czwartek, 5 września 2013

Przyczyna klęski Napoleona, czyli źle zaplanowana inwazja na Rosję oraz jak autor tego bloga podbiłby Rosję.

Dlaczego Napoleon przegrał? Z prostej przyczyny - źle zaplanowana i przeprowadzona inwazja na Rosję. Marsz na Moskwę to od samego początku jedna, wielka katastrofa i porwanie się z motyką na słonce - czy możliwe było jednak podbicie Rosji z sukcesem? Odpowiedź brzmi "tak".


Napoleon miał tego pecha w życiu, że nie miał okazji czytać mojego bloga i nie wiedział jak się zabrać do sprawy. Ale cóż - życie jest brutalne. Wy macie tę przewagę nad Napoleonem, że jesteście moimi czytelnikami i możecie się dowiedzieć jak podbić Rosję (o ile wehikuł czasu przeniesie Was w czasy napoleońskie)!!! :->


Rzut oka na infografikę wystarczy (wnikliwy rzut oka - proszę powiększyć) aby się dowiedzieć jak topniały siły Napoleona (oraz sprzymierzonego Księstwa Warszawskiego) w miarę "postępów" tej niesławnej kampanii.

Poza wojną szarpaną skutecznie prowadzoną przez Rosjan (oddziały kozackie spełniały tę rolę znakomicie) główną przyczyną niepowodzenia była zła logistyka, a właściwie jej brak. Z wszelkich znanych mi opracowań wynika po prostu, że gigantyczne zgrupowanie wojsk posuwało się w stronę Moskwy licząc na "wyżywienie się na wrogu". Rosjanie jednak zastosowali taktykę spalonej ziemi i zagłodzili armię Napoleona na śmierć, paląc nawet główną zdobycz Napoleona - Moskwę. Proste, nieprawdaż?


Wojnę wygrywa przede wszystkim armia z dobrą logistyką, co wiadomo przynajmniej od czasów Aleksandra Wielkiego a potem z historii Imperium Rzymskiego. Czyżby Napoleon przesypiał lekcje historii w czasie swojej edukacji? Na to wygląda. Wielki wódz miał najwyraźniej luki w podstawowym, jak na tamte czasy wykształceniu. No cóż, zdarza się i najlepszym.


Recepta na wygranie kampanii rosyjskiej w owych czasach, dla średnio inteligentnego pasjonata militariów jest proste jak obsługa cepa.

- Po pierwsze po cholerę się pchać w 1812 w jakąś głęboką Azję, czyli na Moskwę, kiedy faktyczna stolica Rosji od ponad 100 lat jest na północ w Petersburgu?

- Po drugie, jak pisałem, logistyka? Trzeba być osłem, który na lekcjach historii (a o wykształcenie wówczas dbano) dłubał w nosie i obserwował muchy na suficie, zamiast uczyć się. Każdy dowódca wie, że wielka kampania musi mieć wielką i perfekcyjną logistykę i stałe linie zaopatrzenia, a taka ówczesną autostradą był Bałtyk a jej węzłami porty bałtyckie od Związku Reńskiego, Prusy i Gdańsk, będące wówczas pod napoleońskim butem, po Tallinn.

- Po trzecie potencjalnie przyjazna Napoleonowi lokalna ludność, będąca etnicznie i religijnie odmienna od Rosjan, oraz zupełnie inny poziom cywilizacyjny tych terenów jest wśród czynników które prawdopodobnie uniemożliwiłyby wojnę szarpaną i azjatycką taktykę spalonej ziemi. Pamiętajmy, że to był czas, kiedy narody w ówczesnym sensie zaczynały się budzić (czego srogo doświadczył Napoleon w Hiszpanii).

A potem? Cóż... można przewidzieć co by było potem, na pewno jednak odrodzona Rzeczpospolita, czy jakieś Wielkie Księstwo Warszawskie nawet pod napoleońskim protektoratem, by sobie z tym poradziła - jak z resztą wiele razy wcześniej....

12 komentarzy:

  1. Diagnoza przyczyny klęski Wielkiej Armii jest oczywiście słuszna - ale już "recepta na sukces" wcale nie taka oczywista!

    1. Sukces Bonapartego w poprzednich wojnach polegał m.in. na tym, że zerwał z XVIII-wieczną tradycją "wojny uczonej". Zamiast zapewniać sobie dobrze osłonięte linie zaopatrzenia, podciągać mozolnie magazyny i pilnować dobrego zaprowiantowania założył po prostu, że jego wojacy będą po drodze rabować żarcie i inne fanty. Dzięki temu był w stanie poruszać się o wiele szybciej i gromadzić na wybranym kierunku działania dużo większe siły niż "rozsądni" generałowie austriaccy, pruscy czy rosyjscy. To oczywiście przestało działać w pewnym momencie - tak naprawdę już w roku 1809 musiał Bonaparte i o magazyny i o linie zaopatrzenia zacząć się troszczyć, a zwycięstwo nad Austriakami w dużym stopniu "wymęczył" przewagą materiałową. W Rosji to działać nie miało prawa i nie zadziałało - niezależnie od faktu, że wysiłek logistyczny i organizacyjny, jaki podjął Bonaparte w tej kampanii - nie miał precedensu w dotychczasowych dziejach..!

    2. Użycie Bałtyku jako drogi zaopatrzenia było nader wątpliwe w sytuacji przewagi Royal Navy i otwartej wrogości Szwecji, która nawet w razie upadku wszystkich rosyjskich baz morskich, spokojnie mogła zapewnić brytyjskim eskadrom zaopatrzenie.

    3. Użycie wodnych dróg transportowych w tej części Europy jest w ogóle wątpliwe - skoro na 3 do 6 miesięcy w roku zamarzają..! I to jak raz wtedy, gdy żreć się najbardziej chce...

    4. Jak chodzi o pozyskanie ludności miejscowej, Bonaparte zrobił co mógł. 22 powiaty tzw. "Litwy" (obejmujące po prawdzie tylko część dawnego Wielkiego Księstwa Litewskiego - gdzieś tak do Mińska...) poniosły główny ciężar aprowizacji Wielkiej Armii - w dużej części: dobrowolnie, na ochotnika. Formując przy okazji własną siłę zbrojną i różne służby tyłowe. Ale już na Wołyniu (gdzie, co prawda, wkroczyli tylko Austriacy...), czy też we wschodnich województwach WXL - ludność pozostała bierna. Wątpliwe, by na Łotwie, czy w Estonii było inaczej...

    Podstawowy problem Napoleona w tej kampanii nie miał natury materialnej. On po prostu NIE WIEDZIAŁ CZEGO CHCE!

    Pojednania z pokajanym, skruszonym i przepraszającym carem Aleksandrem i powrotu do "ducha Tylży"..?

    Rozbicia Imperium Rosyjskiego i stworzenia sobie lądowej drogi do Indii, by tam uderzyć Brytyjczyków..?

    Odbudowy zjednoczonej Polski (minister spraw zagranicznych Napoleona, Maret hr. Bassano przed rozpoczęciem kampanii na wszelki wypadek wymusił na Metternichu układ przewidujący "po zwycięstwie" zamianę Galicji na tzw. Prowincję Ilryjską, czyli Chorwację).,.?

    Sam Bonaparte tego nie wiedział. A jak można wygrać, gdy nie wie się - na czym ma polegać to zwycięstwo..?

    Oprócz tego, oczywiście, była cała masa innych błędów (jak wyprzedzające swoją epokę, ale nierealne właśnie ze względów logistycznych użycie kawalerii Wielkiej Armii jako samodzielnej "armii konnej" - czy też nazbyt przekombinowany plan początkowego ataku...).

    OdpowiedzUsuń
  2. postaram się odnieść do wszystkich psporounktów ale, od czegoś trzeba zacząć:

    "3. Użycie wodnych dróg transportowych w tej części Europy jest w ogóle wątpliwe - skoro na 3 do 6 miesięcy w roku zamarzają..! I to jak raz wtedy, gdy żreć się najbardziej chce..."

    no i wtedy można by było wziąć sanie, konie... czy tak nie transportowano wówczas dóbr z Pomorza do Szwecji? a właśnie!?

    OdpowiedzUsuń
  3. "2. Użycie Bałtyku jako drogi zaopatrzenia było nader wątpliwe w sytuacji przewagi Royal Navy i otwartej wrogości Szwecji, która nawet w razie upadku wszystkich rosyjskich baz morskich, spokojnie mogła zapewnić brytyjskim eskadrom zaopatrzenie."

    Pomyślałem o tym, ale lepsze to niż nic - poza tym dodatkowa wojna morska na wymęczenie Anglików byłaby jednakże na korzyść Napoleona... oczywiście część dostaw przepadłaby, ale kluczowa część dotarła!

    Nie odniosłeś się do tego - dlaczego nie zaatakować cywilizowanej stolicy, czyli Petersburga, zamiast pchać się w dziki interior ruski?

    OdpowiedzUsuń
  4. "we wschodnich województwach WXL - ludność pozostała bierna. Wątpliwe, by na Łotwie, czy w Estonii było inaczej..."

    tam była ludność prawosławna, o żywiole rosyjskim, identyfikująca się z Carem

    a na Łotwie i Estonii?

    to jednak były początki przebudzenia się narodów w ówczesnym pojęciu - Hiszpania i tamtejszy opór o charakterze powstania narodowego jest tego dowodem

    OdpowiedzUsuń
  5. Sanki NIGDY nie pokonywały Bałytku ze Szwecji na Pomorze. To mit. Owszem - Zatokę Botnicką by się dało. A w porze najzimniejszej, może nawet Zatokę Fińską. Akurat Napoleonowi ani jedno, ani drugie do szczęścia w niczym nie było potrzebne...

    A ciągnąć sanki po zamarzniętych rzekach..? Do tego potrzeba koni. Do koni potrzeba paszy. A przecież też konie mają ciągnąć na tych sankach nie co innego, jak właśnie - paszę dla koni Wielkiej Armii (pasza dla koni to było gdzieś tak 70 - 80% całej logistyki...).

    Bonaparte prawdopodobnie nie miałby skąd wziąć tyle owsa i siana. Nie mówiąc już o ich przetransportowaniu taki kawał drogi...

    Skąd wiesz, że "kluczowa część (dostaw) by dotarła"?

    Wojna morska na Bałtyku już trwała - i Francuzi ją przegrywali.

    Skąd wiesz, że na Łotwie i Estonii (gdzie "warstwą oświeconą" byli Niemcy, nie darzący Cesarza Francuzów śladem sympatii...) zapanowałby taki sam entuzjazm jak na Litwie, a nie taka bierność jak w województwie mścisławskim, czy zgoła wrogość - jak za Dnieprem..?

    Marsz na Petersburg oznacza odsłonięcie prawej flanki i ryzyko, że Wielka Armia zostanie przyparta do Bałtyku - bez możliwości odwrotu czy zaopatrzenia.

    Poza tym, maszerując w ten sposób, Bonaparte wypuszczałby Kutuzowa, który uciekał przed nim NA MOSKWĘ.

    Żeby była jasność: to nie było tak, że Bonaparte postanowił sobie, że zdobędzie Moskwę!

    Nie! On chciał całą wojnę rozstrzygnąć w okolicy Wilna.

    Tyle że Barclay de Tolly i Bagration, przez czysty przypadek zresztą - uciekli (uciekli głównie dlatego, że Aleksandrowi nie udało się skoordynować ich działań, więc podzielona na dwie części armia rosyjska zamiast przyjąć bitwę, sromotnie zwiała, bo każda z tych części - 1 i 2 Armia - była osobno zbyt słaba, żeby chociaż pomyśleć o przeciwstawieniu się Wielkiej Armii: potem dorobiono do tego "ideologię" wciągania wroga wgłąb terytorium...).

    Rosjanom udało się zebrać do kupy dopiero kawał drogi za Smoleńskiem i wtedy , jak to planowali od samego początku, dali Bonapartemu "twardy odpór". Skończyło się to ich sromotną porażką pod Borodino (narodowe kino rosyjskie zrobiło z tej kompromitująco przegranej bitwy "zwycięstwo"...) - którego jednak Bonaparte nie wykorzystał z obawy przed utratą ostatnich rezerw.

    Jakaś szansa na wygranie wojny niewątpliwie tu właśnie była - gdyby wtedy pchnął Gwardię do ataku, gdyby dał Poniatowskiemu kopa w jaśnie oświeconą, książęcą dupę, co by szybciej się guzdrał przez ten las na tyły Kutuzowa...

    Po Borodino Kutuzow uciekał dalej, bo nie miał innego wyjścia. A Bonaparte go gonił. I tak doszli do Moskwy. A potem do Małojarosławca - jeszcze kawał drogi za Moskwą. I tam już Bonapartemu pogonić Kutuzowa się nie udało: siły się wyrównały!

    KIEDY Bonaparte miał iść na Petersburg? Kiedy obie armie rosyjskie uciekły mu z pułapki, którą na nie zastawił pod Wilnem..? Kiedy - za cenę ogromnych strat - PRAWIE ŻE starł 2 Armię Bagrationa w Smoleńsku, ale nie zdołał zapobiec połączeniu się jej resztek z 1 Armią? Po Borodino?

    W każdym z tych przypadków Bonaparte na taką propozycję rzuciłby "kurwą". Bo co to za sens? Wroga armia stoi w polu a my, zamiast ją niszczyć - bawimy się w turystykę nad zimnymi wodami Bałtyku..?

    Zadanie było nie do wykonania TYM SPOSOBEM, który Bonaparte obrał. To prawda. Ale zmiana kierunku głównego natarcia i uderzanie w próżnię - nic by tu nie zmieniły.

    Tak naprawdę, najwięcej sensu byłoby w sprowokowaniu Aleksandra do wykonania pierwszego uderzenia. Wtedy wojska rosyjskie siłą rzeczy musiałyby się zebrać w jednym miejscu - i prawdopodobnie wyszłyby Wielkiej Armii same na widelec...

    OdpowiedzUsuń
  6. ok, ciągnięcie sanek po Bałtyku mogłoby być problemem ale czy Bałtyk zawsze zamarzał w zimie?

    jak wyglądałoby się dogadanie ze Szwecją i odstąpienie jej dawnych zdobyczy terytorialnych, czyli Estonii i/lub Finlandii w zamian za udział w rozprawieniu się z Rosją - dla mnie rzecz realna!?

    Jak wyglądała infrastruktura w krajach bałtyckich, gdzie elitą byli Niemcy - i tu przyznam się nie orientuję w ówczesnym transporcie - ale jeśli ta infrastruktura była lepsza to czy nawet w czasach konnych marsz przez kraje bałtyckie nie byłaby szybsza?

    Czy Rosjanie, przerażeni marszem na stolicę - Petersburg - nie byliby zmuszenie do uderzenia we francuską flankę - zupełnie jak piszesz? to właśnie doprowadziłoby do konfrontacji - to było do przewidzenia - czy Napoleon nie umiałby tego wykorzystać?

    OdpowiedzUsuń
  7. Szwecja ani za Niderlandy, ani za Inflanty w życiu by się do Bonapartego nie przyłączyła. A to dlatego, że następcą tronu został tam właśnie jego marszałek, niejaki Bernadotte (jego potomkowie panują nas Socjalistycznym Królestwem Szwecji, czyli SKS do tej pory...) - który swego byłego pryncypała nienawidził gorzej niż Dyabeł wody święconej i jeśli tylko mógł mu zrobić na złość - to zrobił!

    Poza tym, odkąd Nelson rozstrzelał Kopenhagę, British Navy pływała sobie po Bałytku jak po Tamizie. I naprawdę mowy nie było o wykorzystaniu akwenu do jakiegoś poważniejszego transportu (już raczej to do przemytu...).

    Infrastruktura w krajach bałtyckich wyglądała lepiej niż na Litwie (głównie dlatego, że wbrew rozpowszechnionym mitom Rosjanie NIE PRZYGOTOWALI SIĘ do żadnego tam "wciągania wroga w głąb własnego terytorium!". Oni RÓWNIEŻ, tak samo jak Napoleon, planowali rozegrać kampanię na Litwie i potem przejść do ofensywy. Litwę więc, jako teatr działań wojennych - TDW - i kraj potencjalnie buntowniczy, ogołocili z zapasów i kruszcu, a także wywieźli archiwa, a czego wywieźć nie mogli, na ogół zniszczyli - ale tak było tylko do Berezyny i Dźwiny...). I trochę lepiej niż w Rosji centralnej, ale różnica nie była wcale tak dramatyczna.Ogólnie, jak chodzi o aprowizację Wielkiej Armii, to nie sądzę, aby robiło to różnicę.

    W sumie niewątpliwie masz rację o tyle, że gdyby Bonaparte zamiast ścigać Rosjan zrobił pauzę i ewentualnie zasymulował chęć powędrowania gdzie indziej (tylko zasymulował! Bo jak powędruje, to nie zdąży wrócić - to nie czasy kolumn zmotoryzowanych...) - to BYĆ MOŻE skłoniłoby ich to do przedwczesnego i nierozważnego ataku.

    Być może. A być może nie. Bo Bonaparte w tej kampanii ZROBIŁ strategiczną pauzę. Po zajęciu Moskwy. Spędził tam kilka tygodni.

    Kutuzow nie dał się nabrać. Nie zaatakował. Zamiast tego szkolił rekrutów, zabawiał się z "huzarkami" (był erotomanem i przemycił do obozu cały szwadron bab przebranych za huzarów...) i czekał.

    Kiedy Bonaparte w końcu stracił cierpliwość (czas działał na niekorzyść Francuzów - posiłki dla nich wędrowały już po 1000, po 2000 km, a Kutuzow swoich rekrutów i swoje "huzarki" miał na miejscu...) i ruszył naprzód - było za późno. Rosjanie byli już zbyt liczni, żeby się przez nich przebić...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ok, nie doceniłem sytuacji na Bałtyku,

      a jednak!

      jest jeszcze inny aspekt - doszedłby do Petersburga (zauważ, że przy tych odległościach marsz w każdym kierunku to wystawianie flanki na atak)

      Petersburga nie spalonoby tak jak Moskwy, czy to już nie miasto z kamienia? bardziej europejskie, nowoczesne? czy okoliczna ludność dałaby się rozpędzić tak jak Rosjanie? jak wpłynęłoby na sytuacje zajęcie rosyjskiej stolicy? siedzib władzy? czy w krajach bałtyckich (gdzie elita to byli Niemcy, a prosty lud nierosyjski) Rosjanie mogliby stosować taktykę spalonej ziemi?

      Usuń
    2. Rosjanie bynajmniej nie stosowali "taktyki spalonej ziemi" - i nie ma też śladu dowodu na celowe podpalenie Moskwy. To, że wsie wzdłuż traktów po których poruszała się Wielka Armia płonęły, to był skutek braku dostatecznej liczby namiotów i nawet płaszczy (po bardzo zimnym i mokrym początku lata - który kosztował Bonapartego dziesiątki tysięcy padłych z wyziębienia i z chorób spowodowanych jedzeniem spleśniałego pokarmu oraz picia skażonej wody koni i ludzi - przyszły dla odmiany typowo kontynentalne upały i żołnierze masowo pozbywali się wszystkiego, co tylko ich obciążało - a jak doszli w rejon Moskwy to już była jesień, zrobiło im się zimno...).

      Wielka Armia zresztą szła na Moskwę nie jednym traktem, tylko wieloma - frontem o szerokości kilkuset kilometrów. Oprócz tego, że tylko tak się dało, bo inaczej tak wielkiej kolumny nie przeprowadziłoby się w rozsądnym czasie, w zamyśle Napoleona miało to chronić tyły przed infiltracją kozacką. Do czasu to nawet działało. Oczywiście, kiedy już maszerowali z powrotem, w dużo mniejszej liczbie i w dużo gorszych warunkach - działać przestało.

      Rosjanie zrobili z tego mit "powszechnej wojny ludowej" - który jest zwyczajnie nieprawdziwy.

      Na Litwie ludność dobrowolnie i z ochotą oddawała żołnierzom Napoleona wszystko, co było im potrzebny (co jej zresztą w żadnej mierze nie chroniło przed gwałtami i rabunkami...). Za Berezyną znikała dobrowolność i ochota, a za Dnieprem - ludność starała się ukrywać swoje zboże, mięso, wódkę czy kobiety, a jeśli "furażujących" żołnierzy było niewielu, lub byli zbyt pijani, by celnie strzelać - brała ich na widły i cepy. Niczym to jednak nie różniło się od standardowego zachowania ludności wiejskiej w takiej sytuacji i nie sposób nazwać tego "wojną ludową"!

      Kolega dyskutuje nie z błędami Bonapartego, tylko z tym, jak Rosjanie te błędy przedstawili. Nie dziwi mnie to. Od 200 lat wielcy twórcy kultury rosyjskiej nieustannie wkładają ogromną energię w to, aby przebieg tej kampanii zafałszować - i udaje im się to, rzecz jasna, z wielkim powodzeniem...

      Usuń
    3. Nie zmieściło się w jednym, to dalszy ciąg poniżej.

      "Fakty i mity" o kampanii 1812 roku:

      1) Nie było żadnego "sprytnego planu wciągnięcia Wielkiej Armii w głąb Rosji" - na samym początku Rosjanie pogubili się z dowodzeniem i choć planowali od samego początku "twardy opór", a może nawet i ofensywę - okoliczności zmusiły ich do odwrotu. Dalej niż w najśmielszych przypuszczeniach ktokolwiek mógł się spodziewać...

      2) Nie było żadnego "marszu na Moskwę". Bonaparte nie bardzo wiedział, co chce osiągnąć dzięki tej wojnie, ale jednego był pewien - czegokolwiek chce, najpierw musi zniszczyć rosyjską armię. Celem kampanii nie było żadne konkretne miasto czy inny punkt terenowy, tylko - zniszczenie armii rosyjskiej. Nie udało się tego dokonać na Litwie, czystym przypadkiem - bo pogubieni Rosjanie zamiast się bić, od razu uciekli. Następne bitwy Bonaparte konsekwentnie wygrywał, ale Rosjanie za każdym razem uciekali - a on ich ścigał. Jak to w pościgu - to uciekający dyktował, dokąd zmierza pościg, nieprawdaż..?

      3) Nie było żadnej "taktyki spalonej ziemi". Tylko Litwę, jako przewidywany TDW ogołocono z zapasów, które mogły wpaść w ręce wroga. Zniszczenia dalej na Wschód wynikły z okoliczności poniekąd ubocznych, były przypadkowe.

      4) Nie było "celowego spalenia Moskwy". Miasto, w większości drewniane, spaliło się samo (była natomiast, to prawda, zadziwiająca dla Bonapartego, ucieczka lokalnej ludności - też zresztą wcale nie całej, bo głównie tych zamożniejszych - ale nawet zamożni mieszkańcy Wiednia czy Berlina nie uciekali, gdy zdobywał te miasta - tego, faktycznie, nie mógł zrozumieć...).

      5) Nie było "ludowej wojny z francuskim agresorem". Postawa ludności cywilnej nie miała większego znaczenia dla losów Wielkiej Armii. Owszem - na Litwie było łatwiej, bo zagubieni maruderzy, ranni i chorzy byli przez miejscowych opatrywani i odstawiani do najbliższych francuskich garnizonów - podczas gdy w "Rosji właściwej" ten, kto sam lub w małej grupie oddalił się od swojego oddziału, mógł liczyć tylko na siebie i na Opatrzność. Ale tak to już jest na wojnie. Zwłaszcza w Europie Wschodniej. Mamy to w genach, nieprawdaż..?

      Usuń
    4. ok, fakt, argumenty masz mocne i w tej dyskusji wydaje się, że masz rację

      jednak czy Napoleon nie wiedział co się dzieje w miarę posuwania się w głąb Rosji i czy nie mógł/nie chciał tego przewidzieć?

      Fakt nieprzygotowania Wielkiej Armii do nadchodzących mrozów był chyba jasny. Skoro tak - należało się wycofać na Litwę oraz do Księstwa Warszawskiego i tam przezimować. Ogłaszając propagandowo ucieczkę Rosjan, porażkę, itp.

      Od zawsze armia broniąca się na "swoim" terenie ma przewagę.

      Znasz także zapewne dalszy (w końcu) ciąg mojego rozumowania i zadawania kolejnych pytań - a będzie do atak Adolfa H. na Rosję

      Usuń
    5. Bonaparte próbował czegoś takiego dokonać. To znaczy - wycofać się na Litwę i przezimować.

      Tyle, że wziął się za to zbyt późno, straciwszy wiele tygodni na postój w zgliszczach Moskwy.

      W efekcie pod Wilnem porzucił resztki Wielkiej Armii, mianująca swojego szwagra Murata jej nowym dowódcą i rozkazując mu bronić się na Litwie do wiosny.

      Sam miał do tego czasu zebrać nową armię we Francji i w Niemczech i przyjść wiosną z odsieczą.

      Tyle tylko, że niemiecka dywizja (świeża, z nowych rekrutów złożona...), którą przeznaczono do ochrony samego Wilna - dosłownie zamarzła jednej, feralnej nocy i rano prawie nikt z niej nie został przy życiu. A Murat, zamiast bronić Wilna - zwiał co prędzej do swojego Neapolu...

      Usuń