wtorek, 1 października 2013

Czy lepiej mieć pracę w centrum czy na obrzeżach miast? Gdzie najlepiej lokować firmę? Dlaczego siedziby korporacji są zwykle w centrach dużych miast?

Ostatnio miałem wiele okazji porozmawiać z pracownikami korporacji, zarówno prywatnie jak i zawodowo i jednym z tematów, które podejmowaliśmy było: miejsce zamieszkania - praca - lokalizacja firmy. Dziś kilka wniosków na ten temat.




Powyżej żartobliwe przedstawienie mojej koncepcji deurbanizacyjnej przedstawionej na RM, które wysłał czytelnik :)


18 komentarzy:

  1. tylko ze w centrum dużego miasta są i tramwaje i autobusy a na obrzeżach tylko autobusy i często trzeba jeszcze przejść z kilometr od przystanku, oczywiście można wydać kilka razy więcej na paliwo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jeli patrzysz z perspektywy niemobilnego studenta to fakt,

      ale prawie każdy z moich rozmowców musi dojechać do tego centrum z oddalonego przedmieścia - poruszając się w obrębie przedmieścia wydajesz mniej na paliwo

      stanie w korku kosztuje

      Usuń
    2. mieszkam blisko centrum i do 2 miejsc pracy musialem jezdzic na obrzeża a raz mialem prace w miescie i do niej chodzilem. niestety ale tylko korporacje mają biura w centrum reszta dużych firm znajduje sie na obrzeżach, co dla Ciebie jest zaletą, bo co za różnica czy z wioski jedzie sie do miasta czy z miasta do wioski. mieszkając i pracując w mieście ma się dobry dojazd a jak trzeba zahaczyć o wioskę już różnie bywa z dojazdem. jestem inżynierem i nikt nie zrobi produkcji w centrum bo grunt jest drogi a jakbym mieszkał na wiosce to może się okazać że mam do wyboru przejechać przez całe miasto albo je objechać obwodnicą dokładając ileś km.

      Usuń
    3. jednakże meszkając na przedmieściu blisko parku biznesowego miałbyś może i 5-10 minut do pracy, więc warto

      sluchaj - czas to nasz najcenniejszy zasób - pieniądze można zarobić - czsu nie można

      zdecydowanie najlepiej np. kupić mieszkanie w delevoperskiej wysepce lub domek na przedmieściu, zalożysz rodzinę i zobaczysz

      ja wybrałem jeszcze inny wariant, relokację do miasta 75 tys. mieszkańców będącym jednoceśnie jednym wielkim parkiem biznesowym i jednym z najdynamiczniej rozwijających się miast w PL

      ani pół sekundy nie załuję wyprowadzki z Poznania, Stary Rynek i okolice są piękne, ale od świeta w dobrym towarzystwie

      reszta czasu to praca i biznes, nie ma lekko, tym bardziej warto sobie proscić życie

      Usuń
    4. ja mieszkam na Wildzie. 75 tys. to nie takie małe miasto. ale jakbym miał się wyprowadzić gdzies na obrzeża to ... mniej marketow, mam kawałek do 2 biedronek, blisko do lidla, moge zrobić tanie zakupy a weź teraz wyprowadz sie na wioske, zachce Ci się piwa i w wioskowym sklepie musisz przepłacić kilkadziesiąt groszy a często tez pojechać samochodem. mieszkanie 61m w kamienicy ogrzeje rocznie za 1,5 tys. zł przy wspólnej kotłowni na gaz a weź ogrzej dom, nie musze palic w piecu, nie musze dbać o teren do okoła domu, nie muszę odśnieżać. na obrzezach tez sa wielorodzinne ale chyba nie po to sie idzie na wioski żeby mieszkac w blokach. do lekarza blisko, a rynek blisko, kino blisko, knajpy blisko, ogólnie wszystko mam pod ręką i przy okazji taniej. nawet fryzjerka w Poznaniu jest tańsza.

      Usuń
    5. Wilda nie jest zła, to dzielnica, a jakby małe miasteczko, blisko do Warty, terenow zielonych. Do Centrum mozna dojść piechotą.

      Fakt całkiem wygodna dzielnica.

      Usuń
  2. To nie lokalizacja jest ważną, tylko dystans miedzy praca a miejscem zamieszkania , dla mnie 20 min max i to piechota jest priorytetem,w poszukiwaniu pracy lub mieszkania, mimo ze mam samochód. KaYa

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a wiesz ile ja mam do pracy, a ze 3 minuty piechotą i to chyba łącznie z ubraniem się!

      po epizodzie poznańskim, gdzie zaznałem i korków i bycie sardynką w transporcie miejskim (zapach + tłok) i wszystkich wielkomiejskich uroków świadomie wybyłem na prowincje i tak ustawiłem sobie życie i pracę by nie mieć wielkomiekjskich przyjemności

      natomiast jeśli mam ochotę w 1h jestem na rynku we Wrocku w niedzielę, więc jaki problem?

      deurbanizacja, parki biznesowe z dala od centrum i epoka IT (telepracy) to przyszłość

      Usuń
  3. Cudnie!I o to chodzi! Ja mam 12 min niespiesznym spacerkiem co mnie dotlenia i relaxuje.KaYa

    OdpowiedzUsuń
  4. Idzie stare?? :) Odkąd zmieniłem dojazd do korpo 40 km w jedną stronę, na własny biznes "za ścianą w domu" coraz wyraźniej widzę sens XIX wiecznej idei budowania osiedli przyzakładowych... To wcale nie było takie głupie i jak najbardziej jest do zastosowania dziś...
    Tak sobie myślę, że akceptowalny przeze mnie czas dojazdu lub dojścia do pracy to 30 minut w jedną stronę. Oczywiście mniej = lepiej.
    Roman

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. pytanie czy w dzisiejszych czasach można sobie pozwolić na marnowanie minumum 2x1hx5dni w tygodniu? tylko na wielkomiejski dojazd? to jest 10h tygodniowo na męczących dojazdach do korpo - a znam ludzi robiacych i 20h na dojazdy tygodniowo - są skrajnie tym wykonczeni!

      Usuń
    2. Tego niestety nikt nie liczy bo dla prawodawcy czas spędzony przez pracownika w drodze z/do pracy jest "czasem wolnym" :)
      A przecież dałoby się to przeliczyć na realne zotówki wyciekające z gospodarki, bo jak sądzę "stanie w korkach" obniża wydajność pracującego...
      Roman

      Usuń
    3. no tak, niech to będzie argument który trafi do zwolenników re-urbanizacji, centralizacji, itp.

      Usuń
  5. Mylisz mieszkanie blisko pracy z mieszkaniem na obrzeżach. Prawie wszystkie wymienione przez ciebie zalety podpadają pod mieszkania blisko pracy - nie ważne czy to obrzeże czy to ścisłe centrum. I z tym się zgodzę, czy swój biznes czy cudzy dla którego się pracuje, oszczędność czasu, nerwów i pieniędzy, wysiłku - jak jest blisko domu, to jest świetnie.

    Chociaż dla mnie obrzeża miast są dla wariatów ;) Może oprócz jednej czy dwóch rzeczy - dla mnie - reszta to same minusy, których bliskość wobec potencjalnego zatrudniającego nie wymazuje.

    OdpowiedzUsuń
  6. Dla mnie - przy tej ilości minusów górujących nad zaletami, jakie widzę przy mieszkaniu na obrzeżach miast - to dla wariatów/pasjonatów.
    Mieszkałam zarówno na obrzeżach, w małej miejscowości, jak i w centrum dużego miasta. To, co mi odpowiada, to możliwości jakie daje dobrze skomunikowana (nie mylić z mieszkaniem w pobliżu węzła komunikacyjnego to co innego!), najlepiej majaca co najmniej paręnaście lat część miasta, pełna zieleni (do parku mam 200 metrów), infrastruktury, odpowiedniego rodzaju mieszkańców (sąsiedzi są ważni!), dająca niemożliwe do uzyskania korzyści ekonomiczno-organizacyjne w porównaniu do przedmieścia/obrzeży miast by nie rozwodzić sie zbytnio nad tym, że nie przymusza mnie to do posiadania samochodu i umożliwia transport rowerem bez strachu o wjazd na obwodnicę/drogę szybkiego ruchu bez ścieżek rowerowych. I w takiej części miasta teraz mieszkam (ideału jeszcze nie znalazłam, ale obecna lokalizacja ma dla mnie zdecydowanie nadwyżkę zalet nad negatywami). Nie przeprowadziłabym się na obrzeża, w moim przypadku to impreza zdecydowanie dla wariatów porównując czas, pieniądze, wysiłek i ograniczenia wynikające z mieszkania w lokalu albo domu bez zapewnienia udogodnień dostępnych na terenie miasta (obrzeża Wrocławia ich nie mają). Nie, dziękuję - chyba nawet w sytuacji gdyby było mnie na taką imprezę stać i miałabym ludzi od dbania i miliard pierdół i pilnowania nieruchomości bym do niej nie była uwiązana... Już zdecydowanie szybciej przeprowadziłabym się do jakiegoś np. miasteczka, ale na pewno nie na obrzeża Wrocka. Jak widać, w mojej opinii góruje zdecydowanie doświadczenie własne. Jak się znajdzie swoje miejsce do życia, to wszyscy inni jawią się jak szaleńcy :D
    Oczywiście, ludzie mogą mieć inne potrzeby i to, co we mnie wywołuje skrajną niechęć (np. niedostępność mediów miejskich na obrzeżach), dla innych nie jest żadnym problemem. Nie wyobrażam sobie braku szerokopasmowego neta (zarabiam dzięki niemu) i uzależnienia od kapryśnego neta komórkowego, albo konieczności pilnowania centralnego (dwie awarie podczas wyjazdu zimą z rodzinnego domu - nie miał kto palić w piecu - w zeszłym roku spowodowały rozsadzenie rur od centralnego i kosztowny remont). Obrzeża takiego Wrocka to dla mnie równie paskudna organizacyjnie-finansowo impreza jak mieszkanie na wsi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. aaahhh, Wrocław to zupełnie inny świat, rozumiem teraz twój punkt widzenia

      Usuń
  7. A propos 'innego świata' i organizacji życia we Wrocławiu. Byłam niedawno w Warszawie, tez korzystałam z komunikacji miejskiej i podobnie jak przy wcześniejszych wizytach uderzyła mnie jedna rzecz.
    Ten, który dał kontrakt na tramwaje wrocławskie Czechom, kompletnie nie rozważał sprawy z punktu widzenia pasażera. Wystarczy wejść do tramwaju z pesy i widać zupełnie inne podejście w projektowaniu przestrzeni - miejsca, wygoda, materiały, nie widać było przeszkadzających połączeń (o słynnej głośności skody na wrocławskich torowiskach nie chce mi się juz pisać).
    Po takim przykładzie widać wyjątkowo jaskrawo, że niekiedy wygoda i sens dla mieszkańców danego miasta czasem to inna planeta niż planeta pod nazwą Ratusz i decydenci, których działania wpływają co codzienne życie.
    Do definicji idealnego miejsca trzeba koniecznie dodać "nieprzeszkadzających w życiu" miejskich urzędników :D

    OdpowiedzUsuń