piątek, 15 lutego 2013

"Miłość jest ślepa, ale małżeństwo przywraca jej wzrok" - czyli kilka słów o blogu i pieniądzach.

Dziś kolejny post o zarabianiu na blogu, będący kontynuacją wczorajszego wpisu o firmach i agencjach próbujących wykorzystywać autorów blogów.

Romans z blogowaniem zaczyna się w ten sposób, że zachęcony przez kogoś lub zainspirowany innym autorem, zaczynasz pisać, w końcu jeśli ci się uda, posiadasz popularnego bloga, rozwija się dyskusja, zalążek społeczności - jest to fajne, nowe, ekscytujące...

...potem przychodzą firmy i agencje SEO i zarzynają* Twojego bloga tonami bezsensownych komentarzy pozycjonujących, czerpiąc z tego niezłe profity, a tobie nie dając nic! Od biedy oferują ci jakąś jałmużnę na otarcie łez, lub "kubek i długopis".

(*Zmuszenie mnie do włączenia moderacji i weryfikacji to de facto społecznościowa śmierć bloga Racjonalne Oszczędzanie).

Sorry, moi drodzy: "Na początku miłość jest ślepa, ale małżeństwo przywraca jej wzrok". Stąd od niedawnego czasu moje wyraźne NIE odnośnie wykorzystywania pracy autorów blogów i nie płacenia za nią, lub oferowania komicznie śmiesznych bonusów.*


Pozwolę sobie wynieść do rangi posta moją odpowiedź sympatycznemu czytelnikowi, reprezentującemu akurat stronę moich adwersarzy. Który teoretycznie oferuje 10-25 zł brutto rocznie za 1 posta.

Nie jest to jedyna oferta - niedawno pewna Przesympatyczna Pani reprezentująca inną agencję zaoferowała mi 15-25 zł brutto za wieczyste umieszczenie na moim blogu 3 linków pozycjonujących i napisane ciekawego artykułu (razem).

NO TO TERAZ WAŻNA RZECZ - do wiadomości czytelników- sam usiłując kupić aktywny link pozycjonerski dla swojej malej firmy stykam się z ofertami 20-30 zł MIESIĘCZNIE za specjalistyczny/tematyczny blog z PR3.

Po starej znajomości i po koleżeńsku jest to minimum ok 50% tej kwoty! MIESIĘCZNIE!

DOBRZE! Ja z chęcią Przyjmę od Pana/Pani zlecenie na artykuł na poziomie magistra, bo doktoratu jeszcze nie zrobiłem, za te 15 zł + po znajomości 150 zł ROCZNIE za link aktywny w tym artykule.

Razem 165 zł poproszę
, będzie z rachunkiem. Agencja jest w stanie to sprzedać klientowi na wolnym rynku za min. 315 zł, więc zbiednieć nie zbiednieje na tej transakcji. Jeśli się postaracie możecie za to skasować nawet blisko 500 zł. Takie są ceny na korporacyjnym rynku.

No i w tym świetle byłbym niepoważny tolerując zupełnie pozbawione sensu komentarze-wpisy reklamowe za darmo! Wklejane poza moimi plecami! Byłbym także ciężkim idiotą i posmieliskiem wśród kolegów sprzedając pakiet link+artykuł za 10 zł, skoro jest to warte 30-50 razy więcej.

Jeśli agencja chce zarobić - musi się podzielić z tym zarobkiem ze mną.


Niestety prowadzenie i moderacja bloga takiego jak ten, zaczyna się powoli zamieniać w pracę na jakąś część etatu - skoro - drodzy reprezentanci firm i agencji - chcecie na tym zarabiać - musicie nam autorom podziękować nie tylko okrągłymi słówkami, ale i konkretnym przelewem na nasze konta!

*Zwykły budowlaniec-monter, który przyszedł mi nagwintować rurę w łazience bierze 80 zł za 10 minut pracy. Ja jako autor najpopularniejszego wg Google bloga oszczędnościowego w Polsce mam, wedle rozumowania firm i agencji reklamowych, robić za frajer,


11 komentarzy:

  1. P.S. Jeśli interesuje kogoś, kim jest Jacek von Boska Wola, inspirator R-O i autor dawnego agepo znajdziecie jego bloga w liście blogów w prawym panelu:

    Pt. Konie achałtekińskie i... inne sprawy!

    Zapraszam do przeczytania tej ciekawej blogowej roboty!

    OdpowiedzUsuń
  2. Z powodu ograniczeń bloggera komentarz podzielony na częsci.


    Ok, ponieważ ewidentnie zainspirowałem ten wpis, tu zamieszczam odpowiedź, również na komentarze które się pojawiły pod moim komentarzem w poprzednim wpisie.

    Po pierwsze mówimy o SEO - czyli o zamieszczaniu pozycjonowanych stron jak najwyżej w wynikach wyszukiwania dla wybranych, komercyjnych fraz. O marketingu szeptanym, wiralu itp. napiszę w kolejnym komentarzu.

    Kilka definicji:
    Precel - artykuł sponosorowany z linkiem w treści, z unikalną, choć niekoniecznie wartościową, treścią, zamieszczony na stronie "rzeczywistej"
    Page Rank (PR) - ranking nadawany przez Google stronom, oparty głównie na ilości i jakości linków do strony. Nie ma bezpośredniego wpływu na pozycje w Google, choć jest silna korelacja między wysokim PR a pozycjami. Ma bardzo duże znaczenie dla oceny jakości linków pozycjonerskich
    System wymiany linków (SWL)- system pozwalajacy automatycznie umieszczać linki pozycjonerskie na stronach uczestniczących w programie, występują w różnych wersjach i mocno różnią się skutecznością (a pośrednio - ceną).
    Unikalna treść - treść której po zamknięciu w cudzysłów i wrzuceniu do wyszukiwarki google nie znajdziemy na innych słowach. Napisanie "Pana Tadeusza" "własnymi słowami" będzie unikalną treścią. Odkrywcza praca naukowa, ale oparta w dominiującym stopniu na cytatach - unikalną treścią nie będzie.

    Moja firma za frazę, miesięcznie, netto, pobiera opłatę w wysokości od 100 zł do 5000 zł. Większość fraz mieści się w przedziale od 250 do 500 zł. Aby utrzymać taką średnią frazę na pozycjach 1-5 potrzebuję ją m.in. podlinkować, mogę to zrobić na kilka sposobów:
    1)Tworzę od kilkunastu do kilkudziesięciu precli. Każdy z tych precli też musi być podlinkowany, zwykle z SWL-a. 2)Alternatywnie mogę użyć kilkuset linków z "lepszych" SWL-i bezpośrednio na stronę pozycjonowaną.
    3)Lub kilku tysięcy linków z SWLi marnej jakości - choć tu szanse powodzenia są nikłe.

    Koszt linkowania dla wersji 2 i 3(zakup linków/punktów na wolnym rynku) waha się od 80 do 200 zł
    Koszt linkowania do precli z SWLi w wersji 1 to od 50 do 100zł

    Do tego dochodzą mi koszty handlówki, koszty stałe, konieczność rozwoju itp. Uśredniając dla 2 wersji pozycjonowania koszt linków i koszt handlówki pochłania 60% przychodów. Z pozostałych 40% opłacam koszty stałe, pensję pozycjonera, rozwój i tu jest mój zysk. Nie w każdym miesiącu jest zysk.

    Zakładając ze pozycjonuję przeciętną frazę za 250 zł, koszt handlówki to 20% czyli 50 zł, koszt linków do precli to 50 zł, koszty stałe to ok 30 zł, na zakup precli, wynagrodzenie pozycjonera (zarabia jak dobry programista) oraz rozwój (kto w tej branży intensywnie nie inwestuje wypada po kilku miesiącach), zostaje mi około 170 zł. 2040 zł rocznie. 20 precli za 165 zł rocznie każdy to 3300 zł. 20 precli za 25 zł rocznie każdy to 500 zł.

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie kupuję precli na wolnym rynku, gdyż 25 zł rocznie za utrzymanie precla to dla mnie ZA DROGO, zwłaszcza jeśli do tego muszę doliczyć czas i koszt znalezienie odpowiedniej strony, negocjowania ceny i warunków, wystawiania i wysyłania faktur itp.

    Zamiast tego tworzę własne strony. Stworzenie strony z unikalną grafiką, unikalną treścią, zdjęciami, tematycznie zgodniej z moimi potrzebami, która uzyska PR 1-3 to jednorazowy koszt 400-500zł oraz ok 70zł na utrzymanie w każdym kolejnym roku. Na takiej stronie mogę zamieścić dowolną ilość własnych precli (lub precli zaprzyjaźnionych firm SEO w ramach wymiany), nie płacąc za to nic, nie tracąc czasu na poszukiwania i negocjacje. Linkując zamieszczone tam precle zwiększam też wartość takiej własnej strony, gdyż to podnosi jej PR.
    Oczywiście na takich stronach ruch mam mniejszy (statystycznie mniejszy, niektóre ciesza się całkiem sporą popularnością) niż np. ma ten blog. Tyle że z punktu widzenia SEO ruch na stronie linkującej nie ma kompletnie żadnego znaczenia. Liczy się PR konkretnej podstrony z preclem, anchor linku, ilość innych linków wychodzących z tej podstrony, unikalność IP, zgodność treściowa precla i strony ze stroną pozycjonowaną, wiek domeny na której jest precel, techniczna budowa strony.

    Oczywiście oprócz płatności za pozycje możliwa jest płatność za uzyskany, unikalny ruch osób odwiedzających. Unikalna - czyli niepowtarzalna w przeciągu miesiąca. Za unikalnego użytkownika dostaję od kilku do kilkunastu groszy. Proszę sprawdzić ile unikalnych użytkowników w przeciągu miesiąca odwiedza Pański blog z linków z zaprzyjaźnionych stron (nie z blogrolla, tylko z pojedyńczego linku w jednym artykule) i policzyć graniczną opłacalność takiego precla.

    Skąd się więc biorą firmy, które kupują precle na zewnątrz zamiast trzymać je na własnych stronach? Po pierwsze są to małe firmy mające kilku - kilkunastu klientów. Ich po prostu nie stać na tworzenie i utrzymywanie stron zapleczowych, na których mogą zamieścić precel do jednego czy dwu klientów. Oraz firmy które muszą pozycjonować frazę wymagająca kilkuset precli - brakuje wtedy zaplecza tematycznego i konieczne jest jego dokupienie na wolnym rynku.

    Do tego dodam, że obok ślicznych precli, całkowicie ręcznie tworzonych, na ręcznie tworzonych stronach możliwy jest zakup precli na stronach tworzonych półautomatycznie. Strony i precle zawierają tzw. synonimowaną treść. Na tę chwilę takie precle działają w zasadzie tak samo jak ręcznie tworzone precle na rzeczywistych stronach, choć przewiduję, że w niedalekiej przyszłości google nauczy się takie strony usuwać. Koszt jednego precla na takim zapleczu nie przekracza złotówki. Łącznie. Dożywotnio. Poniżej linki do 2 stron oferujących takie precle - nie polecam ich stosowania, chcę tylko unaocznić ceny: http://mastablasta.pl/ http://skrypty.pro/85-platne-wpisy-na-zapleczu.html

    Co do kosztów copywritingu. Moja firma za 1000 znaków unilkalnego tekstu płaci od 1,8zł do 2,2 zł (tekst na poziomie maturzysty), za bardzo specjalistyczny i merytoryczny tekst płacimy około 8-10 zł, choć na takie teksty jest nikłe zapotrzebowanie. Wszystko na umowy o dzieło.
    Teksty są unikalne - mamy specjalny system który to sprawdza przy próbie przesłania tekstu do nas. W chwili obecnej pracuje dla nas kilkunastu pisarzy. Próbowało znacznie więcej, ale zostali odrzuceni bo pisali teksty zbyt nikłej wartości. Chętnych do pisania za takie stawki jest o wiele więcej. Osobiście uważam, że to marna stawka, ale jak zacznę płacić więcej, to przegram z konkurencją która kupuje teksty za takie same stawki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mój szacunek za podjęcie tematu i podziękowanie za kompleksowe wyjaśnienie.

      Rozumiem jak nikt inny kwestię kosztów, prowizji, realiów rynkowych. Podatki, opłaty, konkurencję.

      Jestem po tak obszernym wyjaśnieniu skłonny zweryfikować swoje oczekiwania wobec firm/agencji, ale na pewno nie zgodzę się na pakiety 3 linków za 25 zł w danym artykule dożywotnio. tym bardziej nie zgodzę się na jakiekolwiek linki darmowe.

      Poniżej powtórzę kluczową sprawę:

      Pośrednio jednak, z tych, czy innych powodów moje blogi stały się celem zmasowanego ataku spamerów starających się uzyskać za darmo linki do swoich stron. Jest to uciążliwe, niszczy mi content toną całkowicie bezsensownych, irytujących komentarzy, zabija dyskusję = rozwój społeczności, zmusza mnie do znacznego wysiłku w celu utrzymania jakości dyskusji, z tymi osobami, które naprawdę chcą rozmawiać (a mam ponad kilkaset postów i otwartych watków) - i tu pojawia się problem, że system bloggera sobie po prostu nie daje z tym rady - jest za mało zaawansowany.

      Przejście na coś innego to płatny hosting, koszt domen, czas włożony w konfigurację, przenosiny, cały ten wysiłek - tylko po to by móc swobodnie prowadzić bloga i rozmawiać z ludźmi? Tu ja z kolei rozbijam się o opłacalność i sensowność tego wszystkiego.

      Przychody z systemów reklamowych są żenadą, a i o nie trzeba czasem walczyć jak moja ostatnia akcja z duetem AdTaily/PayPal. (Zrobiłem to "dla celów badawczych" a koszt udanej windykacji znacznie przewyższył odzyskaną kwotę / choć pewnie rzesze wydawców AdTaily mogłyby podziękować mi za publiczną interwencję.)


      Niestety mimo wyjaśnień ze strony Pana, jako specjalisty w pozycjonowaniu, nie rozumiem jednej prostej rzeczy. (bo załóżmy, że czynnik taki jak "ruch' może być dla kogoś ważny)

      Wiem ile wydaje się na reklamę w świecie realnym, wiem ile kosztuje, nie tyle nawet billboard, co zwykły plakat reklamowy w eksponowanym miejscu (przystanek na węźle komunikacyjnym). Wiem jakie są zarobki dyrektorów działów marketingu instytucji finansowych.

      Jak tego typu działy marketingu/instytucje mają czelność przychodzić do mnie i proponować działanie na ich rzecz po prostu za darmo? Nie rozumiem Pana X czy Y z tej czy innej firmy w panice obawiającego się wypisania przeze mnie faktury na kilkadziesiąt zł za proponowane mi (albo wciśnięte poza moimi plecami) linki i polecenia ich firm?

      Jak pisałem, za 10 minut gwintowania rury Pan Fachowiec kasuje mnie 80 zł, a i to jest po wielkiej znajomości, i dlatego że jestem kolegą kuzyna, bo normalnie jest 120-150 zł.

      Jak to kontrastuje z moją działalnością jako autora?

      Realia, które nakreśliłem, i pośrednio podany przez Pana przykład pokazuje, że bycie "inteligentem", pasjonatem w danej dziedzinie i tworzenie czegoś dla społeczności (także społeczności korporacyjnej) jest pozbawione jakiegokolwiek sensu ekonomicznego w tym kraju.

      Więcej zyskam po prostu wychodząc z domu i zbierając puszki i butelki walające się po okolicy niż pisząc takiego bloga.

      Są to niestety smutne realia dla innych autorów. skoro jest nas tylu, ile jest tych puszek i innych śmieci walających się w okolicach monopola, butelek i pubu, a może i więcej.

      Jesteśmy dla świata komercyjnego po prostu nikim, jesteśmy tymi 1,8 zł za artykuł, no tak zapomniałem, tylko nieliczni wybrańcy maja 1,8 zł za tekst.

      Co to oznacza dla tego bloga? Nie wiem na chwilę obecną. Na pewno kolejne zmiany i radykalnie zmienioną politykę społecznościową / kontaktów z firmami.

      Zobaczymy.


      Usuń
  4. Remigiuszu, zgadzam się z Tobą w zupełności. Mam wrażenie, że wiele osób pracujących w reklamie i marketingu chętnie "zadziałałoby" z blogerem/ami, ale ponieważ "to jest internet, a internet jest za darmo", nie widzą zasadności płacenia za to większych pieniędzy. Nie mają pojęcia, ile czasu trwa edycja naprawdę wartościowego wpisu. Był zresztą na ten temat kiedyś ciekawy artykuł w Marketingu w Praktyce (bodajże w wydaniu z czerwca zeszłego roku). Piszę to jako marketerka z ponad 10-letnim doświadczeniem w zajmowaniu się działaniami w internecie i serwisami www. Co do SEO rozumianym jako sztuczne napędzanie ruchu na czyjąś stronę / strony za pomocą stron zapleczowych o niskiej jakości, jest to dla mnie bezwartościowe działanie. I dziwię się, że ktokolwiek w ogóle oferuje to firmom. Niestety, sama nacięłam się na tym, że nie do końca rozumiałam, na czym to polega, ale gdy zorientowałam się w "jakości" tych stron, rozwiązałam umowę z agencją (mającą jakoby duże doświadczenie w tej kwestii) praktycznie z dnia na dzień. Oby więcej takich opinii, jak Twoja.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I jeszcze dodam, że także pracuję w instytucji finansowej :-) Ale może trochę lepiej rozumiem blogerów i tych, co piszą. :-)

      Usuń
  5. @ Remigiuszu - ale ja całkowicie rozumiem Pana oburzenie na spammerów wrzucających "reklamowe" komentarze, czy marketerów oczekujących reklamy za "talon na czipsy i balon". Też tego nie lubię, też mnie to denerwuje. Tyle, że rozumiem skąd to się bierze - jak już pisałem mamy wyjątkowo wynaturzony rynek usług SEO, dodatkowo skrzyżowny z popularnym w Polsce cwaniactwem i przekonaniem że w Internecie wszystko jest "za darmo".

    Mam taką propozycję. Jako, że jesteśmy, jak sądzę, w zbliżonym wieku, a udzielam się na tym blogu od dawna, wcześniej jako Arturro, to może przestańmy sobie "panować" :)

    @ Kobiecym_Okiem - pozycjonowanie jest bardzo skutecznym narzędziem sprzedażowym, oczywiście o ile się wie jak je wykorzystać. W bardzo prosty sposób (np. za pomocą Google Analytics) można określić, co do grosza, ile kosztuje sprzedaż dowolnego produktu za pomocą pozycjonowania. Innym narzędziem sprzedażowym o podobnym działaniu jest Google Adwords, i szerzej, reklama kontekstowa. Pozycjonowanie/reklama kontekstowa nie zajmuje się tworzeniem Public Relations, rozpoznawalności marki czy innym marketingowym hokus pokus, tylko twardymi faktami: np. sprzedaż produktu A za pomocą pozycjonowania kosztuje dokładnie 3zł 15 gr. a za pomocą Google Adwords kosztuje dokładnie 5 zł 6 gr. Mamy kilku klientów, którzy kilka lat temu zamówili u nas pozycjonowanie, posłuchali nas jak mają to pozycjonowanie wykorzystać i z małych osiedlowych sklepików zmienili się w duże firmy mające własne hurtownie a w jednym wypadku - rozpoczęli ekspansję zagraniczną.

    @ All - Pewnym wyjaśnieniem różnic w kosztach wykupywania artykułów sponsorowanych jest działalność klasycznych agencji marketingowych. Takich zajmujących się public relations, reklamą w mediach tradycyjnych itp. Agencje SEO/SEM obsługują głównie firmy z sektora MŚP, oraz firmy które wyrosły "od zera" w Internecie. Agencje marketingowe obsługują (te, którym się udało) korporacje, przywykłe do wielkich budżetów reklamowych w telewizji czy prasie drukowanej, nauczone że celem reklamy jest budowanie rozpoznawalności marki, Public Relations itp. a sprzedaż wynika z tego pośrednio.

    Marketingowcy, czy to zatrudnieni w korporacjach, czy tych agencjach marketinowych kompletnie nie rozumieją na czym SEO/SEM polega i starają się przenieść do Internetu przyzwyczajenia z mediów tradycyjnych. Stąd tak chętnie obsiedli Facebooka, pchają pieniądze w reklamę bannerową i własnie w artykuły sponsorowane. Często kompletnie nieefektownie, ale to akurat nie moje zmartwienie :)
    Oczywiście "sprytni" marketingowcy zorientowali się, że istnieje coś takiego jak presell pages, popularnie zwane preclami, i że jest to w zasadzie artykuł sponsorowany. A skoro precel kosztuje od złotówki do 25 zł, to i artykuł sponsorowany na blogu powinien tyle kosztować.

    To nie jest to samo, bo w poprawnie zrobionym artykule sponsorowanym (ukrytym oczywiście jak zwykły artykuł) link prowadzący do promowanej strony nie powinien się w ogóle znaleźć. Może skończę, bo zaraz zacznę uzewnętrzniać moje żale na degerengoladę tej branży w Polsce :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Artur, naturalnie, pojawiłeś się jako reprezentant 'drugiej strony', a w korespondencji firmowej używam formy Pan/Pani.

      Tak czy inaczej, miło, że podjąłeś temat jako druga strona.

      Nie neguje sensowności działania marketingowego, jednak przypadkiem znalazłem się na linii frontu. Zapewne jako autor bloga o bardzo korzystnych dla marketingowców parametrach.

      Nie planowałem tego - jednak okazuje się, że muszę się przystosować, walczyć o swoje, albo po prostu zniknąć z blogosfery.

      Skoro mnie czytasz od dawna, wiesz, ze tylko te pierwsze opcje są zgodne z moja naturą. :)

      Usuń
    2. Oczywiście, że pozycjonowanie jest skutecznym, ale przede wszystkim czasochłonnym działaniem. Patrząc na to zagadnienie chociażby z poziomu bloggera można się przekonać, jak trudne jest napisanie tekstu pod wyszukiwarki, jeśli jednocześnie chciałoby się, aby ten tekst nie był sztampowym, lecz dobrze wyszukiwanym materiałem (jeśli blogger chciałby, aby tekst był nośnikiem charakteru i sposobu jego patrzenia na temat). Nic nie ujmuję dobrze i uczciwie prowadzonym działaniom SEO. Dziwią mnie zawsze nadobietnice, które składają niektóre firmy, walcząc o budżety. Dlatego napisałam w komentarzu "SEO rozumiane jako sztuczne napędzanie ruchu na stronę" (czyli nie SEO generalnie). Może powinnam tam jeszcze dopisać "sztuczne i szybkie". Zastanawiam się, z czego może wynikać nieznajomość pojęć SEO/SEM w korporacjach. Postawiałabym tezę, że w tych ogromnych budżetach marketingowych te działania są na tyle niezauważalne finansowo, że marketingowcy nie chcą sobie zawracać głowy tym, co za nim faktycznie stoi.

      Usuń
    3. dziękuję za Twój wpis na blogu i polecenie mnie

      cokolwiek wyniknie z tego artykułu jedno jest pewne

      na jakimkolwiek blogu i medium internetowym prowadzonym czy administrowanym przeze mnie darmowe, czy pół-darmowe żerowisko dla firm/spamerów/agencji, itp. definitywnie się skończyło

      na ile sił starczy, dopilnuję tego, by skończyło się także na przynajmniej kilku innych zaprzyjaźnionych blogach

      Usuń
    4. Nie ma za co. Zainspirowałeś mnie tym swoim wpisem do mojego wpisu. :-) Mnie po prostu denerwuje takie cwaniactwo, brak zrozumienia i poszanowania dla wartości intelektualnej - nie tylko w aspekcie blogowania.

      Usuń