czwartek, 29 sierpnia 2013

Polska wymiera... w Kraju rodzi się coraz mniej dzieci

W którejś z kolei gazecie czytam odkrywcze przemyślenia redaktorów, o tym że Polska wymiera. W ciągu najbliższych kilkudziesięciu lat liczba ludności Kraju spadnie powyżej 30 milionów, przy czym będzie to ludność o bardzo niekorzystnym przedziale wiekowym, bo w wieku post-produkcyjnym.

Politycy mają na koncie kilka głupawych wypowiedzi na ten temat, które przez szacunek dla Czytelników przemilczę, jednak nie ulega wątpliwości, że sytuacji są winni przede wszystkim politycy.

Według mnie zarówno emigracja jak i mała ilość dzieci ma przede wszystkim jedną, wspólną przyczynę - kondycję gospodarczą kraju oraz całokształt polityki ekonomiczno-fiskalnej.

Większość znanych mi osób unika posiadania dzieci, bądź odkłada to na jak najpóźniejszy okres w życiu z powodów ekonomicznych, brak jakiejkolwiek stabilizacji młodego człowieka, brak bazy życiowej, brak bazy finansowej i zawodowej, szczególnie, kiedy najaktywniejsze lata spędziło się na bezwartościowych z perspektywy czasu kierunkach studiów jest jedną z ważnych przyczyn.

Kiedyś (późne lata 90-te) w jakiś dyskusjach politycznych w osobami z młodzieżówki pewnej popularnej wówczas partii rzuciłem propozycję ograniczenia przez rząd puli miejsc na kierunkach humanistycznych / ogólnokształcących na rzecz kształcenia fachowego - spotkało się to z oporem dyskutantów... 
- ...jak to?! Młody człowiek powinien mieć prawo studiować co chce i ma być to finansowane przez rząd! 
- Pytam: Dlaczego?! 
- Dlatego bo... bo tak.... bo chcemy wolności..., w końcu to słowo jest nawet w naszej nazwie...
Dziś ci absolwenci, o ile gorliwie udzielali się w młodzieżówce, na ogół pracują po znajomości w urzędzie... ale pieniędzy wielkich z tego na ogół nie ma.


Kolejna przyczyną bezdzietności jest łupienie rodzin z dziećmi przez Państwo - ideałem byłyby oczywiście niskie podatki dla wszystkich - jednak w stosunku do wydatków dorosłych obywateli - dziecko wymaga zwiększonych wydatków na zakupy, leki, odzież, itp. i to wszystko jest z reguły obciążone wysokim podatkiem VAT. Czy rodzina ostro łupiona przez fiskusa przy pierwszym dziecku z chęcią zdecyduje się na kolejne?

VAT na dzieci to po prostu kolejna przyczyna finansowego dobicia "dzietności" w Polsce. Skoro politycy tak biadolą nad niską dzietnością, to skoro UE nie pozwala na niskie stawki - niech zwracają w całości uprzednio zagrabiony podatek VAT młodym parom (np. na podstawie faktur). Osobiście wątpię jednak w to, by politycy opanowali się w opodatkowywaniu Polaków.

Kolejny problem to wciąż deficyt mieszkań na rynku (i to mimo tego, że populacja spada!) oraz znów polityka fiskalna w tej kwestii. Wysokie opodatkowanie VATem, itp. Samodzielne zdobycie własnego M, nie mówiąc już o domu dla większości młodych ludzi w Polsce graniczy z cudem... Nie ma stabilizacji ekonomicznej - nie ma dzieci. Proste. Pomijając tzw. "wpadki" młodych ludzi bez finansowo-ekonomicznych podstaw bytu mnoży się jedynie menelstwo.

W tym poście jedynie ruszyłem problem... postaram się go kontynuować... a może Ty masz jakieś swoje argumenty dot. sprawy?

24 komentarze:

  1. E tam! To wszystko pitolenie do piwa, tyle warte co średnie chipsy. Wojna była. Głód. Bieda. Bomby z nieba spadały. Lada kawałek świńskiego ryja trzeba było ze wsi przemycić, albo w ogonku wystać. Rodziny po trzy pokolenia na kupie siedziały.

    I co..? I rodziło się dzieci jak mrówków - na przykład: my wszyscy...

    Co się zmieniło..? Przecież nie zmieniło się na gorzej, tylko NA LEPIEJ! Standard życia jest bez porównania wyższy niż 30 czy 40 lat temu. Nie mówiąc już o dłuższej perspektywie czasowej...

    Kobiety NIE CHCĄ mieć dzieci. I znajdują dla tej swojej niechęci mnóstwo różnych wymówek - a to teściowi nogi śmierdzą, więc nie można razem mieszkać, a to sąsiadka była w tym roku na Krecie, więc ona nie może być gorsza - i tak dalej, i temu podobne.

    Dlaczego nie chcą mieć dzieci? Nie wiem. Nie jestem kobietą...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no dobra - a czy ty sam chciałbyś z teściami mieszkać razem... powiedzmy na dwóch pokojach z kuchnią 2x2mkw. i hodować przy tym dwójkę, albo trójkę dzieciaków?

      Usuń
    2. Pewnie bym nie chciał, ale co ma do tego moje chcenie albo i nie chcenie? Jak by Lepsza Połowa podjęła taką decyzję, to przecież nie miałbym innego wyboru...

      Usuń
    3. a czy Lepsza połowa nie podejmuje decyzji ekonomicznych?

      Usuń
    4. Nie wiem, ale widzi mi się, że gdyby kierowała się jakkolwiek rozumianym "rachunkiem ekonomicznym", to już dawno by jej w Boskiej Woli nie było...

      Usuń
  2. Wielka Brytania natomiast przeżywa baby boom, również dzięki imigrantom z Polski a to wodocznie dlatego, że tu jest rozbudowana sieć zasiłków i za samo siedzenie w domu nowa mama dostaje minimum 300 funtów miesięcznie na każdy mały łepek.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no i to potwierdza mój watek ekonomiczny - jeśli dziecko staje się dla rodziny finansowym ciężarem - dzięki polityce podatkowej państwa - dzieci jest mniej

      jeśli rząd zapewni pomoc dla matek - siłą rzeczy dzieci będzie więcej

      Usuń
    2. Dzieci, owszem, będzie więcej. Tylko co z tego? Myślisz, że dzieci urodzone "dla zasiłku" (a pobieranie zasiłków na Wyspach JEST już zawodem, sposobem na życie, samotna - teoretycznie, bo przecież wiatropylna nie jest - matka, jeśli rodzi co kilka lat, może przeżyć komfortowo do emerytury, wcale nie pracując...) - będą KIEDYKOLWIEK w stanie pracować? Od kogo mają się tego nauczyć?

      To jest sposób na rozmnożenie marginesu społecznego, a nie "ludności"!

      Usuń
    3. w moim wpisie proponowałem ZWROT podatku VAT od pieniędzy wydanych na dziecko, a to różnica, tak samo można w większym stopniu zwracać podatek lokalny, dochodowy, itp.

      czyli ulga a nie kasa za friko

      czujesz różnicę?

      Usuń
  3. Moim zdaniem powodó wymierania ludności Polski jest kilka i ekonomia jest tylko jednym z nich, wcale nie najważniejszym.
    1. Stary kawaler i stara panna stali się singlami. Zniknęła już presja społeczna na szybkie małżeństwo, a przez to zmniejsza się też presja na posiadanie dzieci.
    2. Przez parę ostatnich lat promowana była wizja rodziny 2+1. Proszę spojrzeć na niemal dowolną reklamę "rodzinną" - niemal zawsze to zestaw rodzice + jedno dziecko (czasem dochodzą jeszcze dziadkowie).
    Jak dla mnie te dwa powyższe powody są najważniejsze i ich zmiana będzie trwała najdłużej. Tu niestety sama interwencja rządu nie wystarczy, potrzebne jest współdziałanie rządu, mediów i celebrytów, aczkolwiek rząd powinien to inspirować. Mam wrażenie, że ostatnio to się zmienia na lepsze, ale efekty zobaczymy najwcześniej za 10 lat.

    3. Oczekiwania ekonomiczne wyższe niż realne szanse ich spełnienia. Polskie społeczeństwo jest społeczeństwem na dorobku, większość ludzi stara sie dorobić tak by osiągnąć tzw. "zachodni standard". W czasie wojny i tuż po niej, nikt nie miał specjalnych oczekiwań, więc robiło się dzieci...
    Uświadomcie sobie proszę, że dwudziesto lub o zgrozo, trzydziesto paro latek mieszkający z rodzicami to przysłowiowy maminsynek, który będzie miał trudności by zaprosić dziewczynę do domu... Tak więc albo wynajmuje pokój na jakiejś stancji albo zakasuje rękawy aby kupić mieszkanie. Kupi po trzydziestce, po trzydziestce weźmie ślub i zacznie płodzić dzieci. Sam jestem przykładem takiego myślenia, niestety...
    Większość moich znajomych postąpiła wg. powyższego schematu, większości w wieku 30-35 lat urodziło się pierwsze dziecko. Najprawdopodobniej na drugie już nie zdążą.
    4. To o czym pisał Remigiusz - czyli brak stabilizacji i duże koszty wychowania dziecka. To dotyczy głównie tych ludzi, którzy zdecydowali się na dziecko w wieku lat dwudziestuparu, mieszkali po wynajętych mieszkaniach/u rodziców, zarabiają od 1000 do 2000 na rękę, nie mają żłobka ani przedszkola w pobliżu. Nie decydują się na drugie dziecko nie dlatego, że jest dla nich alternatywą wobec wyjazdu na Kretę, tylk dlatego, że brakuje im kasy na wyprawkę szkolną dla drugiego dziecka (często brakuje już dla pierwszego).
    Tu rząd może dużo zrobić, tylko nie chce, bo niepopularne społecznie (wolny rynek). A w wersji minimum może np. zwracać VAT od ubrań dla dzieci itp. wprowadzić darmowe podręczniki w wersji elektronicznej (tu się ponoć stara, a czytnik ebooków do kupienia poniżej 300 zł), ułatwić otwieranie żłobków i przedszkoli (łatwiej otworzyć przychodnię niż żłobek).

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie zmieściło się w jednym komentarzu:

    5. Bezpłodność. Nie mam danych statystycznych, nawet nie wiem czy ktoś takie dane w Polsce zbiera. W ciągu ostatnich kilku lat wśród znajomych i rodziny urodziło się około trzydzieściorga dzieci. W dwu wypadkach była to wpadka, w jednym para dzieci planowana i o czasie. W pozostałych przypadkach dziecko urodziło się po wielu latach starań, często przy wydatnej pomocy ginekologa. Co ciekawe - tylko kilkoro z nich się leczyło na bezpłodność, większość po prostu nie stosowała żadnych zabezpieczeń przez kilka lat.
    Nie wiem czy to moje otoczenie takie niestatystycznie pechowe, czy też rzeczywiście mamy w Polsce problem epidemii bezpłodności. Za tym pierwszym przemawia fakt, że Polki na wyspach mglistych rodzą dzieci chętnie, za epidemią przemawia to, co moje oczy widzą...

    6. Przywileje dla kobiet w prawie pracy. Kobieta zachodzi w ciążę i zwykle szybko idzie na zwolnienie. Przez pierwszy miesiąc pracodawca płaci jej dalej pensje i zus. Po narodzinach dalej zwolnienie, potem urlop macierzyński itp. Od kliku miesięcy do kilku lat. Pracownica co chwilę się zwalnia na parę dni bo dziecko chore (pracodawca dalej za to płaci). Musi albo na jej miejsce przyjąć kogoś tymczasowo, przeszkolić, albo przerzucić jej zadania na inne osoby (jeśli ma na kogo) i płacić im za nadgodziny. Jak kobieta wróci do pracy po kilku-kilkunastu miesiącach to musi przywrócić ją na to samo stanowisko lub równie wysoko płatne. W dużych firmach zatrudniających 50 i więcej osób to problem ale do rozwiązania - jest kim zastąpić osobę nieobecną, jest pewna naturalna rotacja etatów jest gdzie zatrudnić wracającą kobietę. Dla firm zatrudniających kilka, kilkanaście osób to tragedia. O ile prostą pracownicę biurową/sklepową/itp. łatwo zastąpić, to specjalista jest już problemem. Nie przyjdzie za drobne, nie przyjdzie na chwilę. Ciąża w małej firmie jest w stanie ją ekonomicznie rozłożyć i znane są mi przypadki, kiedy ludzie zamykali firmę bo pracownica zaszła w ciążę! Przećwiczone, własnie w firmie w ciągu ostatnich 2 lat mam 3 ciążę... Ze względu na specyfikę mojej firmy możliwa jest praca zdalna, tak więc w czasie ciąż musiałem zastąpić pracownice przez zaledwie 2 miesiące (kocham pracować po 14 godzin na dobę...), ale nie każdy tak może.
    Wiele osób powie (i tak twierdzą politycy), że bez tych przywilejów kobiety nie miały by poczucia bezpieczeństwa na wypadek ciąży. I tak nie mają. Na pewno mają natomiast to, że dla większości pracodawców słowo "ciążą" brzmi jak "apokalipsa" i skutecznie potrafi on przekazać młodym pracownicom, że ciążą = koniec kariery. To jest też powód dla którego kobiety dostają niższe wynagrodzenie - pracodawca w ich pensji uwzględia "ubezpieczenie od ciąży".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dzięki za tak wyczerpujący komentarz, sam bym tego lepiej nie opisał

      Usuń
    2. Jeszcze gorzej... punkt 6 rozciąga się na wszystkie kobiety w wieku rozrodczym. Ale panie też są wiele temu winne, uciekają z pracy na etacie na chorobowe ciążowe jak najszybciej tylko się da, traktując to jak łatwą kasę bez wysiłku. Ba, aż za dobrze znam wiele przypadków gdzie świeżo zatrudniona na etat pani po kilku tygodniach okazywała się być w ciąży :(
      Oczywiście rzutuje to na podejście pracodawców do całej rzeczy pań, nie traktujących pracodawcy jak dojnej krowy..

      Usuń
  5. Podręczniki ufundowane przez państwo, czy zwrot podatku za ubranka nie są za darmo, żeby na nie znaleźć pieniądze trzeba sięgnąć do portfela podatnika/rodzica. A jakby tak nie płacić kobiecie za dziecko, tylko zwolnić jednego z rodziców z podatku i przy okazji wzmocnić instytucję rodziny. To właśnie rozdawanie pieniędzy prowadzi do patologii samotnych matek, najazdu imigrantów dziwnej maści itp.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ale zwrot VAT na przykład to nie jest dawanie kasy za darmo - tylko właśnie ulżenie rodzicom w podatkach - w stosunku do pieniędzy które JUŻ wydali

      nieprawdaż?

      Usuń
    2. Teoretycznie. Ale dużą, naprawdę dużą zmianę możnaby uzyskać nie przez pseudo wzmacnianie instytucji rodziny/statusu przyszłych i obecnych mam w pracy, ale przede wszystkim odciążenie pracodawców z tych przywilejów (i przerzucenie je faktycznie na instytucje rządowe lub socjalne).
      Mechanizm świetnie widać na osobach w wieku przedemerytalnym - kto zatrudni przedemeryta na umowę o pracę jeśli nie będzie mógł go zwolnić np. przez 3 lata bez względu na sytuację ekonomiczną??

      Usuń
    3. powiedzmy sobie szczerze - niestety na rynku pracy kobieta nie jest równa mężczyźnie właśnie z tego powodu - dla pracodawcy jest potencjalnie gorszym pracownikiem

      kobieta jest jednakże znacznie cenniejsza w społeczeństwie niż mężczyzna, jest jego bardziej wartościową częścią choćby z uwagi na czynniki biologoczne

      więc mamy dwa warianty - albo wolny rynek a'la Korwin Mikke - gdzie mężczyzna zarobi tyle (z minimum podatku), że jego żona bez żadnej pracy będzie miała wygodne zycie

      - albo niestety rozwiązania socjalno-fiskalne na korzyść kobiet, jednak bez dojenia pracodawców - rząd ma na to kupę kasy (nie mówicie, że nie ma bo wyśmieję w twarz!), to jest kwestia dobrej woli

      Usuń
  6. Mocno popadasz w skrajności, ale nie tylko przecież one istnieją na świecie. Np. pierwszy dla mnie nie do pomyślenia, napatrzyłam się na smutne efekty takich układów (zależności finansowej od jednego z partnerów), nie wspominając o sporej ilości samotnych mam, drugi - widzisz gdzieś na świecie by nadmiar socjału rozwiązał problem długofalowo? Być może istnieje gdzieś utopijne rozwiązanie, tylko my jesteśmy zbyt skostniali w swoim myśleniu :) Jednakże, jako kobiecie, szlag by mnie trafił przy obu podanych przez ciebie skrajnościach...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ok - jaka jest Twoja recepta, skoro nie skrajności?!

      Usuń
  7. Jest taka dziedzina nauki która zajmuje się symulowaniem życia w przestrzeni witrualnej. Tą tematyką uwielbiają się zajmować biologowie ewolucyjni oraz... specjaliści od komputerowych efektów specjalnych. W wielkim skrócie jest to symulacja zachowania istot żywych. Jednym z ciekawszych stwierdzeń wynikająych z tych badań jest to, że w świecie istot żywych (a więć i ludzi) nie isitnieje jedno, idealne, zachowanie. Strategia zachowania jednostki jest zależna od strategii zachowania innych jednostek, i co najważniejsze, zmienia się w czasie. Co oznacza, że w pewnych sytuacjach społecznych opłaca się np. mężczyźnie, być wiernym partnerem swojej wybranki (pilnujemy jednej kobiety, troszczymy się o nią i jej dzieci - bo prawie na pewno jej dzieci = nasze dzieci), a w innym społeczeństwie najlepszą strategią jest strategia playboya (zapładniamy "wszysto co się rusza" w nadzieji na jak największą ilość dzieci, które będzie wychowywał kto innny).
    Ten przydługi i nudny wstęp służył do odpowiedzi na wpis "Autorki". To co np. dziś uchodzi za skrajność, za kilka -kilkanaście lat zapewne będzie opinią umiarkowaną.
    Biologia jest brutalna - kobieta, biologicznie, w akt rozmnażania, wkłada dużo więcej od mężczyzny. Wszystkie znane nam historycznie wspólnoty (a więc wszystkie które przetrway choć przez kilka pokoleń) nakładały na mężczyznę specjalne obowiązki społeczne wobec kobiety i wspólnych dzieci. To był taki przymus społeczny aby osoba mniej obciążona rodzeniem dzieci choc starała sie wyrównać ten wysiłek kobietom. Oczywiście te ustalenia biologiczno-społeczne przekładały się na większą władzę polityczną mężczyzn.
    Niestety - dla kobiet - pojawił się feminizm (ruch sufrażystek), zakładający równość społeczną i biologiczną kobiet i mężczyzn. Oczywiście, części samców, się on nie podoba. Ale dla większości układ w któym kobieta ponosi 100% kosztów biologicznych i 50% kosztów społecznych i ekonomicznych jest o wiele ciekawszą sytuacją niż taka, gdzie kobieta ponosi 100% kosztów biologicznych rozmnażania, a facet 100% społecznych i ekonomicznych.
    Niestety, kiedy pojawiła się ideologia feminizmu, została ona wsparta przez państwo (chodzi mi o państwa zakotwiczone w kulturze europejskiej). Feminizm, jako szkodliwy dla kobiet, zniknął zaraz po pojawieniu się w wiekszości kultur, z wyjątkiem Europy
    CDN.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a to ciekawe spojrzenie, w ogóle nie myślałem o feminizmie, miałem to za marginalny problem, ale przecież na pewno wpływa on na resztę kobiet (np. obserwujących feministki)

      Usuń
    2. No tak, każde społeczeństwo, w różnych czasach wybiera jakieś krótkotrwałe rozwiązania, ewoluujące w różnych kierunkach i nigdy nie ma tak że jedno rozwiązanie obowiązuje wszędzie i wszystkich - z tym się z tobą w 100% zgodzę :)

      Co do skrajności - 100% ekonomicznie po stronie mężczyzn i 100% biologicznie po stronie kobiet, mam nadzieję, że to był niewielki odsetek :D takie podejście wydaje mi się zbyt straszne i nieefektywne dla obu stron, by mogło przetrwać.

      Usuń
  8. Problem w tym, że ludzi potrzeba nam do pracy coraz mniej, bo wszystko idzie w kierunku robotyki, a osób z emeryturą przybywa. Dlatego spadek urodzeń to reakcja naturalna, no i dzieci to spora inwestycja, a nie siła robocza.

    OdpowiedzUsuń