wtorek, 24 lipca 2012

Rezygnacja z telewizora i filmów? Higiena psychiczna?

W poprzednim poście skrytykowałem wielkiego "znaffce fymowego" Raczka co wyjeżdża internautom od frajerów. Ja jednak się z tym nie zgadzam, kto tu jest frajerem ten jest - i to doskonale wiemy. Natomiast dziś poznęcam się nad przemysłem i środowiskiem filmowym i artystycznym w szczególności.

Powiem tak: Zupełnie się nie dziwię niektórym z was, którzy podjęli decyzję o rezygnacji z posiadania telewizora w domach, czy raczej telewizji i dobierają sobie materiał do oglądania/czytania wedle własnej preferencji. Popieram was!

Pewnego niedawnego sobotniego wieczoru byłem dość zmęczony i znużony, nie na tyle jednak by pójść spać i zacząłem znów strzelać pilotem po głównych kanałach. Wszędzie leciał jakiś film co chwilę przerywany reklamami, wkurza mnie to, zwłaszcza że przemysł filmowo-telewizyjny się ostatnio wycwanił i zsynchronizował przerwy reklamowe. Jak pisałem jednak i w kinie nie jesteśmy od tego wolni, bo mimo zapłacenia dużo za bilet musimy oglądnąć przydługi blok reklam i zapowiedzi.

Pomijając przerwy reklamowe, przez które nie mogłem absolutnie wczuć się w żaden film w TV (przerywałem oglądanie, szedłem po coś do kuchni, albo przełączałem inny kanał - po czym w zmęczeniu właściwie zapominałem co oglądałem) zaobserwowałem jedną rzecz. Ilość trupów, scen morderstw, scen przemocy, itp.... taki wypełniacz, który zastępuje treść.



Ponieważ filmów naoglądałem się w życiu stosunkowo dużo jestem w stanie zaobserwować nieustannie powtarzające się te same wątki, dość podobne i powtarzalne scenariusze, identyczny "układ" filmu, dużą przewidywalność. Nuda Panie... nuda...

Tzw. kino ambitne nie jest lepsze - kilku niestabilnych emocjonalnie reżyserów na krzyż uzewnętrznia swoje dylematy, wtóruje im medialny "chór wujów" i krytycy, aż w końcu, gdy sezon festiwali alternatywnych się kończy nikt już nie pamięta o ich "wybitnych inaczej" dziełach.

Oczywiście w kupie obornika czasem zdarzy się rodzynek - jednak czy to aż tak smacznie jeść rodzynek z kupy obornika? Bueee...



P.S. Jeśli ktoś szuka koniecznie czegoś na odmóżdżenie polecam film powyżej. Jest hardkorowo, trochę przewidywalnie jak to a amerykańskiej komedii, ale przynajmniej nie ma żadnych trupów, scen gwałtu, flaków i posoki... można wrzucić na ruszt.

8 komentarzy:

  1. Nie mam telewizora i raczej nie zamierzam. Także tu zgoda.

    Za to przy tezie o "wybitnych inaczej" filmach kina ambitnego nachodzi mi taki paradoks... Skoro w TV jest sama szmira (pierwsza część tekstu) to skąd Szanowny Admin czerpie wiedzę o kinie ambitnym (dodam, że ten termin mnie śmieszy, używam tylko na potrzeby komentarza, by było wiadomo do czego się odnoszę)? TV to dead man walking - poza tvp kultura ciężko znaleźć coś godnego obejrzenia, a festiwale Admin raczej traktuje ironicznie - stąd moje pytanie - które "ambitne" filmy z festiwalowym rodowodem aż tak Adminowi nie przypadły do gustu? Jestem szalenie ciekaw i liczę na odpowiedź. Fakt, że na koniec tekstu autor poleca film będący typowym fast-foodem, produktem obliczonym na widza raczej ograniczonego w gustach budzi mój niepokój, iż... Szanowny Admin z kinem "ambitnym" (a może "ambitniejszym" niż polecony film) po prostu nie ma kontaktu. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. kija od szczotki nie połknąłem jeszcze i nie zamierzam czytelnikom kadzić jaki to ze mnie wielki koneser, takim sztywniakiem nie jestem, to że mam telewizor - każdy wie, kto bloga czyta

      filmik komediowy mogę polecić - bo jak na kinowy fast food się trochę wyróżnia - choć amatorkę i naciągane wątki widać, że hej

      myślę że i zesztywniały koneser powinien sobie coś takiego oglądnąć - dla odreagowania

      a ty, szanowny kolego sceptyczny, może mi podaj adres do swojego bloga - i zobaczymy co masz do powiedzenia na rózne tematy, w tym kina ambitmnego, z ktorym ty dobry kontakt masz :)

      lepiej odnieść się do tego, co ci odpisałem w watku o raczku

      Usuń
  2. Odniosłem się w poprzednim poście. A tutaj dorzucę, że szkoda, że Pan z automatu szufladkuje kogoś do "sztywniaków" i "zesztywniałych" tylko dlatego, że szuka w kulturze "czegoś więcej". Szkoda tym bardziej, że fast food kulturalny robi takie same szkody w głowie, jak fast food z sieciówek i sztuczne browary, a przeciwko tym Pan tu prowadzi krucjatę. :)

    Bloga nie mam. Może kiedyś?
    Ale obca mi jest postawa "nie znam się, to się wypowiem", więc mi nie spieszno. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. kolego - przestajesz dyskutować na temat, a zaczynasz uprawiać tzw. żonglerkę słowną

      "szkoda, że Pan z automatu szufladkuje kogoś do sztywniaków" i zesztywniałych"

      wkładasz do moich ust słowa, których NIE wypowiedziałem i teraz przez czternaście komentarzy mogłbyś udowadniać dlaczego nazwanie sztywniakiem kogoś jest złe

      ale po co? skoro to nie ma tu miejsca?

      czy nie masz czegoś lepszego do roboty? nudzisz sie?

      ja muszę iść do pracy - wrócę późno - jeśli bardzo chcesz popolemizować, podniesc gromy na takich jak ja - proszę bardzo - załóż sobie bloga na szablonie simple tak jak np. mój: http://zalozenie-firmy.blogspot.com/

      dosłownie kilkanaście minut roboty aby wystartować

      ponieważ dalszy ciag mojej dyskusji i postów będzie dotyczył tylko JEDNEGO podjetego przez Ciebie wątku (a nie kilku) - podlinkuję Twoje teorie i dodatkowe watki do posta

      następny post będzie dotyczył legalności ściagania z sieci filmów i muzyki, strony etycznej tego procederu i jest zainsporowany Twoim komentarzem z posta o panu Raczku

      Usuń
    2. mała poprawka: do oskarżeń mnie o polskie cwaniactwo i promowanie postawy "nie zapłacę-skorzystam" też się mogę odnieść

      to ostry komentarz przeciw mojej osobie, czekam na jego uzasadnienie - reszta w komentarzu o Raczku

      Usuń
  3. Nikt nikogo o nic nie oskarża, a tym bardziej ostro, nikt również nie rzuca gromów - ale widzę, że jakakolwiek krytyka postawionej tezy jest tu traktowana niezwykle osobiście. Również odniosłem się w poście o Panu Raczku. Czekam na następne posty. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  4. Helloł to sem ja :D

    A ja się nie zgadzam z pseudo ambitnym gównem mającym "festiwalowe" rodowody. Zdecydowana większość oskarowców to kichy niesamowite. Złote cokolwiek? Jeden może dwie perełki i to jeszcze na dalszych miejscach. Polecam książkę Paulo Coelho "Zwycięzca jest sam", dość dokładnie opisany jest tam świat showbizu.

    Zazwyczaj jakieś nieznane praktycznie nikomu festiwale dają dość miarodajne wyniki. Ale o nich się nie mówi i nie pisze.

    Co do WIELKICH jak wspomniany w poprzednim poście R. Scott. Każdy może upaść, a gdy nakręcono już prawie wszystko to nawet najwspanialsza nowa wersja sygnowana niesamowitymi nazwiskami nie jest niczym innym jak tylko odgrzewanym daniem.

    A obejrzenie ściągniętego filmu zanim kupię DVD uważam za konieczność. Ok, niby kradnę ale czy dystrybutor sprzedając kiszkę i jawnie łżąc na okładce iż to MEGAHIT nie kradnie mojej kasy?

    A że jestem frajerem? Etykietki nie bolą :) No chyba że zacznie się je przybijać gwoździami :P

    OdpowiedzUsuń
  5. P. Raczka jako krytyka zawsze sobie ceniłem i cenię, no a wiadomo też że najlepszym aktorem jest Harrison Ford o czym świadczą filmy w których grał i oczywiście brak oscara ;P , ( a wiem co piszę sam jestem tfórcom amatorem i rodowody za ładne oczy a nie pasję psują „artystę”:)

    OdpowiedzUsuń