sobota, 1 września 2012

Woda z filtra kontra woda w butelkach... oraz Mołdawska Dolina (pinot noir) - promocja w Żabce.

Na dzisiaj dwie sprawy oszczędnościowe. Po pierwsze jedna z osób komentujących zapytała czy nie jest bardziej sensowne kupno filtra do wody niż zakup wody w butelkach, którą się pochwaliłem. Otóż jakiś czas testowałem popularne filtry do wody pitnej i moje refleksje są następujące:

1. Filtr może odfiltrowywać 'zbyt dużo', co prawda producenci filtrów zapewniają to i tamto, ale warunki laboratoryjne, a rzeczywiste parametry wody wodociągowej to inna sprawa. Bardziej ufam dość rygorystycznym normom dot. składu produktów (producenci w Polsce raczej ich przestrzegają z uwagi na surowe konsekwencje) niż mitom.

2. Woda na moich terenach jest tak fatalna, że szybko wykańcza wszelkie filtry, sprawdzone, przetestowane, wypróbowane - pada też hydraulika, głowice kranów, baterie...

3. Na filtrze może osadzać się flora bakteryjna, zatem filtr musi być cały czas w użytku, nierealne jak często wyjeżdżasz, szczególnie na wakacjach w ciepłych temperaturach, schładzanie filtrowanej wody to dodatkowe obciążenie dla lodówki, choć pomaga w utrzymaniu higieny filtra.

4. Zestaw filtrujący wypada często myć i utrzymywać w dobrym stanie, co przy twardej wodzie może być czasochłonne.

Zatem w moim przypadku racjonalniejszy jest u mnie zakup wody w butelkach, najlepiej dużych 5-6 litrowych, choć zdarzają się ciekawe promocje 1,5 litrowych.


Mołdawska Dolina (pinot noir) - promocja w Żabce.


Nigdy na blogach nie zgrywałem wielkiego konesera win - jestem raczej piwoszem. Mołdawską Dolinę degustowałem jakiś miesiąc temu i byłem pozytywnie zaskoczony smakiem i jakością wina. Rzeczywiście jest oryginalne, butelkowane w Mołdawii, a nie w jakiejś podejrzanej rozlewni.

Wino oddaje to czego możemy oczekiwać po typie pinot noir... dla nie-koneserów: wino jest aromatyczne, smaczne i nie jest przesadnie słodkie, powinno pasować zarówno Panom jak i moim drogim Paniom. Oczywiście ucieka tutaj psychologiczny aspekt kupna mega-drogiego francuskiego wina w galerii alkoholi, ale naprawdę warto zaryzykować, oczywiście nie chwaląc się współ-koneserom czy snobistycznym znajomym - to raptem tylko 10 zł. Moim zdaniem wydatek nieduży a warto.


9 komentarzy:

  1. Przez 15 lat uzywalam filtra britta w dzbanku i zaden z opisanych przez ciebie problemow nie wystepowal.
    Mycie raz na tydzien to kwestia dwoch minut, zwyklej gąbki i plynu do mycia naczyn.

    Jedyna jego wada jest to, ze filtruje sie dosc powoli, ale zakladajac, ze wode zuzywamy tylko do celow konsumpcyjnych ni powinno to byc az takim problemem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. u mnie niestety nie ma luksusu dwóch minut z gąbką, raczej odrobinę dłużej i z octem, by rozpuścić kamień

      warstwa kamienia sprzyja rozwojowi bakterii, co więcej

      ale to jak z supermarketami - supermarket K. u mnie uchodzi za menelski przystanek, w innych okolicach jest synonimem jakości

      Usuń
  2. A jak dlugo uzywales filtra brita dzbankowego? Bo wiesz. Gorszej wody jak w Wawie, czerpanej z Wisly to chyba w calej Polsce nie ma.
    A jednak dawalo rade. Kamien sie do plastiku nie bardzo czepia, jesli sie to myje i dba za kazdym razem, naprawde nie trzeba octu i innych cudow.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. łącznie, ze dwa zestawy, parę lat nawet, nie pamiętam już - także myłem, dbałem, itp. może czasem rzeczywiście nie co tydzień, ale powiedzmy co dwa max.

      dałem sobie spokój jednak w natłoku obowiązków i nie wróciłem już do tego

      czy a Argentynie (w USA) też używasz/używałaś takich filtrów?

      Usuń
    2. i uwierz, że są miejsca z jeszcze gorszą wodą niż Warszawa

      Usuń
  3. W USA tak przez caly czas, tutaj w Buenos nie, bo Brita jest rozwiazaniem importowanym i za droga jest.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a jak wygląda jakość wody wodociągowej?

      Usuń
  4. Woda w Buenos niestety jest dosc zakamieniona ale i tak pare razy lepsza niz ta z Wawy.

    OdpowiedzUsuń
  5. hmm więc jak filtr, to prosty w dzbanku?
    zapewnieniom producentów sam nie wierzę a połowa tańszych wód mi nie podchodzi smakowo- wychowałem się na studni głębinowej :)

    Tesco i Asda w UK sprzedają wodę z wodociągów
    http://nowyobywatel.pl/2012/09/01/korporacyjne-kurki-z-pieniedzmi/

    OdpowiedzUsuń