sobota, 22 grudnia 2012

Nie chodź na zakupy na głodniaka - trzy fakty

Jak obiecałem powracam do tematów oszczędnościowych, choć dalej będzie odrobinę o psychologii. Otóż już dawno zauważyłem, że jeśli chodzę na zakupy głodny - moje decyzje zakupowe są jakieś dziwne (z późniejszej perspektywy). Dotyczy to nie tylko kupna jedzenia, choć tu problem jest największy, ale także kupna innych produktów.




Oczywistym jest to, że idąc do sklepu głodny, kupuję znacznie więcej niż jest mi potrzeba. Duża część tej nadmiernej żywności się po prostu marnuję, bo w końcu żołądek ma swoją ograniczoną pojemność. Logicznym jest to, że znając sam siebie staram się nie chodzić do sklepu na głodniaka.

Zauważyłem też inną prawidłowość - kupując coś na szybko, dokonuje się mniej optymalnych decyzji, dodatkowo czasem zakupy na ostatnia chwilę są stresujące, a nie relaksujące. Ostatnio potrzebowałem na przykład pewnego art. biurowego, który normalnie jest wszędzie, ale który akurat w momencie kiedy był mi potrzebny w tajemniczy sposób zniknął z półek. Musiałem pojechać do hurtowni biurowej, stracić czas i paliwo, zamiast sobie w tej chwili odpocząć.

Nie zawsze idąc do sklepu z drugą osobą dokonujemy optymalnych wyborów. W poprzednich postach było nieco o relacjach damsko męskich i konsumpcjonizmie. Namawiam abyśmy nie popadali w skrajność i panowali nad takimi kwestiami jak lans, marka, szpan, ale także musimy być świadomi psychologicznej potęgi i siły międzynarodowych korporacji - czyli wielkiej mocy "marki" produktu. Idąc do sklepu z fajną koleżanką czy mocno nastawionym prokonsumpcyjnie kolegą możemy chcieć zaszaleć i zrobić lans, zaimponować kupując nie zawsze to czego naprawdę potrzebujemy. Warto dobrze dobierać towarzystwo do wspólnych zakupów.

4 komentarze:

  1. Głód to faktycznie kiepski doradca w zakupach, też najczęściej pod wpływem głodu dokonuję kiepskich zakupów: za dużo, nie to co trzeba, w ogóle nie kupuję rzeczy, których naprawdę potrzebuję, a zamiast tego coś, co niekoniecznie się przyda.

    Z zakupami biurowymi też się zgadzam: kupuję na zapas coś, co na pewno się przyda w biurze, np. nie dopuszczam, żeby zostać z jedną ryzą papieru do drukarki, po prostu kiedy zostają dwie, od razu kupuję całe opakowanie.

    pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. co do drukarek własnie próbuję ożywić dawno nie używany sprzęt, kalkulacja wykazała, że opłacałoby mi się próbować naoprawić stara maszynę wielofunkcyjną atramentową

      zobaczymy, napiszemy

      Usuń
  2. Swoje wielofunkcyjne maszyny atramentowe (teraz mam drugą) użytkuję przez wiele lat, poprzednią oddałam po ok. 10 latach, a tę też już mam kilka i nadal jestem zadowolona, chociaż na wypadek awarii kupiłam nową, tańszą i o prostszej funkcjonalności, która już niejeden raz mi się przydała.
    Jeśli masz dobre miejsce do przeprowadzenia takiej naprawy, to na pewno warto.
    pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  3. Ooo, my już dawno dostrzegliśmy tę prawidłowość - jak jesteśmy głodni, to dokupujemy więcej produktów szybkiego zastosowania :D Których normalnie się nie je...
    I staramy się jednak większe sklepy odwiedzać po obiedzie lub robimy szybki wypad w pierwszym po bułki i opakowanie parówek, zjadamy po drodze do następnego w aucie i to taki nasz ulubiony smaczek :)

    OdpowiedzUsuń