środa, 15 sierpnia 2012

Płatne autostrady raz jeszcze... Omijajcie Człuchów!!!

Podróżując w czasie wakacji w mniej uczęszczane przeze mnie rejony jestem skłonny korzystać z płatnych odcinków autostrad. W moim przypadku z A1 do Gdańska. Dlaczego? Nie znam okolicy aż tak dobrze jakbym chciał, nie znam drogowych myków, trików, przejazdów... nie znam popularnych pułapek policyjnych i miejsc gdzie wystawiane są aktywne fotoradary lub fotoradary przenośne... tzw. śmietniki.



W efekcie wybrania trasy w nieznanym terenie (przypadek mojego Ojca, trzy fotki z fotoradarów podczas jednej podróży, aż dwie dziwnym trafem o 11km/h za dużo, a trzecia 21km/h) za przejazd trasą bezpłatną możesz zapłacić wielokrotnie drożej niż za przejazd płatna autostradą.

Rzecz w tym, że mój Ojciec jest bardzo dobrym i bardzo ostrożnym kierowcą, umiejącym sprawnie wyważyć proporcje między prędkością a bezpieczeństwem (Ojciec NIGDY nie spowodował jakiegokolwiek wypadku), jednak gąszcz wiosek, ograniczeń, znaków które nie zawsze są widoczne w gąszczu reklam przydrożnych lub skrzyżowań sprawia, że nie jest łatwo uniknąć patrolu lub fotoradaru, szczególnie a ogólnie rozumianym Pomorzu, gdzie szereg gmin żyje jedynie (tylko i wyłącznie) z posiadanych fotoradarów i stanowisk w Strażach Gminnym/Miejskich lub w Policji (słynny Człuchów, Jastrowie i okolice... nazbieraliśmy już łącznie z Ojcem 5 fotek, a właściwie Ojciec + żona, obydwoje jadący bez CB-radia).

Jedna wielka machina dojenia turystów.

Dlatego ja osobiście wybieram płatne drogi w rejonach, których perfekcyjnie nie znam, czy to autostrada pod Gdańskiem, czy w mniejszym stopniu pod Poznaniem. Nawet jeśli zapłaci się więcej finalnie i tak wyjdzie taniej niż haracz gminno-policyjny, albo po prostu wypadki losowe, w stylu uszkodzenia auta na zaniedbanej lokalnej drodze.

5 komentarzy:

  1. a sam, z własnej winy zapłaciłem w całym moim życiu tylko jeden mandat za prędkość

    jeszcze tego samego dnia miałem zamontowane nowe CB-radio z batem na 1,5 metra

    i wam polecam

    OdpowiedzUsuń
  2. Święte słowa R-O Adminie. Ja kiedyś omijając korek na krajowej 7-ce (Gdańsk-Warszawa) wpadłem jednym kołem w gigant dziurę. Efekt? Przebita opona, rozpakowany cały bagażnik w kombi żeby tylko dostać się do koła zapasowego. A spakowani byliśmy "po dach" bo wracaliśmy z długiego urlopu. Oszczędności czasu - zero. O radarach nie wspomnę...

    OdpowiedzUsuń
  3. ten komentarz pisze dla tych co mało jeżdżą, albo w ogóle... oraz tzw. legalistów

    z tymi radarami oczywiście z umiarem - ja nie jestem z tych co grzeją na max. ani mój ojciec

    po prostu zawsze jest tak, że jeżeli pogoda dopisuje to sznur samochodów na trasie jedzie 110-120km/h i to jest norma, a przepis mówi jasno 90!

    z drugiej strony w fatalnych warunkach we mgle i deszczu przetoczyłem się przez pół Wielkopolski i Kujawy - max. 70-80km/h i tak samo inni kierowcy, mimo że ruch był mały i można było pogrzać

    najwazniejsze aby to robic z głową

    Michał, co do Gdańsk-Warszawa, hmm, pamiętam alternatywną trasę i osobiscie wolę zapłacić za autostradę


    OdpowiedzUsuń
  4. Autostrada ma jeszcze jeden plus - możemy jechać cały czas praktycznie z jedną prędkością (bez zwalniania co chwila i gwałtownego przyspieszania), co jest nie bez znaczenia dla spalania (oczywiście o ile autobaną nie mkniemy 150 km/h)

    OdpowiedzUsuń
  5. Witaj,
    Autostrada ma więcej plusów, niż tylko omijanie miejsc z radarami i łapanie gumy w dziurach po kiepskich drogach.
    Po pierwsze można faktycznie dostosować prędkość na w miarę stałym poziomie i kontrolować zużycie paliwa, a po drugie komfort jazdy. Po przejechaniu wczoraj na A2 z Warszawy do Berlina nie byłam tak zmęczona i wykończona, jak poprzednio, kiedy jeszcze były dwa odcinki mordercze: jeden z Warszawy do Autostrady bodajże E30, a drugi potem przed granicą.
    W sumie przez te 200 km jechało się o 2-4 godzin dłużej.
    A teraz specjalnie nie grzejąc przejechałam z granic Warszawy na miejsce w 5,5 godziny z dwoma postojami na tankowanie jednym, a na kawę drugim.
    Z tym, że jeszcze jeden odcinek, do Łodzi, jest w budowie i trzeba tam zwolnić do 70 km/h.
    Reszta bardzo wygodna i jechało się naprawdę na europejskim poziomie.
    pozdrowienia!

    ps.
    a w Człuchowie oczywiście też zarobiłam dwa mandaty jednego dnia! Jeden z automatu, drugi z ręcznego :)

    OdpowiedzUsuń