niedziela, 31 marca 2013

Jak oszczędzić na budowie domu

Dziś gościnnie wypowiada się u mnie Pyzolinda. Zapraszam.


Na razie jeszcze nie mam fotki z omawianej budowy, jednakże aby wypełnić lukę w miniaturkach w waszych blogrollach wklejam fotkę gremlina, który mi się właśnie kręci pod nogami, w chwili gdy edytuje dla Was post Pyzolindy.

Lecimy z tematem:

Napisano na ten temat tysiące artykułów. Zapytana, czasami odpowiadam, że oszczędzić na budowie można w jedyny słuszny sposób – oszczędzając własne nerwy.

Chodzi o to, aby w miarę upływu czasu, historia obyczajowa pt: „budowa domu” nie zamieniła się w horror pt: „jak się wykończyłem”finansowo i psychicznie”. Aby po wybudowaniu wymarzonego domu, chciało nam się w nim jeszcze mieszkać.

Jak to zrobić. Otóż w bardzo prosty sposób. Należy tę samą miarą przykładać do własnych jak i do cudzych poczynań, szanować drugiego człowieka i jego poglądy na równi z własnymi. Nie kręcić, nie kłamać, nie kombinować.
Do opowieści celowo nie daję komentarza. Niech każdy ją zinterpretuje wedle własnego uznania.


Na sąsiedniej działce w 2009r ruszyła budowa domu. Facet w wieku 50 lat. Starą żonę właśnie zamienił na nowy model. Budowali wspólne gniazdko.

Widywałam go już wcześniej. Zatrzymywał się obok mojego domu o różnych porach dnia i nocy i godzinami siedział w samochodzie. Jak tylko się pojawiałam, uciekał jak złodziej. Było to o tyle dziwne, że ludzie na wsi są bardzo grzeczni. Nikt nie przejdzie obok, nie powiedziawszy dzień dobry. Nawet poszukiwacze działek kłaniają się uprzejmie, wyjawiając cel swojej wizyty.

Byłam zaniepokojona, bo akurat we wsi zdarzyła się seria włamań. Ludzie opowiadali o facecie w maluchu, który też stał tu i ówdzie. Napadłam więc kiedyś gościa, zadając mu pytanie czego szuka. Ponieważ nawet w takiej sytuacji nie był skory do zwierzeń, postraszyłam go policją. I wtedy wskazał działkę, którą rzekomo ma kupić, żeby zbudować dom. Była to działka rolna. Jedyna działka budowlana w okolicy graniczyła z moją posesją, ale tej akurat nie wskazał.

O tę działkę byłam spokojna, przez nią przechodziła bowiem droga do pola pana K. Wychodziłam z założenia, że przy tej podaży gruntów na sprzedaż, musiałby się trafić jakiś wariat, żeby kupować 8-arową działkę z drogą konieczną. Nie będę ukrywać, że w ogóle niechętnym okiem patrzyłam na potencjalnych kupców. Teren jest trudny do budowy, nie dla każdego. To sprzyja konfliktom.

Sąsiada ponownie spotkałam po sześciu miesiącach. Nie omieszkał mi się pochwalić, że właśnie kupił działkę. A którą pytam. A tę graniczącą z pani posesją. Zamurowało mnie. Jak to pan kupił, przecież tam jest droga dojazdowa do pola pana K. Udawał, że nie wiedział.
Szybko rozpoczął budowę domu. Tam gdzie my ledwo wjeżdżaliśmy samochodem osobowym wjechał spychaczem, poszerzając drogę kosztem prywatnych gruntów. Panu K. zawalił się płot. Swoją działkę splantował tak, że moje ogrodzenie znalazło się nagle na skarpie 3 m nad ziemią. Na koniec wybudował betonową bramę i zagrodził panu K. dostęp do pola.

Zaczęła się wojna. Wydawało się, że będą ofiary. Pan K. zaangażował do walki całą rodzinę. Trzy sprawy : o ochronę posiadania, o drogę konieczną, o wybudowanie domu niezgodnie z pozwoleniem. Wszelkiego rodzaju komisje mijały się ze sobą. Wywalczył nakaz rozebrania bramy i doprowadzenia terenu do pierwotnego stanu. Sprawa oparła się o sąd najwyższy. Adwokaci obu stron zacierali ręce.

A sąsiad budował w najlepsze. Przekopał pole nad posesją pana K, kopiąc rów pod rurę gazową. Panu K uciekła woda ze studni. Zalał w zimie okolicę wodą, że nasiąkła jak gąbka. Nie przyszło mu po prostu do głowy, że zamarznięta woda rozsadzi rurę.

Wybudował szambo i zbiornik na wodę opadową tuż przy granicy działki. Sąsiadowi graniczącemu z nim z drugiej strony zzieleniała ściana domu i pojawiła się woda w piwnicy. Ostatnio posadził przy granicy działki drzewa. Wszystkie moje iglaki za chwilę diabli wezmą.

W 2010 r urwałam rurę wydechową w aucie, w 2011 wypadła mi dziura w zbiorniku na paliwo.

Wymusiliśmy na nim sfinansowanie kosztów naprawy samochodu, przesunięcie szamba, naprawę drogi. Na razie tyle i aż tyle. Ale to nie koniec wojny.

Czy facet jest szczęśliwy. Nie wiem, ze mną na ten temat nie rozmawia. Ale do kogoś się ponoć wypowiadał, że gdyby wiedział co go spotka, to nigdy domu w tej okolicy by nie budował.


Dziękuję Pyzolindzie za poruszenie ciekawego tematu. 

Ponieważ nawet kilka razy w tygodniu jestem pytany o fakt posiadania przeze mnie wielu blogów i moje wizje dalszego blogowania, zapraszam ciekawskich do artykułu:

Parę słów o koncepcji autora na blogowanie. Blog minimalisty, czy supermarket tematów?

4 komentarze:

  1. przy wiejskiej budowie mojego Ojca też wydarzyły się naprawdę dziwne rzeczy, które pokończyły się w jeszcze dziwniejszy sposób,

    zatem z mojej strony także przestroga dla budujących domy w "wymarzonej" okolicy

    zastanówcie się 3 razy przed tym krokiem!

    OdpowiedzUsuń
  2. Jeżeli dobrze pamiętam, nie można sadzić drzew przy granicy z sąsiednią działką bez zgody sąsiada, jeżeli te drzewa zacienią działkę lub przerosną ogrodzenie. Nie pamiętam podstawy prawnej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. w praktyce na wsi i tak każdy sadzi

      Usuń
  3. dysponując dość ograniczonym sprzętem nagrałem testową audycję o początku bloga Racjonalne Oszczędzanie

    jest ono dostępne na Facebooku https://www.facebook.com/RacjonalneOszczedzanie

    zapraszam

    OdpowiedzUsuń