niedziela, 25 sierpnia 2013

Praca przy roznoszeniu ulotek...

Kiedyś jedna z osób, która mocno udzielała się na moich blogach stwierdziła, że praca przy roznoszeniu ulotek jest poniżająca, a osoby które to robią muszą mieć bardzo niskie mniemanie o sobie, by tykać się tak niskich lotów zajęcia... no cóż, zostawmy kwestie mentalności osoby, o której mowa, a skupmy się na tytułowym fakcie.

Wczoraj i dzisiaj sam pracowałem przy roznoszeniu ulotek na osiedlach domków jednorodzinnych i wsiach. Towarzyszyłem studentom zatrudnionym przez firmę z mojej rodziny, wykonując dokładnie taką samą pracę jak oni (no... ok... wiadomo.... także nadzorując "proces").

Czy czuję się poniżony? Kurcze... zupełnie nie... atmosfera była fajna i w międzyczasie, na ile praca pozwoliła, porozmawialiśmy sobie o wielu kwestach, takich jak ta z poprzedniego postu.

Czy moje mniemanie o sobie i samopoczucie spadło? A gdzie tam, jestem w dobrym humorze, zmęczenie fizyczne dobrze mi zrobiło (przypływ endorfin) i na pewno wstanie od biurka i komputera było bardzo pozytywną odmianą. Pogoda była super, a całe doświadczenie było dość przyjemne.

Co dalej? Jeśli czas pozwoli z chęcią znów wyruszę w teren i na ile kondycja pozwoli zmęczę się razem ze studentami!

Jak dla mnie jest OK. Uczciwa praca zawsze jest godna podziwu. Wstyd to kraść!



Przy okazji, o ile jeszcze na to nie trafiliście - dwa posty:

Inwestycja w nieruchomość letniskową. Wynajmowanie domku letniskowego w praktyce.

oraz

Whisky Grant's - recencja i opinie konsumentów.

 

3 komentarze:

  1. Masz rację, wstyd to kraść.
    A przespacerowanie się zawsze dobre dla zdrowia.

    Podstawową wadą pracy jest niska stawka (ale poziom skomplikowania pracy jest taki, że nie należy oczekiwać cudów) i coraz częściej konieczność drobnych kłamstewek by wejść na klatkę.

    A wchodząc na poziom ogólny pracy roznosiciela reklam:

    Problemem przy takiej pracy może być nieuczciwość każdej ze stron.
    1. Roznosiciela, który wywali gazetki do śmietnika i pójdzie na piwo (ankietowanie mieszkańców rejonu nie zawsze działa. Sam byłem świadkiem jak żul podążał śladem roznosiciela i wybierał gazetki z zasobników)
    2. Zleceniodawcy, który znajdzie "świadka, który widział roznosiciela na piwie".
    Dla obu przypadków najlepszym zabezpieczeniem jest telefon z GPS i odpowiednią aplikacją zapisującą przebytą trasę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. masz rację co do obydwu wspomnianych problemów

      hmm u nas raczej żule nie wybierają gazetek - za niska cena w skupie

      Usuń
  2. Piszesz "Uczciwa praca zawsze jest godna podziwu." - nie sposób się nie zgodzić. Ale z mojej perspektywy praca roznosiciela ulotek uczciwym zajęciem nie jest.

    Od razu zaznaczę, że obok wejścia do mojej klatki wisi skrzynka na ulotki. Niestety, poza supermarketami, które tam zostawiają gazetki, pozostali roznosiciele jakby jej nie zauważają.

    Najpierw osoba taka dzwoni domofonem i oszukuje mnie, podając się najczęściej za listonosza. Następnie kiedy już ktoś mu otworzy, podrzuca mi spam, o tyle gorszy od spamu komputerowego, że nie wystarczy dobry antyspamowy filtr. W wersji mniej ingerującej w moją przestrzeń będę musiał wyjąć niechciane ulotki ze skrzynki pocztowej i wyrzucić je na makulaturę. W wersji bardziej chamskiej spamer zaśmieci mi okolice moich własnych drzwi. Bez mojej zgody, a często przy moim wyraźnym sprzeciwie (uczciwszych spamerów, którzy przez domofon przyznają, że chcą podrzucić ulotki, informuję, że od ulotek jest skrzynka przy drzwiach - niestety, zazwyczaj to do nich nie dociera).

    Z mojego punktu widzenia praca ta jest równie uczciwa, co rozsyłanie komputerowego spamu.

    OdpowiedzUsuń